Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

„Serafini, Cherubini i Aniołowie inni”. List otwarty do Zastępów Anielskich

„Serafini, Cherubini i Aniołowie inni”. List otwarty do Zastępów Anielskich Chór anielski z obrazu Francesco Botticiniego "L'elezione della Vergine"

Temu przede wszystkim służy ten list: ugruntowaniu przekonania o Waszej realności. Z każdym słowem, jakim się do Was zwracam, przypominam sobie, że istniejecie. O tym, że poza tą jedną linią narracyjną świata, jakim jest nasza ludzka codzienność, istnieje też coś z nią związanego i jednocześnie większego. Jesteście cały czas wokół nas. Jesteśmy bohaterami tej samej opowieści. Mamy inne role – nasze są bardziej „wcielone”, Wasze inteligentniejsze – ale toczymy się w rytmie tej samej fabuły.

List pochodzi z najnowszego numeru Pressji zatytułowanego „Zaczarowany katolicyzm”. Trwa zbiórka na wydanie teki w wersji papierowej. Jeżeli chcesz ją zdobyć, kliknij tutaj.

Serafiny,

Cherubiny,

Trony,

Panowania,

Moce,

Władze,

Zwierzchności,

Archaniołowie,

Aniołowie, a pośród nich i Ty, mój osobisty Aniele Stróżu,

w pierwszych słowach mego listu chciałbym zapewnić, że niczego od Was nie oczekuję, niczego nie żądam wbrew temu, co  by się mogło zdawać po formie, w jakiej się do Was zwracam. Listy otwarte pisze się przecież, żeby coś na kimś wymusić – decyzję, zmianę postępowania, ewentualnie zamanifestować swój sprzeciw, rzadziej poparcie. Tu jest dokładnie na odwrót.

Zwracam się do Was – to wszystko. Jedyny cel mojego listu. Od czego najlepiej zacząć?

„Bo swoim aniołom dał rozkaz o tobie, aby cię strzegli na wszystkich twych drogach”

Myślę, że od zwierząt. Jak inaczej mógłbym wyrazić, przybliżyć naturę Waszej obecności pośród nas? Zwierzęta i owady, również ta mucha, która irytuje mnie do granic możliwości, gdy krąży właśnie dookoła lampy na moim biurku, żyją obok nas, wewnątrz tysięcy równoległych wszechświatów.

Poruszani niezrozumiałymi dla nas impulsami, dążący do wymykających się naszej wyobraźni celów. Porozumiewają się własnymi językami i dialektami. Mają swoje hierarchie i ambicje. Własne lęki i nawyki. W każdej chwili rozstrzygają się ich losy, zawiązują tragedie.

Dlaczego praktycznie każde dziecko pragnie mieć własne zwierzę? Kogoś, o kogo będzie się mogło troszczyć, okazywać czułość, nad kim roztoczy opiekę? Bo one pamiętają Was dużo lepiej niż my, dorośli. Dużo krótszy jest dystans, jaki je od Was dzieli.

Błona oddzielająca rzeczy widzialne od niewidzialnych (w tym także Was) jest w ich wypadku dużo cieńsza. I pragną mocniej tego, czego i my także powinniśmy z całego serca sobie życzyć. Upodobnić się do Was. Chcą troszczyć się o chomiki, koty, świnki morskie i psy, bo wiedzą, pamiętają, że Wy troszczycie się o nas. Stać się dla jakiegoś stworzenia stróżem i opiekunem. Są jeszcze na tyle nieduże, że potrafią zadzierać głowę do góry. Przeczuwać Waszą obecność, wyciągać z niej wnioski.

Jest jeszcze jeden powód, by zacząć rozmowę z Wami od zwierząt: im są one mniejsze, tym ich życie stanowi bardziej epicką epopeję. Wystarczy stać się małym, żeby świat dookoła z szarego zmienił się w krainę pełną mrożących krew w żyłach przygód.

„Serafiny stały ponad Nim; każdy z nich miał po sześć skrzydeł; dwoma zakrywał swą twarz, dwoma okrywał swoje nogi, a dwoma latał”

I również dlatego do Was piszę, członkowie wszystkich dziewięciu chórów anielskich. Żeby poczuć się małym, mizernym i słabym. Zazwyczaj w tym celu wybieramy się w góry. Nie tylko po to, by je zdobyć, ale też stanąć u ich podnóża. Zaczerpnąć świeżego powietrza i zdrowego, realistycznego poglądu na własny temat.

