Nie tylko WOT. Jak sprawić, żeby obywatele zaczęli zwiększać bezpieczeństwo Polski?
Przeciętny Polak jest na co dzień przede wszystkim konsumentem. Staje się obywatelem, gdy płaci podatki lub oddaje głos w wyborach. W system obrony państwa powinniśmy włączyć dziś pasjonatów strzelectwa, myśliwych i grupy rekonstrukcyjne. Udało się z WOT, czas zrobić następny krok.
Obywatele i żołnierze
Sir Roger Scruton, usiłując w swojej książce udzielić odpowiedzi na tytułowe pytanie „jak być konserwatystą?”, poświęca kilka refleksji kwestii obrony państwa i wolności. Angielski filozof przeciwstawił dwie koncepcje służby wojskowej, które określił jako „ateńską” oraz „spartańską”.
W myśl pierwszej siły zbrojne powinny wyrastać bezpośrednio z bardzo indywidualnego poczucia obowiązku poszczególnych mieszkańców kraju. Takie siły zbrojne są „wyrazem niezależnie istniejącego porządku obywatelskiego”, zaś ich jedynym celem jest zapewnienie temu porządkowi bezpieczeństwa. Skądinąd trudno chyba o lepszy historyczny przykład realizacji tej idei niż szlacheckie pospolite ruszenie w dobie Rzeczypospolitej Obojga Narodów.
W myśl idei określanej jako „spartańska”, armia stanowi natomiast nie tylko instrument obrony kraju, ale też wyraz władzy państwowej, instrument przymusu, który może być wykorzystany przeciwko obywatelom. Jak nietrudno się domyślić, wspomniany autor tę wizję odrzuca.
Zaproponowany podział opiera się na pewnym uproszczeniu, uzasadnione wątpliwości może też budzić wskazanie wspomnianych helleńskich poleis jako wzorów dla wyróżnionych modeli. Jednocześnie dotyka Scruton pewnego problemu, nad którym warto pochylić się głębiej – szczególnie teraz, gdy debata publiczna coraz częściej dotyczy kwestii bezpieczeństwa.
Każdy człowiek (a przynajmniej większość ludzi) ma naturalną potrzebę obrony, czasem nawet z narażeniem życia, tego, co uważa za swoje (z tego też prostego faktu wynika powszechna akceptacja dla instytucji obrony koniecznej).
Postawa obywatelska, republikańska zakłada zaś, że za swoje uważa się nie tylko dom, rodzinę czy najbliższą okolicę, ale też szerzej pojmowaną wspólnotę narodową. Jej tradycje, przyrodę, historię i legendy. Z tego punktu widzenia istnienie sił zbrojnych ma pewien wymiar oddolny, wynikający z natury ludzkiej.
Państwowe siły zbrojne
Jednocześnie postęp techniczny i idące w ślad za nim przemiany społeczne, określane czasem mianem rewolucji militarnej (różnie zresztą umieszczanej w czasie) doprowadziły do profesjonalizacji sił zbrojnych. Ciężar obrony spoczął finalnie na barkach instytucji państwa, wyposażonego w armię zawodową.
W oczywisty sposób prowadzenie polityki obronnej zostało bardzo silnie zakotwiczone wśród elementarnych powinności, a zarazem przymiotów władzy centralnej. Ten aspekt istnienia sił zbrojnych można określić jako odgórny, zbliżony do wspomnianego wzorca „spartańskiego”.
Ubocznym skutkiem funkcjonowania systemu armii zawodowej było pojawienie się, w miejsce niegdysiejszego wzorca obywatela-żołnierza, dwóch kategorii – cywila i żołnierza. To zaś może pociągać za sobą ryzyko sprowadzenia roli tego pierwszego do funkcji płatnika, który poprzez uiszczenie stosownego podatku nakierunkowanego na utrzymanie sił zbrojnych niejako przerzuca na innych swoją osobista powinność obrony wolności.
Tu właśnie tkwi w mojej opinii napięcie, które dostrzegł Roger Scruton. Czy współcześnie, w dobie dominacji armii zawodowych, siły zbrojne mogą być w dalszym ciągu przedłużeniem „niezależnie istniejącego porządku obywatelskiego”? Czy nadal da się wskazać prostą zależność między naturalną potrzebą ochrony domu i rodziny a powinnością obrony kraju?
