W Polsce wróżka może być terapeutą. Ta ustawa ma opanować terapeutyczny Dziki Zachód
W Polsce psychoterapeutą może zostać dziś niemal każdy – bez studiów, bez certyfikatu, bez realnej kontroli. Procedowany obecnie projekt ustawy ma to zmienić, porządkując rynek i wprowadzając jasne standardy zawodu zaufania publicznego. Wzbudza jednak gwałtowny sprzeciw części środowiska psychologów, którzy ostrzegają przed chaosem, obniżeniem jakości terapii i triumfem interesów finansowych nad dobrem pacjentów.
Terapeutyczny Dziki Zachód
Żyjemy w czasach, które – za izraelską socjolożką Evą Illouz – określa się mianem kultury terapeutycznej. Psychoterapia przestała być dziś domeną wąskich elit. Polacy, podobnie zresztą jak obywatele innych zachodnich społeczeństw, masowo szukają rozwiązań swoich problemów w gabinetach terapeutycznych.
Sęk w tym, że w naszym kraju tabliczkę z napisem „psychoterapeuta” może wywiesić sobie każdy, nawet wróżka. Nie istnieją żadne formalne bariery – aby przekonać przyszłego klienta do swoich usług, wystarczy odpowiednio brzmiący opis.
Media społecznościowe przepełnione są pseudoterapeutkami recytującymi banalne truizmy jak objawione głębokie prawdy: „masz prawo do własnych uczuć”, „granice są zdrowe”, „komunikuj swoje potrzeby”. W filmikach na TikToku potrafią błyskawicznie „zdiagnozować” partnera bądź rodzica jako narcystycznego czy toksycznego. Tak przedstawiana terapia przypomina raczej pop-psychologiczny spektakl, w którym złożone problemy zostają sprowadzone do prostych etykiet i równie prostych recept.
Przeciętnemu Kowalskiemu bardzo trudno odróżnić rzetelnego terapeutę od osoby jedynie podszywającej się pod profesjonalistę. W rzeczywistości, w której brak jednoznacznej regulacji zawodu, istnieje duże ryzyko, że trafimy do kogoś, kto nie tylko nam nie pomoże, lecz wręcz zaszkodzi.
Dziś dziennikarze coraz częściej opisują historie pacjentów, którzy znaleźli się pod skrzydłami nieetycznych terapeutów. Nie wspominając nawet o pseudonaukowych metodach, których jest przecież cała masa.
Regulacja zawodu terapeuty ma ochronić nasze portfele
W ciągu ostatnich pięciu lat z różnych form terapii w ramach NFZ skorzystało 6,5 miliona osób. Jednocześnie szacuje się, że aż ok. 80 procent pacjentów leczy się w prywatnych gabinetach.
Ci pierwsi znajdują się w relatywnie bezpiecznej sytuacji. Osoba trafiająca do poradni lub na szpitalny oddział zostaje przydzielona do odpowiedniego specjalisty przez wykwalifikowany personel.
Dodatkowo, obowiązujące przepisy – w tym ustawa o ochronie zdrowia psychicznego – precyzyjnie określają, kto może prowadzić psychoterapię, kto udzielać świadczeń psychologicznych, a kto przepisywać leki. Na rynku prywatnym ciężar wyboru właściwej osoby spoczywa już wyłącznie na samym pacjencie.
W praktyce przypomina to wędrówkę od Annasza do Kajfasza: mozolne przedzieranie się przez strony internetowe, certyfikaty o niejasnej wartości oraz marketingowe slogany. Procedowany obecnie projekt ustawy o zawodzie psychoterapeuty ma na celu ochronę właśnie tych pacjentów.
Ogólnopolski rejestr psychoterapeutów
Kluczowym elementem projektu jest stworzenie ogólnopolskiego rejestru psychoterapeutów. Odtąd każdy pacjent będzie mógł sprawdzić, czy dana osoba posiada odpowiednie przygotowanie, w jakim podejściu pracuje oraz jakie ma certyfikaty i dyplomy. Ustawa nadaje również psychoterapeutom status zawodu zaufania publicznego, co wiąże się m.in. z obowiązkiem zachowania tajemnicy zawodowej.
Dokument precyzuje również wymagania kwalifikacyjne. Psychoterapeutą będzie mogła zostać osoba, która ukończyła co najmniej czteroletnie szkolenie podyplomowe z psychoterapii, odbyła praktykę kliniczną, przeszła psychoterapię własną oraz podlega superwizji.
Projekt stawia wymóg posiadania tytułu zawodowego lekarza lub magistra. Kandydaci bez wykształcenia psychologicznego będą zobowiązani do zdania egzaminu z psychologii, a osoby spoza kierunków medycznych – egzaminu z podstaw psychiatrii.