Można żyć na dwa sposoby – zadzierając nosa albo całą głowę. Kręcić się dookoła samego siebie albo doznać zawrotu głowy na spotkanie nieskończonych wysokości, nieosiągalnych szczytów. Stawać u podnóża schodów, których szczytu nigdy nie zdołam dostrzec (na pewno nie tymi oczami, którymi się teraz posługuję). Albo samemu uważać się za szczyt, ostatni etap ewolucji i rozwoju życia na ziemi. Przynajmniej do czasu, zanim z tego piedestału nie zrzuci mnie sztuczna inteligencja.

Jej narodziny mają tę dobrą (może nawet zbawienną) stronę, że przypomniały nam, iż zawsze będziemy się czuli od czegoś lub kogoś gorsi. Możemy jednak zdecydować, co też będzie nad nami górować: sztuczna inteligencja czy Rzeczywiste Anioły.

Temu przede wszystkim służy ten list: ugruntowaniu przekonania o Waszej realności. Z każdym słowem, jakim się do Was zwracam, przypominam sobie, że istniejecie. O tym, że poza tą jedną linią narracyjną świata, jakim jest nasza ludzka codzienność, istnieje też coś z nią związanego i jednocześnie większego. Zwierzęce losy, owadzie epopeje toczą się obok, czasem w nie wkraczamy (również dosłownie), ale tylko jak intruz z obcej galaktyki.

Wy także jesteście cały czas wokół nas, ale już nie równolegle. Jesteśmy bohaterami tej samej opowieści. Mamy inne role – nasze są bardziej „wcielone”, Wasze inteligentniejsze – ale toczymy się w rytmie tej samej fabuły. Krążycie, działacie, toczycie walki i bierzecie udział w eposach, w których my także mamy swoje role i zadania.

„Naraz ukazał mu się anioł Pański, stojący po prawej stronie ołtarza kadzenia”

Ten list jest nie tylko otwarty, ale również nieco miłosny. Kochankowie opisują siebie nawzajem, chwilę spotkań, przytaczają fragmenty rozmów, wspólnie przeżyte historie. Po co, skoro oboje tam – siłą rzeczy – byli obecni? I odpowiednio: dlaczego miałbym Wam opowiadać o Was samych, jesteście czystymi Inteligencjami, całe Wasze życie jest przenikaniem pozorów i docieraniem do istoty sprawy. Co mógłbym Wam powiedzieć na Wasz temat, czego nie jesteście świadome? Kieruje mną przymus tego samego gatunku, jaki sprawia, że zakochany chłopak opisuje obiektowi swoich westchnień kolor jej włosów.

Wydaje mi się, że jeżeli tego nie zrobię, coś we mnie umrze albo, co gorsza, nie zdoła się urodzić. Wy jesteście Aniołami, nie pisujecie (z tego, co się orientuję) listów. Tego więc akurat możecie nie pojmować. Że każdy list jest spotkaniem, jedną z najbardziej intensywnych form spędzania czasu w czyimś towarzystwie.

My, ludzie, kiedy piszemy do kogoś, najczęściej kończymy zupełnie nie tam, gdzie z początku zakładaliśmy. Coś nas ponosi, rozpala się w nas gniew, namiętność, kiełkuje złośliwość. Siadamy nad pustą kartką, bo chcemy się pogodzić, a kończymy stekiem najgorszych inwektyw i wyrazami braku szacunku. Albo coś w nas pęka w przeciwną stronę.

Tak czy inaczej, listy uwielbiają się wymykać tym, którzy je piszą. Panuje w ich świecie jakaś odmienna grawitacja. Nie potrafię sobie tego wytłumaczyć w inny sposób niż właśnie tym, że kiedy do kogoś piszę, znajduje się on w tym momencie przy mnie.

Milczy, patrzy, śledzi uważnie każdy przecinek. Czasami unosi brwi do góry, innym razem pogardliwie prycha. To znowu ni z tego, ni z owego zaczyna płakać. A ty, człowieku, reaguj na to wszystko, nadążaj, nie pozwól się znudzić adresatowi. Bo i to się czasami zdarza, że kiedy ty piszesz, on wstaje, odwraca się na pięcie i odchodzi. I wtedy list zaczyna krzyczeć i pieklić się: „Wracaj tu natychmiast, jeszcze z Tobą nie skończyłem!”.

Tak, Aniołowie, pisanie listów to czyste wariactwo. I jednocześnie najbardziej ludzki ze znanych mi sposobów osiągania intensywności spotkania, wyciskania z więzi między przedstawicielami naszego gatunku ostatnich i najgęstszych soków.

