Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Czterdzieści lat daremnych represji. Jak Ukraińcy i Białorusini z pomocą Polaków wygrali z rosyjskim imperializmem

Czterdzieści lat daremnych represji. Jak Ukraińcy i Białorusini z pomocą Polaków wygrali z rosyjskim imperializmem Autor ilustracji: Bruno Dziadkiewicz

Katolicy obrządku greckiego, czyli unici, po rozbiorach Rzeczypospolitej dostali się pod panowanie Rosji. Władze carskie starały się zerwać ich więź z Rzymem, zmuszając do konwersji na prawosławie i stosując przez dziesięciolecia brutalne represje. Dyskryminacja prawna, konfiskaty, grzywny, a nawet krwawe pacyfikacje nie przyniosły skutku. Niemałą rolę odegrali w tym polscy rzymscy katolicy.

Tekst jest częścią projektu Rzeczpospolita nie tylko polska. Wszystkie teksty znajdziecie tutaj.

Grekokatolicy, czyli problem carów

O ile katolicka Europa już w średniowieczu szła drogą przyznania zarówno duchownej, jak i świeckiej władzy odrębnych, autonomicznych sfer oddziaływania, to prawosławie w wydaniu rosyjskim nie znało takiego wzajemnego poszanowania autorytetów.

Od 1721 r. duchowieństwem w cesarstwie rosyjskim zarządzał nie patriarcha Moskwy – do obrania którego car Piotr I nie dopuścił – lecz urzędnik zwany oberprokuratorem, osoba świecka mianowana przez tegoż monarchę. Władca imperium był opiekunem religii państwowej, a ta miała mu służyć za instrument zarządzania ludnością i propagandy.

Dla tego modelu dominacji sfery świeckiej nad duchowną spore wyzwanie stanowiły rozbiory. Oto bowiem pod berłem Romanowów znalazły się rzesze nieprawosławnych chrześcijan, przede wszystkim katolików. Zagarnąwszy nowe ziemie i podporządkowawszy sobie nowych poddanych, caryca Katarzyna stanęła przed problemem: jak zachować spójność imperium, które obejmowało odtąd miliony innowierców?

Solą w oku carów byli szczególnie katolicy obrządku greckiego (grekokatolicy), na ziemiach Rzeczpospolitej zwani też potocznie unitami (w nawiązaniu do Unii Brzeskiej z 1596 r.). W światopoglądzie ówczesnych rosyjskich elit stanowili byt absurdalny: kulturą i rodowodem bliski prawosławiu, lecz poprzez doktrynę i posłuszeństwo papieżowi – niewątpliwie katolicki.

Stąd wkrótce po rozbiorach zabrano się do przymusowych konwersji unitów na prawosławie – pierwsza fala miała miejsce jeszcze za Katarzyny II, a kolejna – po zdławieniu powstania listopadowego przez Mikołaja I.

Ostatnim rezerwatem dla unitów ustanowiono Królestwo Polskie. Aż do lat 60. XIX wieku było ono ciałem mniej lub bardziej autonomicznym. I to jednak miało zostać naruszone.

Rok 1875. Ponad dekadę wcześniej upadło pochopnie rozpoczęte powstanie styczniowe. Car Aleksander II, uwłaszczywszy chłopów, nie musiał się już liczyć ze zdaniem polskich elit.

Monarcha odebrał przywileje, zredukował swobody, rozpędził machinę represji. Na dużą skalę Rosjanie wkroczyli nad Wisłę – kraj kolonizowali urzędnicy oraz żołnierze ze Wschodu. I znów wypłynęła kwestia unicka.

Kim byli unici w Królestwie Polskim?

Ludność wyznania greckokatolickiego mieszkała głównie na wschodnich terenach guberni siedleckiej i lubelskiej (dzisiejsze województwo lubelskie), w mniejszej liczbie również w guberni łomżyńskiej i suwalskiej (dziś mniej więcej województwo podlaskie).

