Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Unia Europejska to ideowy bankrut. Kto dziś szczerze jej broni?

Unia Europejska to ideowy bankrut. Kto dziś szczerze jej broni? źródło: pixabay.com

Prometejski wymiar integracji europejskiej, wznoszącej Europejczyków na wyższy poziom ich europejskiej tożsamości, nie porwał Polaków. Jedynym bodaj wpływowym podmiotem życia społecznego skłonnym przypomnieć bez oczywistego zewnętrznego bodźca o swoim poparciu dla idei integracji europejskiej jest… Konferencja Episkopatu Polski.

U nas nie wystarczy, jak w PZPR, kochać Związek Radziecki. U nas trzeba go kochać naprawdę”.

Bolesław Piasecki do członków stowarzyszenia Pax

Szereg zdarzeń z ostatnich tygodni zaktualizował pytania o przyszłość członkostwa Rzeczpospolitej w Unii Europejskiej.

Wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE nakazujący Polsce urzędowe uznanie tzw. „małżeństw jednopłciowych”, otwarte żądanie polexitu przez zwyżkującą Konfederację Korony Polskiej, sondaż United Surveys ujawniający (rzekomo) niepokojąco wysokie poparcie dla tego pomysłu („aż” ¼ respondentów) sprowokowały rodzimych zapadników do narracyjnej ofensywy.

Pamiętający „debatę” przedakcesyjną mogą przy tej okazji przeżyć déjà vu: oto liberalny Witold Jurasz stwierdza: „uważam, że ci, którzy są za wyjściem Polski z Unii Europejskiej, to nie są ludzie, których poglądy należy szanować, tylko to są ludzie głupi i ludzie będący pożytecznymi idiotami Putina; można być albo tu, albo można być Ukrainą lub Białorusią – taki jest wybór”.

Pozostaje zagadką, w jaki sposób Polska poza Unią miałaby się stać „Ukrainą lub Białorusią” (według Jurasza wynika to z… mapy) i dlaczego umysły przedkładające nad analizę analogie nie czynią ich z Serbią.

Pytanie o sens członkostwa Polski w UE nabiera jednak obiektywnego znaczenia w czasie, gdy Unia, z trudem utrzymująca względną jedność we wspieraniu Ukrainy odpierającej bandycką inwazję, mierzy się z bezprecedensową zewnętrzną presją.

Kremlowscy aparatczycy, rezonowani przez farmy trolli i zachodnich poputczików, miotają oskarżeniami, przypisując Unii w dobrze znanym, perwersyjnym modus operandi: polityczną nieudolność i pogwałcenie zasad, czyli najstarsze rosyjskie przewiny. Kremlowskiej propagandzie sekundują retoryczne ataki administracji prezydenta Donalda Trumpa, lejącego krokodyle łzy nad polityczną kondycją Starego Kontynentu.

Problemom na arenie międzynarodowej towarzyszą kryzysy wewnętrzne. Ambitna polityka klimatyczna, jeszcze niedawno sztandarowy, „tożsamościowy” projekt Unii, pozostając prawnie wiążącym państwa członkowskie programem, staje się zarazem coraz bardziej osierocona politycznie, tracąc zwolenników skłonnych chlubić się przed wyborcami prekursorskim przedsięwzięciem.

Z kolei wydanie przepisów wykonawczych regulujących uchwaloną w 2023 roku graniczną opłatę wyrównawczą zaledwie dwa tygodnie przed objęciem jej rygorami europejskich importerów przypomina, że brukselskiej klasie urzędniczej brakuje nie tylko wiarygodnego etosu, ale nieraz i sprawności.

Postępuje erozja przywództwa Ursuli von der Leyen, słabej sukcesorki słabego Jean-Claude’a Junckera na stanowisku przewodniczącego Komisji Europejskiej.

Im chodzi tylko o jedno

Powyższe, niekorzystne dla Unii okoliczności naturalnie rodzą pytanie o stanowisko euroentuzjastów. Pomijając tych, którzy w Unii widzą narzędzie przenicowania polskości, można spostrzec, że zwolennicy obecności Polski w UE są w swoim poparciu bierni i reaktywni, a ilekroć majak polexitu sprowokuje ich do uzasadnienia swojego poglądu, powołują się na argumenty z gospodarki i bezpieczeństwa, nigdy z idei.

Prometejski wymiar integracji europejskiej, wznoszącej Europejczyków na wyższy poziom ich europejskiej tożsamości, nie porwał Polaków. Fiasko idei patriotyzmu europejskiego uświadamia zestawienie – bo przecież nie porównanie – Parad Schumana z Marszami Niepodległości.

„Niewiele zrobiono dla pełnego i głębokiego zakorzenienia nas w świecie wartości i zasad unijnych. Liderzy opinii publicznej traktowali Brukselę jak źródło finansowania rozwoju kraju – co jest słuszne, ale jeśli to jedyny sposób odnoszenia się do tego, czym jest Unia Europejska, rodzi to zagrożenia oraz spłyca nasz stosunek (nawet pozytywny) do Unii” – pisał w 2018 roku Michał Boni w tekście dla Fundacji Batorego.

Miał rację: stosunek do Unii Europejskiej jest w Polsce płytki, a spierać można się o to, czy niższy jest poziom myśli prounijnej, czy eurosceptycznej. Przystąpienie Polski do Unii uznano za zwieńczenie europejskich aspiracji i zrezygnowano z intelektualnego udziału w creatio continua integracji.

Jeśli wizjonerstwo Haleckiego, Mieroszewskiego, Skiwskiego ma dziś w ogóle jakąkolwiek kontynuację, to w rozwijanej przez Tomasza Gabisia idei Imperium Europejskiego, zakładającej wszelako (uporządkowaną) likwidację UE.

Rzecz frapuje o tyle, że polskie partie, programy, izby, towarzystwa i konferencje w przytłaczającej większości deklarują poparcie dla UE. Jest to jednak poparcie koniunkturalne. Błękitną świątynię wypełniają niewierzący praktykujący. Unia ma w Polsce całe rzesze zwolenników i ani jednego znanego apostoła.

Jedynym bodaj wpływowym podmiotem życia społecznego skłonnym przypomnieć bez oczywistego zewnętrznego bodźca o swoim poparciu dla idei integracji europejskiej jest… Konferencja Episkopatu Polski.

Kto poprze Unię szczerze?

Nie jest moim życzeniem upowszechnienie w Polsce wiary w ideowy sens istnienia Unii Europejskiej jako zasady konstytutywnej. W podwalinach umowy łączącej europejskie narody widzę interes pozbawiony wiarygodnego spoiwa ideowego, w brukselskim dyskursie „europejskich wartości” – parawan i dekorację.

Nienaturalna jest jednak sytuacja, w której organizacja legitymizująca się oficjalnie wyższymi racjami moralnymi nie ma w Polsce zwolenników, którym chodziłoby o coś więcej niż pieniądze i bezpieczeństwo. Żyć w takiej rzeczywistości to jak znaleźć się w Polsce, w której ze sceny politycznej znikła lewica albo z Ekstraklasy Legia Warszawa – żalu żywić nie sposób, ale czuć fantomowe mrowienie – czegoś brakuje w krajobrazie.

„Kto kocha Europę, musi krytykować tę UE” – orzekł na łamach wielkonakładowego „Die Welt” Ulf Poschardt. Najdonośniej krytykują ci, którzy Europy nie kochają. Czy ponad te krzyki wzniesie się kiedyś głos szczerych euroentuzjastów?

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.