Dlaczego idealizujemy Ukrainę, a chwilę później nią gardzimy? Powód jest prosty
Jedni widzą w niej wyłącznie bohaterski, zwrócony ku Zachodowi bratni naród, inni – jedynie skorumpowane, chaotyczne państwo upadłe, zamieszkiwane przez czcicieli zbrodniarzy. Oba te obrazy są fałszywe. Rozbieżność nie wynika jednak wyłącznie ze złej woli czy działania moskiewskiej i kijowskiej propagandy. Jesteśmy podatni na obce narracje, bo wciąż zbyt mało wiemy o prawdziwej Ukrainie.
Patrzymy na Ukrainę, ale jej nie widzimy
Polacy nigdy nie mieli istotnego powodu, aby masowo interesować się Ukrainą przed 2022 r. Jest to prosta przyczyna braku wiedzy społeczeństwa polskiego o naszym wschodnim sąsiedzie. Co prawda, niektórzy Polacy pochodzą z dawnych Kresów, a inni lubili jeździć na tańsze wakacje do Lwowa, Odessy czy na Krym. Nie zbudowało to jednak trwałego zainteresowanie Ukrainą poza jedną, bardzo emocjonalną sprawą – ludobójstwem na Wołyniu i zjawiskami związanymi z nim – Stepanem Banderą i ukraińskim nacjonalizmem.
Dla określonej części społeczeństwa polskiego są to kwestie istotne. Warto dodać, że brak powszechnego pozwolenia na ekshumacje Polaków na Ukrainie przekłada się na krytycyzm oraz wzrost negatywnych lub wręcz wrogich nastrojów wobec Ukraińców. Kijów miał i ma w ręce granat, którego nie rozbroił w porę.
Dopiero wybuch pełnoskalowej wojny sprawił, że Polacy przez pewien czas zaczęli interesować się współczesną Ukrainą, kierowani poczuciem własnego zagrożenia. Było to jednak zainteresowanie powierzchowne i z czasem wygasło – co w pewnym stopniu było naturalne.
Postkolonialne zwrócenie Polaków ku Rosji
Polaków zawsze bardziej niż Ukraina intrygowała Rosja. Podskórnie wyczuwamy egzystencjalne zagrożenie ze Wschodu od wieków. Zwykle tę myśl sprowadza się tylko i wyłącznie do zaborów czy PRL-u. Jednak pod płaszczyzną polityczną ukrywa się autentyczny wpływ kultury rosyjskiej.
Spotykamy się z tym na co dzień. Rosyjskie powieści Dostojewskiego czy Bułhakowa znajdują się na listach lektur szkolnych, rusycyzmy są obecne w języku polskim, a architektoniczne dziedzictwo rosyjskie mijamy codziennie w wielu miastach. Skutkiem dawnej zależności Polski od Rosji/ZSRR jest znajomość języka rosyjskiego wśród starszej części społeczeństwa polskiego.
Ukraina również była podporządkowana Moskwie, mimo to nie powoduje to automatycznego wzrostu zainteresowania nią. Dlaczego? Warto przyjrzeć się klasykowi postkolonializmu Edwardowi Saidowi i jego książce Kultura i imperializm. Ruch myśli w społecznościach i krajach, które istniały w relacji kolonialnej nie biegnie z jednej kolonii do drugiej, a z terytorium zależnego do imperium oraz z centrum do kolonii. Poniekąd przekłada się to na pewną wiedzę i zaciekawienie Polaków Rosją, a nie Ukrainą, która automatycznie jawi się nam jako kraj podrzędny kulturowo.
Z drugiej strony, i co wydaje się istotniejsze, Polacy czują, że kwestia rosyjska jest najważniejszą ze spraw wschodnich. Polska polityka ma charakter antyrosyjski z powodu zagrożenia imperialnego.
Widać to również po esejach, zbiorach artykułów czy analizach, które są dostępne na polskim rynku czytelniczym. Warto wymienić z nich wydanych po 24 lutego 2022 r.: Koniec russkiego miru? Piotra Skwiecińskiego, Dlaczego Rosjanie są inni Piotra Gursztyna, Nie ma innej Rosji Macieja Pieczyńskiego, Oddział chorych na Rosję Kuby Benedyczaka czy Rosja od rozpadu do faszystowskiej dyktatury Marcina Łuniewskiego.
Autorzy ci reprezentują różne środowiska, pokolenia i poglądy. Mnogość publikacji z jednej strony pokazuje liczbę znawców Rosji wśród intelektualistów w Polsce, ale z drugiej świadczy o powadze tego zagadnienia w polskim życiu intelektualnym i zapotrzebowaniu czytelników na takie publikacje.
Podobnej jakości materiały polskich autorów o Ukrainie nie są już aż tak popularne, poza Polską na wojnie Zbigniewa Parafianowicza, która jednak nie dotyczy głównie Ukraińców, lecz relacji polsko-ukraińskich w latach 2022-2023. Autorzy ukraińscy są tłumaczeni na język polski, pewną popularnością cieszyły się na przykład Ukraińskie światy Rzeczypospolitej Natalii Starczenko. Trudno jednak mówić o podobnej skali zainteresowania publikacji poświęconych sprawom ukraińskim jak dzieł opisujących Rosjan.
