Marcin Majewski: 3 Królowie najpewniej nie byli królami ani nie było ich 3
Dlaczego mówimy o święcie Trzech Króli, skoro w Ewangelii Mateusza jest mowa o magach? Dlaczego tytułujemy ich imionami Kacpra, Melchiora i Baltazara, skoro Biblia nic o tym nie wspomina. Czy rzeczywiście było ich trzech i czy naprawdę do Betlejem poprowadziło ich jakieś nadzwyczajne zjawisko astronomiczne? W końcu, jaka jest symbolika tego jednego z najstarszych chrześcijańskich świąt? O tym wszystkim Konstanty Pilawa rozmawia z Marcinem Majewskim, doktorem habilitowanym z dziedziny biblistyki i popularyzatorem wiedzy o Piśmie Świętym.
Wywiad jest spisanym fragmentem dłuższej rozmowy, która odbyła się w ramach podcastu „Kultura poświęcona”. Link do całości znajdziecie tutaj.
Tak zwane „Święto Trzech Króli” kojarzymy bardzo „jasełkowo”. Oto trzech monarchów w koronach i strojach królewskich odwiedza złożonego w żłóbku pośród zwierząt Jezusa i składa mu dary. Jak na tę uroczystość patrzysz jako biblista?
Zacznijmy od tego, że Uroczystość Objawienia Pańskiego – bo taka jest właściwa nazwa tego święta – jest jednym z najstarszych świąt chrześcijańskich, obchodzonych niemalże od samego początku istnienia Kościoła. Nazywane było wówczas świętem epifanii – słowo to oznacza z greki „objawienie”.
Co wówczas świętowali chrześcijanie? Otóż fakt, że Zbawiciel przyszedł nie tylko do Żydów, ale również do wszystkich innych ludzi. Że wcielenie Chrystusa ma charakter uniwersalny, a nie jest tylko wydarzeniem z historii jednego narodu.
Ci mędrcy czy też magowie jak nazywa ich Ewangelia według św. Mateusza – a więc Ci, którzy w tradycji nazywani są trzema królami – symbolizują wszystkich ludzi spoza grona narodu wybranego. Pogan, do których Chrystus również przyszedł. Pokazuje to, że Bóg Izraela odtąd czyni swym ludem nie tylko jeden konkretny naród. Odtąd ludem Bożym stać się ma cały świat.
Niektórzy mówią o mędrcach, inni o magach. W naszej tradycji utarło się, że byli królami, że było ich trzech i nosili imiona Kacpra, Melchiora i Baltazara. Kim tak naprawdę byli ci ludzie?
Zacznijmy od początku. Na pewno to nie byli królowie. Również nie było ich trzech i nie nazywali się Kacper, Melchior i Baltazar. Ewangelia wg. św. Mateusza opisując te postacie używa słowa magoi, które dosłownie oznacza magów. Termin magowie nie oznaczał wówczas tylko czarnoksiężników, ale odnosił się także do ludzi zajmujących się badaniem nieba – astrologią czy też astronomią. I to właśnie w tym drugim sensie używa tego słowa ewangelista Mateusz.
Można powiedzieć więc, że jak na ówczesne standardy, byli naukowcami. W tym kontekście tłumaczenie słowa magoi jako „mędrcy” wydaje mi się jak najbardziej na miejscu.
To, że dziś nazywamy te postacie królami, wynika z chrześcijańskiej lektury tekstów Starego Testamentu – z zapowiedzi proroków, że gdy nadejdzie Mesjasz, nadejdą królowie różnych krain i oddadzą mu hołd, składając dary. Jak czytamy w Starym Testamencie przybędą królowie z Tarszisz i z Seby i oddadzą hołd Mesjaszowi. Stąd, chcąc podkreślić to wypełnienie się starotestamentalnych proroctw mesjańskich, chrześcijanie w pewnym momencie utożsamili mędrców z owymi królami zapowiadanymi przez proroków.
Inna wersja mówi, że zamiana magów na królów wynikała z negatywnej konotacji, jakie niosło za sobą słowo „magowie” – wszak chrześcijaństwo potępia wszelkiego rodzaju praktyki magiczne. Stąd, by nie powodować konfuzji wśród wiernych, zamieniono magów na królów. Sądzę jednak, że główną przyczyną były proroctwa starotestamentalne i chęć podkreślenia przez chrześcijan wypełnienia się proroctw mesjańskich w Chrystusie.
