Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

„Artefakty polskie” są o mnie. Tetrycy to patrioci, jakich potrzebujemy

przeczytanie zajmie 4 min
„Artefakty polskie” są o mnie. Tetrycy to patrioci, jakich potrzebujemy Leszek Milewski i Jakub Olkiewicz, screen [z:] https://www.youtube.com/watch?v=xkQHX4nhvNk

Docenienie trzepaka jako podwaliny wszystkich polskich sukcesów sportowych, apologia brzuchatych wujasów i wreszcie prosty zachwyt nad codziennością. Książka Leszka Milewskiego i Jakuba Olkiewicza, popularnych Tetryków, to opowieść o patriotyzmie, jakiego potrzebujemy.

Co ma piernik do wiatraka? Co ma listopad do czteropaka?

Artefakty polskie opierają się na bardzo prostym, wręcz ascetycznym schemacie. Na zmianę Leszek i Kuba piszą o jakimś artefakcie, który kojarzy im się z polskością. I tak w książce znaleźć możemy zarówno racę – jako wyraz polskiej niepokornej dumy – jak i okres grillowy utożsamiany z porą ciepłą w Polsce.

Nie brakuje tu również gorzkich nut polskiej transformacji lat 90. ani opisu przywar naszego narodu. Idealnym przykładem jest felieton poświęcony telewizorom wystawianym w salach szpitalnych, które kosztowały 2 złote za godzinę. W satyryczny sposób Leszek Milewski przedstawia to „zjawisko” w polskiej służbie zdrowia jako uwypuklenie kompleksów, drobnych zawiści i kłótliwości naszych rodaków.

Nie jest to jednak książka o narodowych wadach. Owszem, pojawiają się one niejednokrotnie – w bardziej lub mniej oczywistej formie – ale przykrywa je wylewający się z kart sentyment.

I nie chodzi tu o sentyment za „rajem utraconym”, jakim miałoby być dzieciństwo (poza felietonem o mirabeli), ani o nostalgię za dorastaniem w latach 90. i na początku dwutysięcznych. To raczej zdrowe, nieprzesłodzone przywiązanie do wszystkiego, co polskie.

Każdy felieton odkrywa coś nowego: jakiś przedmiot, o którym mogliśmy zapomnieć, albo który znamy już wyłącznie jako wspomnienie – być może nawet nie nasze własne. Jakieś zjawisko, które choć jest częścią naszej codzienności, pozostaje zupełnie przezroczyste. Aż do momentu, w którym ktoś każe nam na nie spojrzeć jeszcze raz.

Zgrabność pióra

Jak lubi w swoich programach powtarzać Kuba Olkiewicz: „język polski to najpiękniejszy język, jaki znam, bo nie znam żadnego innego”. Właśnie w warstwie językowej ta książka również się wyróżnia. Zarówno Kuba, jak i Leszek pozwolili sobie na puszczenie wodzy fantazji – i okazuje się, że wcale nie przesadzili.

Dawno nie miałem w rękach pozycji, która jednocześnie zachwyciłaby mnie zgrabnością języka i wysublimowanym humorem. Oczywiście, zdarzają się momenty, gdy humor wysokich lotów zmienia się w żart opowiadany kolegom przy którejś z rzędu kolejce piwa. Wszystko jednak mieści się w przyjętej konwencji i wszystko ze sobą współgra.

Nawiązania do dzieł kultury, górnolotne porównania, celnie użyty sarkazm w momentach, gdy jest on naprawdę potrzebny, sprawiają, że to pierwsza książka od lat, przy której zdarzało mi się śmiać na głos, samemu do siebie. Pierwsza, którą zabierałem na spotkania rodzinne i czytałem fragmenty na głos, by inni mogli śmiać się razem ze mną.

Jestem odbiorcą treści Tetryków od dawna. Czasem oglądam i czytam ich z większą regularnością, czasem z mniejszą. W ogóle nie zdziwiło mnie, że chłopaki dysponują takimi pokładami trafiającego w mój gust poczucia humoru. Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie jednak ich kultura słowa pisanego i literacka swoboda.

Dobre, bo polskie

Jak już wspomniałem, z tej książki wylewa się strumień przywiązania do Polski – do polskości rozumianej szeroko i bez zadęcia. Do wszystkich dobrych i złych stron państwa polskiego, do każdej drobnej skazy na obrazie narodu, która sprawia, że całość mieni się jeszcze ciekawszym światłem.