Byli przede wszystkim chłopami pracującymi na roli. Tak jak w przypadku mieszkańców wsi z innych regionów Polski, cechowało ich przywiązanie do wiary. Choć nie posiadali pogłębionej wiedzy religijnej, katolicyzm przenikał ich życie w rozmaitych płaszczyznach.

Gdyby nałożyć na XIX wiek dzisiejsze kategorie etniczne, można by powiedzieć, że byli Ukraińcami i Białorusinami – w tym języku mówili między sobą, od innych katolików zaboru rosyjskiego odróżniał ich ryt liturgiczny.

W światopoglądzie carskich elit Ukraina nie miała jednak racji bytu. Nazywano ją uporczywie „Małorosją” i traktowano jako młodszego brata w „wielkiej ruskiej rodzinie”. A różnica wyznania w ramach jednej rodziny była nie do przyjęcia.

Dlatego też car Aleksander II, idąc w ślady swojego ojca, Mikołaja I, postanowił zamknąć kwestię unicką – tym razem już na dobre. By ludność greckokatolicka stała się solidną podporą rządów petersburskich nad Wisłą, należało przywrócić „zbłąkanych” czy też „oderwanych” do prawosławnej macierzy.

Od słów przystąpiono do czynów. Administracja zaczęła wymuszać stopniowe zbliżanie miejscowej cerkwi greckokatolickiej do prawosławia. Wreszcie w 1875 r. car otrzymał rzekome prośby o przyjęcie unitów na łono religii państwowej. Na tym miały zakończyć się dzieje katolicyzmu obrządku greckiego pod berłem Romanowów.

Zsyłki, grzywny i kule

Natychmiast jednak pojawił się opór. Nie tylko duchowni greckokatoliccy, ale i liczni chłopi okazali się bowiem mieć własne zdanie. Nie pogodzili się z gwałceniem tego, co było da nich święte. Nie mieli zamiaru porzucać katolicyzmu. Rolnicy, pomimo swojego skromnego wykształcenia, byli świadomymi, podmiotowymi wiernymi.

W wielu miejscach prawosławnych duchownych przyjęto chłodno. Chłopi odmawiali uczęszczania na odprawiane przez nich nabożeństwa. Pragnęli pozostać katolikami. Skala oporu zdumiała carski aparat władzy – przez dekady około 100 000 wiernych wytrwale stawiało opór łamaniu sumień.

Rosyjskie imperium podeszło do sprawy brutalnie. Opornych chłopów nękano przemocą wojska i policji. Urzędnicy stosowali prawną dyskryminację, nakładali surowe grzywny i konfiskowali dobra. Niektórych chłopów zsyłano na Syberię.

Carscy żołnierze wymyślali prymitywne tortury, jak chociażby przymuszanie do usypywania śnieżnych pagórków gołymi rękami przy trzaskającym mrozie. Dzieci z małżeństw unickich administracja uznawała za nieślubne, odmawiając potomstwu i rodzicom wzajemnych praw. Czasem żołnierze dokonywali też najdotkliwszych zbrodni na unickich kobietach.

Bywały i bezpośrednie ofiary śmiertelne. We wsiach Pratulin i Drelów, gdzie Rosjanie nie zdołali przekonać chłopów do oddania świątyń prawosławnym, wojsko otworzyło ogień karabinowy do nieuzbrojonych ludzi, raniąc i zabijając cywilów.

Wierni jednak trwali. Starali się o katolickie sakramenty dla siebie i swoich rodzin, choćby i za cenę sporych wyrzeczeń. Ukuto nawet określenie „śluby krakowskie”, gdyż narzeczeni masowo przemykali się do zaboru austriackiego, gdzie mogli uzyskać błogosławieństwo dla swych związków. Tajemne wędrówki szły też w przeciwną stronę – księża z państwa Habsburgów i zaboru pruskiego przekradali się na unickie tereny, by wspierać stawiających opór.