Pozostaje mi mieć nadzieję, że chociaż Wy sami nie potrzebujecie nawet słów, żeby się ze sobą porozumiewać, to jesteście tu teraz ze mną. Patrzycie mi przez ramię. A na pewno robi to jeden z Was – ten, który jest na mnie skazany. A kiedy przeczyta, przekaże wiadomość wyżej.

„Aniołowie ich w niebie wpatrują się zawsze w oblicze Ojca mojego, który jest w niebie”

Tak to przecież u Was działa. Jesteście systemem komunikacji. Schody służą przecież do tego, by po nich chodzić, szczeble drabiny, by się wspinać. Co innego miałoby być przedmiotem Waszej egzystencji, jeśli nie przekazywanie wiedzy z góry do dołu i na odwrót. Wy sami jesteście listami, dlatego malujemy Was najczęściej w tonacjach bieli, jak na kartki przystało. Tyle że, jak w Waszym przypadku zazwyczaj bywa, tu również nasze metafory kończą „na tarczy” – wszystkie jesteście przecież gęsto zapisane. Wypełnione informacjami po ostatnie skrawki anielskich szat.

Zarówno Wasza pierwsza hierarchia, na którą składają się Serafiny, Cherubiny i Trony, jak i druga (Panowania, Moce i Władze) stoją twarzami zwrócone do Stwórcy – krążycie wokół Niego jak planety wokół Słońca albo raczej jak taneczne kręgi wokół młodej pary. I przekazujecie sobie nawzajem – Serafiny Cherubinom, Cherubiny Tronom, Trony Panowaniom i tak dalej – Boskie objawienia. Im wyżej stoicie, tym szerzej i bardziej ogólnie je pojmujecie. Im niżej, tym Wasza wiedza staje się węższa i bardziej precyzyjna.

Ale jesteście tańcem i ogniem, nie centralą telefoniczną czy urzędem pocztowym. Wiedza w Was płonie, chociaż nie spala, to wprawia w ruch. Jeśli jesteście listami, to wszystkie one są miłosne. Wasze życie jest oglądaniem i rozumieniem Prawdy. Którzy z nas tutaj, na ziemi, naśladują Was w najbliższym stopniu?

Musielibyśmy wyobrazić sobie naukowca pragnącego poznać wszystkie tajemnice świata, spalanego pasją poznania. Ale musiałby mieć w sobie rys zarówno kochanka, jak i podróżnika, poszukiwacza skarbów. A z drugiej strony pokorę i wytrwałość mnicha. Trawionego niepokojem i żądzą przygód, trwającego jednak całe życie w jednym, wyznaczonym mu od urodzenia miejscu.

Im dłużej do Was mówię, tym lepiej zdaję sobie sprawę z tego, że nie da się w tej naszej tu rozmowie uniknąć paradoksów. To, co Wy poznajecie w prosty i bezpośredni sposób, my musimy składać jak kartkę. Każde „już” domaga się swojego „jeszcze nie”. Nie ma takiego „tak!”, które nie natknęłoby się w pewnym momencie na „nie do końca”. Mamy w sobie dwa światy, a każdy z nich domaga się uznania swoich praw, posłuszeństwa jego regułom.

„Ja jestem Gabriel, który stoję przed Bogiem. A zostałem posłany, aby mówić z tobą”

Teraz mogę Wam wreszcie opowiedzieć o czymś, co widzicie, ale czego nie znacie z własnego doświadczenia. Jeśli przyjmujecie ciała, to wkładacie je przecież na siebie jak my ubrania. Nie są Wami, tak jak ja nie jestem tymi spodniami i koszulą, w których teraz siedzę. Jesteście tańczące, my rozpięci.

Wasze pieśni nie znają dysonansów, nasza zaś muzyka nie może się bez nich obyć. Jak wszystkie ludzkie opowieści potrzebują przeszkód, czarnych charakterów i śmierci. Bez tego nie byłyby prawdziwe. Trudno Wam zrozumieć to, że dla nas światło świeci tylko w ciemności, podczas gdy Wy pływacie w nim jak ryby w wodzie. My z kolei bez ciała nie potrafimy sobie wyobrazić ducha. Bez praw – wolności. Bez ograniczeń – swobody.

