Donald Trump w pigułce. Rada Pokoju ma być jego prywatnym ONZ
Donald Trump po raz kolejny daje popis chaosu, ignorancji i nieprzewidywalności. Niekonsultowany z nikim pomysł Rady Pokoju, z dyktatorskimi uprawnieniami obecnego prezydenta USA, to zła wiadomość dla Polski i świata. Oto 8 powodów.
Decydenci nie zdążyli jeszcze przetrawić Wenezueli, zająć stanowiska wobec Grenlandii, a Donald Trump już wjechał z kolejnym oryginalnym pomysłem – Radą Pokoju. Sam koncept powstania nowej instytucji nikogo nie zaskoczył; jej powołanie było wszak zapowiadane z okazji zawarcia porozumienia między Izraelem a Hamasem.
Jednak amerykański prezydent w swoim stylu zaskoczył świat. Przedstawił on wizję zupełnie nowej organizacji międzynarodowej, której kompetencje nie ograniczają się jedynie do zarządzania Strefą Gazy. Pomysł Trumpa jest wart analizy przede wszystkim z tego powodu, że jak w soczewce skupia sposób uprawiania przez niego polityki.
Koncept Rady Pokoju w kształcie zaproponowanym przez prezydenta USA obrazuje bowiem nieprzewidywalność jego działań, ignorancję wobec dotychczasowego doświadczenia w rozwiązywaniu problemów międzynarodowych, dezaprobatę wobec istniejących instytucji, lekceważący stosunek do innych państw, a przede wszystkim – niezrozumienie własnej pozycji.
Jakie wnioski wynikają z propozycji Trumpa i – nade wszystko – na czym polegają jej mielizny i deficyty?
1. Prawo międzynarodowe nie ma znaczenia
Mimo że mandat do stworzenia nowego ciała dała sama Rada Bezpieczeństwa ONZ, to ograniczał się on do nadzoru nad kwestią konfliktu na Bliskim Wschodzie. Tymczasem Rada Pokoju w świetle pomysłu Trumpa rości sobie prawo do znacznie szerszych uprawnień. Ma się ona zajmować rozwiązywaniem różnych konfliktów na świecie, bez ograniczeń terytorialnych.
Jakimi konkretnie konfliktami? Potencjalnie wszystkimi, które wskaże sam Trump, mający – jak widać – w poważaniu prawnomiędzynarodowe zobowiązania.
Co ważne, w Radzie znalazły się przede wszystkim osoby o poglądach sprzyjających Izraelowi. Oczywiście to nie zaskakuje, bo taką politykę Trump prowadzi od początku prezydentury. Natomiast trudno, aby w tej sytuacji Rada zyskała jakąkolwiek legitymizację ze strony Palestyny, nie wspominając już o Hamasie. To nie wróży osiągnięciu jakiejkolwiek stabilizacji w Strefie Gazy.
2. Ignorancja i brak pokory wobec rzeczywistości
Trump proponuje w istocie nową organizację międzynarodową. Wiele złego można powiedzieć o aktualnie funkcjonujących instytucjach tego typu, ale na pewno nie to, że mamy ich deficyt. Problem z Radą Pokoju nie polega tylko na tym, że pojawia się nowy twór, ale na tym, że dubluje ona najważniejszą organizację świata, czyli ONZ, i to jej kluczowej instytucji, jaką jest Rada Bezpieczeństwa.
Ktoś powie, że może to i dobrze, bo przecież RB od lat jest krytykowana za pat w kwestiach ze względu na rozbieżności między Zachodem a Rosją i Chinami.
Sęk w tym, że klincz w nowej organizacji może być większy, bo przecież Rosja również została do niej zaproszona. Z kolei większa liczba państw nie ułatwi, a utrudni podejmowanie decyzji. Pokazuje to ignorancję Trumpa, bo proponuje on nowe, nie analizując, dlaczego stare nie działało.
3. Nieprofesjonalne wykonanie
Klucz doboru składu jest totalnie niefunkcjonalny. Organizacja, która ma mieć globalne zastosowanie, powinna mieć czytelne zasady członkostwa, jeśli nie ma być otwarta na kogokolwiek.
