Święto Objawienia Pańskiego przypomina, że człowiek może stać się Bogiem
To, czego dokonał Chrystus, jest otwarciem człowiekowi rzeczywistości znacznie wspanialszej niż tej, w której pierwotnie partycypowali Adam i Ewa. Nie chodzi jedynie o naprawienie skutków grzechu pierworodnego, lecz o radykalne przekroczenie granic ludzkiej natury poprzez zjednoczenie z Bogiem.
Tekst został pierwotnie opublikowany w obszerniejszej wersji na łamach „Rzeczpospolitej”. Dziękujemy redakcji za możliwość przedruku!
Kim jest Chrystus?
W ostatni weekend listopada papież Leon XIV wziął udział w ekumenicznej uroczystości z okazji 1700-lecia Soboru w Nicei. Papież uczestniczył we wspólnych modlitwach z udziałem m.in. Patriarchy Konstantynopola Bartłomieja, primus inter pares wśród głów Kościołów prawosławnych. Pielgrzymkę zakończyła Boska Liturgia (tak Kościoły Wschodnie nazywają liturgię Eucharystii).
Jednym z centralnych punktów była wspólna modlitwa duchowych przywódców poszczególnych kościołów przy stanowisku archeologicznym wczesnochrześcijańskiej bazyliki św. Neofita w Izniku. To właśnie tu znajdowała się starożytna Nicea – bo nie chodzi wszakże o noszące tę samą nazwę miasto we Francji – w której to odbył się pierwszy Sobór Powszechny.
Chcę skoncentrować się na teologii tego wydarzenia. Orzeczenia dogmatyczne Soboru w Nicei były pierwszym krokiem ku syntetycznej odpowiedzi starożytnego Kościoła na centralne pytanie chrześcijaństwa: Kim jest Chrystus? Jaka jest jego natura? Jak się bowiem okazuje, spory o naturę Chrystusa nie były wojną o abstrakcyjne formuły teologiczne. Miały one bardzo praktyczne konsekwencje dla egzystencji chrześcijanina w świecie.
Jedna osoba, dwie natury
Zatem głównym problemem Soboru w Nicei była odpowiedź na pytanie, które dziś współczesnym chrześcijanom wydaje się oczywiste: czy Chrystus był Bogiem? Tę, jak się wydaje, oczywistą prawdę podważył żyjący na przełomie III i IV w. n.e. działający w Aleksandrii prezbiter i teolog Ariusz. Jego domniemane poglądy znamy głównie z pism jego przeciwników teologicznych, więc dokładna rekonstrukcja jego twierdzeń nie jest możliwa.
Na antypodach Ariusza stanęła postać św. Atanazego Wielkiego – jednego z czterech Ojców Kościoła Wschodniego, wybitnego teologa, biskupa Aleksandrii. To on właśnie miał przekonać Ojców Soborowych do stanowiska, że Chrystus jest współistotny Ojcu, jest Bogiem równym w Bóstwie Ojcu i przyczynił się do potępienia poglądów Ariusza.
Ogłoszenie na Soborze w Nicei dogmatu o tym, że Chrystus jest współistotny (homoousios), czyli że posiada tę samą naturę, tę samą istotę, zostało dopełnione przez Sobór Chalcedoński w 451 r., który był niejako dogmatycznym domknięciem pytania o to, kim jest Jezus Chrystus.
Kontrowersja, na którą miał odpowiedzieć Sobór była następująca. Skoro wiemy, że Jezus Chrystus jest Bogiem, Synem, drugą osobą Trójcy Świętej, to co oznaczało jego Wcielenie? Czy Chrystus był tylko Bogiem? Czy jego człowieczeństwo było pozorne, było pewnego rodzaju szatą, którą tylko przez chwilę założył na siebie? A jeżeli był człowiekiem, to jak opisać relację Bóstwa do jego człowieczeństwa? Jak te dwie natury współistniały ze sobą?
Jakie było rozstrzygnięcie Soboru? Mianowicie takie, że uznano Jezusa z Nazaretu za Boga-Człowieka (Theoanthropos), który jest współistotny (homoousios) ludziom w człowieczeństwie, a zarazem współistotny Bogu w bóstwie. Zgodnie z definicją doktrynalną soboru, Jezus Chrystus w wyniku wcielenia stał się osobą (hypostasis), składającą się z dwóch natur (dyo physeis) – ludzkiej i boskiej.
