Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Tomasz Terlikowski i Paweł Chmielewski zadali fundamentalne pytanie: czym jest katolicka wolność?

Tomasz Terlikowski i Paweł Chmielewski zadali fundamentalne pytanie: czym jest katolicka wolność? Fot. Nicholas Hartmann, wikimedia commons; ed. Bruno Dziadkiewicz

Dyskusje Tomasza Terlikowskiego z Pawłem Chmielewskim odsyłają nas do kwestii absolutnie podstawowych dla katolickiej wizji człowieka. Czym jest wolność? We współczesnej debacie panuje niemałe zamieszanie wokół znaczenia tego pojęcia. Jego właściwe zrozumienie jest niezbędne do zrozumienia propozycji, jaką przed nami stawia chrześcijaństwo.

Wszystko zaczęło się od dyskusji wokół rekolekcji dla rodziców osób LGBTQ+ organizowanych przez o. Mateusza Filipowskiego OCD oraz s. Scholastykę Iwańską. Paweł Chmielewski, publicysta Pch24.pl, skomentował tę inicjatywę na swoich mediach społecznościowych:

„Mateusz Filipowski udzielił wywiadu «Gościowi Niedzielnemu», gdzie twierdził, że wobec osób o takich skłonnościach stawia na towarzyszenie i świadomie rezygnuje z głoszenia im nauki Kościoła. Tego, sądzę, nie da się bronić, bo Kościół nigdy nie może rezygnować z głoszenia swojej nauki i próby wyjaśnienia innym, że błądzą – i dlaczego. Nie w pałkarski sposób, to oczywiste; roztropnie – ale zdecydowanie”.

Na to stanowisko odpowiedział Tomasz Terlikowski: „Jest coś jeszcze głębszego, co wyłania się zarówno z wpisów Kai Godek, jak i Pawła Chmielewskiego (wcale nie tylko tych związanych z rekolekcjami). To głębokie niezrozumienie chrześcijaństwa i Ewangelii.

Chrześcijaństwo w tej wersji jest religią przymusu, duchowej przemocy. Wszyscy coś MUSIMY, Pan Bóg od nas czegoś WYMAGA, Jego miłość jest warunkowa. Zbawieni nie jesteśmy z Jego miłości, nie z ofiary Jego Syna, ale… dlatego, że na to zasłużymy,

A ja odpowiadam, jako ojciec, jako filozof i jako chrześcijanin: otóż dla mnie jako dla ojca najważniejsze jest szczęście (doczesne i wieczne) moich dzieci, a nie to, czy spełnią one jakieś moje (czy innych) standardy. Zbawienie jest życiem szczęśliwym i ono zaczyna się tutaj. Ideałem chrześcijanina nie jest zmuszany do pobożności dzieciak, ani zniszczony nerwicami rodziców młody człowiek.

Zbawienie – co też warto przypominać nieustannie – nie jest naszą zasługą, nie dokonuje się, bo «poznajemy różnice między dobrem a złem», i nawet nie dlatego, że rozwijam dobro a zwalczam zło.

Zbawienie jest darem, bezinteresowną łaską Bożą, miłością, na którą nie muszę zasługiwać. Odkrycie tego, uświadomienie sobie, że wobec Boga naprawdę nic nie muszę, że nie muszę udawać, nie muszę zasługiwać, nie muszę niczego dopełniać – jest najpiękniejszym darem Ewangelii”.

Spór jest fundamentalny. W skrócie: czy musimy coś zrobić, abyśmy zostali zbawieni, czy nie musimy? Czy mamy obowiązki wobec Boga czy też nie? Przede wszystkim: co to znaczy, że człowiek jest istotą obdarzoną wolnością? Czy wolny jest ten, który postępuje zgodnie z tym, czego chce, a może wolny jest ten, który spełnia obowiązki? A może wizja chrześcijańska jest bardziej skomplikowana?

