Polacy masowo emigrują z Wielkiej Brytanii. Nasz kraj jest lepszą opcją?
„Brexit dla wielu polskich imigrantów wiązał się z poczuciem, że nie są już mile widziani, ale także z relatywnym spadkiem jakości życia oraz nowymi utrudnieniami biurokratycznymi. Całe brytyjskie państwo jak na razie dużo straciło na tym procesie – i Polacy to widzą” – mówi Arkady Rzegocki.
Jak podaje Brytyjski Urząd Statystyczny, w ostatnim roku 25 tysięcy Polaków wyemigrowało z Wielkiej Brytanii i powróciło do naszego kraju. Premier Donald Tusk napisał na portalu X: „Polacy wracają z UK do swej kwitnącej Ojczyzny”. To trend czy krótkotrwały przypływ?
Na szczęście na razie jest to stały trend. Jeszcze dekadę temu mało komu przychodziło do głowy, by na trwałe wracać do naszego kraju, a dziś stało się to zjawiskiem powszechnym.
Ówczesne nastroje dobrze ilustruje głośny w swoim czasie film Magdaleny Piejko o emigracji Polaków do Wielkiej Brytanii i Irlandii z 2014 roku, który nosił tytuł „Tam, gdzie da się żyć”.
Dziś Brytyjczycy szacują, że od 2017 roku do Polski wróciło ponad 400 tysięcy naszych rodaków, a pozostało około 600-700 tysięcy. Proces migracji z Wielkiej Brytanii rozpoczął się już w latach 2017-2018 i od tamtej pory jest kontynuowany.
Rozumiem, że 2016 r. jest nieprzypadkowy, bo chodzi o referendum brexitowe?
Tak. Wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej jest głównym powodem zjawiska, o którym rozmawiamy, ale oczywiście nie jedynym. Tych czynników jest wiele i często mają one indywidualny charakter.
Brexit dla wielu polskich imigrantów wiązał się z poczuciem, że nie są już mile widziani, ale także z relatywnym spadkiem jakości życia oraz nowymi utrudnieniami biurokratycznymi. Całe brytyjskie państwo jak na razie dużo straciło na tym procesie – i Polacy to widzą.
Bardzo ważnym czynnikiem jest też dynamiczny rozwój Polski, wyraźnie zauważalny z perspektywy Wysp. Polacy wyjeżdżali z Polski, czyli z kraju o dużym bezrobociu, ogromnej biurokracji, nieprzychylnych urzędach, ubogiej infrastrukturze oraz zablokowanych wielu ścieżkach awansów czy rozwoju.
Dziś widzą dużo bardziej otwarty rynek pracy, mniejszą biurokrację, digitalizację wielu usług, otwarcie części zawodów, większe bezpieczeństwo i lepsze warunki dla rodzin, zwłaszcza jeśli chodzi o edukację i wychowanie dzieci – to wszystko zachęca Polaków do powrotu.
Dzieje się to mimo wywalczonego przez polską i unijną dyplomację statusu osoby osiedlonej, który zapewnia imigrantom z państw UE pełnię praw sprzed Brexitu. Większość Polaków ten status posiada, nie ma więc problemów z legalnym pobytem czy pracą. A jednak decydują się oni na powrót do kraju.
Co więcej, wybierają powrót do Polski pomimo dużej kampanii, jaką do Polaków mieszkających na Wyspach kierowały Niemcy, namawiając w ogłoszeniach i spotach reklamowych do przeniesienia się do kraju nad Renem i Szprewą.
Polska jako państwo ma zasługi w aktywnym namawianiu naszych rodaków do powrotu?
To przede wszystkim zasługa ogólnego stanu gospodarek i państw, ale punktowo można pokazywać, jak poszczególne działania pomagały dostrzec pozytywne zmiany zachodzące w Polsce.
Dobrym przykładem były Targi Pracy w 2019 roku w Londynie zorganizowane przez MRiT oraz polską ambasadę w prestiżowym Queen Elizabeth II Centre, tuż obok Westminster Abbey. Przez targi przewinęło się około 1000 osób, a uczestniczyły w nich ponad 30 firm i instytucji publicznych: zarówno duże przedsiębiorstwa (np. Orlen, Polpharma, PKO BP, PZU) jak i międzynarodowe korporacje, prywatne firmy oraz instytucje rynku pracy.
