Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.
Krytykujemy decyzję premiera o rezygnacji z propracowniczych zmian  7 stycznia 2026

Tusk gasi światło Lewicy. Patologie rynku pracy będą trwać

Krytykujemy decyzję premiera o rezygnacji z propracowniczych zmian  7 stycznia 2026
przeczytanie zajmie 3 min
Tusk gasi światło Lewicy. Patologie rynku pracy będą trwać Agnieszka Dziemianowicz-Bąk i Donald Tusk, źródło: https://www.youtube.com/watch?v=FGCIQXrVGp0

Decyzja Donalda Tuska o zaprzestaniu prac nad reformą Państwowej Inspekcji Pracy nie tylko upokarza Lewicę, lecz także ujawnia brak wizji rządu w walce ze szkodliwymi zjawiskami na rynku pracy. Premier, strasząc „przesadną władzą urzędników”, wycofał nawet okrojoną wersję zmian, która miała ograniczyć patologie umów śmieciowych. W efekcie państwo dalej premiuje obchodzenie prawa ulgami podatkowymi, uczciwi pracodawcy pozostają „frajerami”, a segmentacja rynku pracy kwitnie bez przeszkód.

Nie dla reformy PIP

We wtorek Donald Tusk ogłosił decyzję o zaprzestaniu prac nad reformą Państwowej Inspekcji Pracy (PIP). Premier uzasadnił swoją decyzję m.in. obawą o nadanie inspektorom możliwości przekształcania umów cywilnoprawnych w umowy o pracę na mocy decyzji administracyjnej, co w skrajnej wersji miałoby się odbywać bez zgody zarówno pracodawcy, jak i pracownika.

– Uważam, że przesadna władza dla urzędników, którzy decydowaliby o tym, w jaki sposób i kogo zatrudniać, byłaby bardzo destrukcyjna dla bardzo wielu firm i mogłaby także oznaczać utratę pracy dla wielu ludzi. Tak wynika z mojej analizy.

Dlatego w sposób bardzo twardy i z uzasadnionymi emocjami o tym mówiłem i tłumaczyłem paniom i panom ministrom, dlaczego widzę ryzyka z tym związane, i podjąłem decyzję, żeby nie kontynuować pracy nad tego typu reformą. Sprawa jest z mojego punktu widzenia zamknięta – tłumaczył Tusk na konferencji.

Reforma przewidywała także usprawnienia kontroli, m.in. wprowadzenie zdalnych inspekcji, elektronicznej dokumentacji, wymianę danych między PIP, ZUS i KAS oraz wyższe kary za wykroczenia przeciwko prawom pracownika. Proponowane zmiany spotkały się z ostrą krytyką ze strony przedsiębiorców, którzy obawiali się naruszenia swobody gospodarczej, co ostatecznie zmusiło premiera do wycofania projektu.

Upokorzenie dla Lewicy

Z perspektywy obserwatora polityki decyzja Tuska może być zaskakująca właściwie tylko z jednego powodu: faktu, że podjął ją tak szybko. Wszak jeszcze w piątek marszałek Włodzimierz Czarzasty w rozmowie z Markiem Tejchmanem mówił, że reforma PIP to „po pierwsze wypełnienie standardów europejskich, po drugie realizacja KPO zagrożona karą 11 miliardów, a po trzecie to jest reforma polskich pracowników”. Oznajmił także, iż „dopóki Lewica będzie w rządzie, skończył się taki czas, że prawa pracownicze będą ograniczane”.

Jak można zatem zaobserwować, Tusk niewiele sobie robi zarówno ze słów lidera Lewicy – a przypomnijmy, że dofinansowanie PIP było jednym z warunków umowy koalicyjnej – jak i obowiązku wyeliminowania problemu segmentacji rynku pracy, który rzeczywiście jest jednym z tzw. kamieni milowych Krajowego Planu Odbudowy dla Polski.