Finalnie, każdy psychoterapeuta będzie musiał zrealizować określone dla wszystkich efekty kształcenia – czy to w trakcie studiów magisterskich, czy nabywając wiedzę z psychologii i medycyny w trakcie szkolenia uzupełniającego.
Ustawa zakłada także powołanie samorządu psychoterapeutów, który – oprócz prowadzenia rejestru – będzie sprawował nadzór nad standardami szkoleń, etyką zawodową oraz rozpatrywał skargi pacjentów. Do jego kompetencji będzie należało również odebranie prawa do wykonywania zawodu osobom pracującym nieetycznie.
Proponowane rozwiązania mają zbliżyć Polskę do standardów obowiązujących w większości państw europejskich. Wydaje się, że to dobry kierunek rozwoju.
Psycholodzy protestują przeciwko ustawie
– Nad projektem pracowało bardzo szerokie środowisko specjalistów — i to regularnie, przez dwa lata, tydzień w tydzień. Możemy uznać go wręcz za historyczny kompromis, który po 30 latach stał się możliwy – mówi Anna Grzelka, redaktorka ustawy o zawodzie psychoterapeuty. – Propozycja wprowadza jasne standardy, przejrzystą ścieżkę uzyskiwania uprawnień oraz klarowne kryteria dla podmiotów szkolących psychoterapeutów.
Chodzi o to, aby nie było żadnych wątpliwości, dotyczących zdobywania uprawnień do prowadzenia psychoterapii, superwizowania czy szkolenia kandydatów. To z kolei przekłada się na jakość pracy terapeutów i bezpieczeństwo pacjentów.
Przeciwko ustawie ostro protestuje Zarząd Główny Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, stając przeciwko własnej Sekcji Psychoterapii, Komisji Certyfikatów i wielu superwizorom, popierającym prace nad ustawą.
W stanowisku wydanym 3 lipca PTP napisało, że „projekt ten zagraża bezpieczeństwu pacjentów, wprowadza chaos prawny i rozbija odpowiedzialność zawodową, nie oferując żadnych realnych gwarancji jakości psychoterapii”. Główny zarzut dotyczy faktu, że nie stawia on wymogu posiadania kierunkowego wykształcenia w zakresie zdrowia psychicznego – studiów medycznych lub psychologicznych.
W tym kontekście kluczowe jest rozróżnienie między psychoterapią a pomocą psychologiczną. Psycholog może diagnozować, prowadzić psychoedukację czy interwencję kryzysową. Natomiast psychoterapia wnika w głębsze struktury ludzkiej osobowości, co wymaga odrębnego, wieloletniego szkolenia oraz szczególnych kwalifikacji.
Obecnie na ponad 140 kierunków psychologicznych, więcej niż 90 nie posiada pozytywnej akredytacji Polskiej Komisji Akredytacyjnej. Trudno więc nawet ocenić jakość zdobywanego wykształcenia. Dla prywatnych szkół nierzadko wcale nie liczą się realne kompetencje absolwentów, a zarobki płynące z ich nauczania, które zresztą bywa prowadzone po najniższej linii oporu – w wersji online.
Magister psychologii nie jest terapeutą
Dziś coraz częściej można natknąć się na ogłoszenia magistrów psychologii – którzy bezpośrednio po studiach (także online) lub po krótkich kursach, bez czteroletniego szkolenia – oferują prowadzenie psychoterapii.
Anna Grzelka mówi wprost: – Osoby te doskonale wiedzą, że wymagane jest pełne, kompleksowe szkolenie oraz superwizja – standardy obowiązujące od ponad 20 lat w NFZ i jasno określone przez sekcję psychoterapii PTP. Mimo to część psychologów pomija te wymogi, uważając, że nie są one konieczne.
Takie postępowanie wprowadza klientów w błąd, bo mówimy o oferowaniu usług wykraczających poza posiadane kompetencje. Często jednak osoby szukające pomocy nie rozróżniają specjalistów, a dyplom magistra psychologii budzi zaufanie. Być może sytuacja ta – paradoksalnie – stanowi nawet większe zagrożenie dla pacjentów, niż gdyby mieli do czynienia z osobami, które nie mają jakiegokolwiek dyplomu. Tych drugich można dużo łatwiej wykryć.
Konsultacje społeczne, czyli dyskusja, kto zasługuje na miano terapeuty
W konsultacjach społecznych nad ustawą wzięło udział 7,5 tysiąca osób, co dobitnie pokazuje, jak istotna stała się dla Polaków kwestia uregulowania rynku psychoterapii. Zebrane opinie wskazują, że ponad 70 procent uczestników uznało przyjęcie ustawy za potrzebne, a ponad 60 procent zaakceptowało wszystkie zaproponowane w niej rozwiązania. Najczęściej zgłaszanym zastrzeżeniem było właśnie dopuszczenie do wykonywania zawodu psychoterapeuty osób bez wykształcenia psychologicznego.
