Okrągły stół na śmietniku historii. Karol Nawrocki jako wielki terapeuta
Okrągły stół nie jest początkiem III RP, lecz nierozwiązaną traumą, którą należy wreszcie odrzucić. Karol Nawrocki wchodzi w rolę terapeuty naszej wspólnoty. Aleksander Kwaśniewski i Bronisław Komorowski również to czynili, odpowiadając – świadomie lub nie – na potrzeby społeczeństwa.
Szczerze liczyłem na to, że spór o demontaż i przeniesienie do Muzeum Historii Polski okrągłego stołu potrwa zaledwie chwilę, bo co do tego, że będzie pretekstem do rytualnego sporu o słuszność i elementem nabijania punktów prestiżu wątpliwości nie miałem.
Wystarczy wpisać się w jedną lub drugą część rodziny, która – niczym w czołówce przaśnego teleturnieju – ciągnie w swoją stronę rzepkę, by w końcu runąć na ziemię. Jedni stoją na stanowisku, że znieważono symbol „pokojowej rewolucji”, drudzy przekonują, że słusznie usuwa się znak „dogadania się” totalistów z częścią opozycji antykomunistycznej.
A może to, co wydarzyło się pod koniec roku 2025, wpisuje się raczej w rytuał odprawiany przez wszystkich prezydentów III RP, którzy lubią wchodzić w rolę narodowych terapeutów?
Królestwo bez króla
Trudno oprzeć się pokusie, by wobec trwającego od elekcji Karola Nawrockiego sporu na linii Pałac Prezydencki – Aleje Ujazdowskie nie zapytać, kim dla naszej wspólnoty jest figura głowy państwa.
W dominującym ujęciu prezydent bywa redukowany do roli notariusza działań rządu: nawet weto, jego najsilniejsza konstytucyjna prerogatywa, przedstawiane jest jako incydentalny wyłom w regułach gry, a nie ich integralny element. Z tej perspektywy wyrasta utrwalony język publicystycznych etykiet – „strażnik żyrandola”, „długopis”, dawniej „prezydent-rezydent”.
Tymczasem Karol Nawrocki zdaje się ten schemat przełamywać, realizując prezydenturę, która nie tyle redefiniuje urząd, ile konsekwentnie wypełnia go treścią: sięga po pełnię konstytucyjnych narzędzi, intensyfikuje komunikację ze społeczeństwem i poszerza dotąd zawężane ramy obecności głowy państwa.
Charakterystycznym rysem tej prezydentury jest silnie akcentowana suwerenność decyzji, odmieniana przez wszystkie przypadki: od odwołań do „ponad dziesięciu milionów wyborców” po argument „świeżego mandatu”, mający sankcjonować śmiałe posunięcia.
Otoczenie prezydenta chętnie buduje taką narrację, lecz dlaczego nie rozszerzyć jej na wszystkich poprzedników? To w nich – posiadających formalnie najsilniejszy mandat społeczny w ustroju III RP – sublimują się zbiorowe lęki i aspiracje, obawy i nadzieje. Sam akt wyboru prezydenta, osadzony w określonym czasie i kontekście, otwiera pole do interpretacji, którą tu proponuję.
Ograniczam się do trzech przywódców i trzech symboli. Z jednej strony, traktuję je jako zwierciadła, w których mogliśmy się przejrzeć; z drugiej – gesty Kwaśniewskiego, Komorowskiego i Nawrockiego nie są jedynie posunięciami w walce statusowej. To manifestacje nieświadomych lęków wspólnoty, ujawniające odpowiedź na głęboko tkwiące w Polakach konflikty.
1997: kpiną w patos
Powołanie Marka Siwca na stanowisko szefa Kancelarii Sejmu sprawiło, że opinia publiczna szybko sobie o nim przypomniała. Wspominam go, ponieważ był uczestnikiem przedstawienia Aleksandra Kwaśniewskiego na lotnisku w Ostrzeszowie w 1997 roku. Wychodząc z helikoptera, sparodiował gest Jana Pawła II błogosławiącego Polaków. „Czy minister Siwiec ucałował ziemię kaliską?” – zwrócił się do niego prezydent.
Wówczas Siwiec uklęknął i ucałował ziemię, jednoznacznie nawiązując do papieskiego gestu z 1979 roku. Oto byli członkowie PZPR, kilka lat po zrzuceniu przez Polaków więzów PRL‑u, parodiowali faktycznego „władcę” polskiej duszy powojennej. Po kardynale Stefanie Wyszyńskim to właśnie Karol Wojtyła był królem-duchem – nie rządził, lecz panował.
Proponuję, by w tej scenie, poza oburzającym niektórych żartem, dostrzec coś więcej.