Tusk najprawdopodobniej doszedł do wniosku, że wolna od pracy Wigilia to ostatni prospołeczny postulat, na realizację którego mógł pozwolić swoim koalicjantom, gdyż reforma Państwowej Inspekcji Pracy przelałaby w oczach przedsiębiorców przysłowiową czarę goryczy. Mając na uwadze skrajnie neoliberalne podejście Koalicji Obywatelskiej do takich kwestii jak składka zdrowotna dla przedsiębiorców, trudno w przyszłości spodziewać się jakichkolwiek reform, za sprawą których rząd obrałby bardziej solidarystyczny kurs.

Oczywiście, mimo ulegnięcia naciskom ze strony przedsiębiorców Tusk starał się zachować przywódczą twarz i pokazać Lewicy, do kogo należy ostatnie słowo w koalicji rządowej. Pomijając już całkowite zdyskredytowanie obietnic Włodzimierza Czarzastego, premier zdaje się również niechętny na pójście na jakiekolwiek kompromisy ze swoimi partnerami, mimo chęci ze strony minister pracy Agnieszki Dziemianowicz-Bąk, której zespół pracował przecież nad projektem ustawy o reformie PIP przez pół roku.

Ostatecznie Lewica skończyła z niczym: jej postulaty zaczęły się od oskładkowania umów śmieciowych, co „wyewoluowało” w dofinansowanie Państwowej Inspekcji Pracy, a na końcu cała propracownicza inicjatywa upadła. Można złośliwie powiedzieć, że jedynym adekwatnym w oczach Tuska kompromisem jest odbieranie przez pracowników maili i telefonów na L4.

Innymi słowy, Lewica pozostaje socjalną twarzą rządu do momentu, aż nie zaczną pojawiać się pytania pokroju „Kto za to wszystko zapłaci?” albo wspomniane wcześniej zarzuty, że rząd zbytnio ingeruje w wolność gospodarczą. Wtedy pojawia się weto: tym razem nie ze strony prezydenta Nawrockiego, lecz premiera Tuska, który 2 lata temu podpisał umowę koalicyjną z obietnicą reformy PIP.

Niech żyją patologie

Decyzja premiera Tuska o wycofaniu reformy PIP nie tylko upokarza koalicjantów z Lewicy, ale także ujawnia głębszy brak wizji rządu w zakresie ucywilizowania świata pracy. Jak słusznie diagnozuje Paweł Łapiński w tekście na portalu Klubu Jagiellońskiego, rezygnacja z systemowych zmian pozwala na dalsze trwanie patologii segmentacji rynku pracy.

„Progresja podatkowa również nie dotyczy osób samozatrudnionych. Chcąc wspierać przedsiębiorczość, zgodziliśmy się na preferencyjne względem pracowników warunki dla samozatrudnionych i zleceniodawców” – pisze Łapiński, przypominając, że to decyzje dawnych rządów, w tym SLD i PO, stworzyły zachęty do obchodzenia Kodeksu pracy.

Już miesiąc temu publicysta KJ komentował krytykę, jaka spotkała rząd ze strony przedsiębiorców nawet za okrojoną propozycję reformy PIP, która sprowadzała się do zamiany umów poszczególnych osób w kontrolowanej firmie na umowę o pracę na mocy decyzji administracyjnej:

„Rząd zdecydował się na rezygnację z małej, ale systemowej reformy, w zamian proponując pokazowe kontrole w wybranych przedsiębiorstwach i surowość dla wybranych. Ci, których kontrola nie obejmie, będą mogli dalej korzystać z nieuczciwej przewagi nad konkurencją”.

Parafrazując Łapińskiego, państwo wiosłuje zatem w przeciwnych kierunkach: jedną ręką karze nadużycia, drugą oferuje ulgi zachęcające do ich stosowania. Bez jednolitych zasad rynek pracy pozostanie podzielony, a rząd Tuska, ulegając lobbystom, potwierdza brak pomysłu na prawdziwą reformę.

Warto zatem zakończyć niniejsze rozważania apelem Łapińskiego: „niejednej kontrowersyjnej reformy i zrywu instytucji państwowych nie potrzebowalibyśmy, gdyby zasady, jakim podlegamy, były bardziej jednolite i nie zmuszały nas do obchodzenia obowiązujących przepisów”.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.