Od zachwytu do pogardy – dwa skrajne obrazy
Brak rzetelnego zainteresowania Ukrainą w społeczeństwie polskim skutkuje dwoma równie niepożądanymi zjawiskami – idealizacją, która powszechna była w 2022 i 2023 r., oraz demonizacją, która popularna jest szczególnie dzisiaj. W zależności od czasu, środowiska oraz miejsca, Ukraina była komplementowana i przedstawiana jako państwo niemalże w kształcie zachodnioeuropejskim, które dzielnie walczy z agresywną Rosją albo jako państwo wyłącznie pełne korupcji, degeneracji i czcicieli zbrodniarzy. Oba te obrazy są zakłamane i nie mają związku z rzeczywistością.
Prawdą jest, że państwo ukraińskie i ukraińska klasa polityczna mają ogromne problemy oraz wady, takie jak autorytarny sznyt polityków, wpływy oligarchów czy realny problem z korupcją. Listopadowa afera i odwołanie szarej eminencji kijowskiej polityki Andrija Jermaka ze stanowiska Szefa Biura Prezydenta Ukrainy to przykładowy awers ukraińskiej rzeczywistości.
Kontrprzykładem i jednocześnie pozytywnym aspektem jest aktywność obywatelska Ukraińców – samoorganizujące się społeczeństwo na kijowskich Majdanach w czasie Pomarańczowej Rewolucji 2004 roku czy na Euromajdanie w latach 2013-2014. Tam regularnie manifestowali przeciwko patologiom władzy czy próbom odwrócenia się geopolitycznymi plecami od Europy.
Niedawno Ukraińcy protestowali przy okazji próby ograniczenia kompetencji Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy (NABU) w lipcu 2025 r. Trudno również nie podziwiać harta ducha żołnierza ukraińskiego, który wypełnia swoje obowiązki mimo patologii jego państwa. To z kolei jest rewers dzisiejszej Ukrainy.
Ukrainy nie należy ani idealizować, ani mieszać jej z błotem. Trzeba ją po prostu poznać taką, jaka jest. Najpierw była nadmierna idealizacja. W reakcji na nią fala krytyki i wzniecenie antyukraińskich nastrojów. Dziś powinniśmy dążyć do zrównoważenia. A to będzie możliwe tylko wówczas, kiedy zrezygnujemy z wygodnej postawy oceniania przy jednoczesnym braku realnej wiedzy.
Luki w naszej wiedzy są wykorzystywane w wojnie kognitywnej
Autorzy ukraińscy nie mają problemu z opisywaniem wad swojego państwa czy społeczeństwa. Często byli w swoich krytykach znacznie bardziej radykalni niż autorzy zachodni, w tym polscy. Tę wrażliwość można zauważyć chociażby w twórczości takich autorów jak Mykoła Riabczuk oraz Jurij Andruchowycz.
Obaj nigdy nie szczędzili ostrych słów – piętnowali oligarchię, korupcję czy prorosyjską władzę państwową. Wtórowały im głosy innych postaci. Choć jednocześnie należy podkreślić, że wpływ inteligencji ukraińskiej na rzeczywistość polityczną jest niewielki.
Naiwna jest wiara w to, że masowo Polacy będą kiedykolwiek dogłębnie badać Ukrainę. Nie mają w tym interesu, ani nie czują takiej potrzeby. Jednakże szczególnie istotna jest weryfikacja wiadomości oraz nie uleganie emocjom i uproszczeniom, gdy czyta się lub ogląda wieści dotyczące spraw ukraińskich.
Najważniejszym skutkiem ulegania skrajnym emocjom, uproszczeniom czy brakowi informacji jest dziś łatwość, z jaką ludzie wierzą w rosyjską propagandę. Łatwo uwierzyć w nieprawdziwe wiadomości, gdy nie posiada się odpowiedniej wiedzy na dany temat.
Rosja wykorzystuje takie zjawiska oraz antyukraiński resentyment, który podsyca w internecie, a także rekrutując Ukraińców i Białorusinów do działań wywiadowczych i terrorystycznych na terenie Polski. Dzięki temu skutecznie „sączy” swoją propagandę, której jednym z celów jest pogorszenie relacji polsko-ukraińskich.
Państwo ukraińskie z pewnością nie jest łatwym sąsiadem, należy być wobec niego asertywnym, punktować jego wady i opisywać problemy społeczeństwa ukraińskiego, gdy wymagają tego okoliczności. Co więcej, sądzę, że również w pierwszym etapie pełnoskalowej agresji ulegaliśmy zbiorowej fascynacji heroizmem ukraińskim, który był umiejętnie podsycany przez działania propagandowe Kijowa.
Dopóki jednak Polacy będą patrzeć na Ukrainę jedynie jako na pozbawionego wad wojownika, a innym razem jako żebraka, złodzieja lub Polakożercę – będą łatwym celem dla kremlowskiej dezinformacji. Prawdziwa znajomość sąsiada nie powinna być dziś kwestią sympatii czy antypatii, ale wyrazem politycznego realizmu i odporności na obce narracje.
