Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Szymon Hołownia i jego partia toną. Oto co ich podzieliło [2 POWODY]

przeczytanie zajmie 5 min
Szymon Hołownia i jego partia toną. Oto co ich podzieliło [2 POWODY] zrzut ekranu [z:] https://www.youtube.com/watch?v=Do3u_p_dTys

Nie sposób nie odnieść wrażenia, że Hołownia chciałby być jak Mentzen, ale dopiero niedawno na to wpadł. Dostrzegł, że pozycję polityczną budować można dając do zrozumienia, że warunkowo popiera się jedną stronę sporu, ale nie wyklucza dealowania z drugą. Gdyby działał tak od początku kadencji to możliwe, że nie roztrwonionoby pokaźnego społecznego zaufania.

„Sami doprowadziliśmy do sytuacji, że zawsze będzie źle, pytanie tylko, jak bardzo” – powiedział kilka dni temu Tomaszowi Żółciakowi i Grzegorzowi Osieckiemu jeden z działaczy Polski 2050. Trzeba przyznać, że ta lapidarna a trzeźwa konstatacja idealnie podsumowuje obecną sytuację partii Szymona Hołowni.

Od kilku dni niemal codziennie słyszymy o nowej odsłonie awantury w tym ugrupowaniu. A to zastanawiamy się, czy Szymon Hołownia nie zechce wrócić do liderowania, przekonując Radę Krajową do powtórzenia całych wyborów, nie tylko drugiej tury. A to – najnowsze wieści – czytamy, że ponoć już przed pierwszą turą grupa lojalistów byłego marszałka Sejmu planowała jego powrót do partyjnej gry.

Sytuacja robi się najbardziej kuriozalna, gdy przypomnimy sobie, że poparcie Polski 2050 waha się w sondażach od 1 do 3 proc. Kłótnia trwa zatem nie o fotel lidera, a – w dłuższej perspektywie – stanowisko syndyka.

Stosunek do Tuska i liberalizmu

Gdyby jednak na chwilę odłożyć pokusę – niemałą – znęcania się nad partią Hołowni, to obserwując podziały w niej można wydestylować realne różnice, które doprowadziły tę formację do tak spektakularnego upadku. Nie sprowadzają się jedynie do koteryjnych animozji.

Po pierwsze, Polska 2050 dzieli się fundamentalnie na ludzi, którzy wierzą w projekt samodzielny, oraz na tych, którzy chętnie oddadzą się pod miłościwe panowanie Donalda Tuska. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz chce odgrywać podmiotową rolę w koalicji i zaznaczać wyraźnie, w których miejscach należy spisać z Koalicją Obywatelską protokół rozbieżności. Widać to choćby na przykładzie szeroko pojętej mieszkaniówki, z blokowaniem programu „Kredyt 0 proc.” na czele.

Dodatkowo, w sferze idei minister funduszy pozycjonuje się jako, mówiąc w skrócie, liberalna rewizjonistka. Pełczyńska-Nałęcz nie ma poglądów lewicowych, ale w większej liczbie dziedzin niż jej polityczni koledzy widzi niedostatki wolnego rynku i miejsce do ingerencji państwa.

Z drugiej zaś strony mamy stronników Pauliny Hennig-Kloski, którzy bardziej społecznej postawy zdają się obawiać niczym ognia. „Interwencjonistyczny” kurs partii, co wprost komunikował Ryszard Petru, uznają za jeden z powodów utraty poparcia.

W gruncie rzeczy chcieliby oni powtórzyć – przyznajmy, skuteczny – manewr z 2023 roku, kiedy Trzecia Droga z udziałem ich formacji odebrała wyborców rosnącej wówczas dynamicznie w sondażach Konfederacji. Pokazywali się wtedy jako szczerzy, ale „rozsądni” liberałowie, bez naddatku narodowo-prawicowego. Petru, jako intelektualny lider tej frakcji, proponuje wobec tego powrót do postulatów w rodzaju obniżenia składki zdrowotnej.

Nic dwa raz się nie zdarza

To jednak mogło udać się tylko raz. Po pierwsze, jak trzeźwo przyznaje Petru w rozmowie z Witoldem Gadomskim na łamach „Gazety Wyborczej”, na razie te postulaty pozostały w sferze życzeń. Skrajnie prorynkowi wyborcy Koalicji 15 Października, a tak naprawdę emigranci z Konfederacji, mają – biorąc pod uwagę rozbudowane obietnice – powody do niezadowolenia. Nie zanosi się bowiem, żeby w najbliższym czasie któryś z ich postulatów zrealizowano; chyba że za taki uznamy finalne zabicie projektu reformy Państwowej Inspekcji Pracy.