Człowiek może stać się… Bogiem
W tym punkcie trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie: dlaczego to jest ważne? Jakie znaczenie mają te abstrakcyjne soborowe formuły? Zbawienie według doktryny katolickiej oznacza udział w boskiej naturze. Jednak między naturą boską i ludzką zionie nieprzekraczalna przepaść, której człowiek przekroczyć nie może. Może to zrobić tylko Bóg. I zrobił to w osobie Jezusa Chrystusa – wcielonego Syna Bożego – w którym to człowieczeństwo i Bóstwo jednoczą się.
Katolicka koncepcja zbawienia ściśle wynika z dogmatów chrystologicznych i biblijnej koncepcji pośrednictwa Chrystusa. Św. Atanazy, obrońca prawdy o boskości Chrystusa i jeden z ojców dogmatu nicejskiego o współistotności Ojca i Syna, jest autorem następującego cytowanego przez Katechizm Kościoła Katolickiego zdania: „Po to Chrystus stał się człowiekiem, by nas uczynić Bogiem”.
To skandaliczne na pierwszy rzut oka zdanie prowadzi nas do prawdy, która w Kościele – zwłaszcza Zachodnim – jest w sposób niedostateczny przepowiadana i komunikowana wiernym. Prawdy o przebóstwieniu.
Polega ona o totalnej przemianie wewnętrznej człowieka. Takiej przemianie wskutek której stanie się on podobny do Boga. Nie chodzi więc o to, żeby zewnętrznie dobrze postępować – chodzi o zupełnie inną jakość człowieczeństwa, ontologiczny skok jakościowy w boskość. Człowiek ma stać się Bogiem poprzez uczestnictwo w Jedynym Bóstwie. Nie zamiast Boga czy przeciw Bogu – o czym opowiada historia Adama i Ewy – lecz z Bogiem i w Bogu.
Fragmentów wskazujących na możliwość przebóstwienia rozumianego jako jakiś rodzaj zjednoczenia z Bogiem, uczestnictwa w Jego naturze, znajdziemy w Nowym Testamencie mnóstwo. Św. Paweł w „Liście do Filipian” wzywa lokalny Kościół do tego, by jego członków ożywiały dążenia, które były również w Chrystusie (Flp 2,5). W „Liście do Galatów” zaś sam o sobie mówi: „Teraz już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2,20). Paweł wielokrotnie też nazywa Chrystusa „naszym życiem”, wspomina o mieszkającym w głębi naszych serc Duchu Świętym, nas samych nazywa „świątynią Ducha Świętego”.
Maksimum tego, co dla człowieka możliwe, nastąpi dopiero po śmierci. Mowa tu o stanie, który klasyczna zachodnia teologia określała mianem visio beatifica (wizja uszczęśliwiająca). Na czym będzie to polegało? Benedykt XVI pisał o tak ścisłym zjednoczeniu, że pozostając sobą i kimś realnie innym od Boga, jednocześnie nie będziemy doświadczać między Nim a nami różnicy.
Św. Jan Apostoł pisał: „Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest” (1 J 3,2). Zaś Reginald Garrigou-Lagrange OP w przytaczanej przeze mnie książce mówił o tym, że wizja uszczęśliwiająca będzie polegać na tym, że „będziemy widzieć Boga tak, jak On sam siebie widzi i miłować Go tak, jak On sam siebie miłuje”.
Potęga Wcielenia
Chociażby św. Tomasz z Akwinu twierdził, że tym, co człowieka zbawia i przebóstwia, to właśnie Wcielenie; fakt, że Syn Boży przyjął ludzką naturę. Krzyż w tym ujęciu miałby być świadectwem dla nas – świadectwem Bożej miłości wobec człowieka, posuniętej aż do radykalnego oddania siebie oraz wzorem tego, że można przezwyciężyć największe biologiczne lęki ludzkiej natury, jaką jest lęk przed śmiercią i cierpieniem.
Podobnego zdania byli tacy wybitni teologowie chrześcijaństwa jak wspomniany przeze mnie św. Atanazy Wielki, św. Ireneusz z Lyonu, św. Grzegorz z Nyssy oraz św. Grzegorz z Nazjanzu. Niektórzy teologowie twierdzili nawet – jak chociażby Jan Duns Szkot – że Wcielenie i tak nastąpiłoby, niezależnie od tego, czy człowiek by zgrzeszył. Stoi za tym myśl, że stan pierwotnej szczęśliwości w Edenie, nie jest tym samym, co zjednoczenie się Boga z człowiekiem.
To, czego dokonał Chrystus jest otwarciem człowiekowi rzeczywistości znacznie wspanialszej niż tej, w której pierwotnie partycypowali Adam i Ewa. Sądzę, że właśnie ta myśl, jak i cała oparta na dogmatach pierwszych soborów doktryna przebóstwienia, może stanowić dla chrześcijan wdzięczny temat do medytacji podczas święta Objawienia Pańskiego.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
