Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

17 z 20 hitów na Spotify to AI. Sztuczna inteligencja to bańka, która zaraz pęknie

przeczytanie zajmie 5 min
17 z 20 hitów na Spotify to AI. Sztuczna inteligencja to bańka, która zaraz pęknie źródło: Wikimedia Commons

Na playliście Viral 50, z dwudziestoma najpopularniejszymi piosenkami na polskim Spotify, aż siedemnaście jest dziełem sztucznej inteligencji. Mimo to AI nie przynosi zysków, a jej popularność pompuje bańkę inwestycyjną największą od lat.

AI slop na Spotify

W naszych mało romantycznych czasach, rządzonych pospołu przez cyfry kodu binarnego i kont bankowych, przyzwyczailiśmy się do myśli, że wkrótce „nie będziemy chodzić do roboty, bo zrobią to za nas maszyny i roboty”, by zacytować warszawskiego rapera. Jeśli technologią lat 10. był smartfon, technologią lat 20. jest szeroko pojęta „sztuczna inteligencja”.

Szeroko pojęta, bo chociaż przeciętny Kowalski kojarzy AI głównie z czatbotami i dziwacznymi filmikami w internecie, to zakres tego pojęcia jest znacznie szerszy i obejmuje też np. systemy nauczania maszynowego używane w diagnostyce oraz niedostępne dla cywili systemy wojskowe.

Do tej pory jednak największe zamieszanie AI wywołało w świecie twórców. Algorytmiczne grafiki i rysunki zdążyły się nam już opatrzyć – przyszedł czas na muzykę. Jeśli wierzyć playliście Viral 50, z dwudziestu najpopularniejszych piosenek na polskim Spotify, aż siedemnaście (!) są dziełem AI. Nie jesteśmy w tym odosobnieni – według danych Spotify, „sztuczne” country było najchętniej słuchaną piosenką w Stanach, z kolei w Niderlandach – „sztuczny” hymn antyuchodźczy.

Czyż dane mogą kłamać? W świecie rządzonym cyfrą – nigdy. Żyjemy w przyszłości, a ta, zdaje się, należy do AI. Zanim jednak złożę hołd lenny innego rodzaju „elektrycznym gitarom”, muszę zadać parę pytań.

Czy potrafią państwo nazwać choć jedną „sztuczną” piosenkę, która wpadła państwu w ucho? Czy znają państwo może kogoś, kto świadomie słucha „sztucznych piosenek”? Może mają państwo swojego ulubionego „dyrygenta algorytmów”?

Na liście tych rzekomych przebojów widzimy tytuły takie jak Nordycki Gej czy Antyczny Napaleniec, które z jakiegoś dziwnego powodu przypominają mi bardzo popularne w moim gimnazjum filmiki z syntezatorem głosu Ivona. Piosenki o… problemach z praniem, które zaczynają się od słów „mamo” też trudno traktować poważnie. Kto te „utwory” generuje, nie jest jednak ważne – ważne jest, kto ich słucha. Bo ktoś ich słucha, prawda?

Ponad dziesięć lat temu w amerykańskiej przestrzeni medialnej też miała miejsce rewolucja, choć innego typu. Wraz z coraz większą popularnością mediów społecznościowych, przede wszystkim Facebooka, zmienił się też model funkcjonowania mediów w sieci. Podstawową metryką stały się kliknięcia i wejścia na stronę, głównym zaś celem – wiralność.

W 2015 r. media społecznościowe stały się głównym źródłem informacji dla przeciętnego Amerykanina (wpływ na wybory w 2016 r, pozostawiam pamięci i wyobraźni czytelnika), a głównym źródłem dochodu dla nowych, internetowych mediów, takich jak Buzzfeed – przychód z reklam, wyświetlanych obok ich linków.

Reklam, które reklamodawcy tym chętniej zamawiali, im większa była liczba kliknięć. To wtedy, obok „wiralności”, ukute zostały takie pojęcia jak „clickbait”, a tryumf święcił niesławny Gawker, który w poszukiwaniu kliknięć nie wahał się sięgać poniżej pasa. Mark Zuckerberg postanowił nawet rzucić wyzwanie Youtube’owi i bezpośrednio hostować filmiki na swojej platformie – dziesiątki miliony wyświetleń rozbudzały wyobraźnię reklamodawców.

Czyż dane mogą kłamać? W świecie rządzonym cyfrą – nie. Łatwo zapomnieć, że za tymi cyframi ktoś jednak stoi, a im większa przecież liczba wyświetleń, tym większa liczba na czyimś koncie bankowym. Już w 2016 r. wyszło na jaw, że Facebook przeceniał przeciętną długość oglądania filmików na swojej platformie o nawet 80%, wprowadzając w ten sposób reklamodawców w błąd.