Po drugie, Konfederacja nie jest dziś tą samą partią co przed ponad dwoma laty. Pozbyła się Grzegorza Brauna i uległa mainstreamizacji. W obliczu wzrostów Korony trudno dziś na poważnie nazywać formację Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka „skrajną prawicą”, a zatem odpada argument ze strachu.

Jednocześnie tacy ludzie jak Hennig-Kloska czy basujący jej Petru byliby z pewnością dużo bardziej niż Pełczyńska-Nałęcz spolegliwi wobec Donalda Tuska. I choć przyznają, że potrzeba twardych rozmów wewnątrz koalicji (kto przy zdrowych zmysłach otwarcie powie, że odda w lenno partię-matkę), to w istocie wadziłby premierowi rzadziej niż częściej, bo zabierałby się za mniej ryzykowne tematy.

Szymon (nie)zbawiciel

Gdzieś w tym wszystkim jest jeszcze Szymon Hołownia, niekwestionowany do niedawna lider tego środowiska. Momentami mąż stanu – jak w trakcie powyborczego szaleństwa części Koalicji Obywatelskiej – powstrzymujący polską demokrację przed upadkiem. Innym razem polityk wyraźnie emocjonalnie rozchwiany, targany ambicjami, mało realistycznymi wizjami i zmieniającymi się pomysłami na dalszą rolę w życiu publicznym,

Mimo że niegdysiejszy marszałek Sejmu pozycjonował się jako trzecia siła, po zawiązaniu koalicji w 2023 roku zapomniał o tym zobowiązaniu. Wykonywał polecenia Tuska albo po prostu odpowiadała na zapotrzebowania jego, a nie własnego, elektoratu: również te mało przyjemne, jak wygaszanie mandatów Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika.

Gdy jako druga osoba w państwie zorientował się, że w ten sposób niechybnie czeka go funkcja połkniętej przystawki, zaczął wykonywać nerwowe ruchy. Słynne spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim u Adama Bielana do dziś w liberalnych mediach uchodzi za główny powód fatalnych notowań byłego już marszałka i jego partii.

Nie sposób nie odnieść wrażenia, że Hołownia chciałby być jak Mentzen, ale dopiero niedawno na to wpadł. Dostrzegł, że pozycję polityczną budować można dając do zrozumienia, że warunkowo popiera się jedną stronę sporu, ale nie wyklucza „dealowania” z innymi. Gdyby działał tak od początku kadencji – o początku kariery politycznej nie mówiąc – to niewykluczone, że nie roztrwoniłby swojego pokaźnego kapitału społecznego zaufania.

To już jest koniec

Tak, warto pamiętać, że tę formację i samego lidera kilkukrotnie składano już do politycznego grobu. Nigdy nie byli jednak w położeniu aż tak złym: z tak toksycznymi emocjami wewnątrz i tak mizernymi sondażami jednocześnie. Trudno zakładać, by niezależnie od wyniku wewnętrznych wyborów  obie zwaśnione grupy startowały w wyborach 2027 roku z jednej listy.

Stronnicy Hennig-Kloski udadzą się zapewne do bezpiecznego portu pod nazwą Koalicja Obywatelska, zaś zwolennicy Pełczyńskiej-Nałęcz będą dla siebie szukali innej formuły działania, której na dziś nie jesteśmy w stanie przewidzieć.

Jednocześnie Koalicja 15 Października – choć łódka się chybocze – raczej nie straci większości. Owszem, pojawił się niedawno spin, w myśl którego Hołownia spróbuje wyprowadzić swoich najwierniejszych ludzi z rządowego sojuszu, ale w obliczu medialnego piekła byłoby to gaszenie pożaru benzyną.

W Polsce 2050 prawdopodobnie zaszedł mechanizm, o którym Tomasz Markiewka opowiadał mi na tych łamach na przykładzie lewicy. Jeśli siła polityczna jest mała i niewiele (nawet relatywnie) znaczy, to niejako automatycznie zaczynają się kłótnie.

„Słabość potęguje frustrację. Gdy nie ma się wpływu na władzę, to każda różnica zdań urasta do olbrzymiej rangi, niemal definiującej całą tożsamość.

Gdyby koalicja lewicowa miała 40% poparcia i realnie zmieniała prawo w Polsce, łatwiej byłoby skonsolidować to całe środowisko. Trochę tak jak w sporcie: jeśli drużyna wygrywa, to atmosfera też dopisuje. Gdy zaczyna przegrywać, nagle się okazuje, że wszyscy się nawzajem nie znoszą” – mówił filozof z UMK.

Jeśli któremuś ze stronnictw z dzisiejszej Polski 2050 przyjdzie wygrywać, to już w ramach innej formacji lub większego obozu, w którym raczej nie będą mogli liczyć na podmiotową rolę. Pod własnym szyldem mogą chyba jedynie poprowadzić krwawą wojnę o środki z budżetowej subwencji.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.