Ale dlaczego trzech?
Wynika to z liczby darów, jakie złożyli Chrystusowi. W Ewangelii czytamy, że było to złoto, kadzidło i mirra. We wczesnym chrześcijaństwie liczba mędrców nie była dookreślona. Starożytne tradycje podawały różną ich liczbę. Istniała tradycja mówiąca o sześciu królach, z kolei inna mówiła o 12 – tak jak 12 apostołów. Istniała również taka, która mówiła o czterech – symbolizujących cztery strony świata.
Na początku więc istniały bardzo różne tradycje, zaś liczba magów nie była ściśle określona. Dopiero z czasem, ze względu na liczbę złożonych darów, powszechnie przyjęła się wersja o trzech królach czy też trzech magach.
W Ewangelii czytamy, że mędrców do Jezusa przyprowadziła gwiazda. Współcześni egzegeci podkreślają, że owa „gwiazda betlejemska” była pewnym symbolem wprowadzonym do Ewangelii przez „autora natchnionego” ze względu na konotacje symboliczne – historycznie nic takiego nie miało miejsca. Benedykt XVI zaś przyjmował teorię, że naukowcy z Babilonii – utożsamiani z biblijnymi mędrcami – rzeczywiście zobaczyli niezwkłe zjawisko astronomiczne. Chodziło o koniunkcję planet, która rozświetliła niebo i poprowadziła tych ludzi – zgodnie z lokalnymi proroctwami – do Betlejem. Do której z tych interpretacji jest ci bliżej?
Podzielam interpretację symboliczną. Jednak nie wykluczam, że wówczas jakaś koniunkcja gwiazd rzeczywiście nastąpiła. Słynny astronom, Johannes Kepler, szukał tego typu zjawisk. Jednakże za interpretacją symboliczną przemawia kilka w mojej ocenie mocnych przesłanek.
W starożytności opowieściom o narodzinach wielkich postaci zawsze towarzyszyła gwiazda. Ten element jest obecny w opowiadaniach o Aleksandrze Wielkim czy Oktawianie Auguście. Gdy Judeą rządził Antioch IV Epifanes – a było to zanim ten teren zajęli Rzymianie – na monetach jego wizerunek był przedstawiany razem z gwiazdą. Podobnie było za czasów rządów Heroda Wielkiego – on również na monetach był przedstawiany z umieszczoną nad nim gwiazdą. Gwiazda w starożytności jest silnie związana z symbolizowaniem króla.
Z kolei wchodząc w symbolikę stricte biblijną, to widzimy, że w Starym Testamencie znajdują się proroctwa łączące pojawienie się gwiazdy z narodzinami wielkiego króla Izraela. Przykładem jest proroctwo Balaama z księgi Liczb, gdy ten wypowiada następujące słowa: „wschodzi gwiazda z Jakuba, z Izraela podnosi się berło”. Gwiazda jest tu wyraźnie połączona z berłem – insygniami władzy królewskiej.
W ewangelii wg. św. Mateusza – a tylko w niej jest wspominana owa gwiazda – autor chętnie czerpie ze wszelkich motywów starotestamentalnych zapowiadających narodziny Mesjasza. Stąd Mateusz prowadzi narrację w taki sposób oraz wprowadza taką symbolikę, by pokazać, że Chrystus jest spełnieniem żydowskich proroctw. Biorąc pod uwagę styl Mateusza oraz kontekst kultury starożytnej, przychylam się raczej do interpretacji symbolicznej.
Gdyby takie wydarzenie miało charakter obiektywny, tak jak chciałby to widzieć Benedykt XVI, to byłoby wspominane także w innych ewangeliach. Tym czasem owa gwiazda nie jest wspominana ani przez ewangelistę Łukasza, ani nie ma o niej żadnej wzmianki o tym wydarzeniu u najważniejszego historyka tamtych czasów, jakim był Józef Flawiusz.