Nie sugeruję, że Spotify celowo wprowadza nas w błąd – być może We Are Charlie Kirk faktycznie podbiło serca słuchaczy w Polsce. Spotify jest po prostu jedną z wielu firm, która bierze udział w pompowaniu coraz większej bańki.

Inwestycyjne szaleństwo

Wizja automatyzacji posuniętej tak daleko, że zdolnej do zastąpienia zawodnych i drogich pracowników rozbudziła wyobraźnię (oraz chciwość) inwestorów i akcjonariuszy na niespotykaną wcześniej skalę – według najbardziej pesymistycznych szacunków, obecna bańka AI jest siedemnaście razy większa od tzw. dot-com bubble z początków naszego wieku oraz czterokrotnie większa od bańki na amerykańskim rynku nieruchomości.

Równocześnie AI wymusza ogromne inwestycje w centra danych, które mogą nigdy się nie zwrócić, jak ostrzega prezes IBM. Coraz większy popyt na energię z kolei prowadzi do wzrostu cen energii elektrycznej w Stanach, odbijających się na kieszeniach zwykłych Amerykanów.

Nie jest to jedyny towar, którego cena dostaje rykoszetem – ceny pamięci RAM poszybowały w górę do tego stopnia, że jeden z głównych ich producentów postanowił najzwyczajniej zrezygnować z rynku dla klientów detalicznych i skupić się na obsłudze wielkiego biznesu. Eksperci ostrzegają, że podobne wzrosty cen spotkają również dyski SSD.

Dobrze, może to i jest przerażająca w swojej skale bańka, ale biliony dolarów zainwestowane w sztuczną inteligencję nie mogą się mylić, prawda? Zawsze można statystyki podkręcić, obrać przyjazną celom biznesowym metodologię, wyniki finansowe podreperować czarną magią (księgowością).

Byleby tylko przetrwać, na końcu tego tunelu musi być jednak światło – sztuczna inteligencja przecież powinna podnosić produktywność i obniżać koszty pracy. W rzeczywistości jednak aż 95% firm włączających AI w swoją działalność traci na tym pieniądze.

AI nie przynosi zysków 

Nawet liderzy na rynku w postaci OpenAI nie potrafią na siebie zarobić – z 800 milionów użytkowników ChatGPT, tylko 5% wykupiło płatne subskrypcje. Dla porównania, z 620 milionów miesięcznych użytkowników Spotify, aż 39% korzysta z subskrypcji premium.

Podczas gorączki złota najlepiej sprzedawać jest łopaty – dlatego jedyną firmą, która na boomie AI faktycznie zarabia, jest Nvidia, producent niezbędnych dla tej technologii  kart graficznych. Pracownicy tej firmy, z prezesem Jensenem Huangiem na czele, już w czerwcu zaczęli sprzedawać posiadane przez siebie akcje – gdy nawet producent łopat powoli realizuje swoje zyski, to wiedz, że coś się dzieje i nie jest to Osobliwość.

Nawet w programowaniu, czyli w dziedzinie, w której duże modele językowe powinny być najbardziej przydatne, korzyści z nich płynące są co najmniej wątpliwe, a szkody bardzo wyraźne. Najlepszym tego symbolem jest Microsoft. W kwietniu tego roku Satya Nadella, prezes giganta z Redmond, ogłosił, że 30% kodu w produktach firmy generowanych jest przez AI.

Czy użytkownicy to zauważają? Trudno nie zauważyć, gdy aktualizacja systemu kasuje dane na dysku. Pomimo tych doświadczeń Microsoft nadal chce z następnego Windowsa uczynić system „agencyjny”, pomimo wściekłości, jaki ten pomysł wywołuje u użytkowników.

W tym właśnie tkwi wielki paradoks sztucznej inteligencji – z jednej strony, generatywne AI jest już używane na wiele różnych sposobów przez setki milionów ludzi, z drugiej – nie potrafi  przynieść ani zysków, ani podnieść produktywności. Dlatego właśnie mogę państwa zapewnić, że tych siedemnastu najpopularniejszych sztuczpiosenek na Spotify, nikt poza nastolatkami, dla których z pewnością są one bardzo śmieszne, nie słucha.

Nie możemy już uniknąć skutków inwestycyjnego szaleństwa, które dla amerykańskiej gospodarki mogą się okazać iście apokaliptyczne. Im szybciej jednak ta bańka pęknie, tym lepiej dla nas wszystkich – tym szybciej sztuczna inteligencja przyniesie nam konkretne korzyści, zamiast piosenek, których nikt nie słucha.