Wolny jest ten, który jest podmiotem prawa

Cóż to jest wolność? Popularne dziś rozumienie wolności oparte jest – co do zasady – o ideał samostanowienia. Wolny jest ten, kto nie podlega – na ile to możliwe – zewnętrznym i wewnętrznym przymusom. Ten, kto decyduje o swoim życiu w jak największej liczbie obszarów. Im większa przestrzeń decyzji i autonomii – tym większa wolność.

Oczywiście, większość z tych, którzy podzielają tę koncepcję wolności, godzi się na pewne ograniczenia – czy to wynikające z biologii, czy też umowy społecznej (prawo stanowione, prawa człowieka) etc. Zgodnie ze słynnym zdaniem Alexisa de Tocqueville’a, wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego.

Wolność nie jest usprawiedliwieniem dla krzywdzenia drugiego. Pewne jest jedno – ta koncepcja skupia się na momencie negatywnym – „wolności od”, redukcji przymusów do minimum. Dopóki nie krzywdzę drugiego, mogę robić, co chcę.

Druga koncepcja wolności mówi o tym, że wolny jest ten, kto jest zdolny do czynienia dobra. Opiera się na wywodzącej się z starożytnej Grecji i Rzymu koncepcji prawa naturalnego. Już Platon w dialogu Gorgiasz wskazywał, że prawem natury nie jest ani zbiór aktualnych ludzkich postępowań, ani tym bardziej nie jest – zaczerpnięta ze świata zwierząt – koncepcja panowania silniejszych nad słabszymi.

„Wystrzegać się należy krzywdzenia drugich więcej niźli krzywdy własnej (…) oddawać się ćwiczeniu w sprawiedliwości i w każdej innej cnocie: tak żyć i tak umierać” – oto, co Sokrates rozumie przez życie zgodne z naturą.

Zdaniem Greków prawo natury jesteśmy w stanie wyczytać przy pomocy własnego umysłu. W naszą naturę – podobnie jak i w porządek całego wszechświata – są immanentnie wpisane pewne zasady, dane nam nie jako determinujące nas instynkty, ale jako rozpoznawane przez umysł idee, do których możemy dostosować się lub nie.

Gdy postępujemy według nich, człowiek się rozwija i zyskuje panowanie nad sobą – prawdziwą wolność. Gdy postępuje wbrew nim – popada w wady, nałogi, staje się więźniem własnych namiętności.

Prawo naturalne odsyła nas do pojęcia cnoty – sprawności uzdalniającej nas do realizacji dobra zgodnego z naturą człowieka. Wady zaś, to stałe skłonności do wykonywania czynności tej naturze przeciwnych.

„Prawo nie jest ograniczeniem wolności, lecz jej podstawą. Zacznijmy od definicji wolności. W języku polskim mamy dwa słowa. Pierwsze to «swoboda», czyli brak zewnętrznych ograniczeń. Swobodą cieszą się także zwierzęta: psy spuszczone ze smyczy i ptaki na gałęzi.

Wolność natomiast jest umiejętnością panowania nad sobą. Żeby panować nad sobą, muszę znać własne granice. Zakaz jest więc warunkiem wolności. Wolny jest tylko podmiot prawa (…) wolność opiera się na samodyscyplinie” – mówił prof. Wawrzyniec Rymkiewicz w rozmowie ze mną na łamach 65. teki czasopisma idei „Pressje” zatytułowanej Powrót taty.

Prawo naturalne według katolicyzmu

Tę koncepcję przejął katolicyzm. Zgodnie z definicją św. Tomasza z Akwinu „prawo naturalne jest uczestnictwem prawa wiecznego w stworzeniu rozumnym”. Prawo naturalne dotyczy więc tylko „stworzenia rozumnego” – człowieka. Tzw. prawa fizyki nie są prawem naturalnym w klasycznym tego słowa rozumieniu. Specyficzne dla prawa naturalnego jest to, że można go nie przestrzegać.

