Tak wygląda codzienność w putinowskiej Rosji
„Polina trafiła do tego samego szpitala co Nikita. Dziewczyna, która miała myśli samobójcze od lekarza usłyszała, że to wszystko przez internet i feminizm, a jej pofarbowane, kolorowe włosy to hańba dla Rosji. Ona również była świadkiem bicia i poniżania pacjentów”. Publikujemy fragment książki Rosja. Od rozpadu do faszystowskiej dyktatury. Scenariusze przyszłości 2026-2036 autorstwa Marcina Łuniewskiego.
Powtórka utraconej dekady
Problemy finansowe, niepewność kolejnego dnia i trudy codziennej egzystencji powodują, że niektórzy ludzie łatwiej i częściej sięgają po alkohol. Wszystko wskazuje na to, że tak było także w przypadku Jekateriny Babajewej. Nie wiadomo, kiedy dokładnie zaczęła pić, ale w rozmowie z Wiorstką dalsza rodzina i sąsiedzi mówią, że miała problemy z alkoholem. Miały się nasilić po tym, jak jej syn Nikołaj poszedł na wojnę. „Sama z dziećmi w wiosce, której nawet nie można nazwać wioską. Cóż… piła, wszyscy piją” — mówiła dziennikarzom jej daleka kuzynka. Z tego powodu w 2023 r. na pół roku odebrano jej najmłodszego syna Igora.
Zarówno w kwestii ubóstwa, jak i alkoholizmu sytuacja Babajewej jest charakterystyczna dla milionów Rosjan czasu wojny. Jak piszą dziennikarze „Moscow Times”, od początku inwazji na Ukrainę wzrosła ilość alkoholu kupowanego przez obywateli. W 2024 r. nabyli oni rekordowe 2,3 mld litrów mocnych trunków. To najwięcej od 2017 r., gdy zaczęto prowadzić takie statystyki. Dane te nie obejmują jednak różnego rodzaju samogonów, denaturatów, wód kolońskich, borygo i co jeszcze dusza pomysłowego Rosjanina, którego nie stać na wódkę w sklepie, zapragnie.
Według rosyjskiego ministerstwa zdrowia po zatruciu alkoholem w Rosji rocznie umiera do 40 tys. osób. „O ile w dużych miastach ten problem nie jest aż tak zauważalny, o tyle na prowincji, gdzie poziom dochodów ludności jest znacznie niższy, zjawisko to stanowi duży problem. Potwierdzają to wszystkie głośne przypadki zatruć” — mówi na łamach „Rzeczpospolitej” Denis Puzyriew, ekspert rynku alkoholi oraz autor bloga „Pijany mistrz”.
Największe spustoszenie alkohol ma siać w Buriacji, w Republice Ałtaju, na Czukotce oraz w Obwodzie Magadańskim. Co więcej, zaczęto pić także w regionach tradycyjnie nie kojarzonych ze spożyciem alkoholu, jak Inguszetia i Dagestan. Według badania Moskiewskiego Państwowego Uniwersytetu Medycznego alkoholu nadużywa 42 procent Rosjan.
Od 2022 r. pierwszy raz od dekady zaczęła także rosnąć liczba diagnoz zaburzeń związanych z nadużywaniem alkoholu. O ile w latach 2010–2021 spadła ona ze 154 tys. do 53 tys., o tyle po wybuchu wojny wzrosła do 54 tys. Te statystyki nie obejmują tych, którzy po pomoc skierowali się do prywatnych klinik.
Oceniając trendy, eksperci Moskiewskiego Centrum Analiz Makroekonomicznych piszą, że konsumpcja alkoholu jest lustrzanym odbiciem tego, co działo się podczas „straconej dekady” lat 70. i 80. w XX wieku w Związku Radzieckim. Swój raport kończą konkluzją, że w dłuższym okresie doprowadzi to do „znacznej degradacji kapitału ludzkiego” w Rosji.
Dlaczego Rosjanie zaczęli więcej pić po 24.02.2022 r.? Eksperci wskazują na niepewność co do przyszłości i pogarszającą się sytuację materialną, a jest to związane z najazdem na Ukrainę. „Rosjanie piją od wieków, więc naturalnie najłatwiejszym środkiem redukcji stresu jest alkohol. Badania pokazują, że wzrasta spożycie alkoholu oraz zażywanie antydepresantów. To dość ważna przesłanka, która pokazuje jak wygląda mentalność części społeczeństwa” — mówi „Rzeczpospolitej” dr Agnieszka Bryc, ekspertka ds. Rosji z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.
