Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Lech Wałęsa forsował system prezydencki. Skończyło się tragedią

Lech Wałęsa forsował system prezydencki. Skończyło się tragedią Autor ilustracji: Bruno Dziadkiewicz

Lech Wałęsa rozpychał się w zakresie kompetencji, przez co był prezydentem konfliktowym. Chciał stworzyć z piastowanego urzędu centrum rządzenia państwem, a siebie widział jako dominującego politycznego gracza, który bierze udział w tworzeniu większości parlamentarnych.

System skrojony pod Jaruzelskiego

W schyłkowym okresie władzy komunistów wprowadzono urząd Prezydenta PRL. Zainstalowano na tej funkcji – dzięki kompromisowi z opozycją – Wojciecha Jaruzelskiego, będącego jednocześnie pierwszą głową państwa III RP. Równolegle wciąż funkcjonowało stanowisko Prezydenta RP na Uchodźstwie – wybranego właściwie w myśl przepisów konstytucji kwietniowej. Jednocześnie nie uchylono Konstytucji PRL     , a zatem stanowiła ona powszechnie uznawane źródło prawa.

Rok 1989 przyniósł dwie jej nowelizacje – kwietniową i grudniową. Pierwsza z nich ustanawiała urząd prezydenta, druga zaś doprowadziła do zmiany nazwy państwa na Rzeczpospolitą Polską, wprowadzając jednocześnie pluralizm polityczny.

Nowela kwietniowa nadawała prezydentowi weto zawieszające, którego przełamanie wymagało większości 2/3 głosów, przy obecności co najmniej połowy posłów. W gestii głowy państwa znalazło się również zwrócenie się do Sejmu o powołanie lub odwołanie premiera, prezesa NBP; mogła ona w sprawach szczególnej wagi zwoływać posiedzenia Rady Ministrów i im przewodniczyć. Posiadała też inicjatywę ustawodawczą oraz szerokie uprawnienia w zakresie prowadzenia polityki wewnętrznej i zagranicznej.

Narzędzia te miały służyć Jaruzelskiemu do ewentualnego hamowania zmian w realiach rozszczelnienia systemu, jednakże tempo przemian sprawiło, że skorzystał z nich jego następca.

Pozostało więc pytanie, jak w nowej rzeczywistości zdefiniować ustrojową pozycję prezydenta. Najpierw jednak zmieniono sposób jego wyboru – odtąd dokonają go obywatele w sposób bezpośredni, a nie Zgromadzenie Narodowe.

Bitwa o system prezydencki

W tym miejscu pojawia się postać Lecha Wałęsy. Spory wśród ojców założycieli nowej Polski uwidoczniły różnice w podejściu do spraw ustroju. Robert Krasowski w książce Po południu. Upadek elit solidarnościowych po zdobyciu władzy pisze, że były lider „Solidarności” od początku sądził, że prymat partii politycznych w głodnym dyskusji parlamencie nad silnym liderem spowoduje niestabilność władzy.

Wobec tego Wałęsa od początku nie zamierzał dać się zmarginalizować, dodatkowo miał w swojej talii silne karty. W momencie obejmowania urzędu posiadał najsilniejsze kompetencje prezydenckie w historii III RP,  wynikające ze wspomnianej znowelizowanej konstytucji, mającej PRL-owski rodowód. Legitymizację Wałęsy podniosło przekazanie mu przez Prezydenta RP na Uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego insygniów prezydenckich.

Stosunek nowej głowy państwa do drugiego członu egzekutywy dobrze oddaje cytat z legendy „Solidarności”: „oczekuję, że przynajmniej trzech premierów i trzy rządy padną w ciągu następnych pięciu lat. Premierzy będą jak zderzaki w samochodzikach w lunaparku”.

Na korzyść aktywności politycznej prezydenta przemawiała słabość wyłonionego w 1991 roku pierwszego w pełni demokratycznego parlamentu. Zróżnicowany i rozdrobniony Sejm, składający się z 29 ugrupowań stawał się łatwym celem politycznym.

Trudność w kształtowaniu Rady Ministrów niech zilustruje fakt, że sformowany rząd Jana Olszewskiego był od początku rządem mniejszościowym. Siła mandatu społecznego dawała więc Wałęsie możliwość ingerowania w układ rządowy.

Dobrym przykładem tejże ingerencji jest zresztą obalenie wspomnianego gabinetu. Lechowi Wałęsie udało się doprowadzić do rozbicia pierwszego w pełni demokratycznie utworzonego rządu.

