Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Komisja Europejska i unijne sądy dostaną zbyt dużo władzy. Pakt migracyjny wymaga zmian

Komisja Europejska i unijne sądy dostaną zbyt dużo władzy. Pakt migracyjny wymaga zmian Autor ilustracji: Bruno Dziadkiewicz

W polskiej debacie publicznej co i rusz wraca hasło paktu migracyjnego. Pojawia się ono zazwyczaj, gdy politycy przerzucają się odpowiedzialnością za taki, a nie inny kształt finalnych przepisów.  Szukanie winnych przykrywa dyskusję o tym, jakie będą konsekwencje paktu zarówno dla Unii Europejskiej, jak i dla naszego kraju. Co więc zawiera Pakt migracyjny, a co jest tylko politycznym spinem? Czy będzie on wiążący dla Polski? I kluczowe pytanie: jakich zmian wymaga, aby naprawić jego słabości i faktycznie pozwolił złagodzić problem?

Co zawiera Pakt migracyjny?

Już sam fakt, że pakt zawiera aż 10 osobnych i rozbudowanych aktów prawnych, na które składają się głównie „sztywne” rozporządzenia, nie dające państwom większej swobody w interpretacji dyrektyw, jest sygnałem znaczącej rozbudowy i centralizacji polityki azylowej Unii Europejskiej.

Przeciwnicy zaproponowanych przepisów twierdzą, że jest to pakiet mający na celu zwiększenie liczby uchodźców w UE. Tymczasem intencje były wprost przeciwnie. Pakt miał ograniczyć słabości dotychczasowych mechanizmów w duchu ich zaostrzania, aby zwiększyć kontrolę nad procesem azylowym.

Pakt składa się z czterech „filarów”, z których trzy mają na celu zaostrzyć politykę azylową. Dotyczą one: przepisów w zakresie ochrony granic, procedur azylowych i rozszerzenia współpracy z państwami trzecimi. W tych obszarach można postawić tezę, że ta polityka będzie zaostrzona, aczkolwiek skala zmian jest ograniczona.

Dobrym przykładem jest kwestia współpracy migracyjnej z państwami trzecimi. Pakt daje narzędzia prowadzenia polityki warunkowości i karania państw, które np. nie przyjmują własnych obywateli deportowanych z UE. Sposób ujęcia przepisów nie daje jednak gwarancji skuteczności. Tę zapewniałaby surowsza warunkowość, w której UE powinna używać wszelkich możliwych narzędzi do wymuszania readmisji, a nie koncentrować się jedynie na ograniczeniach wizowych.

Dr Mariusz Sulkowski w raporcie Pakt migracyjny. Kontekst, krytyka i propozycje reform na rzecz nowej równowagi w UE przygotowanym dla CAKJ zasadnie podkreśla, że UE powinna pokazywać swoją siłę i wykorzystywać m.in. politykę handlową, rozwojową oraz klasyczną dyplomację, aby wymuszać skuteczność nie tylko „marchewką”, ale i „kijem”.

To, co wzbudza największe kontrowersje, dotyczy filaru czwartego, czyli mechanizmu przymusowej solidarności. Początkowo planowano wprowadzić mechanizm przymusowej relokacji jako sposób na systemowe rozwiązanie kwestii przeciążenia państw, które napotykają presję migracyjną.

Po ostrym sprzeciwie wielu krajów, szczególnie naszego regionu, zdecydowano się na uelastycznienie rozwiązania, wprowadzając opcje – albo relokacja, albo inna forma solidarności, w tym wpłaty finansowe (20 tys. euro jako ekwiwalent za 1 uchodźcę) lub innego typu wsparcie (m.in. przesłanie personelu danego państwa do obciążonych miejsc). Takie rozwiązanie również nie budziło entuzjazmu, ale zostało przyjęte, bo siła państw Europy Środkowo-Wschodniej nie była wystarczająca.

Dlaczego tak się stało? Pakt od początku był pomyślany jako układ między koalicją Południa, które było przeciążone presją migracyjną, i Północy, która nie składała się z państw granicznych, ale będących docelowymi miejscami migracji. Państwa te zdały sobie sprawę, że system dubliński jest dla nich korzystny w sposób coraz bardziej teoretyczny, bo w praktyce kraje Południa, przytłoczone skalą, umożliwiają przejazd migrantów, którzy finalnie trafiają do państw Północy.

