Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Donald Trump pokazuje strategię. Jałta 2.0 czy ratunek przed wojną?

Donald Trump pokazuje strategię. Jałta 2.0 czy ratunek przed wojną? Donald Trump; źródło: Flickr, Deed - Attribution-ShareAlike 4.0 International

Stany Zjednoczone wracają do polityki izolacjonizmu. Mając nadzieję, że – inaczej niż w historii – to nie wojna przekona Donalda Trumpa o szkodliwości tego podejścia, Stary Kontynent musi wziąć sprawy we własne ręce. Trzeba odwrócić sytuację, w której Rosja przygotowuje się szybciej, niż Europa buduje swoją niezależność od USA.

Nowa amerykańska strategia: co, jak i dlaczego

Pod koniec tygodnia ukazała się Strategia Bezpieczeństwa Narodowego Stanów Zjednoczonych, w której wyznaczono priorytety administracji Donalda Trumpa na okres jego prezydentury. Dokument ten wzbudził powszechne zaniepokojenie opinii publicznej.

Choć wiele punktów nowej amerykańskiej strategii zdecydowanie zasługuje na krytykę, to uważna lektura każe uznać, że jest ona bardziej zniunasowana, niż mogłoby się wydawać po lekturze prasowych leadów.

Większość postanowień i zapowiedzi zawartych w dokumencie stanowi tak naprawdę podsumowanie tego, co od styczniowej inauguracji zdążyli już powiedzieć i zrobić prezydent Donald Trump wraz z wiceprezydentem J.D. Vance’em.

Za nadrzędny cel obecnej administracji uznano bowiem zapewnienie bezpieczeństwa wewnętrznego (poprzez ograniczenie masowej migracji i zwalczanie przemytu narkotyków) oraz gospodarczego dobrobytu amerykańskim rodzinom. Podkreślono głoszoną wielokrotnie przez Trumpa chęć zaprowadzenia ogólnoświatowego pokoju poprzez odstraszanie własną siłą, a nie bezpośrednie jej użycie w ramach zbrojnych interwencji.

Dużo miejsca poświęcono także kwestiom kulturowym, potwierdzając walkę z lewicową ideologią woke jako ważny cel dla deklarującej się jako konserwatywna administracji. Wreszcie, za jedną z głównych misji Amerykanów uznano „przywrócenie Europie Zachodniej tożsamości i cywilizacyjnej pewności siebie”.

Zdecydowanie najważniejszym rozdziałem całego dokumentu jest rozdział IV zatytułowany „The Strategy”, gdzie uporządkowano regiony świata pod względem ważności dla amerykańskiej polityki zagranicznej. Zgodnie z zapowiedziami, pierwsze miejsce w hierarchii Białego Domu zajmuje sama Ameryka wraz z jej najbliższą strefą wpływów (w dokumencie utożsamianą z Półkulą Zachodnią). Jest to jasny sygnał, że Stany Zjednoczone zmierzają w stronę izolacjonizmu.

Po zakończeniu zimnej wojny amerykańskie elity polityki zagranicznej doszły do wniosku, że trwała dominacja Stanów Zjednoczonych na świecie leży w najlepszym interesie kraju. Tymczasem sprawy innych państw dotyczą nas tylko wtedy, gdy ich działania bezpośrednio zagrażają naszym interesom” – piszą Amerykanie. Słowa te znajdują potwierdzenie szczególnie w ostatnich „operacjach” Departamentu Wojny przeprowadzanych u wybrzeży Wenezueli.

Na dowód izolacjonistycznych tendencji autorzy dokumentu opisują nową strategię jako „trumpowską korektę” XIX-wiecznej doktryny Monroe’a, zgodnie z założeniami której USA odżegnują się od ingerencji w sprawy europejskie.

Doktryna ta stanowiła trzon amerykańskiej polityki zagranicznej w pierwszej połowie ubiegłego wieku, lecz co najmniej dwukrotnie władze w Waszyngtonie zostały boleśnie zmuszone do jej porzucenia: pierwszy raz w wyniku zatopienia przez Niemcy okrętu RMS Lusitania (I wojna światowa), a drugi w wyniku ataku Japończyków na Pearl Harbor (II wojna światowa).