Pomocną dłoń do ukraińskich i białoruskich sąsiadów wyciągnęli też miejscowi Polacy – katolicy obrządku rzymskiego. Wśród księży pomoc unitom przybrała szeroką skalę. Potajemnie udzielano sakramentów, i to pomimo surowych gróźb ze strony władz.

Rosjanie likwidowali parafie na wschodnich terenach Królestwa, co uderzało nie tylko w greckich, ale i rzymskich wiernych. Odważnych jednak nie brakło. Gdy władze przyłapały rzymskokatolickiego księdza na nieprawomyślnej aktywności, czasem po prostu wysyłały go poza „tereny unickie”.

Pewnego razu Franciszek Jaczewski, biskup lubelski, został poproszony przez Rosjan o przysłanie na miejsce wydalonego w ten sposób kapłana kogoś w zamian, kto nie byłby obciążony „spiskową” przeszłością. Jaczewski odpowiedział, że za pomoc unitom ukarano już wszystkich księży w diecezji.

Aktywność w obronie unitów przejawiali także świeccy rzymscy katolicy. Oprócz zwykłej sąsiedzkiej pomocy organizowano i bardziej zaawansowane jej formy, jak Towarzystwo Opieki nad Unitami. Starało się ono wspierać wiernych, a także dodawało im otuchy kolportując wśród nich nielegalne druki.

Rosjanie wypowiedzieli wojnę grekokatolikom w Królestwie Polskim, ale nie byli w stanie jej wygrać. Coś, co miało być szybkim zwycięstwem, okazało się twardym orzechem do zgryzienia. Imperium traciło dużo czasu i energii, a nie zyskiwało nic w zamian. Zamiast błyskawicznego tryumfu – przewlekły problem.

Ludność, która miała pasywnie stać się prawosławna – a więc arcylojalna wobec cara – nie tylko odmówiła posłuszeństwa, ale i zbuntowała się. Wśród miejscowych chłopów, których reforma uwłaszczeniowa miała zyskać dla caratu, prestiż zaborcy leciał na łeb na szyję.

Gdy Rosja stała się słabsza, musiała się cofnąć

Rok 1905. Trwający 30 lat opór, prowadzony ręka w rękę przez Ukraińców, Białorusinów i Polaków, wydał wreszcie owoce. Dzięki determinacji i współpracy przyszło zwycięstwo. Imperium, trawione falą rewolucyjnych wystąpień i podłamane klęską w wojnie z Japonią, poszło na ustępstwa.

W kwietniu ogłoszono dekret o (względnej) tolerancji religijnej. Unici dostali wreszcie prawo, by zalegalizować swój status jako katolików. Wierni masowo rzucili się do kościołów.

Tak atmosferę owych dni opisał jeden z chłopów w liście do gazety: „Donosimy o nieopisanej radości, jaka nas spotkała. Oto 7-go maja, kiedyśmy byli w kościele, ksiądz proboszcz ogłosił z kazalnicy: że wedle słów ukazu Najwyższego możemy teraz jawnie wyznawać wiarę katolicką; że spadło dla nas po trzydziestu latach to dobrodziejstwo, iż możemy, ojcowie, znaleźć swoje dzieci i być dla nich ojcami, a dzieci mogą być dziećmi dla swoich ojców.

Wtedy każdy stanął w zdumieniu i słuchał tej radosnej nowiny. Zrobił się szmer w kościele, bo popłynęły łzy z oczy nie tylko nam, unitom, którym pękły zapory krępujące nas, ale i wszystkim dobrym katolikom. Szczególnej kobiety w głos płakać zaczęły tak, że i proboszczowi zabrakło sił, i musiał poprzestać na krótszym przemówieniu.

Otóż, bracia w Chrystusie, Wy wszyscy, którzy z dala od nas żyjecie, którzy może i nie wiedzieliście o naszych potrzebach, czy możecie pojąć naszą radość? Gdyśmy wyszli z kościoła, to każdy ze łzami witał swego znajomego, a niektórym słów zabrakło i mówić nie mogli, bo serce z radości tylko łzy lało”.

