Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Transformacja bez instrukcji. Jak Pszów podnosi się po zamknięciu kopalni

Transformacja bez instrukcji. Jak Pszów podnosi się po zamknięciu kopalni autor ilustracji: Bruno Dziadkiewicz

Przez ponad sto lat kopalnia wyznaczała rytm Pszowa. Gdy zniknęła, miasto straciło nie tylko miejsca pracy, ale i swoje centrum życia społecznego. Dziś na terenach dawnej „Anny” powstaje biblioteka, żłobek i nowe instytucje publiczne. Czy to wystarczy, by odbudować miejską tożsamość? Rozmowa z burmistrzem Piotrem Kowolem.

Pszów na tle Śląska wyróżnia się historią i skalą przemian, jakie przeszedł w ostatnich kilkunastu latach. Jakie momenty w dziejach miasta uważa pan za kluczowe dla zrozumienia jego dzisiejszej sytuacji?

Pierwsze ślady historyczne osady datuje się na 1265 r. Mieliśmy więc okrągłą rocznicę. Mała osada rozwijała się, znajdując się na trakcie handlowym, łączącym Pszczynę z Raciborzem. Rozkwit nastąpił od czasu sprowadzenia, w ramach pielgrzymek, ponad 300 lat temu do pszowskiego kościoła obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej.

Obraz uległ lekkiemu zniszczeniu, a renowacji podjął się artysta wodzisławski. Od tamtej pory zmienił swoje oblicze – jako wizerunek Matki Boskiej Pszowskiej Uśmiechniętej. Dzięki temu Pszów stał się ośrodkiem pielgrzymkowym dla rejonu pogranicza polsko‑czeskiego.

Kolejny etap znaczącego rozwoju naszego regionu związany był z odkryciem w latach 30. XIX w. pokładów węgla. W tym okresie rozwoju powstały osiedla górnicze. Żyliśmy spokojnie w tej kohabitacji: Kościoła, przemysłu i ludzi. Miasto stało się w pewnym momencie dużym ośrodkiem górniczym – w okresie szczytowym w samej kopalni pracowało ponad 7 tysięcy osób.

W końcu jednak węgiel w kopalni „Anna” zaczął się kończyć, aż w 2012 roku nastał czas jej likwidacji – jako pierwszej na Śląsku. Brzydko mówiąc, zostaliśmy „królikiem doświadczalnym” w procesie transformacji, przez co okres zamykania trwał zdecydowanie za długo. To, co nieuniknione, jedynie rozciągnęło się w czasie, przynosząc fatalne skutki. Miasto przejęło pierwsze budynki po kopalni dopiero w 2019 roku.

W całym tym procesie likwidacyjnym najgorsze było to, że Kompania Węglowa (przekształcona później w Spółkę Restrukturyzacji Kopalń), która przejęła teren „Anny”, sprzedawała wszystko, na co znalazł się kupiec. Bez jakiejkolwiek konsultacji, bez rozmów z miastem.

Zamknięcie kopalni „Anna” było dla Pszowa momentem przełomowym. Jak to wydarzenie wpłynęło na miasto w dłuższej perspektywie – nie tylko gospodarczej, ale też społecznej?

Zamknięcie kopalni mogło się odbyć z pożytkiem dla mieszkańców naszego miasta, ale nikt z miastem nie uzgadniał ani tempa, ani procesu. Najatrakcyjniejsze tereny zostały sprzedane podmiotom, które do dziś prowadzą uciążliwą działalność.

Przez długi okres likwidacji pozostałe tereny pozostawały zaniedbane, a obiekty stopniowo popadały w ruinę i były rozkradane. Mierzymy się ze skutkami tamtych decyzji do dzisiaj. A władze samorządowe, moi poprzednicy, są obarczani winą za coś, na co nie mieli najmniejszego wpływu.

Trzeba pamiętać, że zamknięcie zakładu górniczego to nie tylko zamknięcie samej kopalni. Tak naprawdę ucierpiało całe miasto – wiele podmiotów było od niej zależnych. Pracownicy kopalni znaleźli miejsca pracy w innych zakładach górniczych – zniknęli z miasta, a to sprawiło, że zamknięto wszystko, co było wokół.

Odpływ z miasta był ogromny (ok. 3 tys. mieszkańców) – wiele osób było związanych z kopalnią, ale nie utożsamiali się z samym miastem. Zamknięcie kopalni wywołało ogromne tąpnięcie społeczne. Jest to problem, z którym miasto boryka się do dzisiaj.