Mała konstytucja i BBWR

Wałęsa kilkukrotnie zgłaszał swoje propozycje konstytucyjne, które miały wprowadzać system prezydencko-parlamentarny. Ostatecznie spór kompetencyjny między nim a parlamentem miała rozwiązywać tzw. mała konstytucja, której zadaniem było usprawnienie działalności naczelnych władz państwa do czasu uchwalenia nowej konstytucji.

Mimo zmniejszenia uprawnień prezydenckich w stosunku do Konstytucji PRL prezydent w dalszym ciągu posiadał całkiem sporo możliwości wpływania na kształt państwa. O skali tychże niech świadczy fakt, że głowa państwa otrzymała prawo desygnowania premiera oraz      wpływ na obsady resortów obrony, spraw zagranicznych i spraw wewnętrznych.

Na mocy art. 61 Małej Konstytucji, wniosek o powołanie tychże, premier miał przedstawiać po zasięgnięciu opinii Prezydenta. Interpretacja przepisu na korzyść prezydenta prowadziła do uznawania tych ministerstw za “prezydenckie”. Prof. Wiesław Skrzydło upatrywał siły prezydenta w całości uprawnień obejmujących ogólne kierownictwo nad stosunkami zewnętrznymi i wewnętrznymi państwa, czy uprawnienia do powołania rządu.

Jak wskazuje dr Janusz Roszkowski, dziś MON, MSW i MSZ wciąż bywają traktowane jako w pewnym sensie „prezydenckie”. Trudno się z tym stanowiskiem nie zgodzić, patrząc na wojny o ambasadorów i o podległość służb.

Wałęsa wobec słabości parlamentu uzurpował sobie prawo do stosowania normy, roszerzając moc na sekretarzy i podsekretarzy stanu. Dopiero w 1994 r., po sporze z SLD, zgodził się „oddać” ugrupowaniu po jednym wiceministrze w tych resortach.

Prezydent był najwyższym przedstawicielem w stosunkach wewnętrznych i międzynarodowych, sprawując w tej drugiej materii ogólne kierownictwo. Mógł on mianować i odwołać polskich przedstawicieli w innych państwach. Otrzymał także uprawnienie w zakresie ratyfikacji i wypowiadania umów międzynarodowych. Występował z wnioskiem o powołanie i odwołanie prezesa NBP.

Kiedy Sejm uchwalił wotum nieufności wobec rządu Hanny Suchockiej,      Wałęsa skorzystał ze swojego uprawnienia wynikającego z art. 66 ust. 5 małej konstytucji i rozwiązał Sejm. Jak twierdzi prof. Antoni Dudek, zdecydował się na ten krok, by jeszcze przed upływem kadencji prezydenckiej sprawdzić, czy następne wybory przyniosą sukces utworzonemu przez niego ugrupowaniu – Bezpartyjnemu Blokowi Wspierania Reform.

Prezydent w okresie przed wyborami wykorzystywał swoją pozycję do zapewnienia mu wsparcia. Zapowiedział podczas konferencji w ogrodach Belwederu powstanie ugrupowania, jawnie przedstawiając się jako polityczny ojciec chrzestny.

Zwołał spotkanie z przedstawicielami TVP oraz PR, retransmitowane po „Wiadomościach”, które miało formę agitacji na rzecz Bloku – Wałęsa deklarował, że nikt nie opuści sali nieprzekonany do jego idei, a o utworzeniu Komitetu Wyborczego BBWR informowano podczas prezydenckich objazdów po kraju. Sukces wzmocniłby pozycję Wałęsy przy pracach nad nową konstytucją i zwiększył szanse na drugą kadencję.

Działania prezydenta spotkały się z oskarżeniami o „zmniejszanie szans sił proreformatorskich”. Wybory przyniosły rezultat znacząco odbiegający od przewidywań, a niewiele ponad 5-procentowy wynik BBWR sprawił, że sam Wałęsa po wyborach się od niego odcinał.

Gangster ułaskawiony

Za prezydentury Wałęsy prawo łaski po raz pierwszy stało się przedmiotem głośnego skandalu. W 1993 roku głowa państwa skorzystała z tego uprawnienia wobec jednego z najsłynniejszych polskich gangsterów lat 90, Andrzeja Z., ps. Słowik.