Izolacjonizm doprowadził do destabilizacji globalnego handlu – z którego żyją Stany Zjednoczone – i zaburzenia łańcuchów dostaw, co sprawiło, że późniejsze zaangażowanie w odbudowę Europy musiało być jeszcze intensywniejsze.

Pozostaje mieć nadzieję, że tym razem prezydent USA zostanie przekonany w sposób pokojowy, że brak zainteresowania sprawami europejskimi przyniesie poważne szkody Ameryce.

J.D. Vance na sterydach

Europa została wymieniona jako trzeci region po Półkuli Zachodniej i Azji-Pacyfiku, co odzwierciedla jej ważne, acz zdecydowanie malejące znaczenie w oczach Waszyngtonu.

Po lekturze rozdziału zatytułowanego „Promoting European Greatness” można odnieść wrażenie, że przeczytało się streszczenie przemówienia J.D. Vance’a na lutowej konferencji w Monachium, podczas którego wiceprezydent USA nie pozostawił suchej nitki na przywódcach europejskiego filaru NATO.

Jak napisano w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego, Europa stoi dziś wobec zagrożeń wynikających z erozji tożsamości narodowej, masowej migracji zmieniającej strukturę etniczną i religijną kontynentu, presji regulacyjnej Unii Europejskiej, która w ocenie Białego Domu „dusi” państwa członkowskie, a także pogłębiającej się zapaści demograficznej.

„Jeśli obecne trendy się utrzymają, Europa za 20 lat stanie się nie do poznania. W tej sytuacji wcale nie jest oczywiste, czy niektóre państwa europejskie będą dysponować gospodarkami i siłami zbrojnymi na tyle silnymi, by pozostać wiarygodnymi sojusznikami. Wiele z tych krajów podwaja dziś wysiłki na rzecz kontynuowania dotychczasowego kursu” – grzmią autorzy dokumentu, postulując przywrócenie Europie cywilizacyjnej pewności siebie.

Były premier Szwecji napisał na portalu X, że europejska strategia nowej administracji USA to „J.D. Vance na sterydach”. Trudno mi znaleźć bardziej trafne podsumowanie tej części dokumentu.

Zostawiając dygresje na bok, najważniejsza z naszego punktu widzenia część poświęcona jest wizji architektury bezpieczeństwa w Europie, która spotkała się ze słusznym oburzeniem polskiej opinii publicznej. Treść strategii określa konflikt za naszą wschodnią granicą wojną Rosji na Ukrainie, nazywając agresora po imieniu, lecz jednocześnie bagatelizuje zagrożenie, jakie Kreml stanowi dla Europy.

Według autorów dokumentu, Rosja poza potencjałem atomowym jest pod każdym względem słabsza od krajów Europy, więc traktowanie Moskwy jako egzystencjalnego zagrożenia przez mieszkańców Starego Kontynentu ma być dowodem na brak wspomnianej cywilizacyjnej pewności siebie. Naiwne, wręcz życzeniowe myślenie Amerykanów ukoronowane zostało postulatem porozumienia Europy z Rosją, dzięki któremu obie strony unikną przyszłych konfliktów, a strategiczna stabilność zostanie zapewniona na terenie Eurazji.

Ponadto, Stany Zjednoczone oskarżają rządy państw europejskich o nierealistyczne oczekiwania wobec prowadzenia wojny i nieszanowanie woli obywateli, którzy w większości pragną pokoju. Spośród wszystkich zapisów to ten budzi największy niepokój, bowiem niebezpiecznie przypomina kremlowską narrację o prowojennych europejskich dyktatorach.

Cieszyć może deklaracja, że zakończenie działań wojennych na Ukrainie i jej powojenna odbudowa w celu zapewnienia jej przetrwania jako zdolnego do funkcjonowania państwa zostały uznane za rdzenny interes Stanów Zjednoczonych. Tym bardziej dziwi brak zrozumienia dla obaw, które Kijów dzieli z innymi narodami Europy wobec rosyjskiego imperializmu.

Pomimo zauważalnej wrogości wobec zorganizowanej wokół UE Europy, Stany Zjednoczone deklarują chęć pomocy państwom Starego Kontynentu. Dotyczy to zwłaszcza sfery militarnej; Amerykanie chcą umożliwić europejskim krajom NATO wzięcie odpowiedzialności za własną obronę, aby nie zostać w przyszłości zdominowanym przez żadne obce potęgi.