Te rzeczy najlepiej znane są ostatniej z Waszych hierarchii, tej najbliższej nam: Zwierzchnościom, Archaniołom i Aniołom. Stoicie twarzami do nas. Bywacie tu między nami. Ubieracie się wtedy w ciała, jakby to były służbowe kombinezony. Bywacie czasami, ale też jesteście zawsze. Bo od czasu do czasu to my Was tylko spotykamy (choć dużo częściej, niż zdajemy sobie z tego sprawę, potraficie być dyskretne).

Nasze nieszczęście polega na tym, że przyzwyczailiśmy się do niektórych zdań, słyszymy je zbyt często, by na poważnie się nimi przejąć. A przecież Królestwo Boże jest pośród nas. Wszędzie, na każdym kroku znajdują się jego słudzy – Wy. Największe potęgi są tymi utajonymi. Po to również piszę ten list, żeby choć na chwilę wydobyć Was z ukrycia.

„Oto Ja posyłam anioła przed tobą. Szanuj go i bądź uważny na jego słowa. Nie sprzeciwiaj się mu w niczym, gdyż nie przebaczy waszych przewinień, bo imię moje jest w nim”

Zrobiono Wam tutaj w ostatnich latach dużo złego. Stopniowo zamazywałyście się w naszych oczach. Na początku jeszcze pozwolono Wam chociaż nosić miecze, czasem nawet bywały ogniste. Potem mogłyście się już tylko uśmiechać i migdalić. A na końcu, tego już absolutnie nie mogę zrozumieć, kazano Wam przyjąć postać dobrze odżywionych bobasów ze skrzydełkami. Stopniowo spychaliśmy Was na margines naszej wyobraźni. Jeśli uznalibyśmy ją za gałąź, to trzeba by powiedzieć, że stopniowo i nieubłaganie odcinaliśmy ją od drzewa, z którego wyrasta wyobraźnia. Uderzyła o ziemię z cichym jęknięciem, a potem uschła.

Rzeczy zaczęły być tylko rzeczami, niczym więcej. Zza każdej z nich zniknął wprawiający ją w życie, układający w ramy wielkiej Całości duch. Ulotniło się gdzieś poczucie, że wszystko to dookoła nas jest tylko cieniem i echem. Ze świata wyparowało Wielkie Niedomówienie. Stał się początkiem i końcem, alfą i omegą. Płomień, morze, podmuch, liść przestały być typami, podobieństwami i narzędziami rzeczy niewidzialnych. Odwróciliśmy wzrok od wielkiego łańcucha pośredników, wpadliśmy w łapy paranoi.

Każdy wariat dopatrujący się sekretnych nici spisku osnuwającego świat jest nieświadomym poszukiwaczem anielskich śladów. Bo paranoja jest ostatnią oazą, w której ludzki intelekt jest w stanie ugasić pragnienie sensu. Schematy, tajemne znaki, ukryte symbole – paranoja jest harówką umysłu.

I jedynym, czym może zostać nagrodzony cały ten wysiłek, jest uczucie błogiej kapitulacji wobec wszechobecnych i wrogich sił. Bo jest tylko jedna rzecz straszniejsza od bycia oplecionym siecią spisków jak owad pajęczyną. Myśl, że żadna tajna konspiracja nie istnieje. Że rzeczy po prostu się dzieją, popychane ślepymi, bezrozumnymi siłami czy energią chaosu.

Paranoja to jeden przejaw tęsknoty za Waszą obecnością. Innym jest poezja. Nie przeszkadzają jej tworzeniu gułagi ani obozy. Można ją pisać dalej po każdej wielkiej tragedii czy nieszczęśliwym wypadku. Ale zamilknie na zawsze, jeśli przestaniemy choćby nieświadomie czuć Waszą obecność.

„A siedmiu aniołów, mających siedem trąb, przygotowało się, aby zatrąbić”

„Każde tchnienie powietrza, każdy promień światła i ciepła, każdy piękny widok są jakby skrajem falujących szat tych, którzy spoglądają w oblicze Boskie” – pisał o Was kiedyś pewien wielki uczony, dzisiaj już święty i Wasz bliski znajomy.

„Co pomyślałby człowiek, gdyby badając kwiat albo ziele, albo owada, albo promień światła, które to wszystkie rzeczy uważa w skali istnień za coś nieskończenie niższego niż on sam, nagle odkrył, że znajdował się on właściwie w obecności jakiejś potężnej istoty, która ukrywała się poza widzialnym przedmiotem jego obserwacji. Że to ona ukrywała wprawdzie swą mądrą dłoń, lecz nadawała tym rzeczom ich piękno, wdzięk, doskonałość, gdyż sama była Boskim narzędziem pełniącym ten cel, lub że raczej, szatą i strojem były tylko te zjawiska, które on tu analizował z taką pewnością siebie” – pytał dalej.