Oprócz kontrowersji związanych z samą osobą ułaskawionego, będącego przecież brutalnym przestępcą, podejrzewano, że urzędnicy Kancelarii Prezydenta przyjęli łapówkę w wysokości 150 tysięcy dolarów. Ostatecznie nikt z Kancelarii nie został prawomocnie skazany.

Wałęsa całą sprawę bagatelizował, komentując po latach: „Wprawdzie on jakieś tam zwolnienie dostał w moim okresie, ale ja miałem kancelarię ideową, więc nie było mowy, żeby ktokolwiek dał się przekupić”. Oświadczył również, że w czasie ułaskawienia Słowik nie był jeszcze poważnym gangsterem.

Lech Falandysz w akcji

Kadencja Wałęsy pełna była prawnych sztuczek, dalece wykraczających poza dzisiejsze rzekome „rozszerzanie kompetencji prezydenta” przez Karola Nawrockiego. Specjalistą w tym był już minister w Kancelarii Prezydenta RP Lech Falandysz, od którego wziął się termin nazywający owe sztuczki – falandyzacja prawa.

Najbardziej znanym przykładem instrumentalnego podejścia do prawa było odwołanie przez prezydenta powołanych wcześniej przez niego samego członków KRRiT. Problem polegał na tym, że ówczesna konstytucja nie wspominała o możliwości ich odwołania.

Lech Falandysz bronił decyzji Wałęsy, oświadczając, że mimo  nie istnienia     normy, która bezpośrednio wskazywałaby na taką możliwość, nie ma także przepisu, który by zakazywał podjęcia tego typu decyzji, a skoro prezydent miał prawo ich powołać, to logika nakazuje uznać, że może ich w dowolnym momencie odwołać z pełnionych funkcji.

Stanowisko to zostało podważone przez Trybunał Konstytucyjny. Prezydencki minister wymyślił więc, kolejny sposób obejścia prawa. Stwierdził, że wyrok ten akceptuje, natomiast w związku z tym, że prawo nie działa wstecz, jego zastosowanie będzie miało dopiero w następnych tego typu sytuacjach. Mimo kontrowersji, za tego typu działanie Wałęsy nie spotkały żadne twarde negatywne konsekwencje.

Spór budził odmawianie przez Wałęsę powołania niektórych ministrów, m.in. Dariusza Rosatiego w rządzie Pawlaka. Spór o dopuszczalność takich odmów wpłynął na kształt Konstytucji z 1997 roku, która wyraźniej ograniczyła swobodę prezydenta w tym zakresie.

Wałęsa jako pierwszy skorzystał także z prawa weta. W trakcie swojej kadencji zawetował łącznie 27 ustaw.

Duża aktywność polityczna ostatecznie nie przekładała się na skuteczność. Parlament nauczył się ogrywać Wałęsę. Pomimo wymogu 2/3 głosów koniecznego do odrzucenia weta, zaskakująco często, bo w aż 14 przypadkach, Sejm przegłosowywał jego przełamanie. Związane to było z niepowodzeniem utworzenia parlamentarnego bloku prezydenckiego.

Jednym z ważniejszych wet było zablokowanie w 1994 roku ustawy o przejęciu majątku PZPR, której zarzucał stwarzanie możliwości legalnego przejmowania majątku PZPR przez SdRP. Po zmianie głowy państwa precedensu dopuścił się, Aleksander Kwaśniewski, gdy cofnął z Sejmu wniosek Wałęsy o ponowne rozpatrzenie tej ustawy, a później podpisał jej nowelizację. Działanie to zostało uznane przez TK za zgodne z prawem.

Weto służyło Wałęsie wówczas także jako straszak na Sejm. Regularnie groził on blokowaniem ustawy budżetowej, na co pozwalały mu ówczesne przepisy. Właśnie z powodu postawy byłego lidera „Solidarności” twórcy aktualnej konstytucji pozbawili prezydenta tej kompetencji.

***

Lech Wałęsa był prezydentem aktywnym, dążącym do powiększania kompetencji, a przez to konfliktowym. Chciał stworzyć z piastowanego urzędu centrum rządzenia państwem, a siebie wiedział jako dominującego politycznego gracza, który bierze udział w tworzeniu większości parlamentarnych.

Tę pozycję chciał przenieść do nowej ustawy zasadniczej, lecz moment konstytucyjny nie nadszedł za jego kadencji, a odnowienia mandatu się nie doczekał.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.