Z rosnącym spożyciem wiąże się także wzrost przestępstw popełnionych pod wpływem alkoholu. W 2023 r. w całej Rosji odnotowano 589 tys. przestępstw. Najwięcej od 2011 r. I tak na przykład w Niżnym Nowogrodzie pijany weteran wojny w Ukrainie dźgnął nożem żonę na oczach ich dwójki dzieci. W Republice Czuwaskiej były więzień służący jako najemnik w Grupie Wagnera został pobity na śmierć podczas popijawy z kolegami.
W Magnitogorsku na Uralu dezerter podczas libacji najpierw pobił kolegę czajnikiem, a potem zabił go nożem. W statystykach ujęty jest także najstarszy syn Jekateriny Babajewej, Dmitrij. Trzydziestolatek kilka lat temu został skazany na 15 lat więzienia o zaostrzonym rygorze za to, że wraz z kolegą pijany włamał się do mieszkania mężczyzny i zażądał od niego pieniędzy. Gdy ten odmówił napastnicy bili go i przypalali żelazkiem.
By walczyć z tym zjawiskiem władze niektórych regionów Rosji chcą ograniczyć sprzedaż alkoholu. Na przykład w obwodzie nowogrodzkim ma być niedostępny w sklepach w niedzielę, a w dni powszednie tylko w godzinach 14.00–20.00. Z kolei w obwodzie wołogodzkim gubernator nakazał, by alkohol był sprzedawany wyłącznie między godziną 12.00 a 14.00. Podobne rozwiązania przyjęto już w Moskwie, Buriacji i Petersburgu. Duma z kolei zaproponowała wprowadzenie ograniczenia sprzedaży alkoholu w weekendy na terenie całego kraju.
W ostatnich latach wzrost konsumpcji alkoholu nie dotyka wyłącznie ubogich Rosjan. Zaczął być zauważalny również wśród kremlowskiej wierchuszki. Najbardziej wymownym przykładem bez wątpienia jest były prezydent i premier, a obecnie wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Dmitrij Miedwiediew. Tajemnicą poliszynela jest, że polityk ten od dawna wyjątkowo często sięga po kieliszek alkoholu, którego mu nie brakuje — podobno sam pędzi bimber, który spożywa i rozdaje znajomym.
Niezależni rosyjscy dziennikarze dotarli do dokumentów, które pokazują, że wymierzone w Zachód pełne jadu i nienawiści wpisy Miedwiediewa w mediach społecznościowych powstają najczęściej wtedy, gdy odbiera on nową dostawę ulubionego włoskiego wina. Rozpijać mają się także inni urzędnicy i politycy, od gubernatorów począwszy, a na urzędnikach Kremla kończąc.
Portal Wiorstka, powołując się na źródło w prezydenckiej administracji, pisze, że wielu urzędników zaczyna dzień od szklanki, a czasem nawet butelki wódki. Dziennikarze piszą o gubernatorze z centralnej części Rosji, który wpada w taki ciąg alkoholowy, że jego współpracownicy albo próbują go odszukać, albo obudzić. […]
Tęsknota za Związkiem Radzieckim
Po tym jak Babajewej odebrano syna kobieta, żeby go odzyskać — co finalnie miało miejsce — postanowiła pójść do lekarza i się „zaszyć”. Miała szczęście, że w ogóle miał kto ją przyjąć i gdzie. Rosyjska inwazja na Ukrainę pogłębiła i tak już postępującą zapaść służb publicznych, w tym ochrony zdrowia. W ciągu trzech lat od wybuchu wojny na różne sposoby „ubyło” ponad 7 000 lekarzy. Część wyjechała z kraju w obawie przed mobilizacją, a inni porzucili zawód z powodu niskich zarobków i ogromu pracy.
Wielu pracowników służby zdrowia znalazło zatrudnienie w sąsiednich krajach, jak Kazachstan, albo zostało w ojczyźnie, ale rozpoczęło pracę dla koncernów farmaceutycznych i firm sprzedających sprzęt medyczny. Łącznie, według publicznych szacunków rosyjskiego ministerstwa zdrowia, w kraju brakuje niemal 30 tys. lekarzy i 50 tys. innych pracowników służby zdrowia. Problemem jest nie tylko ilu medyków brakuje, ale także jakich.