Z kolei rząd Beaty Szydło wprowadził dodatkowe lekcje w szkołach publicznych dla dzieci powracających z zagranicy. Co zresztą zostało zrealizowane jako postulat Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii i wsparte przez Ambasadę RP.
Inny przykład to program Go4Poland Warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych, dzięki któremu wielu studentów i absolwentów zagranicznych uczelni odbyło staże w firmach notowanych na polskiej giełdzie.
Te i inne działania pokazywały Polakom, że polski rynek pracy się zmienił i dziś w jego skład wchodzą nowoczesne firmy – coś takiego przekonuje, że warto do Polski wrócić. Brytyjczycy wychodzą z innego założenia.
Jakiego?
Postanowili wprowadzić zasady jednakowe dla wszystkich, którzy chcieliby przyjechać, studiować, pracować w UK. Nie ma np. specjalnych zachęt dla obywateli państw UE. Obecnie w praktyce brytyjski rząd znacząco utrudnił możliwość imigracji i uzyskania pozwolenia na pracę, ponieważ trzeba spełnić liczne wymogi, w tym mieć ofertę zatrudnienia na stosunkowo wysokim poziomie dochodów.
Pojawiały się wprawdzie pojedyncze gesty mające na celu przyciągnięcie mniej wykwalifikowanych migrantów. Kilka lat temu okazało się na przykład, że brakuje kierowców i cały sektor transportu miał poważne problemy. Wtedy ogłoszono wydanie pewnej liczby krótkoterminowych pozwoleń dla kierowców spoza Wysp.
Chętnych jednak praktycznie nie było, bo pozwolenia obowiązywały tylko przez kilka miesięcy, więc nikt nie potraktował tego poważnie. Innymi słowy, Wyspy są dla Polaków coraz mniej atrakcyjne.
Kiedyś było inaczej. Dlaczego?
Przystąpienie do UE i otwarcie rynku pracy dla nowych państw członkowskich najpierw przez Wielką Brytanię, Irlandię oraz Szwecję, spowodowały exodus wielu, często młodych, energicznych ludzi.
Bardzo istotne były przyczyny ekonomiczne, przez wiele lat kurs funta wynosił ponad 6 złotych, nawet 7 złotych w 2004 roku, co zwiększało atrakcyjność zarobków w Wielkiej Brytanii. Polacy mogli wreszcie pracować legalnie. Wiele osób skorzystało z cieszących się dużym prestiżem studiów, od 2004 roku obowiązywały opłaty takie same jak dla brytyjskich obywateli.
Z kolei w Polsce wspomniane duże bezrobocie było rekordowo wysokie szczególnie wśród młodych ludzi, do tego trzeba dodać istniejące liczne – często jeszcze postkomunistyczne – bariery, układy i utrudnienia, które pomagały podjąć decyzję o wyjeździe.
Warto także pamiętać o istniejącej na początku wieku w Polsce sporej przestępczości, widocznej szczególnie w Warszawie, gdzie kraty w oknach, grodzenie osiedli i po kilka zamków w drzwiach stało się standardem, nie wspominając o zamykaniu się w samochodach od wewnątrz.
Na szczęście dzięki ogromnemu wysiłkowi, Polska się zaczęła zmieniać, udało się radykalnie zmniejszyć bezrobocie, podnieść znacząco poziom usług, otworzyć bardziej wiele zawodów, polepszyć obsługę w urzędach, zdigitalizować wiele usług, zacząć przyciągać do Polski innowacyjne firmy, a nawet ośrodki badawcze wiodących międzynarodowych korporacji. Także polskie uczelnie są bardziej międzynarodowe niż kiedykolwiek wcześniej, może z wyjątkiem okresu Złotego Wieku.
Wzrosły także dochody obywateli, pojawił się ważny program 500 plus, który częściowo zrównoważył istniejące w Wielkiej Brytanii „benefity”. Pamiętajmy, że kilkanaście lat temu Polki, które wyemigrowały do Wielkiej Brytanii statystycznie rodziły dwa razy więcej dzieci, niż Polki mieszkające w Polsce.
Jesteśmy w stanie powiedzieć, czy istotniejszym argumentem dla powracających nad Wisłę rodaków są piętrzące się problemy polityczno-gospodarcze Wielkiej Brytanii czy rosnąca atrakcyjność Polski?