Felieton otwierający książkę poświęcony jest listopadowi. Nie miesiącowi, lecz –jak przekonuje autor – porze roku, a właściwie władcy całości polskiej pogody.

„Albowiem kontynentem, na którym mieści się Polska, jest listopad. Ustrojem, według którego żyjemy, jest listopad. […] ktokolwiek by nominalnie w Polsce nie rządził, jest tylko lichym urzędnikiem, sekretarzem terroru, zaledwie wykonawcą woli miłościwie nam panującego listopada” – pisze Leszek Milewski.

Nie jest to jednak klasyczne wpisywanie się w martyrologiczną narrację, w której Polakowi jest źle, i dobrze, że jest źle, bo skoro jest źle, to znaczy, że jest godnie. Nie ma tu bezrefleksyjnego narzekania. Jest tęsknota za ciepłem, za brakiem pluchy, za starą dobrą śnieżną zimą i słonecznym kwietniem. Jest jednak także docenienie listopada – najgodniejszego z miesięcy.

Listopad, trwający od połowy października do połowy kwietnia, jest wspaniały, bo jest nasz. Tak samo jak miernik grubości lakieru – idealny symbol polskiej oszczędności, przeciwstawiony zachodnim świnkom-skarbonkom. Podobnie rzecz ma się z trzepakiem, będącym fundamentem wszystkich sukcesów polskich sportowców.

Tetrycki sznyt

To zresztą doskonale współgra z tym, co Leszek i Kuba przekazują w swoich programach. „Play-offy” zup polskich, województw, miesięcy czy powiedzonek. Za każdym razem Tetrycy podkreślają – z charakterystycznym dla siebie humorem – jak ważne są dla nich te małe i wielkie elementy składające się na codzienny obraz ojczyzny.

W felietonie napisanym z okazji Święta Niepodległości Kuba Olkiewicz zawarł takie słowa:

„Łatwo jest kochać Polskę z plakatów dzieciaków w szkole – Polskę zatopioną w bieli i czerwieni, Polskę z przewodników turystycznych, Polskę z pomników największych w naszej historii. Nieco trudniej zauważyć, że pokochać można też drogi ekspresowe, przyjemną obsługę w Urzędzie Skarbowym, programy darmowych badań dla osób w grupie ryzyka, skromną podwyżkę dla nauczycieli, pana grajka, który realizuje swoje hobby na jednej z głównych miejskich arterii, swój lokalny klubik z wymierającego 20-tysięcznego miasteczka”.

Wszystko to jest wewnętrznie spójne. Nie pisze się wielkich słów o rzeczach małych, jeśli nie ma się głębokiego przekonania, że z ich pozornej marności wypływa realna wartość.

Współczesny patriotyzm

Gdyby ktoś zapytał mnie, dlaczego jestem patriotą, odpowiedziałbym: właśnie z takich powodów, jakie Tetrycy opisali w swojej książce. Być może to kontrowersyjne, ale czuję większe przywiązanie do mojego ulubionego Dino, schabowego w niedzielne popołudnie i trzepaka pod blokiem mojej babci – na którym starsi kuzyni uczyli mnie zwisać – niż do jakiejkolwiek innej, abstrakcyjnej idei polskości.

Wielkie wygrane i przegrane bitwy, upadłe powstania i kolejne odradzanie się z popiołów, ciężka praca pokoleń, które wykuły niepodległą ojczyznę – wszystko to napawa mnie zadumą. Bliższa jednak ciału koszula, a piękno Polski odnajduję przede wszystkim w codzienności.

Zgadzam się z Romanem Dmowskim, który pisał: „Jestem Polakiem – to znaczy, że należę do narodu polskiego na całym jego obszarze i przez cały czas jego istnienia, zarówno dziś, jak w wiekach ubiegłych i w przyszłości”. Niemniej to nie w przeszłości ani w przyszłości leży nowoczesny patriotyzm. Leży on właśnie w tych najmniejszych rzeczach, które nas kształtują.

Czy bowiem schabowy w niedzielę i dewolaj na chrzcinach nie są doświadczeniami uniwersalnymi dla większości z nas? Czy lato – zwane również okienkiem listopadowym – nie zaczyna się wraz z pierwszym zapachem kiełbasy śląskiej unoszącym się w sąsiedztwie? Tego sobie i wam życzę: żebyśmy zakochali się w tej codzienności niepodległej ojczyzny.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.