Dotychczasowy system był więc obciążeniem dla obu grup, które w toku negocjacji uzgodniły „deal” – państwa Południa dostaną wsparcie i realnie będą pilnować migrantów, którzy nie będą nielegalnie przemieszczać się na Północ, ale w zamian stworzony zostanie mechanizm ich dystrybucji po całej Europie, aby Południe odciążyć.

Czy Europa Środkowa powinna wziąć na siebie większe koszty polityki azylowej?

I tu dochodzimy do krajów Europy Środkowej. Państwa te przez długi czas były z boku tej dyskusji, ponieważ ani nie były państwami pierwszego wjazdu migrantów (szlaki migracyjne były głównie zorganizowane przez Morze Śródziemne), ani nie były państwami docelowego ich zamieszkania. Przybysze parli bowiem tam, gdzie istniały już rozwinięte sieci migracyjne z ich państw i najczęściej były to państwa Europy Zachodniej.

W efekcie, w powszechnej, choć nie zawsze wyrażonej wprost, opinii państw Europy Zachodniej, Europa Środkowa nie partycypowała w kosztach polityki azylowej. Pakt wprowadzający obowiązkową solidarność miał więc de facto obciążyć tych, którzy dotychczas w zbyt mały stopniu brali na siebie ciężar przyjmowania uchodźców.

Z punktu widzenia europejskiej solidarności argument z równiejszym podziałem kosztów jest zrozumiały, ale nasz region również miał w tej dyskusji ważne argumenty. Po pierwsze, fakt, że migranci chcą przyjeżdżać do Europy Zachodniej, wynika z ich systemów socjalnych, więc poniekąd państwa te same są sobie winne generowania presji migracyjnej.

Po drugie, państwa te budowały sprzyjający migrantom mniej lub bardziej model multikulturalizmu, który dodatkowo zachęcał obcokrajowców do przyjazdu. Po trzecie, presja migracyjna na Europę Zachodnią była dowodem na to, że większa zamożność tego regionu względem Europy Środkowej, a dzielenie się kosztami przez bogatszych z biedniejszymi już samo w sobie jest kontrowersyjne.

Po czwarte wreszcie, kraje naszego regionu, w tym Polska, zarzucały Południu Europy niedostateczną ochronę południowych granic. Dzielenie się kosztami z państwami m.in. wschodniej flanki UE to w tym świetle „karanie” ich za lepszą skuteczność w ochronie terytorium UE.

Podobną logikę można odnieść do kwestii deportacji. W Niemczech, Francji, Hiszpanii, Grecji czy Włoszech wskaźnik powrotów jest bardzo niski i nie przekracza z roku na rok 30 proc. W Polsce w 2024 r. wynosi on ok. 71 proc., ale wysokie wskaźniki mają niemal wszystkie państwa naszego regionu.

Mają więc one racjonalny argument, głoszący, że „przeludnienie” w państwach Europy Zachodniej – zarówno Północy, jak i Południa – wynika z niskiej skuteczności deportacji osób, które powinny już dawno opuścić teren UE. Zanim państwa te będą więc obciążać innych, najpierw powinny poprawić własną skuteczność wydalania nielegalnie przebywających obcokrajowców.

To właśnie z wyżej podanych powodów państwa naszego regionu oponowały zarówno przeciw obowiązkowej relokacji, jak i innym formom obowiązkowej solidarności. Porozumienie między Południem a Północą spowodowało, że można było Europę Środkową pominąć w dyskusji nad kluczowymi mechanizmami. W efekcie, pakt odzwierciedla interesy właśnie Europy Zachodniej, zarówno tej północnej, jak i południowej.

Czy ukraińscy uchodźcy i przerzucanie migrantów przez Białoruś zmieniły pozycję Polski?

Należy przy tym dodać, że ostatnie lata zmieniły sytuację. Po pierwsze, operacja białorusko-rosyjska przerzucania migrantów do Polski z Białorusi trwająca od 2021 roku spowodowała, że musimy się mierzyć z nielegalnie przybywającymi u nas obcokrajowcami. Po drugie, wojna na Ukrainie wywołała falę uchodźców z Ukrainy, z których ok. milion trafił do Polski.