Jednocześnie wyraźnie podkreślmy, że nie chodzi o to, by kwestionować system oparcia bezpieczeństwa państwa na wojsku zawodowym. Nie chodzi tym bardziej o to, by w ślad za rozmyślaniami Juliana Tuwima sugerować, że kierowana przez państwo armia służy w istocie jakimś podejrzanym, zapewne niecnym, a już na pewno obcym „prostemu człowiekowi” celom.
Chodzi natomiast o refleksję, czy jest we współczesnej polityce obronnej miejsce na inicjatywę oddolną, wypływającą z najbardziej chyba autentycznej potrzeby obrony tego co własne.
Oddolne stowarzyszenia obywateli
Wydaje się, że istnieje przestrzeń do tego, aby nie negując scharakteryzowanej wyżej dominującej roli państwa, stworzyć płaszczyznę do włączenia oddolnej aktywności obywateli w planowane na poziomie centralnym działania. Może to przy tym nastąpić na kilka sposobów.
Pierwszy z nich polega na stworzeniu pojedynczym obywatelom możliwości zdobycia przeszkolenia wojskowego i zaangażowania się w zwiększanie bezpieczeństwa kraju, bez konieczności modyfikacji swoich wyborów zawodowych. Oczywistym tego przejawem jest funkcjonowanie Wojsk Obrony Terytorialnej, a także wdrażany aktualnie przez MON program „wGotowości”.
W tym miejscu chciałbym natomiast zwrócić uwagę na coś, co można określić jako stowarzyszeniowy sposób włączenia obywateli w politykę obronną.
W Polsce działa wiele podmiotów prywatnych, których aktywność z jednej strony mogłaby okazać się użyteczną w zwiększaniu potencjału obronnego Rzeczypospolitej, z drugiej zaś – stanowić swoisty łącznik pomiędzy polityką odpowiednich władz państwowych a codziennym zaangażowaniem obywateli.
Przykładem tego typu organizacji są kluby strzelectwa sportowego. W 2024 działało ok. 400 takich organizacji, skupiających ponad 80 tys. licencjonowanych zawodników (wedle danych Polskiego Związku Strzelectwa Sportowego). Są to osoby o nieraz bardzo wysokich umiejętnościach, gotowe do poświęcenia dla swojej pasji wolnego czasu oraz (często niemałych) środków.
Trudno nie wspomnieć w tym kontekście o kołach łowieckich (zgodnie z danymi Polskiego Związku Łowieckiego, obecnie jest ich w Polsce jest ok. 130 tys. myśliwych). Ich członkowie dysponują często dość zaawansowanymi umiejętnościami nie tylko zresztą strzeleckimi, lecz także, między innymi, w zakresie poruszania się w trudnym terenie.
W pewnym zakresie owocna mogłaby się też okazać współpraca ze stowarzyszeniami kolekcjonerskimi oraz wybranymi grupami rekonstrukcyjnymi. Członkostwo w takich stowarzyszeniach, przynajmniej teoretycznie, nie musi wiązać się ze stałym podnoszeniem umiejętności strzeleckich, jednak w praktyce osoby do nich przynależące często takie zdolności doskonalą (szczególnie tyczy się to stowarzyszeń kolekcjonerskich). Poza tym posiadają nieraz bardzo głęboką, specjalistyczną wiedzę na temat uzbrojenia czy funkcjonowania sił zbrojnych.
Zauważmy, że członkostwo w stowarzyszeniu tego typu często ukierunkowane jest na dwa cele. Z jednej strony jest to oczywiście rozwój indywidualnych zainteresowań czy rywalizacja sportowa.
Z drugiej strony zaś trudno nie dostrzec, że zdobywane kwalifikacje, szczególnie możliwość legalnego wejścia w posiadanie broni, są często same w sobie pożądane przez członka takiej organizacji, chcącego w ten sposób zwiększyć bezpieczeństwo swoje i swojego najbliższego otoczenia. W tym ujęciu aktywność opisywanych podmiotów może być traktowana jako przejaw opisanej wyżej ludzkiej potrzeby ochrony tego, co uważa się za własne.
