Nie tylko Wenezuela. Amerykanie mają długą tradycję w obalaniu latynoamerykańskich dyktatorów
Interwencja USA w Wenezueli oznacza dla Ameryki Łacińskiej powrót do realiów zimnej wojny. Ogłoszona niedawno amerykańska strategia bezpieczeństwa, nadająca zachodniej hemisferze status priorytetowy, pokazuje, że w świecie wielobiegunowym Waszyngton chce zabezpieczać swoje najbliższe otoczenie. Analiza wcześniejszych interwencji USA w regionie pozwala zrozumieć, jak może wyglądać amerykańska polityka wobec Ameryki Łacińskiej w warunkach nowej rywalizacji mocarstw.
Rewolucja pod nieobecność USA
Rok 1998. Wybory w Wenezueli wygrywa socjalista Hugo Chavez (bezpośredni poprzednik Nicolasa Maduro). Chavez stosuje skrajnie antyamerykańską retorykę, a po objęciu rządów zaczyna wprowadzać ją w praktyce. Ogranicza radykalnie wpływy amerykańskich koncernów w Wenezueli, dając hasło rewolucji boliwariańskiej (na cześć Simona Bolivara, południowoamerykańskiego bohatera).
Za jego przykładem idą inne państwa latynoamerykańskie, m.in. Ekwador. Chavez daje niejako sygnał do wyzwolenia Ameryki Łacińskiej spod władzy amerykańskiego kapitału, postrzeganego przez wielu Latynosów jako ukryty neokolonializm.
Te działania odbywały się przy kompletnej bierności Amerykanów, zajętymi sprawami Bliskiego Wschodu i nieczujących zagrożenia ze strony żadnego supermocarstwa (niedawno upadł główny rywal – Związek Sowiecki). Jednak jeszcze dekadę wcześniej Hugo Chavez nie wytrwałby na swoim stanowisku roku, gdyby rozpoczął wprowadzanie takiej antyamerykańskiej polityki jak w 1998.
Jego przetrwanie było możliwe tylko dzięki zmianom, jakie zaszły w światowej polityce po 1989 roku. Upadł ZSRS, a USA nie musiały martwić się o przejęcie kontroli nad państwami latynoskimi przez inne supermocarstwo. Bo tylko one były supermocarstwem, jedynym w ówczesnym świecie.
Zimna wojna w zachodniej hemisferze
Tymczasem w roku 1951 sytuacja wyglądała zupełnie inaczej, a świat dopiero wszedł w okres zimnowojennej rywalizacji. Odczuł to jeden z krajów latynoamerykańskich – Gwatemala. W 1951 roku po wcześniejszym zwycięstwie w wyborach prezydentem został tam lewicowiec, mający poparcie komunistów pułkownik Jacobo Arbenz Guzman.
Przeprowadził reformę rolną, dzieląc m.in. ziemię amerykańskiego koncernu owocowego pomiędzy 100 tys. chłopów. USA zareagowały na ten wrogi wobec ich kapitału akt, obalając Arbenza w 1954 roku przy pomocy wyszkolonych przez CIA uchodźców. Jego następca, pułkownik Castillo Armas, wycofał się z większości reform poprzednika, ożywiając gwatemalską gospodarkę. Kraj pogrążył się jednak w politycznym chaosie.
Podobną interwencję USA próbowało przeprowadzić dekadę później na Kubie w Zatoce Świń. Wyszkolone przez CIA oddziały nie zdołały jednak obalić komunistycznych rządów Fidela Castro. Porozumienia wynikłe z kryzysu kubańskiego zmusiły Waszyngton do zobowiązania się do niepodejmowania wrogich działań przeciwko Hawanie.
Klęska na Kubie skłoniła USA do wypracowania nowej doktryny polityki wobec krajów latynoamerykańskich. W obliczu kryzysu politycznego na Dominikanie prezydent Lyndon Johnson ogłosił, że Amerykanie nie pozwolą na zainstalowanie kolejnego komunistycznego rządu w zachodniej hemisferze.
Tymczasem na wspomnianej Dominikanie demokratyczne wybory wygrał Juan Bosch, stosujący antyamerykańską retorykę i przyjaźnie patrzący na komunistów. Jego rządy zostały obalone w wrześniu 1963 roku przez konserwatywny pucz wojskowy, wówczas jeszcze niezależny od Stanów Zjednoczonych. Natomiast dwa lata później, tj. w 1965 roku, Amerykanie pomogli konserwatystom stłumić lewicową rebelię, której celem było przywrócenie Boscha do władzy. Niedługo później na Dominikanie pojawili się amerykańscy marines, którzy pozostali na niej do kolejnych wyborów.
