Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Miszalski i rząd Tuska zasypują szkoły komputerami. Uzależnienie pokolenia Z będzie postępować

przeczytanie zajmie 5 min
Miszalski i rząd Tuska zasypują szkoły komputerami. Uzależnienie pokolenia Z będzie postępować Autor ilustracji: Przemysław Batorski

Komputery dla szkół? Wspaniały pomysł! Najlepiej zrzucać je z helikopterów – tak zdają się myśleć politycy Koalicji Obywatelskiej. Prezydent Krakowa Aleksander Miszalski triumfalnie ogłosił przekazanie szkołom w swoim mieście 11 tysięcy laptopów i tabletów z funduszy z KPO. Niestety, ta bezmyślna polityka służy przede wszystkim gigantom technologicznym oraz ignoruje realne potrzeby uczniów i nauczycieli w czasach, gdy wiemy coraz więcej o negatywnych skutkach przesytu technologią.

„Darmowe” aplikacje i komputery, które uzależniają

„Cyfrowa rewolucja w krakowskich szkołach staje się faktem! Nowoczesna edukacja to równe szanse i dobre narzędzia. Dlatego do 207 krakowskich szkół trafi ponad 11 000 nowoczesnych urządzeń – laptopów i tabletów dzięki środkom z KPO.

To realne wsparcie dla uczniów i nauczycieli, większy komfort nauki oraz rozwój kompetencji cyfrowych, które dziś są niezbędne. Inwestuje [sic!] w edukację, to najlepsza inwestycja w przyszłość Krakowa!”.

Tak swoją „innowacyjnością” chwalił się w poniedziałek prezydent Krakowa Aleksander Miszalski w nieco generycznym wpisie w mediach społecznościowych. Włączył się tym samym w politykę rządu Donalda Tuska, który w 2025 r. postanowił przeznaczyć blisko 4 miliardy złotych ze środków z Krajowego Planu Odbudowy (KPO) na zakup „pracowni AI”, laptopów i tabletów do szkół w całej Polsce.

Szkoda, że ta praktyka nie wynika z dbałości o dobro dzieci i młodzieży, tylko stąd, że pieniądze z KPO trzeba szybko na „coś” wydać, gdyż mamy w tej materii opóźnienia.

Po raz kolejny polski rząd stwierdza, że środki z Unii Europejskiej najlepiej przeznaczyć na pogłębienie uzależnienia uczniów i nauczycieli od sprzętu elektronicznego.

Według raportu NASK z 2025 r., nastolatki w Polsce spędzają przed ekranem średnio 4 godziny i 59 minut dziennie w dni powszednie oraz 5 godzin i 16 minut w weekendy. Czyżby te liczby były zbyt niskie?

„Darmowe” pakiety Microsoft, „darmowe” aplikacje Google czy „darmowa” wersja należącej do koncernu z Redmond gry Minecraft, którą w 2023 r. z radością wprowadzał do szkół były minister edukacji Przemysław Czarnek – to przykłady uzależnienia Polaków od globalnych koncernów, najczęściej wywodzących się z Ameryki, a coraz częściej także z Chin. 

„Gdyby zliczyć te wszystkie technologiczne dobra, które latami oferowano edukacji, to polskie szkoły powinny być już wyposażone jak kampusy firm z Doliny Krzemowej” – pisze Sylwia Czubkowska w Bóg techach. „Setki milionów w ostatnich latach popłynęły na informatyzację szkół. Ogromna część tych transakcji oparta była na działającej według niejasnych zasad współpracy licznych rządowych instytucji z big techami” – dodaje dziennikarka.

Czubkowska dowodzi, że zachwyty nad cyfryzacją w edukacji są w dużej mierze wynikiem marketingu największych firm technologicznych, działań polityków, którzy w kupowaniu komputerów za publiczne pieniądze odkryli nową kiełbasę wyborczą, oraz błędnie interpretowanych badań i eksperymentów. W rzeczywistości edukacja w całości zapośredniczona przez komputery jest nieefektywna, a edtech to po prostu jeszcze jeden dochodowy sektor działalności firm takich jak Microsoft.

I chociaż, jak pisze Czubkowska, w skali świata „cały rynek urządzeń edukacyjnych, cyfrowych podręczników i materiałów uzupełniających w 2025 roku ma osiągnąć wartość nieco ponad 400 miliardów dolarów”, ważniejsze jest co innego: „cała ta branża to inwestycja w przyszłość. A konkretnie w przyszłych klientów”.

Masowy zakup laptopów nie odpowiada na potrzeby dzieci i młodzieży, lecz sprzyja firmom technologicznym, które wychowują najmłodszych do korzystania ze swojego sprzętu oraz oprogramowania. Wydawałoby się, że stosunkowo młody Miszalski (ma 45 lat) mógłby to rozumieć.

Naśladuje jednak w dużej mierze gabinet swojego partyjnego wodza, który w najlepsze zajął się zasypywaniem szkół laptopami, tabletami i „pracowniami AI”.

Od CPK do laptopów, czyli jak KO niczego nie rozumie

Radosne kupowanie laptopów w czasach, w których wszyscy zaczynamy mieć dość technologii, a Polska wkracza do G20, to nie jedyny symptom tego, że Koalicja Obywatelska mentalnie pogrążona jest w epoce swoich dawnych wyborczych sukcesów.

Działania trzeciego rządu Donalda Tuska stanowią swoistą rekonstrukcję historyczną epoki 2007-2015. Rządzący myślą, że zamiast realnych działań wystarczą rzucane od czasu do czasu wątpliwe przywileje i gesty pod publiczkę, że Polacy zadowolą się „ciepłą wodą w kranie” i nie będą patrzeć władzy na ręce.