Nie wykluczam jednak sytuacji, że gdzieś jeszcze takie świadectwa istnieją i czekają na odkrycie. Dlatego nigdy nie należy stawiać ostatecznych wniosków – my, bibliści w oparciu o dostępne źródła stawiamy pewne hipotezy.
Benedykt XVI postawił kiedyś tezę, że nie powinniśmy bezkrytycznie ufać badaniom historycznym oraz metodzie historyczno-krytycznej. Uważał, że fakt, iż nie znajdujemy materialnych dowodów na to, co opisują Ewangelie wynika z tego, że jesteśmy już 2000 lat od tych wydarzeń i w związku z tym ewangeliści – jako ci, którzy byli zdecydowanie bliżej historii, którą opisują – są bardziej godni wiary, aniżeli historycy dysponujący wąskim materiałem źródłowym.
Jest to pewien argument, choć może on okazać się obosieczny. Natomiast w przypadku zjawiska „gwiazdy betlejemskiej”, fakt że wspomina o tym jedynie Mateusz, a nie wspominają o tym inni ewangeliści, ani najbardziej rzetelni historycy starożytności, w połączeniu ze starożytną symboliką gwiazdy i stylem prowadzenia narracji przez św. Mateusza, prowadzi mnie do wniosku, że interpretacja symboliczna jest najbardziej prawdopodobną hipotezą wyjaśnienia fenomenu „gwiazdy betlejemskiej”.
Oczywiście, jest to wciąż hipoteza. W optyce św. Mateusza ta gwiazda musiała się pojawić – oto rodzi się wielki król, ktoś większy niż Aleksander Wielki, Oktawian August i wszyscy wielcy władcy razem wzięci.
Skupmy się zatem na interpretacji symbolicznej. Oto mamy poszukujących prawdy magów-naukowców, którzy jadą gdzieś na peryferia świata, oddać hołd dzieciątku, w którym rozpoznają Prawdę samą. Potencjał symboliczny tej sceny jest przeogromny.
Zdecydowanie. Tak, jak mówiłem wcześniej, starotestamentalne proroctwa mówiły o tym, że przybędą królowie i oddadzą Mesjaszowi pokłon. Z kolei w księdze proroka Izajasza czytamy wprost, że zostaną mu złożone w darze złoto, kadzidło i mirra. Pisze o tym ewangelista Mateusz i bardzo to pasuje do sposobu, w jaki prowadzi narrację, o czym mówiłem wyżej.
Przybycie tych reprezentantów świata Wschodu ma jeszcze inny bardzo ciekawy aspekt symboliczny. W przekonaniu ówczesnych to właśnie z Mezopotamii, a więc Wschodu, wychodzi kolebka cywilizacji. To przekonanie jest ewidentnie widoczne także w Biblii.
Mateuszowa opowieść o mędrcach przybywających ze Wschodu jest swego rodzaju dopełnieniem i zarazem docenieniem mądrości świata pogańskiego, która opierając się na własnych dostępnych środkach, swojej wiedzy, umiejętnościach i mitach, rozpoznaje ten szczególny moment w historii, jakim jest przyjście Mesjasza. Wcielenie samego Boga.
Wróćmy na koniec do relacji między symboliką a prawdą. Powiedziałeś, że część z tego, co czytamy w Ewangelii, to są mity, które nie tyle mają oddać prawdę o pewnych faktach historycznych, co prawdy dotyczące czegoś głębszego – tego, kim jest Bóg, człowiek czy świat. C.S. Lewis twierdził, że starożytne mity tak naprawdę zapowiadały i przygotowywały świat do przyjścia Chrystusa. Jaką wartość dla badacza ma opowieść mityczna?
Wielcy antropologowie – tacy jak chociażby Levi Strauss – zecydowanie stoją na stanowisku, że mity również oddają bardzo ważne prawdy o świecie i stanowią część wielkiego kompendium wiedzy ludzkiej. Dziś, już żaden poważny naukowiec – antropolog czy ktokolwiek inny – nie powie, że prawda dotyczy wyłącznie domeny empirycznych faktów, że prawdziwe jest tylko to, co rzeczywiście w historii miało miejsce.
Opowieści religijne również mówią nam coś bardzo ważnego o człowieku i świecie. Dlatego uczciwy badacz potraktuje je z właściwą powagą i bez uprzedzeń.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.