„Mądrzy, wykwalifikowani specjaliści, kwiat narodu ucieka i nie wiadomo, czy kiedykolwiek wrócą. Lata zajęło nam ich szkolenie” — mówi Wiorstce proszący o zachowanie anonimowości szef chirurgów z obwodu włodzimierskiego. I tak na przykład Rosję opuścił znamienity radiolog prof. Siergiej Morozow czy najlepszy w kraju specjalista w leczeniu stopy cukrzycowej, Oleg Udowiczenko. Najbardziej brakuje onkologów, nefrologów, anestezjologów i hematologów.
Problemy kadrowe powodują, że Kreml sięga po imigrantów z Azji Środkowej i Afryki, ale tu pojawiają się nierzadko problemy językowe oraz kwestie nierówności w jakości kształcenia. Nie wszyscy Rosjanie są też, delikatnie mówiąc, tolerancyjni dla przybyszów z tych części świata. Tragicznie wygląda również sytuacja w rosyjskiej psychiatrii, która od czasów Związku Radzieckiego kojarzy się raczej z zamykaniem dysydentów w szpitalach niż ze skutecznym leczeniem.
Zgodnie z rosyjskim prawem każdy obywatel ma prawo do bezpłatnej opieki psychiatrycznej opierającej się na poszanowaniu praw człowieka. Tyle w teorii. W rzeczywistości pacjenci nierzadko są poniżani i torturowani, a przyznanie się do problemów psychicznych oznacza ostracyzm społeczny.
Najważniejszą bolączką jest brak miejsc w szpitalach. Już w 2018 roku delegacja Europejskiego Komitetu ds. Zapobiegania Torturom oraz Nieludzkiemu lub Poniżającemu Traktowaniu albo Karaniu (CPT), która przeprowadziła inspekcje w kilku placówkach, pisała o oddziałach, gdzie przebywa ponad 33 pacjentów oraz o umieszczaniu ludzi w izolatkach ze względu na brak wolnych łóżek.
W 2023 r. rosyjscy dziennikarze opisali historię Nikity, który z depresją trafił do szpitala psychiatrycznego w Nowosybirsku. Chłopak opowiadał, że salowi biciem zmuszali pacjentów do zażywania silnych leków uspokajających. Bardziej opornych przypinali pasami do łóżek. Lekarz pojawiał się co kilka dni na parę minut i nie odpowiadał na pytania, jakie tabletki przepisuje i każe podawać. Jakby tego było mało, personel placówki „płacił” pacjentom papierosami za to, żeby sami sprzątali i zajmowali się innymi chorymi.
Po kilku dniach Nikitę przeniesiono do innego skrzydła szpitala, gdzie wytworzyła się niemal więzienna hierarchia. Pacjenci starsi „stażem” na polecenie sanitariuszy pilnowali „młodszych”. Tylko ci starsi mogli na stałe mieć telefon komórkowy, za co odpłacali się sanitariuszom połową zawartości paczek przynoszonych przez rodziny.
Polina trafiła do tego samego szpitala co Nikita. Dziewczyna, która miała myśli samobójcze od lekarza usłyszała, że to wszystko przez internet i feminizm, a jej pofarbowane, kolorowe włosy to hańba dla Rosji. Ona również była świadkiem bicia i poniżania pacjentów.
Wracając do kontroli CPT, to jej kontrolerzy zwrócili również uwagę na tragiczny stan szpitali. W co najmniej kilkunastu z nich brak funkcjonujących toalet. W Kazaniu pacjenci na oddziale psychiatrycznym załatwiali się do wiadra. Z kolei w Wołgogradzie toaleta nie miała drzwi, więc każdy kto szedł korytarzem wszystko widział.
Co spowodowało taką sytuację? W rozmowie z dziennikarzami lekarze wskazują na ogrom pracy, wypalenie zawodowe, brak funduszy na rozwój placówek i wciąż pokutujące sowieckie standardy myślenia o psychiatrii. Kwestia niskich zarobków to problem dotyczący całej rosyjskiej służby zdrowia.