Wielka Brytania pozostaje krajem bardzo atrakcyjnym. Wielu wciąż marzy przecież o studiach na brytyjskich uczelniach czy pracy w sektorze finansowym, szczególnie w londyńskim City.
Problem polega na tym, że dostęp do tych wszystkich dóbr stał się trudniejszy: osoby bez statusu osoby osiedlonej lub obywatelstwa brytyjskiego mają problemy z uzyskaniem pozwolenia na pracę, a studia dla cudzoziemców są dziś dwa-trzy razy droższe niż dla obywateli brytyjskich. Przed Brexitem obywatele państw UE mieli zagwarantowane te same prawa co obywatele brytyjscy.
Dynamiczny rozwój Polski i wzrost dochodów Polaków w ostatniej dekadzie odgrywa kluczową rolę w ich repatriacji. W Wielkiej Brytanii od dwóch lat trwa dyskusja, zapoczątkowana przez „The Economist”, że z niektórych szacunków wynika, że około 2030 roku PKB Polski z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej ma zrównać się z brytyjskim, a być może nawet go przekroczyć. Już teraz zbliżamy się do tego poziomu.
Dzieje się tak, gdyż wiele usług i dóbr w Wielkiej Brytanii jest bardzo drogich, a w Polsce stają się one coraz bardziej dostępne. Nasz kraj zaczyna być dla wielu realną alternatywą dla życia na Wyspach.
Polska staje się w brytyjskiej debacie publicznej modelem do naśladowania? Ostatnio „The Times” opublikował na swych łamach artykuł „Pole Position. A Miracle at the Heart of Europe”, opisując Polskę jako kraj, który w jedno pokolenie dokonał gospodarczego skoku.
W ostatniej dekadzie nastąpił przełom, jeśli chodzi o postrzeganie Polski na Wyspach. Znacząco wzrosła wiedza i zainteresowanie naszym krajem. Jeszcze w latach 1997-98, podczas wielkiej powodzi w Polsce, Polonia musiała pisać listy do BBC, pytając, ile osób musi zginąć, żeby w ogóle zauważono istnienie Europy Środkowej. Cały nasz region był poza ich radarem.
Dziś sytuacja jest zupełnie inna. Niemalże codziennie ukazuje się kilka artykułów o Polsce, często bardzo pozytywnych. Oprócz wspomnianych już „The Economist” i „The Times”, regularnie piszą o nas „The Telegraph” i „The Spectator”. Dotyczy to nie tylko gospodarki, choć jest ona kluczowa, ale i kwestii politycznych, kulturowych czy historycznych. Zaszła duża zmiana w postrzeganiu Polaków.
Co ma pan na myśli?
W latach 2015–2016, podczas brexitowej kampanii referendalnej, słowa „Pole” czy „Poles” często pojawiały się w debacie publicznej jako synonim zbyt dużej imigracji. Wykorzystywali to zarówno premier David Cameron z Partii Konserwatywnej, jak i Ed Miliband z Partii Pracy. Po samym referendum liczba tzw. hate crimes [przestępstw z nienawiści – przyp. autora] wyraźnie wzrosła, były one skierowane wobec wszystkich imigrantów, również Polaków.
Dziś jednak sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Brytyjczycy często podkreślają, że żałują wyjazdu Polaków, doceniają naszą etykę pracy i mają dużo większą świadomość polskiej obecności w Wielkiej Brytanii, nie tylko od 2004 roku, lecz co najmniej od czasu II wojny światowej. Coraz częściej przypomina się, że Polacy byli z Brytyjczykami w najtrudniejszych momentach ich historii.
Ta zmiana dotyczy różnych warstw społecznych, nie tylko elit. Oczywiście wciąż jest sporo pracy do wykonania, ale odejście od negatywnych stereotypów i od skrajnych nastrojów jest bardzo wyraźne. Widać to choćby w liczbie Brytyjczyków mieszkających w Polsce, szacuje się ją dziś na około 180 tysięcy, podczas gdy dekadę temu było ich zaledwie kilka, niecałe 10 tysiecy, przy czym część posiada podwójne obywatelstwo. To pokazuje, jak duża zmiana zachodzi, bo oczywiście jest to proces.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
Paweł Farbisz
Arkady Rzegocki