W efekcie, Polska znalazła się w sytuacji, w której może być nie „dawcą” solidarności, ale jego „biorcą”. Pakt migracyjny powinien więc nie obarczać nas przyjmowaniem nowych osób, a posłużyć jako narzędzie domagania się solidarności od innych.

Te dwie okoliczności zostały zresztą uznane formalnie przez Komisję Europejską w raporcie za ubiegły rok za powód, dla którego Polska ma być zwolniona z jakichkolwiek obowiązków migracyjnych wobec innych państw. Należy przy tym podkreślić, że nie znaleźliśmy się w „koszyku” państw mierzących się z największą presją migracyjną (zgodnie z przewidywaniami są to państwa Południa – Włochy, Hiszpania, Grecja, Cypr), którą mogą oczekiwać wsparcia od innych.

Jednorazowe uznanie nie powinno jednak „zamykać” tematu. W interesie Polski, jak i zresztą całej UE, jest silniejsze „zalegalizowanie” idei instrumentalizacji i „weaponizacji” migracji w unijnym prawie, ponieważ obecna sytuacja, w której Polska odmawia wniosków azylowych od osób przekraczających polsko-białoruską granicę, jest prawnie niejasna i ledwie „tolerowana” przez unijne instytucje. W naszym interesie jest silniejsze osadzenie polskiej specyfiki w realiach prawa UE, aby uniezależnić się od interpretacji politycznej KE czy prawnej TSUE.

Pakt jako groźna „kinder niespodzianka”

Czy w związku z tym należy przyjąć, że straszenie paktem migracyjnym jest totalnie przestrzelone przez tych, którzy na strachu przed migrantami chcą zbić polityczny kapitał, gdyż przepisy są dla Polski de facto (i nawet wbrew początkowej sytuacji) korzystne? Taka teza abstrahuje od kluczowego problemu.

Jak słusznie wskazał w raporcie dr Mariusz Sulkowski, głównym problemem paktu migracyjnego jest duża ogólnikowość kluczowych przepisów i szeroka przestrzeń do interpretacji. Pakt jest zatem swoistą „kinder niespodzianką”, której efekty zobaczymy metodą „rozpoznania bojem”.

Przykładem jest chociażby kluczowa kwestia mechanizmu solidarnościowego. Pakt mówi jedynie o tym, że co roku minimalna kwota relokacji wyniesie 30 tys. osób. Oznacza to, że w niedalekiej przyszłości (w kolejnych cyklach solidarnościowych) faktyczny poziom wkładów relokacji i wkładu finansowego może znacznie odbiegać od poziomu minimalnego. Słusznie dr Sulkowski w raporcie CAKJ podkreśla kluczową kwestię – kto i na jakiej zasadzie ustala wysokość tego wkładu?

Decyzja jest dwuetapowa. W pierwszym kroku to Komisja Europejska dokonuje oceny zapotrzebowania na wkłady, ich rodzaje i wysokość. W oparciu o to KE kieruje wniosek o wydanie aktu wykonawczego do Rady UE, a ta podejmuje ostateczną decyzję.

Co istotne, wniosek KE do momentu przyjęcia przez Radę UE aktu wykonawczego objęty jest klauzulą tajności i nie jest podawany do publicznej wiadomości. Co do zasady celem mechanizmu solidarności ma być wsparcie dla państw członkowskich znajdujących się – umownie – „w trudnej sytuacji migracyjnej”, ale KE ma dużą przestrzeń do interpretacji przepisów, a więc możliwość dyskrecjonalnego uznania, kto jest państwem-beneficjentem, a kto państwem-dawcą pomocy.

W efekcie, pakt migracyjny daje Komisji Europejskiej ogromną władzę, a decyzje, które będzie ona podejmować, będą mieć charakter polityczny, a nie stricte prawny. To oznacza ryzyko, że Komisja będzie „nagradzać” państwa, bardziej wpływowe, a „karać” te mniej znaczące.

Co więcej, „nagrody” i „kary” mogą być adresowane nie tylko po „kluczu” państwowym, ale nawet partyjnym i rządowym. Rządy prawicowe i „suwerenistyczne”, często kontestujące politykę UE na wielu polach, mogą być gorzej traktowane od rządów z partii „mainstremowych”.

To ryzyko nie jest bezpodstawne. Historia środków z KPO jasno dowodzi, że KE potrafi wykorzystywać „kreatywnie” przepisy prawa do tego, aby ukarać rządy, z którymi jest w konflikcie, nagradzając te bardziej spolegliwe.

