Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Utracona muzyka sfer. Od boskiej harmonii do dźwiękowego produktu

Utracona muzyka sfer. Od boskiej harmonii do dźwiękowego produktu Autor ilustracji: Bruno Dziadkiewicz

Współcześnie muzyka sprowadzana jest do narzędzia mającego dostarczać emocje i przyjemność, jednak nie zawsze tak było. Niegdyś muzyka nie stanowiła po prostu formy rozrywki, ale część wiedzy o rzeczywistości. Ba, według niektórych filozofów jej rolą było odwzorowywanie metafizycznej struktury wszechświata. Przykładem takiego podejścia jest koncept muzyki sfer.

Esej pochodzi z najnowszego numeru Pressji zatytułowanego „Zaczarowany katolicyzm”. Trwa zbiórka na wydanie teki w wersji papierowej. Jeżeli chcesz ją zdobyć, kliknij tutaj.

Uwielbiam memy o muzykach. Potrafią trafnie uchwycić współczesny status muzyki. Podkreślają hermetyczność właściwego dla niej języka, całkowicie niezrozumiałego dla osób niewtajemniczonych i postronnych.

– Co robisz w walentynki?

– Miksolidyjską i lokrycką.

Tego typu memy podkreślają rozdzielenie edukacji powszechnej i artystycznej na dwa niemalże osobne kosmosy. W jednym z nich ci, którzy nigdy nie zetknęli się z edukacją muzyczną, są przerażeni jej językiem i w zetknięciu z nim boją się, że ich własna ignorancja w tej dziedzinie wyjdzie na jaw. Ewentualnie uważają go – w dobie dominacji o wiele prostszej w odbiorze muzyki popularnej – za śmieszny relikt przeszłości.

W drugim zaś przypadku żyją na podobieństwo nerdów. To całkowicie wyobcowani od głównego nurtu kultury muzycy, którzy uprawiają muzykę trochę tak, jak inni informatykę, a czasem sport wyczynowy.

W zamierzchłych czasach to filozofia miała być tą dziedziną wiedzy, która ukazuje całość rzeczywistości oraz to, czym ona naprawdę jest. Pozostałe nauki miały charakter szczegółowy, bo wyjaśniały jedynie pewien wycinek wiedzy o rzeczywistości, a i to zazwyczaj tylko jakiś wybrany jego aspekt.

To nie fizyka czy biologia stanowiły najwyższe formy wiedzy, ale filozofia właśnie, rozumiana jako syntetyczny i rozumiejący ogląd rzeczywistości. Dziś nie jest traktowana nawet jako nauka. Zalicza się ją bądź do humanistyki, bądź traktuje się ją jako, co prawda, uporządkowane, ale ostatecznie nieweryfikowalne rozważania, które mogą być użyteczne co najwyżej w praktycznym wymiarze życia jednostek i społeczeństw.

Zarysowana wyżej rola filozofii jest bardzo ważnym kontekstem potrzebnym do zrozumienia, jak na przestrzeni dziejów zmieniały się rozumienie i rola muzyki. W antyku miała ona charakter filozoficzny. Była to dziedzina tłumacząca naturę wszechświata. W epoce romantyzmu muzyka miała ambicje stać się w pewnym sensie religią konkurencyjną wobec religii chrześcijańskiej (vide szalone pomysły Ryszarda Wagnera).

Współcześnie zaś muzyka stała się jedną z nauk szczegółowych wraz ze skomplikowanym aparatem pojęciowym i brakiem odniesień do innych gałęzi nauki. Muzycy stali się w jakiś stopniu wyrobnikami, technikami bardzo dobrze znającymi swoje rzemiosło, ale bez zdolności do refleksji nad mądrościowym wymiarem muzyki.

Tymczasem dla większości zwykłych „konsumentów” muzyka jest wyłącznie ostatecznym, dźwiękowym efektem, produktem, który otrzymuje się na samym końcu procesu komponowania.

Muzyka – intelektualna sztuka ludzi wolnych

Zacznijmy od początku. Dla starożytnych muzyka była sztuką wyzwoloną, a więc przeznaczoną dla ludzi wolnych, wysoko wykształconych. Człowiekiem wolnym dla Greków był ten, kto zajmował się nauką (filozofią), sztuką albo polityką (która również miała charakter intelektualny – jej rolą było odwzorowywanie rozpoznanych przez intelekt zasad).