Gdybyśmy znowu odkryli Waszą obecność, podniosłoby to poezję do rangi nauki ścisłej. Każdy poetycki wysiłek byłby anielskim wywodem, poszukiwaniem porządku, a nie wzruszeń i westchnień. Te też by się pojawiły, siłą rzeczy jako tło i reakcja.

Przypomnieć sobie o Was, przypominać na bieżąco i stale to jak odkrywać gęste sieci, ale już nie spisku, tylko Opatrzności. Porządek nie uknuty przeciwko nam, tylko dla nas. Jeśli powrócicie, to tylko w huku wiatru i uderzeniach piorunów.

Razem z Wami zacznie wracać do nas świat, to wszystko, co odepchnęliśmy od siebie jako obiekt eksploatacji, przestrzeń manifestacji naszej siły i zmyślności. Powróci we właściwej sobie postaci jako plansza do gry, mapa poszukiwaczy skarbów. Każdy fragment przyrody nabierze godności wskazówki.

„Anioł zaś wziął naczynie na żar, napełnił je ogniem z ołtarza i zrzucił na ziemię, a nastąpiły gromy, głosy, błyskawice, trzęsienie ziemi”

Heroldzi Waszego nadchodzącego powrotu złapaliby się za głowę, dowiedziawszy się, co tak naprawdę robią, komu i czemu służą. Naukowcy, którzy przekonują, że rzeczywistość, w której się poruszamy, jest cienką taflą oczywistości, za którą stoją wymykające się ludzkiemu rozumowi prawidłowości i reguły. Nic nie jest tym, czym wydawałoby się dotąd być.

Ludzka wyobraźnia tylko przez moment (może trwać dekady, ważne, że w końcu zawsze mija) potrafi traktować to, co ją przerasta, jako chaos. Wcześniej czy później uzna, że jeśli czegoś nie obejmuje, to może to być po prostu większe od niej. Być znakiem mocy, które są większe i doskonalsze niż człowiek. Dowodem istnienia aktywności anielskich w świecie. I wtedy Nienazywalne zamiast przerażać, zacznie budzić wdzięczność i cześć.

W ciągu ostatnich stu lat dowiedzieliśmy się, że w sercu, w jądrze każdej rzeczy jest ukryta wielka moc. Wszystko zależy od tego, z jaką intencją, którymi drogami się do niej zbliżamy. Co chcemy dostać. Jeśli władzę i siłę, nie otrzymamy w zamian nic poza zniszczeniem. Ale możemy też zobaczyć w nim przebłysk tego ognia, którym płoną oblicza Serafinów. Echo płomienia przekazywanego sobie, krążącego między kolejnymi zastępami chórów anielskich. Ognia wiedzy i miłości.

To jak we wszystkich baśniach – to, czym będzie skarb, zależy od tego, kto go odnajdzie. Z jaką szukał go intencją. Czy przeszedł wszystkie próby, oparł się pokusom.

Co musi się jeszcze stać, żeby Wasza niewidzialna obecność wypełniła naszą wyobraźnię? Żebyśmy obudzili się któregoś ranka jak arystokrata, do którego właśnie dotarło, że wszystko co ma, wśród czego się porusza, nie jest mu podsuwane pod nos przez ślepe i bezrozumne siły, ale rękami myślących, czujących, żywych istot.

Jak na członków wyższych sfer przystało, będziemy wtedy musieli popisać się ekscentryzmem. Stanąć na głowie, żeby zobaczyć rzeczy w ich właściwej postaci. Odzyskać poczucie cudu każdej chwili i miejsca. Świadomość osobowego charakteru deszczu, wiatru i wschodów Słońca. Przestaniemy kulić się z przerażenia jak uczeń podczas sprawdzianu z matematyki nad równaniem ze zbyt wieloma niewiadomymi, jakimi okazują się prawa przyrody.

Serafini, Cherubini i Aniołowie inni, co mamy zrobić? Od czego zacząć? Czy nie od puszczenia kurczowo trzymanych naszymi rękami resztek pewności i dowodu? Być może raz na jakiś czas w naszej historii – dziejach człowieka – zdarza się jakaś przepaść, w którą trzeba po prostu wejść, za pociechę i wsparcie mając tylko to, że „na rękach nosić cię będą, byś nie uraził o kamień nogi twojej”?

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych.

Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o zachowanie informacji o finansowaniu artykułu oraz podanie linku do naszej strony.