„Podobnie jak ciałami materialnymi rządzi prawo ciążenia, a organizmami żywymi prawo biologii, tak istota zwana człowiekiem posiada własne prawo – z tą zasadniczą różnicą, że ciało nie wybiera, czy chce się stosować do prawa ciążenia, człowiek zaś może zdecydować, czy ma przestrzegać prawa ludzkiej natury czy też nie. (…)

Otóż zawsze znajdzie się ktoś, kto by twierdził, że nie wierzy w różnicę między słusznością a niesłusznością, a za chwilę sam wycofa się ze swoich słów. Może się zdarzyć, że nie dotrzyma danej ci obietnicy, ale spróbuj tylko złamać obietnicę złożoną jemu, a nie zdążysz się nawet obejrzeć, kiedy zacznie narzekać, że to nie fair” – pisze C.S. Lewis w książce Chrześcijaństwo po prostu.

Sprawiedliwość, słuszność, dobro, miłość – to, że odnosimy się do tych pojęć w naszych dyskusjach i patrzymy krytycznie na to, co wydaje nam się im przeczyć, świadczy o tym, że człowiek co do zasady szuka rozumnych, niezależnych od „widzimisię” jednostki kryteriów postępowania. Tak można z grubsza wyjaśnić, czym jest prawo naturalne.

Ma ono jeszcze jedną cechę – jest teleologiczne. Oznacza to, że dla każdej ludzkiej czynności szuka właściwego jej, zgodnego z rozumną naturą człowieka, celu. Dlatego to katolicyzm np. w kontekście etyki seksualnej uznaje, że aby akt seksualny był godziwy, musi być otwarty na możliwość poczęcia. Taki jest bowiem naturalny cel stosunku seksualnego.

Oczywiście, można postawić zarzut, że to, że jakaś czynność w sensie ogólnym ma za swój naturalny cel „x”, nie oznacza że absolutnie każda, jednorazowa realizacja danej czynności musi prowadzić do tego celu. To jednak jest temat na zupełnie inną dyskusję.

Dla moich rozważań ważne jest przede wszystkim coś innego: według katolicyzmu istnieją pewne obiektywne kryteria, który wyznaczają człowiekowi właściwy sposób postępowania. Wolny nie jest ten, kto czyni, co chce. Wolny jest ten, kto czyni dobro, kto żyje zgodnie z prawem. Wolność nie jest samostanowieniem.

„Nowoczesny racjonalizm uznający, że źródłem prawa jest tu i teraz obecna jednostka, odcinający człowieka od Tradycji i odzierający go z Rytuałów – okaże się, ukrytym pod maską rozumności, obłędem. Główna obietnica Nowoczesności, uzyskanie absolutnej władzy nad Logosem, jest – w perspektywie psychoanalitycznej – próbą przejścia na stronę Innego absolutnego.

Sensem Nowoczesności jest zatem rezygnacja z kondycji syna, to zaś w sposób konieczny musi prowadzić do szaleństwa. Europa, taka jest diagnoza Legendre’a, pogrąża się w psychozie” – pisał prof. Wawrzyniec Rymkiewicz we wstępie do książki francuskiego filozofa prawa Pierre’a Legendre’a Zbrodnia kaprala Lortiego.

Grzech, skłonność do zła, łaska

„Prawo samo jest bezsprzecznie święte; święte, sprawiedliwe i dobre jest też przykazanie. (…) Wiemy przecież, że Prawo jest duchowe. A ja jestem cielesny, zaprzedany w niewolę grzechu. Nie rozumiem bowiem tego, co czynię, bo nie czynię tego, co chcę, ale to, czego nienawidzę – to właśnie czynię.

Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, to tym samym przyznaję Prawu, że jest dobre. A zatem już nie ja to czynię, ale mieszkający we mnie grzech. Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę” – ten fragment z 7. rozdziału Listu do Rzymian prowadzi nas do związanej z ludzką wolnością pewnej istotnej komplikacji.

Otóż ta ludzka wolność, nawet w jej wymiarze pozytywnym – wolność rozumiana jako dążenie do dobra – napotyka na praktyczne trudności. Tę trudność katolickie nauczanie określa terminem „grzech pierworodny”.