Zresztą kontekst decyzji dotyczącej Polski jest już symptomatyczny. W Sejmie wiceminister Maciej Duszczyk chwalił się, że Polska obok Węgier nie złożyła planów implementacji paktu migracyjnego, ale to jedynie Węgry płacą za to kary, ponieważ my umiemy „rozmawiać” z KE. O ile w tym przypadku Polska była beneficjentem, o tyle po ewentualnej zmianie rządu łatwo można sobie wyobrazić, że taka praktyka obróci się przeciwko nam.

Problemem jest nie tylko pierwszy etap z udziałem KE, ale także etap Rady UE, która zgodnie z procedurą ma wyrazić ostateczną decyzję. Podejmuje się ją większością kwalifikowaną, a więc nie ma prawa weta. W efekcie „systemowo” pozycja ludnych państw Północy i Południa będzie zdecydowanie bardziej korzystna od słabiej zaludnionych państw Europy Środkowej.

Już samo zeszłoroczne głosowanie w Radzie nad ostatecznym kształtem Paktu może stanowić preludium do kolejnych decyzji. Pakt został przyjęty przy sprzeciwie Polski, Słowacji, Węgier i Austrii, które zostały przegłosowane, ponieważ siła głosu tych państw nie zdołała uzyskać tzw. mniejszości blokującej, wynoszącej 35 proc. populacji UE. W tej sytuacji nawet „konstruktywne” relacje z KE nie będą wystarczające.

Słoń w pokoju, czyli praktyka orzecznicza TSUE i ETPC

Osobne wyzwanie stanowi orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu oraz Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.

Choć inicjatywy unijnych instytucji często spotykały się z poparciem wielu państw członkowskich, to nie ulega wątpliwości, że głównym architektem obecnego kształtu polityki azylowej były właśnie wskazane sądy. To one bowiem w licznych orzeczeniach dokonywały bardzo rozszerzającej interpretacji Konwencji Genewskiej w sprawie uchodźców i tym samym zawężały państwom członkowskim pole działania.

Przykładem jest chociażby wyrok TSUE w sprawie umowy Włoch z Albanią z 2023 r., która przewidywała zbudowanie dwóch ośrodków detencyjnych i przyjęcie przez Albanię 36 tys. osób w skali roku. W ośrodkach mieli przebywać migranci uratowani na Morzu Śródziemnym w akcjach ratowniczych. Podlegać mieli przyspieszonej procedurze rozpatrywania wniosków, za którą odpowiedzialne będą Włochy.

Osoby, którym przyznano status uchodźcy, miałyby prawo przyjechać do tego państwa. Takie rozwiązanie miało zniechęcić osoby niespełniające kryteriów azylowych do podróży przez Włochy.

Rozwiązanie nie weszło jednak w życie, ponieważ włoskie sądy, powołując się na orzeczenie TSUE, nakazywały wstrzymanie przekazania migrantów do Albanii. Z tego powodu w marcu br. rząd włoski zdecydował o przekształceniu ośrodka w centrum powrotowe, dla osób, które przebywając we Włoszech, nie otrzymały ochrony. Jednak 1 sierpnia br. TSUE wydał kolejny wyrok podważający legalność także tego rozwiązania.

Co ważne, problem dotyczy nie tylko aktywności TSUE, ale i ETPC, o czym przekonała się Wielka Brytania, która również zawarła umową o współpracy azylowej z Rwandą w 2022 r. Już rok później, w listopadzie 2023 r. Sąd Najwyższy Wielkiej Brytanii stwierdził, że rozwiązanie takie jest niezgodne z prawem i nie spełnia standardów m.in. Konwencji genewskiej i Europejskiej konwencji praw człowieka.

W kwietniu 2024 r. premier Wielkiej Brytanii Rishi Sunak zagroził, że Wielka Brytania wyjdzie spod jurysdykcji Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, jeżeli będzie on uniemożliwiał skuteczną deportację imigrantów.

Powyższe przykłady odnosiły się do kwestii tzw. „eksternalizacji” polityki azylowej poza teren UE, ale wyroków w innych obszarach polityki azylowej, które rozszerzały standard ochrony azylowej, było dużo więcej.

