Uniknąć powtórki z Monachium. Europa potrzebuje własnej strategii obronnej
Europejscy przywódcy w swojej bezradności i braku odwagi w stawianiu czoła agresywnym mocarstwom są na drodze do powtórzenia błędów Konferencji Monachijskiej z 1938 roku. Jeśli Europa chce uniknąć scenariusza, który doprowadził wcześniej do wybuchu wojny światowej, musi nabrać pewności siebie i wypracować skuteczną strategię obronną wymierzoną przeciwko militarnym zapędom Rosji.
Powrót do polityki appeasementu?
Choć rok 2026 zbliża się wielkimi krokami, otaczająca nas rzeczywistość geopolityczna może sprawiać wrażenie, jakbyśmy przenieśli się z powrotem do lat 30. XX wieku. Zachowania europejskich przywódców w odpowiedzi na wojnę rosyjsko-ukraińską przywodzą na myśl 1938 r., kiedy na mocy układu monachijskiego Wielka Brytania i Francja w akcie strachu przed konfrontacją z Niemcami pozwoliły Hitlerowi zagarnąć część Czechosłowacji.
Polityka appeasementu przyniosła efekt odwrotny od zamierzonego i już rok później doszło do wybuchu II wojny światowej.
Do niniejszej refleksji skłania lektura książki Isabelle Lasserre pt. Duch Monachium: Europa wobec wyzwań współczesnego świata (Le fantôme de Monachium: L’Europe face aux défis du monde contemporain).
Jakkolwiek wszelkie analogie historyczne są do pewnego stopnia intelektualnym uproszczeniem, Monachium jak w soczewce skupia problemy, z którymi boryka się Europa A.D. 2026: strach przed eskalacją, brak sprawczości oraz strategiczną ignorancję.
Jak twierdzi Lasserre, jednym z największych problemów Europy jest wspomniany strach przed ryzykiem eskalacji konfliktu, który skutkuje bardziej spolegliwą postawą wobec agresora. Od początku rosyjskiej inwazji w 2022 roku można odnieść wrażenie, że dla państw UE punktem odniesienia przy pomocy Ukrainie są nie tyle środki potrzebne Kijowowi do wygrania wojny, lecz raczej czerwone linie, które Rosja zabrania przekraczać, grożąc użyciem siły w razie nieposłuszeństwa.
Nie bez powodu Ukrainę porównuje się do boksera walczącego z jedną ręką związaną za plecami; przez długi czas Zachód nie pozwalał bowiem na użycie rakiet dalekiego zasięgu przeciwko celom na terytorium Rosji.
Dowodem na uprawianie polityki appeasementu wobec Rosji jest choćby niedawna decyzja o udzieleniu Ukrainie pomocy finansowej ze środków unijnych zamiast z zamrożonych rosyjskich aktywów, aby nie prowokować nadmiernie Moskwy.
Europa jest bezradna
Drugą, prawdopodobnie największą słabością Europy przywołującą, według autorki, demony z Monachium jest maskowana na różne sposoby polityczna bezradność. Lasserre w Duchu Monachium zauważa, że choć w 2022 roku doszło do swoistego przebudzenia Starego Kontynentu, to jego jakość pozostawia wiele do życzenia.
Europa udziela wsparcia wojskowego Ukrainę, lecz trafia ono do kraju powoli i w rozproszonych pakietach, najczęściej dopiero po długotrwałych sporach politycznych. Każdy kolejny etap pomocy – od udzielania czołgów, przez samoloty, po pociski dalekiego zasięgu – był do tej pory poprzedzony miesiącami wahania się.
Na szczególną uwagę zasługuje krytyka sankcji, które zdaniem Lasserre stwarzają iluzję, że państwa Europy posiadają jakąkolwiek strategię na wojnę. Choć dostrzega ich użyteczność, argumentuje, że sankcje są w istocie instrumentem performatywnym, wysoce symbolicznym i dającym moralną pociechę, lecz zdecydowanie niewystarczającym do zwycięstwa.
Traktując sankcje jako główny mechanizm reakcji na rosyjską agresję, Europa unika trudniejszych tematów takich jak kwestia rozmieszczenia sił, odstraszanie i zdolność do przetrwania wojny.
W świetle tych rozważań należy dojść do wniosku, że problem Europy nie leży w braku zasobów politycznych, lecz w utracie wiary we własną sprawczość.
Jak słusznie zauważył Paweł Musiałek na łamach KJ, europejscy politycy często dzielą się płomiennymi deklaracjami, jak bardzo chcą osiągnąć dany cel np. trwały pokój dla Ukrainy, lecz za słowami bardzo rzadko stoją silne czyny.