Przypomnę, że niedawno warszawscy radni KO nie chcieli poprzeć nocnego zakazu sprzedaży alkoholu, powołując się na argumenty z komuny oraz Ku Klux Klanu, zaś klub parlamentarny KO (podobnie jak PSL) popiera zniesienie dwukadencyjności w samorządach – czyli de facto zabetonowanie na stanowiskach związanych z tymi partiami włodarzy miast, takich jak Miszalski.

Choć w ostatnich latach opinia społeczna dojrzała do tego, by więcej wymagać od rządzących odbyło się na ten temat wiele ożywczych dyskusji, politycy nadal powtarzają formułki w rodzaju „ludzie muszą mieć prawo wyboru”.

Dorzućmy do tego próbę skasowania projektu CPK pod hasłami gigantomanii czy wystawienie w kampanii prezydenckiej 2025 r. Rafała Trzaskowskiego, kandydata niewybieralnego i najwyraźniej nie zdającego sobie z tego sprawy. To wszystko wskazuje, że Donald Tusk i cała KO tracą wyczucie nastrojów społecznych.

Nie po raz pierwszy. Gdybyśmy poszukali głębiej w pamięci, naszym oczom ukaże się Jacek Rostowski, który w 2015 r. jako minister finansów w rządzie PO zarzekał się, że wprowadzenie postulowanego przez PiS świadczenia 500+ jest niemożliwe.

Trudno się dziwić, że propisowskie media w nieskończoność odgrzewają potknięcia Tuska i jego ekipy z lat 2007-2015. Możliwe, że również wyborcy KO wciąż widzą Donalda Tuska jak za dawnych lat układającego dłonie w koszyczek, przecinającego wstęgę na jakiejś autostradzie albo cieszącego się, że w Polsce jest „normalnie” i „europejsko”. Ale prędzej czy później okaże się, że w dobie przyspieszonych przemian geopolitycznych, technologicznych i społecznych polityka przeszłości nie wystarcza.

30-latkowie mają przewagę nad infekowanymi technologią „zetkami”

Jest jeszcze jedno oblicze „cyfrowej rewolucji”. Podczas gdy globalne koncerny zajadle konkurują między sobą, szukając sposobów, by jeszcze mocniej nas uzależniać, potrzebujemy mądrych polityk państwowych, wzorowanych na rozwiązaniach sprawdzonych w innych krajach. Dla przykładu, rząd Szwecji już w 2022 r. zauważył, że uczniowie w tym kraju osiągają coraz słabsze wyniki w czytaniu, i odtąd stara się ograniczyć „czas ekranowy” dzieci i młodzieży.

Uzależnienie od ekranów nie tylko pogarsza wyniki nastolatków w nauce, lecz również doprowadziło do globalnej epidemii chorób psychicznych w pokoleniu Z. Przykładem reformy, która mogłaby odpowiedzieć na te problemy w skali naszego kraju, jest ogólnopolski zakaz używania smartfonów w szkołach, który omawiamy w raporcie Klubu Jagiellońskiego „Zatrzymać smartwicę”.

Dziś coraz więcej badań pokazuje, że nie należy infekować nadmiarem technologii najmłodszego pokolenia i przymuszać go do korzystania z „pracowni AI”.

Jeśli w Polsce takich działań nie będzie, zobaczymy coraz wyraźniejsze rozwarstwienie społeczne. Elity będą wysyłać swoje dzieci do szkół radykalnie ograniczających użycie technologii, gdzie będzie się kłaść nacisk na czytanie papierowych książek, ręczne pisanie, kontakt z naturą czy prace manualne. Analogowość już dziś staje się luksusem.

Z kolei „masy” będą karmione niskiej jakości, uzależniającą technologią, najlepiej za pieniądze publiczne, oraz wychowywane do używania produktów wielkich pozaeuropejskich korporacji, których lobbyści – o czym precyzyjnie pisze Czubkowska – żyją najczęściej w świetnych stosunkach z politykami. Co więcej, jeśli politycy nadal będą naiwnie i cynicznie grać na korzyść sprzedawców technologii, okaże się, że wcale nie pokolenie Z, lecz dzisiejsi 30-latkowie utrzymają przewagę na rynku pracy.

Dojrzewałem w czasach, kiedy smartfony dopiero zaczynały się popularyzować. Mało kto miał konto na Facebooku; popularne było poczciwe Grono, a Gadu-Gadu dostarczało niewinnej rozrywki, lecz nie miało mocy pożerania czasu. W klasie maturalnej nudziliśmy się. Na spotkaniach towarzyskich każdemu groziła niezręczna cisza.

Prościutkie algorytmy, które tworzyliśmy na lekcjach informatyki, wydawały się nic nie wartą zabawą. Myślałem, że ci, którzy urodzili się później ode mnie, będą mieli przed sobą świat niezwykłych technologicznych możliwości.

Dziś uświadamiam sobie, że to milenialsi tacy jak ja są w lepszej sytuacji: to my doświadczyliśmy przejścia z epoki pisma do epoki cyfrowej. Potrafimy korzystać z dobrodziejstw zarówno jednej, jak i drugiej kultury. Zdajemy sobie sprawę z tego, że – wbrew przewidywaniom Jacka Dukaja w Po piśmie – nie wszystkie procesy powinniśmy poddać przeoraniu przez nowe technologie. A zamiast zbawiennego „przyspieszenia wszystkiego” obliczem „postępu technologicznego” jest dziś o wiele częściej brainrot na TikToku.

Co zatem możemy robić już dziś, poza patrzeniem władzy na ręce? Zachęcam, by wracać do książek, najlepiej papierowych, do tajemnej, tradycyjnej praktyki czytania bardzo długich i skomplikowanych tekstów. Biblioteki na szczęście są bardziej darmowe od laptopów z politycznych „darów”.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.