Wszystkie miały wspólny mianownik – w Europie, szczególnie w krajowym orzecznictwie sądów i trybunałów (TSUE oraz ETPCz), ujawnia się silna tendencja do tego, aby cały świat mierzyć europejską miarą praw człowieka. Sulkowski trafia w punkt, wskazując, że „tendencja ta wydaje się na dłuższą metę nie tylko błędna, ale niebezpieczna i ryzykowna, nie tylko dla społeczeństw europejskich, ale także dla całego systemu praw człowieka”.

Zapowiedź przez lidera Reform UK Nigela Faraga wyjścia z Europejskiej Konwencji Praw Człowieka pokazuje, że demontaż ten jest realną perspektywą.

Jednym z przejawów tej tendencji jest wprowadzenie do Paktu migracyjnego koncepcji „bezpiecznych państw trzecich” (obecnie KE pracuje nad stworzeniem ich listy). Obywatele państw, którzy się na niej znajdą, będą objęci przyspieszoną procedurą domniemującą odmowną decyzję.

Sama idei jest krokiem we właściwą stronę, aby udrożnić przewlekłość procedury azylowej. Błędne jest jednak założenie, że UE ma badać, który kraj na świecie jest bezpieczny i to jeszcze wedle standardów przestrzegania praw człowieka na poziomie europejskim. Słusznie wskazuje Sulkowski, że powinno być odwrotnie – należy przyjąć generalną zasadę, że wszystkie państwa uznane są za bezpieczne, a w wyjątkowych i oczywistych przypadkach tworzyć listy państw niebezpiecznych dla określonych grup.

Takie zawężenie kategorii ludzi, którym należy się pomoc, pozwoliłoby urealnić politykę azylową i adresować ją do osób faktycznie najbardziej potrzebujących. Sulkowski przypomina, że ochrona międzynarodowa, co do zasady, ma chronić życie i zdrowie uchodźców, a nie tworzyć prawo do życia w demokratycznych i zasobnych państwach Europy.

Drugi problem, na który wskazuje dr Sulkowski, to fakt, że „prawo i interpretacja prawa przez sądy krajowe i trybunały (TSUE, ETPCz) odbywa się w paradygmacie ochrony praw jednostek, natomiast w zupełności pomijany jest aspekt wspólnot politycznych, ich tożsamości i bezpieczeństwa kulturowego. Orzeczenia trybunałów w coraz większym stopniu wskazują na rosnący rozziew między abstrakcyjną i coraz silniej zideologizowaną normą prawną a złożoną rzeczywistością polityczną i społeczną.

W efekcie obecna sytuacja Europy wskazuje na głęboką nierównowagę między »prawami jednostek«»prawami narodów«, a polityka azylowa jest jednym z kluczowych przykładów owej nierównowagi”.

Niestety jest mało prawdopodobne, aby trybunały były w stanie same odnaleźć równowagę i zmniejszyć zakres dynamicznej interpretacji prawa. Dlatego Sulkowski postuluje, aby wyklarować ramy prawa pierwotnego i wtórnego w UE, tak aby zminimalizować ryzyko takich interpretacji prawa, które pomijając kategorię dobra wspólnego, rozstrzygną wątpliwości na korzyść migrantów o nieuregulowanym statusie prawnym.

Warto podkreślić, że po raz pierwszy od wielu lat pojawia się polityczna koniunktura do takich zmian. W maju br. z inicjatywy Danii i Włoch liczni premierzy państw UE (Austrii, Belgii, Republiki Czeskiej, Estonii, Łotwy, Litwy i Polski) podpisali list wzywający do rozpoczęcia dyskusji na temat tego, w jakim kierunku podążyła interpretacja Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Czy pakt będzie obowiązywał Polskę?

Czy powyższe zastrzeżenia do paktu mają w ogóle znaczenie dla Polski, skoro Donald Tusk zapowiedział, że Polska nie będzie go wdrażać, a instytucje UE na to się zgodziły? Publiczne deklaracje szefa rządu są oczywistą manipulacją, ponieważ Pakt migracyjny został przyjęty. Wszystkie państwa, z Polską włącznie, muszą go respektować.

Deklaracja Tuska to polityczny spin, mający na celu uspokojenie opinii publicznej, która w Polsce jest bardzo nieprzychylna paktowi. Jednocześnie, jak donosi OKO.press w tekście Pauliny Pacuły, rząd po cichu wdraża kolejne przepisy paktu, uczestnicząc w spotkaniach roboczych nad szczegółowymi decyzjami go realizującymi.