Czasem się o tym zapomina, ale to przecież kopalnia organizowała ludziom życie: zajęcia, potańcówki, zaplanowane soboty i niedziele. Słowem: dawała poczucie wspólnoty. Jeżeli coś działo się w mieście, organizowała to kopalnia.

Choć od zamknięcia minęło wiele lat, mało jest inicjatyw społecznych – ludzie nie są przyzwyczajeni do tego, aby samodzielnie coś organizować.

Skutki zmian społecznych odczuwamy nadal, ale widać już pierwsze symptomy większego zainteresowania – zaczynają wchodzić w dorosłe życie młodzi ludzie, którzy kopalni już nie pamiętają. W Miejskim Ośrodku Kultury organizujemy spotkania, występy, również teatr. Wciąż jednak więcej jest tu ludzi z okolic niż z samego Pszowa. Musi minąć jeszcze trochę czasu, zanim ta część społeczna się odrodzi.

Nie jest tak, że gospodarczo jest już dobrze i stanęliśmy na własnych nogach. Nie – dopiero powoli się podnosimy. Brakuje nam nowej działalności gospodarczej. Próbujemy z Katowicką Specjalną Strefą Ekonomiczną, rozmawiamy z Krajowym Ośrodkiem Wsparcia Rolnictwa. Wciąż szukamy sposobu, aby pobudzić gospodarczo to miasto.

W jaki sposób chcecie przekonać przedsiębiorców, że warto prowadzić biznes w Pszowie?

Dobry teren, dobre miejsca – dobre warunki do prowadzenia działalności. Dlatego też rozmawiamy z Katowicką Specjalną Strefą Ekonomiczną, która pozwala przedsiębiorcy inwestować z korzyścią finansową na objętych strefą gruntach.

Z KSSE podpisaliśmy porozumienie w tym zakresie. Liczymy na wymierne efekty współpracy. Mamy nadzieję, że atrakcyjne miejsca przyczynią się do rozwoju przedsiębiorczości, a za tym ponownego osiedlania się nowych mieszkańców.

Tereny po kopalni „Anna” przez lata były symbolem utraty i zaniedbania. Skąd wziął się pomysł, by właśnie tam stworzyć nowe centrum miasta?

W 2019 roku przejęliśmy tereny od Spółki Restrukturyzacji Kopalń. Wtedy większość ludzi nadal była emocjonalnie związana z kopalnią, więc oczekiwanie społeczne, żeby coś na tym terenie zrobić, było duże. Przejęliśmy cztery obiekty wraz z terenem, który był w fatalnym stanie – zdegradowany praktycznie do granic możliwości. Idea była taka: zorganizujemy tu centrum kulturalno‑społeczno‑administracyjne.

Pszów jest ciasnym miasteczkiem z gęstą zabudową, pod urzędem trudno nawet zaparkować. Stąd pomysł, żeby „nowe” centrum miasta urządzić właśnie na odzyskanym terenie kopalni. Bezpośrednim impulsem był program budowy lub remontu bibliotek. Nasze miasto jako jedno z niewielu nie miało biblioteki z własną siedzibą.

Rewitalizację pokopalnianych terenów podzieliliśmy świadomie na trzy etapy – tak, aby można było niezależnie starać się o środki finansowe na każdy z nich i aby realizacja jednego etapu nie warunkowała drugiego. Stworzyliśmy strategię pozyskiwania środków zewnętrznych.

Rewitalizacja rozpoczęła się od przebudowy budynku maszyny wyciągowej szybu „Jan”. To pierwszy obiekt bezpośrednio przy głównej drodze, swoista wizytówka całego terenu. Po przebudowie nową siedzibę znalazła tam biblioteka miejska, a także Ośrodek Pomocy Społecznej. Zrewitalizowaliśmy również sam szyb – obecnie to wieża widokowa z miejscem wypoczynkowo‑rekreacyjnym dla mieszkańców. Pozyskaliśmy na tę realizację 17 mln złotych, a 1 mln dołożyliśmy z miejskich pieniędzy.

Podjęliśmy też działania związane z zagospodarowaniem kolejnych terenów pokopalnianych, na które pozyskaliśmy prawie 30 mln złotych. Rozstrzygnęliśmy już przetarg i niedługo ruszy budowa zaplanowanych obiektów: żłobka miejskiego oraz centrum organizacji pozarządowych z izbą pamięci. Na jej realizację mieszkańcy szczególnie liczą, gdyż mają mnóstwo pamiątek z czasów działania kopalni i chcą znaleźć dla nich godne miejsce. Impuls gospodarczy zapewni program „Lokale na start” dla biznesu.