W ocenie psychologa i terapeuty Szymona Jarosławskiego, taka „liberalizacja kryteriów kwalifikacyjnych” otwiera furtkę dla osób, które mogą nie posiadać wystarczającego przygotowania merytorycznego ani umiejętności praktycznych.
Specjalista zwraca uwagę, że szkolenie psychoterapeutów odbywa się przede wszystkim w prywatnych placówkach, które nie podlegają akredytacji ministerstw zdrowia, edukacji czy nauki: „Nie do przyjęcia byłoby, aby lekarzem czy fizjoterapeutą mogła być osoba, która odbyła szkolenie w prywatnej placówce nieposiadającej akredytacji ministerialnej”.
Jako przykład przywołuje Francję, gdzie prawo do wykonywania zawodu psychoterapeuty jest zarezerwowane dla osób z wykształceniem klinicznym, a państwo kontroluje zarówno programy szkoleniowe, jak i prywatne szkoły. „Jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest zastrzeżenie prawa do nadawania tytułu psychoterapeuty wyłącznie dla absolwentów akredytowanych uczelni wyższych” – napisał.
Jak sprawdziłam, Szymon Jarosławski jest terapeutą po rozlicznych kursach, także zagranicznych, ale bez wymaganego certyfikatu szkoły terapeutycznej. Ukończył psychologię na Wyższej Szkole Biznesu w Nowym Sączu, psychotraumatologię i seksuologię na Collegium Humanum. Jest członkiem Polskiego Towarzystwa Psychologicznego.
Ustawa to bubel prawny?
Z kolei według dr. Marty Mrozowicz-Wrońskiej – certyfikowanej psychoterapeutki i specjalistki w zakresie psychologii klinicznej z Uniwersytetu Jagiellońskiego – ustawa jest bublem prawnym i merytorycznym.
„Wprowadzenie jej w życie zagwarantuje prosperujący biznes ośrodkom szkoleniowym produkującym masowo terapeutów, bez wykształcenia bazowego, praktykujących niezgodnie z obowiązującą wiedzą naukową opartą o dowody” – mówi.
Według niej pozytywne skutki społeczne miałoby zwiększenie zaangażowania dobrze wykształconych psychologów do tworzenia programów profilaktyki i sieci wsparcia społecznego.
„Psychoterapia jest na końcu, kiedy wcześniejsze działania zawiodły. Ustawa w obecnym kształcie chce się zajmować tylko tym końcem dla czerpania własnych korzyści finansowych ośrodków szkolących, superwizorów z nimi związanych pod pretekstem zwiększania dostępności. Nie potrzebujemy zwiększać dostępności do pseudo-psychoterapeutów” – twierdzi.
Dobro ludzi? Nie, walka o monopol i pieniądze
Czy w sprzeciwie psychologów rzeczywiście chodzi o dobro pacjentów, czy raczej o monopolizację dostępu do psychoterapii dla osób z wykształceniem psychologicznym? Liczba osób studiujących psychologię wciąż dynamicznie rośnie – obecnie to ponad 82 tysiące. Można się domyślić, że nie dla wszystkich starczy miejsca w obszarze diagnostyki. Być może cała ta dyskusja jest po prostu walką o wpływy.
W kontekście ustawy warto zwrócić uwagę na kwestię finansów: koszty związane ze szkołami psychoterapii, superwizją i terapią własną mogą sięgać nawet setek tysięcy złotych. Co w praktyce oznacza, że aby psychoterapeutą zostać, trzeba przynależeć do klasy średniej lub wyższej.
Twórcy ustawy podkreślają jednak, że regulacja zawodu to pierwszy krok w kierunku uzyskania publicznego dofinansowania szkoleń. Jak to będzie wyglądać w praktyce – czas pokaże.
***
W naszym kraju odpowiedzialność za zdrowie psychiczne obywateli została oddana mechanizmom rynkowym, a tym samym sprowadzona do granic absurdu. Projekt ustawy próbuje ten chaos ujarzmić. Z całą pewnością nie rozwiąże wszystkich problemów, nie uczyni z terapii nauki ścisłej, nie wyeliminuje każdego nadużycia. Jednak jasno wyznacza granice: kto i na jakich zasadach ma prawo grzebać w naszej psychice. Jeśli ustawa nie zostanie wcielona w życie, wygra status quo – terapeutyczny Dziki Zachód.
Zadanie „Sejm – nowe otwarcie. Monitoring systemu konsultacji społecznych aktów prawnych w Polsce” realizowane jest przez Klub Jagielloński dzięki finansowaniu ze środków Rządowego Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018-2030 PROO Priorytet 3. Ten utwór, z wyjątkiem zdjęć, jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe.