Zresztą chwaląc się decyzją KE o potraktowaniu Polski jako państwa zmagającego się z presją migracyjną, rząd de facto chwalił się decyzją, która była… efektem realizacji paktu, który przewidywał taką procedurę.

Prawdopodobnie ta komunikacyjna strategia zawiera ciche porozumienie na poziomie politycznym w Komisji Europejskiej, które polega na tym, że instytucje KE przymykają oko na oficjalną komunikację dot. Paktu, a zamian za to, że realnie rząd po cichu będzie pakt realizował.

KE przystaje na takie porozumienie z Polską, bo zapewne dała się przekonać rządzącemu obozowi, że taka metoda będzie bardziej skuteczna w realizacji paktu, mając na uwadze emocje opinii publicznej w Polsce.

Podkreślmy, że brak reakcji unijnych instytucji na oczywistą deklarację naruszania prawa UE, a także formalne naruszenie go (wymóg dokumentu wdrożenia Paktu widnieje w jednym z rozporządzeń) jest daleko idącą pobłażliwością potwierdzającą, że KE podejmuje decyzję na podstawie kryteriów politycznych, a nie jedynie prawnych.

Przy okazji decyzji KE w sprawie zwolnienia Polski z obowiązku relokacji czy innej pomocy pojawiła się kolejna manipulująca narracja rządowa. Zwolnienie Polski z obowiązku solidarności wobec innych zgodnie z prawem miało miejsce jedynie w odniesieniu do jednego roku, a nie na stałe, co zdawały się sugerować komunikaty z rządu. 11 listopada br. Premier Donald Tusk napisał: „Tak jak mówiłem, Polska nie będzie przyjmować migrantów w ramach Paktu Migracyjnego. Ani płacić za to. To już decyzja. Robimy, nie gadamy!”.

Szef MSWiA Marcin Kierwiński napisał na X w podobnym duchu: „Tak jak obiecywaliśmy Polska NIE będzie uczestniczyć w procesie relokacji migrantów. Dziś potwierdza to KE. Robimy nie gadamy! Dobra wiadomość w dniu naszego narodowego Święta”. Z kolei wiceminister spraw wewnętrznych Maciej Duszczyk, odpowiadający wówczas w rządzie za politykę migracyjną, podkreślił, że „Polska jest zwolniona z solidarności na wiele, wiele lat”.

Oczywista manipulacja wynika choćby z faktu, że nie ma takiej procedury, w którym zwolnienie „na wiele, wiele lat” (a tym bardziej na stałe) mogłoby zaistnieć. Co więcej, uczciwość nakazuje przyznanie, że w kolejnych latach może być trudniej przekonać KE do tego, aby corocznie uwzględniała falę ukraińskich uchodźców, skoro ich liczba przestała rosnąć.

Podsumowanie

Mimo politycznych deklaracji Polska będzie w pełni objęta paktem migracyjnym, a propozycja Komisji, aby zwolnić nas z obowiązku relokacji uchodźców bądź finansowego ekwiwalentu, ma charakter czasowy. Bardzo prawdopodobne jest, że w kolejnych latach Polska na zwolnienie nie będzie mogła liczyć, szczególnie że nasz region w politycznej układance migracyjnej nie ma mocnej pozycji.

Pakt zawiera przepisy zaostrzające politykę azylową, ale jednocześnie przekazuje istotne kompetencje Komisji Europejskiej, wyposażając ją w dużo arbitralnej władzy. Ważne dla realizacji paktu będą także orzeczenia TSUE, który swoimi wyrokami będzie intepretował niejasności.

Aby ich uniknąć, a przede wszystkim „urealnić” politykę azylową, należy systemowo ograniczyć daleko idące orzecznictwo europejskich trybunałów, które wymuszają standardy nierealne lub przynajmniej bardzo trudne do spełnienia.

Budzą one coraz większy sprzeciw polityczny w Europie i otwierają „okno możliwości” do uzupełnienia Konwencji Genewskiej o zapisy, które zatrzymają blokowanie przez trybunały decyzji zaostrzających politykę azylową zarówno w poszczególnych państwach członkowskich z osobna, jak i w decyzjach instytucji UE. Brak powyższych działań może skutkować załamaniem systemu ochrony azylowej w Europie.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.