Tymczasem wybór 60 państw, do których Trump wysłał zaproszenie, nie opiera się na niczym, poza jego widzimisię. Trudno nawet bronić tezy, że w tej grupie są tylko istotne państwa proamerykańskie. Mamy mydło i powidło, czysty Trumpowy chaos.
Nie przedstawiono szczegółów funkcjonowania zarówno samej Rady, jak i jej zarządu. Nie wiemy, jakie będą narzędzia i sposób działania.
Wykonanie jest zatem amatorskie. Jeśli poważne państwo chce przekonać innych do swojego pomysłu, to najpierw powinno ono przedstawić ogólną ideę, żeby otworzyć dyskusję, a dopiero potem przesłać gotową koncepcję, jeśli chce temat sfinalizować. Tymczasem Trump zaczął od dostarczenia półproduktu, który wywołuje jedynie spekulacje co do jego funkcjonalności.
4. Skład: biznes i dominacja USA
Trump proponuje obecny skład na 3 lata. Jeśli jednak ktoś chciałby zapewnić sobie stałe miejsce, w Radzie to musi wpłacić… 1 miliard dolarów wpisowego. Czysta biznesowa logika wchodzi z butami do polityki międzynarodowej.
Owszem, zasada „im więcej płacisz, tym większy masz wpływ”, jest powszechnie obecna, ale nigdy w równie bezceremonialny i bezpośredni sposób. Gdyby taki scenariusz się zrealizował, oznaczałoby to przyspieszenie destrukcji dotychczasowych reguł, które łagodziły różnice w sile państw.
Duch biznesowy widać także w składzie zarządu Rady. Poza politykami znajdują się w nim również ludzie z kręgu Trumpa, mający bezpośredni interes finansowy w podejmowanych decyzjach.
To oznacza, że amerykański prezydent nie tylko wpuszcza do globalnej polityki ludzi o innym „mindsecie” (to jeszcze nie byłoby złe), ale także takich, którzy będą się kierować chęcią osiągnięcia osobistych korzyści. To zaś grozi „prywatyzacją” zarządzania problemami międzynarodowymi na większą skalę.
Skład ujawnia również radykalną dominację Amerykanów. Nie powinno to szokować, bo w wielu instytucjach świata mieli oni decydujący głos, ale nigdy w aż takim stopniu.
Klucz doboru personaliów jest naprawdę dziwny. Będą w niej zasiadać przedstawiciele administracji (m.in. Marco Rubio), ale też po prostu ludzie z otoczenia Trumpa – zarówno ci, którzy byli już zaangażowani w sprawy bliskowschodnie mimo braku formalnego mandatu (Jared Kushner, Steve Witkoff), jak i ci, którzy znaleźli się w Radzie „bez żadnego trybu” (Robert Gabriel, bliski współpracownik szefowej sztabu Białego Domu Susie Wiles, czy Marc Rowan, miliarder inwestujący w Izraelu).
Taka mieszanka różnych logik wśród świty Trumpa pokazała toksyczność sposobu działania prezyenta. Taki sposób doboru personaliów tworzy konflikty, uruchamia dworskie intrygi, a przy okazji deprecjonuje rolę formalnych instytucji. Wprowadzanie jej na poziom globalny grozi większym zamieszaniem o potencjalnie niebezpiecznych skutkach.
5. Trump jako imperator
Statut Rady nadaje Trumpowi funkcje de facto dożywotniego przewodniczącego, a więc również wtedy, kiedy skończy się jego prezydentura. Co więcej, jego uprawnienia są dyktatorskie. Przewodniczący ma bowiem wyłączne prawo zapraszania innych państw, jak również odwołania poszczególnych członków, oraz wyznaczenia swojego następcy. Oznacza to, że Rada Pokoju będzie faktycznym folwarkiem dzisiejszego lokatora Białego Domu.