W raporcie z czerwca 2024 r. eksperci Ośrodka Studiów Wschodnich (OSW) podali, że aż 60 proc, lekarzy twierdziło, że ich wynagrodzenie nie wystarcza, by zaspokoić podstawowe potrzeby. Z tego powodu 80 procent medyków musiało pracować na więcej niż jednym etacie. Sytuacja do tego stopnia stała się patologiczna, że rok temu mediana zarobków kurierów i dostawców była wyższa niż lekarzy. Portal z ogłoszeniami o pracę: hh.ru pisał w tamtym czasie, że mediana pierwszej grupy to 115 tys. rubli, a drugiej 88 tys. rubli.
Sankcje, wojna i zerwanie relacji z Zachodem spowodowały, że na początku inwazji Rosjanie masowo rzucili się do aptek, by wykupić leki. W efekcie z półek ubyło ponad 80 różnych medykamentów – tych na padaczkę, antydepresantów, na syropach kończąc. I choć Zachód ostatecznie nie zdecydował się nałożyć sankcji na produkty medyczne, to wzrost kosztów prowadzenia biznesów z Rosją oraz jednostronne decyzje firm farmaceutycznych, by zakończyć działalność na tamtejszym rynku, doprowadził do tego, że w 2023 roku liczba dostępnych leków spadła o niemal 12 procent.
Brakuje m.in. środków niezbędnych w leczeniu raka płuc i czerniaka, niektórych antydepresantów, insuliny oraz leków dla nosicieli wirusa HIV. Niedobór tych ostatnich pogorszył i tak już trudną sytuację ponad 1,5 mln Rosjan żyjących z tym wirusem, a ich liczba wciąż rośnie. Według szacunków Federalnego Centrum Prewencji HIV/AIDS w Rosji rocznie z powodu tego wirusa umiera ok. 30 tys., najczęściej młodych osób.
Ponadto problem ten już dawno przestał dotyczyć osób z tzw. grup ryzyka, czyli m.in. narkomanów albo pracowników seksualnych. W 2017 roku połowa nowych zakażeń nastąpiła w wyniku stosunków heteroseksualnych. Wysoka śmiertelność wynika z niedoboru leków i ich wysokich cen, ale nie bez znaczenia jest także mentalność Rosjan.
Często zakażeni boją się powiedzieć o swojej chorobie, bo w homofobicznym społeczeństwie kojarzy się ona wyłącznie z homoseksualizmem, który w putinowskiej Rosji w najlepszym wypadku oznacza ostracyzm. Media donosiły o przypadkach lekarzy łamiących tajemnicę zawodową.
W Kazaniu kilka dni po tym jak jeden z mieszkańców rozpoczął kurację w lokalnej klinice, jego lekarz powiedział o wszystkim znajomym mężczyzny. W Moskwie szpital, w którym leczyła się osiemnastolatka zarażona przez swojego narzeczonego, zadzwonił do jej matki, a ta oskarżyła dziewczynę o prostytucję i narkomanię […]
Niebezpieczne sznurówki
Kilka lat temu wydawało się, że życie Jekateriny Babajewej i jej dzieci się poprawi. Kobiecie udało się wreszcie uzyskać zgodę na przeprowadzkę do małego mieszkania w murowanym piętrowym bloku niedaleko od jej starego baraku. Wcześniej otrzymał je jej ostatni mąż. Po jego śmierci urzędnicy nie chcieli jednak jej go wydać.
Wszystko wywróciło się do góry nogami w listopadzie 2023 roku. Wówczas w mroźne popołudnie kobieta i jej osiemnastoletni syn Maksym zakradli się do wojskowej komendy uzupełnień nazywanej przez Rosjan wojenkomatem w nieodległym mieście Szachunja. Jekaterina włączyła w telefonie nagrywanie, a jej syn w pomieszczeniu na pierwszym piętrze zbił cegłą szybę. Następnie wrzucił zapalony koktajl Mołotowa. Ponieważ pierwsza butelka z benzyną nie wywołała pożaru, chłopak rzucił drugą. Ogień bardzo szybko zajął całe pomieszczenie.
Chwilę później matka i syn zostają zatrzymani. Osiem miesięcy później, w lipcu 2024 roku Jekaterina została skazana na 13 lat kolonii karnej o zaostrzonym rygorze. Maksym usłyszał wyrok 4,5 roku w kolonii karnej o zaostrzonym rygorze. Oboje zostali oskarżeni o akt terroryzmu. Jak pisze Wiorstka cała historia zaczęła się w październiku 2023 roku od telefonu, jaki otrzymała Babajewa.