Dziś za sprawą pełnoskalowej inwazji z 2022 roku Europa jest bardziej świadoma rosyjskiego zagrożenia, lecz istnieje ryzyko, że stosunki Kremla z Białym Domem wymuszą na Starym Kontynencie powrót do polityki bagatelizowania imperialnych ambicji Rosji.
Już teraz możemy zauważyć, jak Putin zaraża amerykańską administrację swoimi ideami, co można zaobserwować choćby w 28-punktowym planie pokojowym czy opublikowanej niedawno Strategii Bezpieczeństwa Narodowego USA.
Zamiast wyznaczać czerwone linie i przygotowywać się do ich egzekwowania, Trump wydaje się być otwarty na punkt widzenia Rosji, normalizując narrację Kremla. Brak poczucia sprawczości wśród decydentów państw UE każe się zastanawiać, czy w świetle nacisku ze strony USA bądź jakiegoś innego zagrożenia dla własnego dobrobytu nie będą oni skłonni do ponownego resetu z Rosją.
Potrzeba wspólnej europejskiej doktryny
Europa ma możliwość wyjścia z geopolitycznego marazmu, co proponuje były minister spraw zagranicznych Litwy Gabrielius Landsbergis w artykule Europe needs a doctrine to halt Putin’s expansionist ambitions dla brytyjskiego instytutu Chatham House.
Jak zauważa, w odpowiedzi na imperializm Putina Europa potrzebuje własnej doktryny opartej na głębokim przekonaniu, że tolerowanie rosyjskiego ekspansjonizmu zagraża podstawowym interesom bezpieczeństwa Zachodu.
Zdaniem Landsbergisa, nowa doktryna powinna wypełnić lukę po zimnowojennej doktrynie Trumana. Konieczne jest jasne określenie celów, które mają przyświecać państwom europejskim.
Do tej pory nie sprecyzowano bowiem, czy chodzi o zapewnienie odporności europejskiej demokracji na ekspansję agresywnego sąsiada, osłabienie zdolności wojskowych Rosji, czy jedynie utrzymanie równowagi w Europie, pozwalając Rosji zdobywać, co może, dopóki nie zagraża interesom Zachodu.
Landsbergis pisze, że Rosji ewidentnie brakuje sił, by stawić czoła całemu NATO, ale powolny procesem zbrojeń na kontynencie może dać Moskwie szansę na eskalację, zanim Europa będzie gotowa się obronić. Zauważa, że konflikt hybrydowy mógłby przerodzić się w konwencjonalny w newralgicznych punktach, takich jak Przesmyk Suwalski, a kolejna „specjalna operacja wojskowa” mogłaby wywołać szok wystarczający, by zachwiać NATO, UE, a być może oba te bloki.
Były minister spraw zagranicznych Litwy podkreślił również, że nowa „europejska doktryna wolności” powinna zagwarantować, iż demokratyczni sąsiedzi UE nie pozostaną w szarej strefie bez jasnej przyszłości i realnych gwarancji bezpieczeństwa.
Zwraca przy tym uwagę, że bezpieczeństwo Europy jest dziś nierozerwalnie związane z bezpieczeństwem Ukrainy oraz innych państw znajdujących się w polu zainteresowania Rosji, takich jak Mołdawia, i że Unia powinna to jasno zaakceptować oraz działać konsekwentnie.
Landsbergis postuluje, aby liderzy Koalicji Chętnych w tym momencie egzystencjalnego wyzwania nawiązywali do ich poprzedników takich jak Konrad Adenauer czy Robert Schumann i wspólnie podejmowali trudne decyzje w celu zapewnienia bezpieczeństwa Ukrainie i całemu europejskiemu kontynentowi.
Jego zdaniem, europejscy przywódcy powinni dojść do podobnych wniosków, co liderzy aliantów podczas konferencji w Casablance w 1943 roku: ustalić, że rezultatem wojny ma być bezwarunkowa kapitulacja agresora. Postulat zorganizowania podobnej konferencji z pewnością jest odważny, lecz w dobie kryzysu sprawczości Europy jego realizacja stoi pod dużym znakiem zapytania.
Niech za zwieńczenie niniejszych rozważań służy końcowy apel Landsbergisa: „Europa nie żyje już w dogodnym czasie. Potrzebujemy strategii już teraz. Jeśli Zachód nie sformułuje swojej doktryny dotyczącej przyszłości Europy, Putin sformułuje ją za nas”.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.