Nie wchodząc w teologiczne zawiłości tej koncepcji, oznacza ona, że człowiek jest istotą nieuporządkowaną – skłonną do czynienia zła i ulegania namiętnościom. Dążenie człowieka do tego, co dla niego naturalne – do zgodnego z rozumem dobra – zostało w istotny sposób utrudnione.

Jeżeli kogoś razi „konfesyjność” powyżej zarysowanej koncepcji, popatrzmy na koncepcje psychoanalityczne: „Freud odmalowuje człowieka jako istotę biologiczną, wydaną na pastwę sprzecznych pragnień, instynktów i żądz, które ze swej natury są niemożliwe do zaspokojenia ze względu na oczywistą konieczność życia w ramach społeczeństwa” – mówił Tomasz Stawiszyński w wywiadzie dla „Pressji”.

„Niemowlę jest całkowicie zależne od matki: nie mówi, robi pod siebie, musi być karmione – jest pogrążone w chaosie popędów i bezpośrednich reakcji na zewnętrzne i wewnętrzne bodźce. Człowiek musi zostać wychowany. (…)

Chrześcijaństwo mówi o zniszczonej albo zepsutej naturze. To się nazywa grzechem pierworodnym. Człowiek rodzi się z jakimś defektem, jest zwierzęciem uszkodzonym, dlatego musi tworzyć – konstruować – moralność i kulturę” –  tak z kolei komentował główne tezy psychoanalizy Jacquesa Lacana prof. Wawrzyniec Rymkiewicz, doszukując się w niej analogii do chrześcijańskiej koncepcji grzechu pierworodnego.

Człowiek jest w tej wizji w punkcie wyjścia niewolnikiem – swoich popędów, drzemiącego w nim chaosu namiętności. Panowanie nad sobą jest czymś, co trzeba zdobywać z wielkim trudem. Więcej – według chrześcijańskiej teologii człowiek nie może tego dokonać o własnych siłach.

Potrzebna jest interwencja z zewnątrz. Ta interwencja zwana jest łaską – udzieloną przez Boga mocą, wlaną we wnętrze człowieka i uzdalniającą go do chcenia zgodnie z dobrem i działania w zgodzie z nim.

Kościół odrzucił tezę Pelagiusza – mnicha żyjącego na przełomie IV i V wieku po Chrystusie – który twierdził, że człowiek o własnych siłach może wyzwolić się z tkwiących w nim sił chaosu i osiągnąć zgodną z jego naturą doskonałość.

Łaska – pomoc Boga – choć pomocna, nie jest konieczna. Według katolickiej teologii jest zupełnie na odwrót – bez pomocy Boga nie da się osiągnąć nawet tej czystej naturalnej doskonałości. Wolność jest niemożliwa bez łaski.

Jak pisze Reginald Garrigou-Lagrange OP w książce Trzy okresy życia wewnętrznego, nawet jeżeli osiągamy pewien stopień cnoty, sprawności do dobra – umiarkowania, męstwa etc. – to nie jesteśmy w stanie osiągnąć go całkowicie. Wypracowane przez nas samych skłonności ku dobremu są niestabilne.

Co więcej, nie jesteśmy w stanie wyrwać korzeni swoich wad do końca. Ostatecznie więc nasze wysiłki – choć konieczne – prowadzą do doświadczenia bezsilności. Jest ono niezbędne, by „na serio” mogła zacząć działać łaska.

„Nie możemy odkryć daremności naszych wysiłków w przestrzeganiu Bożego prawa, o ile nie spróbujemy tego uczynić z całej siły (co i tak skończy się porażką). Jeśli bowiem nie damy z siebie wszystkiego, to cokolwiek byśmy mówili, gdzieś w głębi serca będziemy odnosili wrażenie, że następnym razem, gdyby się bardziej postarać, okazalibyśmy się doskonale dobrzy.

Zatem w pewnym sensie powrót do Boga jest drogą moralnego wysiłku, drogą coraz cięższych prób. Niemniej jednak – w innym sensie – to nie te wysiłki mogą nas ocalić. Wszystkie one prowadzą do przełomowej chwili, w której zwracamy się do Boga, mówiąc: «Ty musisz to zrobić. Ja nie potrafię»” – pisał C.S. Lewis w książce Chrześcijaństwo po prostu.