Muzyka, jako jeden z rodzajów sztuki, polegała przede wszystkim na rozpoznaniu rządzących nią matematycznych zasad. Oczywiście nie oznacza to, że Grecy nie znali muzyki jako sztuki tworzonej dla przyjemności słuchania, jednak szczególnie ważny był dla nich związek między matematyką i muzyką. To on bowiem określał miejsce obu tych sztuk w edukacji człowieka antyku.

Późniejsze dzieje matematyki i muzyki są zupełnie inne. W czasach nowożytnych, o ile matematyka udowodniła swoją użyteczność i stała się podstawą wszelkiego postępu technologicznego, to muzyka nie mogła takiej swojej użyteczności udowodnić. W późniejszych czasach była uznawana za sztukę luksusową, niepraktyczną, a co za tym idzie, zbyteczną, dlatego wraz z upadkiem modelu edukacji klasycznej ostatecznie wypadła z powszechnego nauczania.

Szczególne miejsce muzyki w antyku nie polegało tylko na byciu jedną ze sztuk wyzwolonych. Muzyka nie stanowiła wyłącznie szczegółowej dziedziny nauki, jaką dzisiaj jest np. biologia. Grecy zbudowali bowiem cały system filozoficzny ujmujący całość rzeczywistości właśnie w kategoriach muzycznych. Ten system ma swój początek u Pitagorasa, który według na wpół legendarnych opowieści miał odkryć matematyczną naturę muzyki.

Pitagoras wskazał, że poszczególne interwały (odległości między dźwiękami) stanowią doskonałe proporcje matematyczne. Oktawa stanowi proporcję 2:1, kwinta 3:2, kwarta 4:3. To odkrycie posłużyło za punkt wyjścia do stworzenia systemu metafizycznego, widzącego rzeczywistość jako tą, która na swym fundamentalnym poziomie opiera się na zasadach matematycznych. Matematyka w tym ujęciu stanowi ramę, formę dla fizycznego wszechświata.

Później za fundamentalne zasady funkcjonowania wszechświata uznano również zasady rządzące muzyką. Skoro bowiem całą rzeczywistość, jak twierdzili pitagorejczycy, da się opisać liczbami, to również na różnych poziomach można ją opisać w kategoriach muzycznych.

Muzyka sfer, czyli harmonia wszechświata

Boecjusz, wybitny starożytny filozof chrześcijański, który w pewnym sensie zamyka historię filozofii antycznej i jest autorem jej wielkiej syntezy, zbiera i porządkuje pitagorejską tradycję rozumienia muzyki. Systematyzuje ją i proponuje następujące kategorie: musica mundana, musica humana oraz musica instrumentalis.

Pierwsza z nich dotyczy obrazu świata jako całości, który jest doskonale zaprojektowaną i cudownie działającą machiną opartą na matematycznych zasadach i proporcjach, z obrotami sfer niebieskich, które wydają się niesłyszalne dla ucha ludzkiego, ale tworzą doskonale zharmonizowane dźwięki. Starożytni (z nimi również ludzie średniowiecza) uważali, że ciała niebieskie znajdują się na poruszających się w zharmonizowany sposób sferach.

Kategoria musica humana odnosiła się do harmonii zaobserwowanej w ludzkiej naturze. Człowiek stanowi połączenie przeciwieństw: pierwiastka duchowego i materialnego, śmiertelnego i nieśmiertelnego, rozumu i emocji, ciała i duszy, pożądliwości i intelektu. Wszystkie zaś ludzkie władze są ze sobą połączone w harmonijny sposób, który stanowi odbicie zwierciadlane tej harmonii przeciwieństw, którą obserwujemy we wszechświecie w wymiarze makro i mikro.

O ile pierwotnie w filozofii Heraklita z Efezu pojęcie harmonii oznaczało cudowne połączenie przeciwieństw obecne w całym wszechświecie, to w filozofii pitagorejczyków nabrało ono cech muzycznych. Takie ujęcie nadało ostatecznie obrazowi świata walorów estetycznych. Świat jest piękny, bo jest uporządkowany zgodnie z zasadami matematycznymi, a co za tym idzie, również muzycznymi.

