Żyjemy w Erze Wojen Handlowych. Czy alternatywą jest powrót konfilktów zbrojnych?
„Zaletą wojny gospodarczej, przy wszystkich swoich wadach, jest to, że może być alternatywą dla konfliktu zbrojnego. Pewnego dnia Era Wojen Handlowych się skończy, ale gdy tak się stanie, będziemy za nią tęsknić”. Publikujemy fragment książki Edwarda Fishmana Punkty krytyczne. Amerykańskie strategie w czasie wojen handlowych.
Koniec powojennego snu
Każda era zawiera w sobie nasiona własnego zniszczenia. System powojenny ustanowiony w Bretton Woods został oparty na założeniu, że powstrzymywanie międzynarodowych finansów poprzez kontrole kapitałowe i stałe kursy wymiany było niezbędne, by ożywić gospodarkę i zapewnić stabilność polityczną. Przez prawie trzydzieści lat ten system się sprawdzał. Ze zgliszczy wojny wyłoniła się światowa gospodarka, która była bardziej dynamiczna i wydajna niż kiedykolwiek wcześniej.
Kraje wyniszczone po latach walki, dyktatury i okupacji wojskowej odrodziły się, a następnie przemieniły w bogate państwa opiekuńcze. Francuzi wspominają tę erę z czułością jako les trente glorieuses, czyli chwalebne trzydzieści lat. Natomiast te cechy, które kiedyś sprawiały, że system z Bretton Woods był skuteczny, ostatecznie zaczęły wywoływać tarcia.
Stałe kursy wymiany walut, będące pierwotnie gwarantem stabilności, stały się źródłem nieufności i zniechęcenia. Korporacje międzynarodowe znalazły sposoby, by ominąć kontrole kapitału, a ich wysiłki stopniowo zdobywały poparcie egocentrycznych rządów. Gdy system z Bretton Woods dobiegł końca na początku lat 70. XX w., upadł pod własnym ciężarem.
Globalizacja – bogactwa w niebezpiecznym świecie
W przeciwieństwie do systemu z Bretton Woods, era globalizacji gospodarczej, która zyskała na znaczeniu w latach 90. XX w. i trwała jeszcze w XXI w., nie miała wyraźnego momentu założycielskiego. Jednak mimo to była oparta na fundamentalnym założeniu, że gospodarcza współzależność uczyni świat bogatszym i bezpieczniejszym.
Przez jakiś czas to również się sprawdzało. Niektóre gospodarki, które nie uczestniczyły w les trente glorieuses – w tym Chiny, były blok sowiecki i inne kraje rozwijające się – doświadczyły własnych cudów gospodarczych, a Stany Zjednoczone i ich uprzemysłowieni rówieśnicy cieszyli się kolejnym okresem dobrobytu.
Gospodarcza współzależność rzeczywiście uczyniła świat bogatszym. Natomiast nigdy nie uczyniła świata bezpieczniejszym. Dzisiaj, w czasie wojny oraz czasie rosnących napięć geopolitycznych, mało kto to pamięta, ale logika obustronnych korzyści zintegrowanych rynków i łańcuchów dostaw miała doprowadzić do tego, że na świecie nie będzie już konfliktów.
Rywalizacja międzypaństwowa miała ograniczać się do „miękkiej siły” (soft power). Puchar Świata i Konkurs Piosenki Eurowizji zastąpiłyby geopolityczne machinacje znane z przeszłości. LeBron James i Yao Ming zajęliby miejsce Kennedy’ego i Chruszczowa.
Brakującym ogniwem tej optymistycznej narracji było jednak uznanie, że hiperglobalizacja stała się możliwa tylko wraz z końcem zimnej wojny. Integracja gospodarcza na skalę światową była konsekwencją końca zimnej wojny, a nie jego przyczyną.
Jak pisał historyk John Lewis Gaddis, ostre podziały między gospodarkami Stanów Zjednoczonych i ZSRR skutkowały relacją charakteryzującą się „wzajemną niezależnością”, a nie współzależnością. To, co obserwujemy dzisiaj, to gospodarka światowa wciąż pasująca do łagodnego środowiska geopolitycznego lat 90. XX w., a nie do dzisiejszego, bardziej drapieżnego środowiska.
Era Wojen Handlowych i jej konsekwencje
Triumfalny marsz globalizacji najpierw zwolnił tempo podczas kryzysu finansowego z 2008 r. i wynikającego z niego politycznego odwetu, mającego miejsce w przypadku uprzemysłowionych gospodarek, które doświadczyły eksplozji populistycznej złości z powodu długotrwałych nierówności społecznych i stałego spadku produkcji. Zwrot w tył nastąpił dopiero po tym, jak rządy zaczęły postrzegać gospodarczą współzależność jako zobowiązanie, a nie atut.
Ponieważ gospodarki wszystkich wielkich mocarstw były ze sobą powiązane, rządy mogły wykorzystywać punkty krytyczne do wywierania presji na rywali. W świecie, w którym widmo nuklearnej zagłady powodowało, że „gorąca” wojna między wielkimi mocarstwami była praktycznie nie do pomyślenia, globalizacja dawała państwom bardziej realny sposób prowadzenia walk. To był kontekst, w którym Stany Zjednoczone zbudowały swój arsenał gospodarczy – kontekst, w którym narodziła się Era Wojen Handlowych.