Czterdzieści lat prześladowań dobiega końca

Ta podniosła atmosfera szybko została przyćmiona. Przebiegły rosyjski imperializm okazał janusowe oblicze. Owszem, pozwolono unitom zalegalizować swój status, ale obwarowano to szeregiem formalności i zastrzeżeń.

Szybko rosła dysproporcja między tymi, którzy zostali wpisani na rejestry katolików przez księży, a tymi, których za takowych zgodziło się uznawać państwo. Wciąż zdarzały się też sytuacje dramatyczne.

W guberni suwalskiej pewien chłop przybiegł do swojego duszpasterza, niosąc na rękach schorowaną maleńką córeczkę. Miejscowy litewski ksiądz Juozapas Montvila (Józef Montwiłł) ochrzcił ją, spełniając swój kapłański obowiązek. Udzielał też innych posług osobom formalnie prawosławnym.

Za wierność powołaniu spotkały go wyroki sądowe. By uniknąć represji, Montvila dostał zgodę władz kościelnych na pracę duszpasterską wśród litewskich migrantów w Stanach Zjednoczonych. Opuścił Królestwo i wyruszył w podróż na statku.

Niestety – owym statkiem był RMS Titanic. Montvila, jeden z dwóch katolickich księży na pokładzie tonącego transatlantyku, do końca pozostał z tymi, którzy nie dostali się na szalupy ratunkowe. Sam również poniósł śmierć w lodowatych wodach oceanu. Ksiądz Montvila pamiętany jest przez Litwinów z okolic Sejn aż do dzisiaj.

Po tej kolejnej chwili próby przyszła ulga. W 1915 r. Rosjanie wycofali się z Królestwa Polskiego, oddając terytorium armii niemieckiej. Mikołaj II, chcący ratować resztki swojego autorytetu wśród lokalnej ludności, rzucił jeszcze kilka formalnych ustępstw dla unitów.

Dla niego było już jednak za późno. Władze carskie już nigdy nie wróciły na unickie tereny, a sami Romanowowie ledwie dwa lata później zostali zrzuceni z tronu także we własnym mateczniku. Tymczasem unici, wytrwawszy ponad czterdziestoletnie prześladowania, nareszcie mogli odetchnąć z ulgą. Ich determinacja się opłaciła. Choć musieli długo czekać, finalnie zwyciężyli.

***

Rok 1996. Plac św. Piotra w Rzymie. Papież Jan Paweł II ogłasza, że trzynastu unitów zastrzelonych w Pratulinie to błogosławieni męczennicy. W homilii z tej okazji Ojciec Święty powiedział:

„Nie szczędząc siebie, męczennicy z Pratulina bronili nie tylko świątyni, przed którą ponieśli śmierć, ale także Kościoła, który Chrystus zawierzył apostołowi Piotrowi. Tego Kościoła, którego czuli się częścią, jako żywe kamienie. Przelali swą krew zjednoczeni z Bożym Synem, wyrzuconym z winnicy i zabitym dla zbawienia i pojednania człowieka z Bogiem.

Wyniesieni dzisiaj na ołtarze Wincenty Lewoniuk i jego 12 towarzyszy, przez swój przykład i wstawiennictwo, zapraszają nas wszystkich, abyśmy mężnie kontynuowali wędrówkę ku pełnej jedności całej rodziny uczniów Chrystusa w duchu wskazań ekumenicznych Soboru Watykańskiego II”.

W obliczu zbrodni i represji ze strony rosyjskiego okupanta, unici dali imponujący przykład wierności i wytrwałości. Ich historia to także przykład pięknej współpracy między sąsiadami – katolikami obrządków greckiego i rzymskiego, Ukraińcami, Białorusinami i Polakami. Dzięki temu, że potrafili nawzajem sobie pomagać, wojowniczy imperializm połamał sobie zęby, a sprawiedliwy opór przemógł bestialską agresję. Oby stało się tak i kolejny raz.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.