Nieznajoma osoba przypomniała jej, że umowa z operatorem komórkowym wkrótce wygaśnie. Zapewniła także, że w celu dopełnienia formalności wystarczy podać swój indywidualny numer konta ubezpieczeniowego. Według Maksima jego mama dobrodusznie przekazała wszystkie dane. Kilka dni później z Jekateriną przez komunikator WhatsApp skontaktował się „przedstawiciel banku federalnego”, który poinformował ją, że oszuści zaciągnęli na nią pożyczkę.
Mężczyzna zapewnił, że wszystko da się odkręcić, ale Babajewa musi pojechać do oddalonego o 400 kilometrów miasta Kotielnicz i wziąć tam kredyt w wysokości 450 tys. rubli. Pieniądze należało potem przelać na wskazane przez niego konto. Ostatecznie Jekaterinie udało się pożyczyć 286 tys. rubli, które wpłaciła na podany rachunek.
Wówczas kontakt z tajemniczym „przedstawicielem banku federalnego” się urwał. Gdy rodzina myślała, że to już koniec, nagle mężczyzna znów się odezwał informując Babajewą, że ktoś zaciągnął na nią kolejny kredyt, tym razem w wysokości 1,5 mln rubli. Tego samego dnia do przestraszonej kobiety zadzwonił „oficer FSB” (Federalnej Służby Bezpieczeństwa). Zagroził jej, że za przelanie środków na terytorium Ukrainy trafi do więzienia, a Maksym na front.
Było jednak inne wyjście. Jeśli Jekaterina podpali wojenkomat, co rzekomo miało pomóc w ujęciu zdrajców w strukturach personelu wojskowego, to sprawa przelewu i długu zostanie „wyciszona”, a ona spokojnie wróci do domu. W sądzie Maksym zeznawał potem, że nie chciał puścić matki samej i to on postanowił rzucić butelkę z benzyną. Dodawał także, że chcąc oszukać „oficera FSB”, specjalnie podpalił puste pomieszczenie oddalone od pokoju zajmowanego przez wojenkomat.
Na nic zdały się tłumaczenia zamkniętych w szklanej klatce matki i syna, że byli szantażowani. Sąd nie interesował się też tożsamością „oficera FSB” i „przedstawiciela banku federalnego”. Życie Babajewów zostało złamane. Obrońcy praw człowieka są pewni, że Jekaterina i Maksym padli ofiarą nasilających się od wybuchu wojny represji politycznych.
Ze śledztwa przeprowadzonego przez portal Pierwszy Departament wynika, że FSB, podszywając się pod przedstawicieli ukraińskich służb, skłania Rosjan do łamania prawa, a potem ich aresztuje. Na przykład w lipcu 2024 roku z tego powodu sąd skazał Iwana Tołpygina z Orła na 4 lata więzienia.
Kilka miesięcy wcześniej wyrok 5 lat kolonii karnej usłyszał dwudziestojednoletni Michaił Bałbanow z Rostowa nad Donem. Według śledczych miał on „spiskować z Ukraińcami” i przygotowywać się do podpalenia wojenkomatu. Wszystko wskazuje na to, że obaj mężczyźni zostali sprowokowani przez FSB w ramach „eksperymentu operacyjnego” Nakłanianie przez służby do łamania prawa jest zresztą niezgodne z ustawodawstwem Federacji Rosyjskiej, ale kto by się tym przejmował. Te przypadki to tylko kropla w morzu prześladowań, jakie rozkręcił Kreml.
Gdy tylko rosyjskie wojska przekroczyły granicę Ukrainy, w wielu rosyjskich miastach odbyły się antywojenne manifestacje. Władze odpowiedziały na nie w tradycyjny dla siebie sposób – posyłając przeciwko demonstrującym „kosmonautów”, jak w Rosji nazywa się uzbrojonych w hełmy i tarcze policjantów i OMON-owców. Już na początku marca 2022 roku Duma przyjęła prawo o „dyskredytacji armii”. Zgodnie z jego zapisami już za samo użycie słowa „wojna” można trafić do więzienia na 15 lat.