Nie wiemy jeszcze, kiedy Era Wojen Handlowych się skończy, ale możemy sobie wyobrazić, jak do tego dojdzie. O kompromisach, które decydenci w Waszyngtonie, Pekinie, Brukseli i Moskwie będą musieli wypracować, można pomyśleć w kategoriach niemożliwej trójcy składającej się z gospodarczej współzależności, bezpieczeństwa gospodarczego i rywalizacji geopolitycznej. Współistnieć ze sobą mogą tylko dwa z nich, ale nigdy wszystkie trzy naraz.
Podczas trwania zimnej wojny mieliśmy do czynienia z rywalizacją geopolityczną. Każdy blok cieszył się pewnym stopniem bezpieczeństwa gospodarczego, ponieważ wyrzekł się współzależności z wrogiem. Lecz gdy zimna wojna się skończyła, ta kalkulacja przestała obowiązywać.
Triumf Zachodu podważył pojęcie rywalizacji geopolitycznej. Gdy Stany Zjednoczone były potęgą militarną, gospodarczą i kulturową, o co miały rywalizować? W tych sielankowych dniach Stany Zjednoczone postrzegały Chiny i Rosję bardziej jako rozwijających się przyjaciół niż niebezpiecznych rywali. Ameryka mogła więc swobodnie przyjąć współzależność bez utraty poczucia bezpieczeństwa gospodarczego.
Dziś nadchodzi kolejna zmiana. Rosyjski imperializm i chińskie dążenie do panowania na świecie przywróciły rywalizację geopolityczną. Jednak gospodarcza współzależność trwa. Rezultatem jest to, że żadne z wielkich mocarstw – ani Stany Zjednoczone, ani Chiny, ani Europa, ani Rosja – nie czuje się gospodarczo bezpieczne. Jeden element trójcy nie może zostać spełniony.
Jednym ze sposobów przywrócenia poczucia bezpieczeństwa byłoby okiełznanie konkurencji. Nie jest to jednak możliwe, gdy wielkie mocarstwa mają sprzeczne interesy i wzajemne pretensje. Bardziej prawdopodobne jest to, że gospodarcza współzależność będzie słabnąć.
W tej chwili w relacjach z Chinami Stany Zjednoczone próbują zyskać dużo bezpieczeństwa, płacąc za to niewielką dozą współzależności. To operacja trudna do wykonania, a z czasem próby zmniejszenia współzależności prawdopodobnie staną się bardziej agresywne i kompleksowe.
Powrót na pole bitwy?
Era Wojen Handlowych prawdopodobnie zakończy się, gdy punkty krytyczne, od których jest zależna, nie będą już mieć tak dużej wagi. Może do tego dojść za 10, 20 lub więcej lat. Punkty krytyczne trudno było wypracować, ale będzie łatwo je złamać. Nawet gdy niektóre z czasem zanikną, pojawienie się nowych branż spowoduje, że punkty krytyczne wystąpią gdzie indziej.
Koniec końców wielkie mocarstwa znajdą sposób, by obniżyć ich znaczenie, aż do momentu, w którym nie będą już stwarzać zagrożenia. Pytanie brzmi, czy stanie się to stopniowo – poprzez friendshoring i długoterminowe inwestycje w samowystarczalność – czy nagle, poprzez wybuch wojny wielkich mocarstw na Tajwanie lub w innym punkcie zapalnym.
Niektórzy z pewnością będą świętować koniec Ery Wojen Handlowych. Być może znajdzie się powód do oklasków – jeśli wielkie mocarstwa nie będą już bały się broni gospodarczej stosowanej przez rywali, może zapanować nowa stabilność. Świat straci wydajność i niskie ceny, które były możliwe dzięki gospodarczej współzależności, ale zyska poczucie bezpieczeństwa. Łańcuchy dostaw będą miały charakter wewnątrzkrajowy i będzie więcej miejsc pracy. Świat zostanie podzielony na bloki gospodarcze, ale nie będzie wojny.
Istnieje też bardziej ponury scenariusz. Na przestrzeni dziejów rywalizacja wielkich mocarstw była brana za pewnik. Prawdopodobnie będzie tak nawet po tym, gdy stosowana dzisiaj broń gospodarcza straci na znaczeniu. Bez możliwości przeniesienia konfliktu geopolitycznego na arenę gospodarczą wielkie mocarstwa mogą ponownie zacząć walczyć na prawdziwym polu bitwy.
Zaletą wojny gospodarczej, przy wszystkich swoich wadach, jest to, że może być alternatywą dla konfliktu zbrojnego. Pewnego dnia Era Wojen Handlowych się skończy, ale gdy tak się stanie, będziemy za nią tęsknić.
Tekst jest fragmentem książki Edwarda Fishmana zatytułowanej „Punkty krytyczne. Amerykańskie strategie w czasie wojen handlowych”. Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Prześwity.