Doskonale rozumieją ten schemat ci, którzy „niewoli grzechu” doświadczyli w sposób najbardziej radykalny. Alkoholicy, narkomani, seksoholicy – punktem zwrotnym dla ich „zdrowienia” jest doświadczenie bezsilności. Tylko wówczas mogą oni powierzyć się „sile wyższej” – jak sami mówią – bez żadnych zastrzeżeń.

Doświadczenie bezsilności, oddania się Bogu i zadośćuczynienia na krzywdy jest drogą do wolności – panowania nad sobą bez pychy i pogardzania tymi, którzy ze swoim życiem sobie nie radzą. Jednak aby tej wolności doświadczyć, trzeba najpierw dokonać wysiłku. Jeżeli chcemy doświadczyć tego, co chrześcijanie nazywają łaską, to musimy najpierw podjąć wysiłek.

Kto ma rację: Tomasz Terlikowski czy Paweł Chmielewski?

Wróćmy teraz do początku dyskusji. Kto ma rację? Chmielewski czy Terlikowski? Chrześcijaństwo to religia „chcenia” czy obowiązku? Odpowiedź będzie – jak na Klub Jagielloński przystało – symetrystyczna: jest to trochę religia „chcenia”, a trochę obowiązku.

„Bóg w nas jest sprawcą i chcenia, i działania” – pisał św. Paweł w 2 rozdziale Listu do Filipian. By wejść na drogę chrześcijańską, rzeczywiście trzeba chcieć. Odczytać w sumieniu przekonanie, że Kościół katolicki jest założoną przez Boga wspólnotą, które przechowuje dane przez Niego zasady, a zasadom tym chcemy się osobiście podporządkować.

Prawdą jest też to, że chrześcijaństwo to religia „kultu wewnętrznego”. „Nowe Prawo jest nazywane prawem miłości, ponieważ pobudza do działania bardziej z miłości, którą wlewa Duch Święty, niż z bojaźni.

Jest nazywane prawem łaski, ponieważ udziela mocy łaski do działania za pośrednictwem wiary i sakramentów, oraz prawem wolności, ponieważ wyzwala nas od obrzędowych i prawnych przepisów Starego Prawa, skłania do spontanicznego działania pod wpływem miłości, a w końcu pozwala nam przejść ze stanu niewolnika, który «nie wie, co czyni Pan jego», do stanu przyjaciela Chrystusa, «albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego» (J 15,15), lub też do stanu syna – dziedzica” – czytamy w 1972. paragrafie Katechizmu Kościoła Katolickiego.

Rzeczywiście potrzebne jest tu poruszenie łaski, rozumowe rozpoznanie prawdy i decyzja sumienia. Gdyby jednak katolicyzm rozumieć jako „religię chcenia” w tym sensie, że decyzja o podporządkowaniu się jakimś zasadom moralnym zależna jest od obecności lub braku pragnienia w człowieku, byłoby to rozumienie fałszywe. Jeżeli w sumieniu rozpoznaję fakt, że Kościół jest depozytariuszem prawdy od Boga, to moim o b o w i ą z k i e m jest przestrzegać przekazywanych przez Kościół zasad moralnych.

Owszem – jak obrazuje to przytaczany przeze mnie cytat z Lewisa – jest w tym wszystkim miejsce na niedoskonałość, grzech, doświadczenie bezsilności. To doświadczenie jest jednak możliwe wtedy, gdy – nawiążę do jednego z opublikowanych na łamach „Pressji” opowiadań Jana Maciejewskiego – człowiek pozwoli się „wychłostać” przerastającym jego możliwości i siły nakazom Ewangelii.