Tych, którzy chcieli naśladować wzorce kubańskie, czekał los Dominikany. Przekonał się o tym szybko rządzący Grenadą na Morzu Karaibskim Maurice Bishop, próbujący wprowadzać w swoim kraju politykę Fidela Castro. Zagrożony interwencją USA, złagodził nieco kurs i tym samym został przez to zamordowany przez radykalne skrzydło swojej partii. To przypieczętowało amerykańską interwencję, przeprowadzoną w roku 1983. Amerykanie obalili partię zamordowanego Bishopa i wprowadzili przyjazny sobie rząd.
Interwencję amerykańską przeżyła także Panama w 1989, kiedy to zostały obalone rządy Manuela Noriegi, wcześniej współpracownika CIA. Zaczął on wykorzystywać strategiczny dla USA Kanał Panamski do m.in. szmuglowania narkotyków i zapłacił za to pozbawieniem władzy.
Oczywiście USA nie musiały wszędzie interweniować bezpośrednio. Często wystarczało tylko wsparcie finansowe i szkoleniowe jak w Chile przy puczu gen. Augusto Pinocheta w 1973 roku czy w Salwadorze w okresie walk z partyzantką lewicową.
Stany Zjednoczone interweniowały bezpośrednio w Nikaragui. Rządy sprawowała tam rodzina Somozów, niepopularna i skorumpowana i dlatego w końcu obalona w roku 1979 przez lewicowy ruch sandinistów (od Augusto Sandiny – bohatera Nikaragui). Prezydent Ronald Reagan uznał to zagrożenie dla USA i podjął decyzję o rozpoczęciu działań przeciwko rządom sandinistów.
CIA, poprzez tzw. tajną wojnę, rozpoczęła szkolenie contras – oddziałów zwolenników obalonych Somozów, które podjęły walkę z sandinistami. Konflikt eskalował w 1983 roku, kiedy to wspierani przez Amerykanów partyzanci zaczęli przeprowadzać szereg operacji sabotażowych: w październiku 1983 contras zaatakowali magazyny z ropą naftową w Nikaragui, a rok później zaminowali kluczowe porty tego państwa, paraliżując handel sandinistów.
Amerykanie nałożyli też embargo, które przyhamowało wzrost gospodarczy Nikaragui w okresie rządów sandinistów. Konflikt wygasł sam wraz z zakończeniem zimnej wojny w 1989 roku. USA straciły zainteresowanie jego eskalowaniem, a sandiniści i contras, nie mając już sił na dalszą walkę, zgodzili się na przeprowadzenie wyborów (wygranych przez siły antysandinowskie).
Czas spokoju i zimna wojna 2.0
Szczęśliwy koniec wojny w Nikaragui zwiastował nowy okres dla Ameryki Łacińskiej – okres spadku tradycyjnego zainteresowania tym obszarem przez Amerykanów.
Choć zdarzały się pewne wyjątki, jak choćby na Haiti przy obaleniu przez wojskowych Jean-Bertranda Aristide’a w 1994 roku, przywróconego do władzy z pomocą amerykańską, to jednak lata 1989-2025 są czasem w historii państw latynoamerykańskich, gdy mogły sobie pozwolić na takie prowadzenie polityki, jakie chciały.
Mogła być ona nawet skierowana przeciwko interesom amerykańskim, tak jak cała rewolucja boliwariańska Chaveza, a mimo to pozostawać bez reakcji Waszyngtonu.
Amerykańska interwencja w Wenezueli 3 stycznia 2026 roku i pojmanie Nicolasa Maduro ostatecznie zamknęły ten okres dla Ameryki Łacińskiej. Jest to wręcz symboliczne, że w kraju, w którym zaczęła się rewolucja boliwariańska Chaveza, jednocześnie dochodzi do interwencji, która kończy czas amerykańskiej bierności na kontynencie.
Wraca zimna wojna. USA mają nowego rywala w rywalizacji supermocarstw – Chiny, które mogą poważnie zagrozić im swoimi wpływami w krajach latynoamerykańskich. To zmusza ich do aktywności w swoim najbliższym otoczeniu.
Prezydent Donald Trump jasno stwierdził, że jedną z przyczyn przeprowadzenia operacji w Wenezueli była ochrona amerykańskiego kapitału i przejęcie kontroli nad złożami ropy naftowej. Nie mówi nic zaskakującego, jeśli spojrzymy na to, co mówili Reagan, Johnson czy Kennedy, organizując swoje interwencje.
To spokojne lata 1989-2025 były anomalią w amerykańskiej polityce wobec Ameryki Łacińskiej.
Im szybciej to zrozumiemy, tym łatwiej będzie nam przełknąć kolejne „zaskakujące” kroki Trumpa w zachodniej hemisferze, które z wielkim prawdopodobieństwem nastąpią.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