W trakcie planowania zależało nam najbardziej na podkreślaniu i zachowaniu historycznej tożsamości tego miejsca. Przez lata kopalnia wyznaczała rytm i miasta, określała charakter społeczności. Dziś, tak jak kiedyś, nad terenem góruje szyb „Jan” z napisem „Anna”. Już nie wszyscy pamiętają kopalnię, dlatego utrwalamy nasze górnicze dziedzictwo: w środku biblioteki zachowaliśmy maszynę wyciągową czy potężną suwnicę.

Trzy budynki pokopalniane będące w prywatnych rękach są już także remontowane i zapewne niedługo „wrócą” do życia miasta. Zaplanowano tam inicjatywy lokalnych przedsiębiorców.

Wspomnę jeszcze o inwestycji w innej części miasta – zrewitalizowanym terenie po byłym szybie „Ryszard”, gdzie powstał „Park Ryszard”. Znajduje się tam mur oporowy z muralem o tematyce ekologicznej, tworzonym przez wszystkie pszowskie szkoły.

Jeśli spojrzymy na rewitalizację oczami mieszkańca, co trzeci etap zmieni w jego codziennych trasach, nawykach i sposobie korzystania z miasta?

W budynku magazynu głównego przy byłym szybie „Chrobry” planujemy ulokować nową siedzibę urzędu miasta. To zadanie znalazło się w „Strategii Subregionu Zachodniego Województwa Śląskiego” jako jedno z kluczowych. Walczymy o te środki. Optymistycznie patrząc, za 3–4 lata centrum społeczno‑administracyjne znajdzie się w całości na terenie byłej kopalni, tworząc nowe serce miasta.

Jakie reagowali mieszkańcy?

Na początku pojawiały się głosy krytyczne czy nawet hejterskie. Mieszkańców udało się przekonać, gdy obszar wokół kopalni rzeczywiście się zaczął zmieniać. Biblioteka stała się miejscem spotkań – nie tylko wypożyczania książek, ale rozmów, wydarzeń, koncertów.

Byłem parokrotnie świadkiem, że ludzie chcą się tam spotykać. Jak np. wtedy, gdy dwie koleżanki umawiają się, żeby pogadać – w fajnej atmosferze, w ciszy i spokoju. Albo podczas spotkania autorskiego z miejscowym poetą, ks. prof. Jerzym Szymikiem, bardzo znanym w naszej okolicy. Biblioteka pękała w szwach.

Czy Pszów, po doświadczeniu likwidacji kopalni, buduje dziś nową tożsamość – czy raczej próbuje na nowo opowiedzieć tę dawną?

Myślę, że to raczej próba opowiedzenia jej na nowo. Pszów historycznie przyciągał ludzi – najpierw pielgrzymów, później górników. Dzięki wydarzeniom miejskim i nowej bibliotece znów to jest możliwe. W Pszowie nie można się nudzić, choć często lepiej widzą to osoby przyjezdne. Ta świadomość w mieszkańcach musi się jeszcze obudzić.

Prace badawcze “Stowarzyszenia Piękny Region” pokazały, że w Pszowie są tereny bardzo ciekawe także przyrodniczo. Chcemy to wykorzystać, tworząc wokół przyszłego zespołu przyrodniczo-krajobrazowego ścieżki pieszo-rowerowe, częściowo łączące się z terenami po byłej kopalni, prowadzące na Pszowskie Doły.

Co w tym procesie okazało się najtrudniejsze, a co – z dzisiejszej perspektywy – było warunkiem koniecznym, by te zmiany w ogóle mogły się zacząć?

Najtrudniejsze było przekonanie ludzi na początku. Gdy zaczęliśmy liczyć koszty, zamierzony efekt wydawał się nieosiągalny. Ale determinacja się opłaciła. Wartością tego terenu jest zróżnicowanie funkcji obiektów – żeby to miasto żyło!

Ktoś przyprowadzi dziecko do żłobka, ktoś zajrzy do biblioteki, inni będą mieli sprawy do załatwienia w urzędzie, do tego szeroko pojęta działalność gospodarcza. Najgorszy scenariusz byłby taki, że ktoś przychodzi raz, ogląda i już nigdy nie wraca. To by była nasza porażka.

Patrząc na tempo i charakter tych zmian – co dziś uważa pan za największe wyzwanie dla Pszowa na najbliższe lata?

Chcemy iść dalej. To, co było trudne, takie pozostaje. Jestem jednak optymistą, patrząc na to, co się dzieje. Wierzę, że mozaika, którą tworzymy i te kilka fajnych miejsc, przyciągną również przedsiębiorców i miasto będzie rozwijać się dalej.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.