Ultimatum i ukryty kontekst amerykańskich planów

Powyższe plany wobec Europy dobrze odzwierciedla ultimatum, które ujrzało światło dzienne w ubiegły piątek. Przedstawiciele Departamentu Wojny ostrzegli swoich europejskich odpowiedników, że jeśli do 2027 roku nie poczynią oni postępów w zwiększeniu swoich zdolności obronnych ani nie utworzą struktury NATO zarządzanej w całości przez Europę, Stany wycofają się z kluczowych procesów koordynacji obronności Sojuszu.

Przeniesienie ciężaru obrony konwencjonalnej przez Europę oznacza wzmocnienie wszystkich środków niejądrowych, począwszy od żołnierzy, a skończywszy na produkcji uzbrojenia. Choć państwa Starego Kontynentu posiadają odpowiednio dużo instrumentów, w tym finansowych, do realizacji postawionych warunków, żądania amerykańskie są zdaniem europejskich polityków nierealistyczne do spełnienia w tak krótkim czasie.

Po analizie narodowej strategii USA oraz ultimatum Departamentu Wojny bardzo łatwo można dojść do następującego wniosku: Polskę czeka Jałta 2.0, czyli oddanie naszego kraju w rosyjską strefę wpływów bez pytania nas o zdanie. W tych obawach znajduje się ziarno prawdy. Donald Trump słowami Strategii Bezpieczeństwa Narodowego potwierdził, że wojna Rosji z Ukrainą, która destabilizuje Europę, niezbyt go interesuje i zamiast kierować się dobrem słabszego patrzy na ten konflikt przez pryzmat siły.

Innymi słowy, jeśli Polska i jej sojusznicy nie będą w stanie same o siebie zadbać militarnie, Rosja będzie miała prawo postawić im swoje warunki. Co gorsza, sam Kreml zdaje się w taki sposób interpretować amerykańską strategię, określoną przez Dmitrija Pieskowa jako „w dużej mierze zgodną z rosyjską wizją”. Trudno zatem nie podzielać obaw reprezentowanych przez opinię publiczną, a szukanie jakichkolwiek pozytywów w planach Trumpa może przypominać szukanie igły w stogu siana.

Jednakże, w tych rozważaniach nie wolno nam zapomnieć o jednym drobnym acz niezwykle istotnym szczególe, który pozostaje niezauważony w debacie publicznej. Otóż jestem głęboko przekonany, że podawana przez Amerykanów data ultimatum, tj. 2027 rok, nie jest przypadkowa. Prawdopodobnie ma ona związek z pojawiającymi się w przestrzeni medialnej doniesieniami, że wówczas Rosja wraz z Chinami wypowiedzą wojnę państwom Zachodu.

Tak twierdził chociażby premier Donald Tusk, według którego już w 2027 roku Rosja będzie gotowa do konfrontacji z Europą. Z kolei naczelny dowódca sił NATO w Europie generał Alexus Grynkewich ostrzegł, że Sojusz musi przygotować się na globalny konflikt już w 2027 roku. Sam na łamach Klubu Jagiellońskiego zbierałem doniesienia medialne, w których prognozowany termin wybuchu ewentualnego konfliktu oscylował wokół 2–3 lat od dziś.

Istnieje więc prawdopodobieństwo, że intencje USA polegają na pobudzeniu państw europejskich NATO do osiągnięcia gotowości do odparcia rosyjskiej agresji (przypomnijmy, że Amerykanie już dziś uważają Europę za silniejszą od Rosji), tak aby Stany Zjednoczone w tym czasie mogły przeznaczyć pełnię sił na obronie przed Chinami.

W świetle tych doniesień USA nie są już bezdusznymi imperialistami, którzy nad głowami Europejczyków dogadują się z Rosją, a stają się sojusznikiem, który co prawda zdecydował się na pójście inną drogą, lecz nie zostawił nas z niczym. Podkreślę, nie jest to interpretacja, którą można brać za pewnik, natomiast zdecydowanie warto myśleć o niej jak o możliwym uzasadnieniu amerykańskich planów.