Oba te dążenia (podnoszenie umiejętności oraz zwiększenie bezpieczeństwa) należy postrzegać jako współgrające z tym, do czego winny zmierzać władze państwowe w swojej polityce obronnej. Wobec tego państwo powinno być zainteresowane wyjściu tej potrzebie naprzeciw.
Różne formy współpracy
Można wymienić szereg służących temu celowi inicjatyw. Nie jest przy tym moim celem dokładne kreślenie kompleksowej strategii w tym kierunku, kwestia ta wymaga niewątpliwie debaty. Wskazane niżej pomysły mają bardzo wstępny charakter, stanowią jedynie przykładowe wyliczenie rozwiązań, na których mogłaby polegać współpraca ze stowarzyszeniami.
Mogłaby się ona odbywać na kilku poziomach. Poziom pierwszy, najmniej angażujący finansowo, a jednocześnie niezwykle istotny, dotyczy kształtowania opinii publicznej. W grę wchodzą tu kampanie społeczne promujące rekreacyjne spędzanie czasu na strzelnicy czy popieranie organizacji określonych wydarzeń (chociażby poprzez objęcie wybranych zawodów strzeleckich patronatem ministra obrony narodowej).
Kolejny krok mógłby już objąć wdrożenie konkretnych rozwiązań, adresowanych do stowarzyszeń i ich członków. Przykład? Specyficzna oferta szkoleniowa, obejmująca dobrowolne treningi pozwalające z jednej strony na doskonalenie sportowych umiejętności strzeleckich, z drugiej zaś – na opanowanie podstaw taktyki bojowej. Uczestnicy tego typu szkoleń mogliby jednocześnie korzystać z jakiejś formy przywileju np. z częściowej refundacji amunicji i nabywanej broni palnej, co stanowiłoby zachętę do indywidualnego, ciągłego rozwijania umiejętności.
Dodatkową zaletą takiego rozwiązania jest to, że szkolący się nie tylko otrzymaliby jednorazowo określoną dawkę wiedzy, ale mieliby zachętę do stałego rozwijania umiejętności już po jego zakończeniu.
Należy jednocześnie podkreślić, że wymienione wyżej podmioty różnią się między sobą sposobem funkcjonowania, celami czy strukturą organizacyjną. W związku z tym środki adresowane do różnych organizacji mogłyby się nieco różnić. Dotyczy to w szczególności potencjalnej realizacji wspomnianych wyżej szkoleń, które powinny być dostosowane do poziomu umiejętności opanowanych przez członków stowarzyszeń.
Opracowując odpowiednią strategię skierowaną do omawianych tu stowarzyszeń, warto byłoby też dokonać oceny efektywności form dotychczasowej współpracy z organizacjami proobronnymi. Należy jednak pamiętać, że podmioty te mają nieco inny charakter, zaś ich członkowie szkolą się w zakresie przypominającym warunki wojskowe, inne więc byłyby oczekiwania co do rezultatów współpracy.
Ryzyka i perspektywy
Oczywiście, z nakreśloną wyżej polityką łączą się pewne ryzyka. Jest to przede wszystkim potencjalne zaduszenie przez odgórną regulację ruchu, który jest ze swej natury oddolny. Wobec tego należy podkreślić, że udział państwa powinien ograniczyć się wyłącznie do roli partnera podmiotów prywatnych i dostarczyciela pewnych usług skierowanych do ich członków.
Pomimo ryzyka, wydaje się, że korzyści związane ze zwróceniem się w nakreślonym kierunku są warte jego podjęcia. Poza aspektem doraźnym, mogłoby ono sprzyjać kształtowaniu się określonej kultury myślenia o obronności. Opierałaby się ona na założeniu, że bezpieczeństwo domu jest niemożliwe bez bezpieczeństwa kraju, zaś bezpieczeństwo kraju opiera się na ludziach, chcących zapewnić bezpieczeństwo domu.
Konieczne jest dostrzeżenie, że pomiędzy dążeniami władz państwowych, pragnących zagwarantować bezpieczeństwo kraju, a dążeniem jego mieszkańców do zapewnienia bezpieczeństwa swoim domom czy rodzinom, zachodzi symbioza, warto więc grać w tej grze do jednej bramki.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.