Represje osiągnęły tak absurdalny poziom, że służby zatrzymywały pojedynczych ludzi stojących na ulicy z białą, pustą kartką. Jak szacuje niezależna organizacja OWD-Info monitorująca sytuację w rosyjskich zakładach karnych od lutego do grudnia 2022 roku policja zatrzymała łącznie ponad 20 tys. osób. Tym samym Kreml praktycznie „zmiażdżył” jakiekolwiek uliczne demonstracje.
Drugim „ulubionym” prawem, z którego skazują rosyjskie sądy, jest to dotyczące ekstremizmu. Pojęcie to jest tak szerokie, że mieści się w nim każda aktywność, którą śledczy uznają akurat za użyteczną. Dziennikarze niezależnego portalu Projekt zauważają, że odpowiada ono wprowadzonym za Nikity Chruszczowa (I sekretarza KC ZSRS) przepisom o działalności antysowieckiej. Tyle że za I sekretarza w latach 1956–1964 z tego paragrafu skazano 4883 osoby, a za Putina w latach 2018–2023 ponad 560042.
Z czasem represje osiągnęły absurdalny poziom. Dziennikarze „New York Timesa” przestudiowali akta sądowe, by sprawdzić, za co w putinowskiej Rosji skazuje się ludzi. I tak na przykład wyroki zapadały w sprawach antywojennego napisu na ścianie toalety czy noszenia szalika w kolorze ukraińskiej flagi albo takich sznurówek. Nie ma zresztą gestów, które mogą okazać się zbyt małe, by mogły ujść bez kary.
W aktach znajduje się między innymi sprawa kobiety, która pomalowała paznokcie na żółto i niebiesko. Olgę W. ukarano z kolei za zamienianie plakietek z cenami w sklepach na karteczki z antywojennym przesłaniem, a Czingiza M. za zieloną wstążkę przypiętą do plecaka. Władze utożsamiły ją z wezwaniem do pokoju. Okolicznością łagodzącą nie jest też wiek. Najstarsza skazana osoba ma 86 lat, a najmłodsza 16. Od wybuchu wojny służby coraz uważniej przeczesują także internet, szczególnie portal Vkontakte, będący rosyjskim odpowiednikiem Facebooka.
W 2024 roku na 5,5 roku kolonii karnej skazano siedemdziesięciodwuletnią emerytkę, która zamieściła antywojenny wpis. Anną S. służby zainteresowały się po tym, jak na swoim profilu na Instagramie napisała, że jest przeciwko wojnie. W maleńkim mieście Iglino aresztowano siedemdziesięcioletniego maszynistę, który w mediach społecznościowych przewidywał, że „nic już teraz nie powstrzyma Rosji przed upadkiem”. Dziennikarze „New York Timesa” znaleźli ponad tysiąc podobnych spraw.
Według szacunków OWD-Info na początku 2025 roku w Rosji z powodów politycznych łącznie prześladowanych było ponad 3 tys. osób. Z tej liczby więcej niż połowa znajdowała się w więzieniach i koloniach karnych. Znacznie więcej osób, bo aż 105 tys., zostało pociągniętych do odpowiedzialności administracyjnej. Nie wiadomo natomiast, ile osób z powodu swoich poglądów straciło pracę, zostało wyrzuconych ze szkół i uniwersytetów albo jest szykanowanych przez otoczenie.
Taki los spotkał młodego nauczyciela historii, Nikitę Tuszankowa, z którym autor miał okazję rozmawiać, przygotowując jeden ze swoich tekstów. Trzydziestolatka najpierw wyrzucono ze szkoły, w której uczył, za to, że uczestniczył w protestach, jakie wybuchły po aresztowaniu Aleksieja Nawalnego, a w grudniu 2022 roku aresztowano go za wpis w mediach społecznościowych. Tuszankow po wybuchu na moście krymskim napisał, że „to prezent dla Putlera”. Użył popularnego połączenia nazwisk Putin i Hitler. Opublikował też kilka wpisów krytykujących wojnę. W maju 2023 roku skazano go na 5,5 roku kolonii karnej.
Tekst jest fragmentem książki Marcina Łuniewskiego zatytułowanej „Rosja. Od rozpadu do faszystowskiej dyktatury. Scenariusze przyszłości 2026-2036”. Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Prześwity.