Czy można scharakteryzować europejską politykę Trumpa jako wrogą? Tak, ponieważ prowadzi ona do destabilizacji ładu transatlantyckiego, pieczołowicie budowanego już od czasów zimnej wojny i kwitnącego jeszcze za prezydentury Joe Bidena. A przecież w dobie rosyjskiego i chińskiego zagrożenia potrzebujemy siebie nawzajem jak tlenu.

Jednocześnie, uwzględniając aktywne zachęcanie Europy do militarnej niezależności, nie traktowałbym zapisów Strategii Bezpieczeństwa Narodowego jako zdrady, lecz raczej jako wniosek o rozwód, przy czym strona składająca wniosek chce ustalić z drugą stroną korzystne warunki.

Ile kosztuje zastąpienie Ameryki?

Aby w dobie słabnącej obecności USA w Europie zyskać zdolność do samodzielnego odpierania rosyjskiej agresji, powinniśmy sięgnąć po rekomendacje raportu Defending Europe Without the United States: Costs and Consequences autorstwa The International Institute for Strategic Studies (IISS).

Think tank przeprowadził badania z założeniem, że w 2025 roku dojdzie do zawieszenia broni na Ukrainie, w wyniku którego USA zasygnalizują rozpoczęcie procesu wycofywania się z NATO. Na razie nic takiego nie miało miejsca, natomiast jako alternatywny punkt odniesienia możemy przyjąć ogłoszone niedawno ultimatum.

IISS potwierdza, że Rosja może być zdolna do podjęcia poważnych działań militarnych przeciw NATO już w 2027 roku. Do tego czasu, dzięki połączeniu modernizacji i nowej produkcji, rosyjskie wojska lądowe mogą osiągnąć potencjał zbliżony do stanu sprzed inwazji z lutego 2022 r., dysponując ponad 3000 czołgami oraz znacznymi zasobami artylerii i wyrzutni rakietowych.

Co kluczowe, rosyjskie lotnictwo i marynarka w dużej mierze przetrwały wojnę, a produkcja rakiet, dronów i samolotów trwa. Europę czeka zatem krótki okres pauzy strategicznej; od tegorocznego ultimatum Ameryki do potencjalnej odbudowy armii przez Rosję pozostaje ok. 2–3 lata.

Bezpośrednie koszty zastąpienia zdolności USA zostały oszacowane przez IISS na 226–344 miliarda dolarów, lecz mówimy tylko o zakupie sprzętu (uzupełnienie platform lądowych, morskich i powietrznych, które obecnie zapewniają USA).

Jeśli dołożymy do tego konieczność zastąpienia 128 tysięcy amerykańskich żołnierzy oraz kluczowych zdolności powietrznych, morskich i rozpoznawczych, oznaczałoby to rachunek sięgający około 1 biliona (!) dolarów w perspektywie 25 lat, plus ponad 12 miliardów dolarów rocznie na utrzymanie personelu. Dla porównania, łączne PKB europejskich członków NATO wynosi ok. 20 biliona dolarów.

Najwięcej kosztowałyby lotnictwo bojowe, niszczyciele oraz obrona przeciwlotnicza dalekiego zasięgu. Innymi słowy, strategiczna „polisa ubezpieczeniowa”, jaką przez dekady były USA, okazałaby się dramatycznie kosztowna do samodzielnego wykupienia i absolutnie niemożliwa do spłacenia w najbliższym czasie.

W tej sytuacji Europa nie ma już komfortu zwlekania. IISS jasno wskazuje, co musi być absolutnym priorytetem: obrona powietrzna i przeciwrakietowa, zdolności precyzyjnych uderzeń dalekiego zasięgu, rozpoznanie strategiczne i systemy dowodzenia oraz szybkie zwiększenie produkcji zbrojeniowej dla wojsk lądowych.

Tam, gdzie Europa nie ma własnych zdolności, konieczne są natychmiastowe zakupy zagraniczne. Trzeba odwrócić sytuację, w której Rosja przygotowuje się szybciej, niż Europa buduje swoją niezależność od USA.

W narodowej strategii Amerykanie zadeklarowali gotowość do współpracy ze „zdrowymi narodami Europy Środkowej, Wschodniej i Południowej”. Jako Polacy udowodnijmy, że zdrową decyzją będzie wzmacnianie więzi transatlantyckich, na których zyskają wszyscy członkowie Sojuszu, zarówno ci europejscy, jak i ci amerykańscy.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.