Mamy zatem dowód na to, że Stany nie chcą rezygnować z globalnych instytucji. Oni chcą po prostu je w pełni kontrolować. Koncepcja Rady Pokoju pokazuje, że instytucje ONZ nie podobały się Trumpowi nie dlatego, że były efektem globalizmu, ale dlatego, że prezydent USA nie miał nad nimi pełnej kontroli. Teraz chce mieć nowe, prywatne ONZ.
Co więcej, pomysł Trumpa to dowód na to, że USA nie wycofują się ze świata. Wręcz przeciwnie – jeszcze mocniej chcą się w niego angażować, tyle że na innych warunkach. Trumpizm nie jest więc o izolacjonizmie, ale amerykańskim imperializmie, i to w niemal kolonialnej odsłonie, bo wszyscy potencjalni członkowie będą jedynie statystami amerykańskiej głowy państwa.
Rada Pokoju dobrze pokazuje naturę zarzutów Trump(istów) wobec ładu pozimnowojennego. Okazuje się, że problemem nie jest to, że w świecie powstały globalne instytucje, ale to, że w niewystarczającym stopniu USA wyciskały dla siebie korzyści. Trump zdaje się mówić, że USA powinny nie tylko zachęcać marchewką, ale równie często wymuszać kijem.
6. USA nie liczy się z sojusznikami
Trump proponuje nową globalną organizację, a pomysłu nawet nie skonsultował z tymi, których do niej zaprosił, o formalnych sojusznikach nie wspominając. Zwyczajnie ogłosił nową inicjatywę i wysłał propozycję statutu.
Co istotne, dał państwom kilka dni na decyzje, bo cała sprawa ma się sfinalizować w czwartek w Davos. Taki sposób postępowania wprowadza ogromne napięcie, a finalnie efekt dla samego Trumpa będzie zapewne gorszy, niż gdyby wybrał „standardowe” konsultacje wcześniej.
Nie trzeba wielkiej wyobraźni, aby przewidzieć, że dla wielu kluczowych państw Europy taka propozycja będzie nieodpowiedzialna. Z obecności w Radzie już zrezygnowała Francja, Szwecja i Norwegia, ale pewnie niedługo do tego grona dołączą kolejni.
7. Polska w trudnym położeniu
Rada Pokoju to kolejny temat trudny dla Polski. I prezydent Karol Nawrocki, i premier Donald Tusk zdają sobie sprawę z tego, że to fatalny pomysł. Podobnie jednak jak w sprawie Grenlandii wypowiedzi polityków w Polsce są wstrzemięźliwe, bo każdy wie, że podkopywanie sojuszu z USA to najgorsza wiadomość dla polskiego bezpieczeństwa.
Polska musi więc chodzić po linie – z jednej strony unikać pomruków Trumpa, a z drugiej nie może całkowicie zdeprecjonować unijnej perspektywy, która traci cierpliwość do prezydenta USA.
Rada Pokoju będzie kolejnym po Grenlandii tematem, który podzieli państwa UE. Trump nie tylko więc oddala horyzont współpracy USA z UE, ale i osłabia samą Unię od środka. Dla Polski to zła wiadomość.
8. Trump to energetyczny wampir
Pomysł Rady to kolejny dowód na to, że Trump jest energetycznym wampire. Co chwila dostarcza opinii publicznej powodów do żywiołowych dyskusji, sporów, a ostatecznie z dużej chmury rodzi się mały deszcz. Amerykański prezydent jest mistrzem koncentracji uwagi, a nie rozwiązywania realnych problemów. Uważam, że tak skonstruowana Rada nie przyniesie żadnego rozwiązania.
Ponieważ propozycja nie jest na żarty, a zaproszenia zostały rozesłane, to będzie to poważny test na siłę amerykańskiej głowy państwa. Uważam, że USA nie mają dziś takich zasobów, aby taka polityka mogłaby się powieść, szczególnie że „operacyjne” wykonanie kuleje na wielu frontach. I to jest główny problem Trumpa – przeszacowuje nie tylko swoją siłę, ale i USA.
Zamiast mądrego odwrotu mamy prężenie muskułów. Niestety z fatalnymi konsekwencjami dla świata, Polski, ale też i samych Stanów.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