Jeżeli przez „chcę” rozumiemy „chce mi się” – a więc pewne wyraźne pragnienie napędzające działanie człowieka – to jest to antropologiczny błąd. Człowiek jest – jak wskazuje to koncepcja grzechu pierworodnego i psychoanaliza Lacanowska – istotą zranioną, zaś jego pragnienia niejednokrotnie prowadzą ku złu, chaosowi i niewoli.

Tak naprawdę chrześcijaństwo religią „chcenia” w pełni staje się w momencie osiągnięcia świętości – zjednoczenia z Bogiem. Wtedy rzeczywiście człowiek – zgodnie z sentencją św. Jan od Krzyża – może doświadczyć, że „sprawiedliwy nie potrzebuje prawa, gdyż sam dla siebie jest prawem”.

Tak jednak może powiedzieć tylko osoba prawdziwie wolna. Osoba wolna od wad, taka, której wykonywanie dobra przychodzi właściwie bez wysiłku, bez potrzeby przymuszania się. To jest jednak poziom świętości. W większości przypadków dane jest następujące doświadczenie:

„Zasada dla każdego z nas jest doskonale prosta. Nie trać czasu na namysły czy «kochasz bliźniego» – zachowuj się tak, jakbyś go kochał. Wnet odkrywamy wówczas pewną wielką tajemnicę.

Kiedy zachowujesz się tak, jakbyś kogoś kochał, zaraz zaczyna rosnąć w tobie miłość do niego. Jeśli zranisz kogoś, kogo nie lubisz, stwierdzisz, że twoja niechęć do niego urosła. Jeśli wyświadczysz mu przysługę, stwierdzisz, że niechęć zmalała (…).

Dlatego miłość chrześcijańska – mimo że jawi się jako coś bardzo chłodnego ludziom, którzy mają głowę wypełnioną sentymentalnością – choć jest czymś zupełnie odrębnym od sympatii czy upodobania, to jednak do sympatii i upodobania prowadzi.

Różnica pomiędzy chrześcijaninem a człowiekiem światowym nie polega na tym, że człowiek światowy ma wyłącznie «upodobania» czy «sympatie», a chrześcijanin wyłącznie «miłość». Człowiek światowy dobrze traktuje pewnych ludzi, bo ich «lubi».

Chrześcijanin każdego stara się dobrze traktować, aż stwierdza, że lubi coraz więcej ludzi – nawet takich, o których z początku nie śniło mu się, że mógłby ich polubić” – czytamy w Chrześcijaństwie po prostu.

Zatem w czynieniu dobra nie należy czekać na to, aż nam się „zachce”. Katolik to osoba, która – powtórzę to znów – uznając, że to właśnie Kościół katolicki jest tym założonym przez Boga, poddaje się pod posłuszeństwo głoszonemu przez Kościół Magisterium.

I to niezależnie od tego, czy jest ono dla niego wygodne, czy też nie, czy czuje wewnętrznie do niego głęboki szacunek i zgadza się z jego wykładnią, czy też niekoniecznie. Jeżeli sumienie wskazuje, że jakaś zasada pochodzi od Boga, że jest słuszna i prawdziwa, należy jej być bezwzględnie posłusznym.

Trzeba pamiętać jednak, że Bóg – jako Stwórca natury – nie tworzy swoich zasad arbitralnie. Bóg nie jest kapryśnym Bogiem woluntarystów, Bogiem Wilhelma Ockhama, który gdyby tylko chciał, uczyniłby zabijanie dobrem moralnym.

Bóg jest Logosem, harmonią, racjonalnością. Prawo przez niego nadane prowadzi do wolności, realizacji człowieczej natury, harmonii, samoopanowania. Słowem – do szczęścia.

To oczywiście nie wyklucza dyskusji o tym, co tym prawem naturalnym konkretnie jest. Które z zasad moralnych są bezwzględnie zawsze obowiązujące, a które są względne?. O tym można – w oparciu o dane Objawienia – w Kościele dyskutować.

Natomiast jedno jest oczywiste – wolność to nie samowola ani samostanowienie. Wolność według katolicyzmu to pełnienie woli Boga. Woli, która jest rozumnym prawem – harmonijnym Logosem.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.