Postawa ta aż krzyczy lękiem wobec autorytetu i patosu, z którymi podmiot nie potrafi się pogodzić. Papież reprezentuje ideał, do którego nie dorastamy; łatwiej więc go wykpić, niż zintegrować jego naukę w sobie. Gest ten był niedojrzałą reakcją na wyzwanie moralne, którego nie umieliśmy podjąć.
Autorytet, któremu komuniści nie potrafili się podporządkować, wzbudził w nich poczucie winy. W tym sensie pod ziemią kaliską płynęła rzeka kontrkulturowa, wyrażająca ów bunt także inaczej, np. poprzez działania pokolenia „bruLionu”.
2013: lęk przed bólem przegryziony czekoladą
Kolejnym etapem terapeutycznym była feta na Krakowskim Przedmieściu 2 maja 2013 roku, zorganizowana przez „Gazetę Wyborczą” i radiową Trójkę pod hasłem „Orzeł może”, objęta patronatem Bronisława Komorowskiego. „Niech każdy narodowe symbole przeżywa po swojemu (…) symbole narodowe mogą być wspaniałe, piękne, a czasem smaczne” – mówił wówczas prezydent.
Kluczowym elementem happeningu było odsłonięcie rzeźby orła z czekolady. Wydarzenie w lekki, symboliczny sposób miało odnosić się do społecznych napięć i oczekiwań: zamiast konfrontować się z ciężarem historii i dramatami minionych dekad, w intencji organizatorów proponowało słodką, przystępną formę doświadczenia narodowych symboli.
Polska tożsamość nie chciała być już brzydka i koślawa jak ze szpalt lewicowo-liberalnej publicystyki, lecz mieć ładne zęby, dobre buty i być dostrzeżona jako „fajna”. To łaknienie akceptacji, będące głównym motorem wspólnoty, przybrało jednak postać mocno groteskową.
2025: wygnanie
Wreszcie wydarzenia z 18 grudnia: prezydent Nawrocki ogłasza, że „dziś skończył się w Polsce postkomunizm”, gdy za jego plecami wynoszone są elementy okrągłego stołu. Dokonuje aktu przeniesienia fizycznego obiektu i symbolicznej redukcji – do zwykłego mebla.
Warto zaznaczyć, że starania o pozyskanie stołu dla Muzeum Historii Polski trwały od dłuższego czasu. Ustalenia co do jego losów miały zapaść za prezydentury Andrzeja Dudy ale faktem jest, że ziściły się dopiero w ostatnich dniach. „Cieszę się, że prezydent Nawrocki nie kazał porąbać tego Okrągłego Stołu i spalić” – powiedział Bogdan Borusewicz.
Stół pozostał w przestrzeni publicznej; prezydent-historyk nie jest ślepy na jedno oko, nie unieważnia jego znaczenia ani historii, którą niesie.
Dotąd obecny w Pałacu Prezydenckim był niejako niemym uczestnikiem przestrzeni władzy – subtelnym lokatorem miejsca. Po geście Nawrockiego staje się obiektem muzealnym: pozbawionym kontekstu, funkcji i mocy sprawczej. Wygnany przez wspólnotę, która, wybierając Karola Nawrockiego na urząd prezydenta, dała do zrozumienia, że pragnie Polski innej niż ta, którą definiował dawny podział. Stół ten doskonale nadaje się na obiekt wyparcia, zawiera bowiem w sobie sprzeczne znaczenia.
Wyparcie nie usuwa treści z pamięci, lecz je przykrywa, pozwalając wspólnocie iść dalej, choć w stanie nieokreśloności. To pewna propozycja – w oczekiwaniu na ulgę, która od 1989 roku nigdy naprawdę nie nadeszła. Zintegrowane rozliczenie z komunizmem nie nastąpiło, więc pozostaje nam zepchnąć je głębiej – z Pałacu do muzeum.
Na kozetce
Przechodzimy przez trzecią dekadę XXI wieku bez tego, co psychoanaliza społeczna nazwałaby rzeczywistym, głębokim rozprawieniem się z naszymi problemami. Kolejni prezydenci w imieniu wspólnoty – świadomie lub nie – dokonują serii symbolicznych gestów.
Aleksander Kwaśniewski w Ostrzeszowie nie parodiuje papieża, lecz rozładowuje zbiorowe napięcie poprzez bluźnierstwo i rechot. To, co nie może być wypowiedziane: że papież jest dla nas zbyt wielki, a my zbyt mali – zostaje wyśmiane.
Bronisław Komorowski, odsłaniając czekoladowego orła, tak naprawdę proponuje uspokojenie objawów, by zdławić nasze kompleksy. Karol Nawrocki odsyła nieprzepracowaną przeszłość do muzeum, proponując wyparcie jako metodę leczenia.
Ibsen powiedział kiedyś: „Fikcja, jaką chciałbym stworzyć, byłaby rzeczywistością”. Póki co, doskonale nam się to udaje.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.