Obecnie pojęcie harmonii kojarzy się już głównie z muzyką i należy do pojęć związanych wyłącznie z estetyką i pięknem, a nie, jak to pierwotnie było z metafizyką, rozumianą jako nauka o fundamentalnych zasadach całego wszechświata. Pojęcie musica humana oznaczało więc tę muzykę, która jest nieodłącznym elementem ludzkiej kondycji i jego wewnętrznej konstrukcji metafizycznej.

Wreszcie pojęcie musica instrumentalis w ujęciu Boecjusza oznaczało wszelką muzykę, której autorem jest człowiek. Św. Augustyn rozciągał to pojęcie również na każdą inną działalność ludzką. Zarówno czynności wykonywane nieświadomie (człowiek bowiem chodzi rytmicznie, mówi rytmicznie, oddycha rytmicznie, puls jego żył jest rytmiczny itd.), jak i wszelka twórczość, sztuki wyzwolone, wreszcie filozofia i teologia stanowią muzyczne, a więc rozumne i harmonijne, działania. Człowiek bowiem, podobny do swego Stwórcy, wszystko, co czyni, robi na sposób muzyczny, a więc uporządkowany, harmonijny i rozumny.

Ten filozoficzny system ujmujący rzeczywistość jako komplementarne trzy rodzaje muzyki bardzo przekonująco tłumaczy pokrewieństwo natury ludzkiej, kosmosu i muzyki słyszalnej. Musica mundana, musica humana i musica instrumentalis współrezonują ze sobą.

To dlatego człowiek potrafi przelać w dźwięki własne emocje, a nawet wywołać je za pomocą muzyki w innym człowieku. Dźwięki mają moc wpływania na ludzką duszę i psychikę. Jednocześnie człowiek, posługując się swoim nieśmiertelnym i niematerialnym intelektem, potrafi w muzyce odzwierciedlić porządek logiczny i matematyczny zawarty w strukturze samego kosmosu.

Odwzorować boski logos

Antyczne przekonanie o muzycznej strukturze całej rzeczywistości bardzo błyskotliwie ujął kard. Ratzinger. Stwierdził, że patrząc na starożytnych Greków, widzimy ich przede wszystkim jako rzeźbiarzy, matematyków, filozofów i polityków. Według późniejszego papieża Grecy chcieli być przede muzykami. Trzeba to jednak dobrze zrozumieć. Muzykę pojmowano w antyku bardzo szeroko – jako służbę Muzom, czyli wszelkim rodzajom sztuki.

Platon dzielił sztuki na wytwórcze, to np. architektura, i odtwórcze, takie jak malarstwo. Arystoteles dodał do tego podział sztuki, które uzupełniają przyrodę, i te, które ją naśladują. W Etyce nikomachejskiej stagiryta pisał, że sztuka to „trwała dyspozycja do wytwarzania zgodnego z trafnym rozumowaniem”.

Przez to pojęcie starożytni rozumieli umiejętność wytwarzania czegoś według pewnych zasad i reguł. Antyczne ujęcie sztuki odpowiada zatem naszemu pojęciu techniki. Sztuką, a zatem także i muzyką, jest umiejętność odczytywania zasad, według których boski logos rządzi wszechświatem, i przekładanie tego porządku na język i wytwory właściwe danej sztuce.

Świat był dla ludzi antyku muzyczny, ponieważ pozostawał uporządkowany i harmonijny. W tym sensie stanowił zaprzeczenie i przeciwieństwo chaosu. To antyczne rozumienie muzyki przeniknęło głęboko do obrazu świata, jaki mieli ludzie średniowiecza, a także renesansu i czasów późniejszych.

Świadczą o tym chociażby dzieła literackie, a nawet malarskie (wspomnijmy tu choćby piekło muzyczne zobrazowane w tryptyku Hieronima Bosha – Ogród rozkoszy ziemskich – jako przeciwieństwa Boskiego porządku) czy funkcjonowanie pojęcia „muzyka sfer” w powszechnie używanym języku.

Jamie James w swojej książce Muzyka sfer twierdzi, że ostatnim dziełem muzycznym bezpośrednio odwołującym się do tej tradycji filozoficznej był Czarodziejski flet Wolfganga Amadeusza Mozarta. Można jednak pokusić się o stwierdzenie, że obraz muzyczności całej rzeczywistości nie zniknął całkowicie z horyzontu pojęciowego zachodniej cywilizacji.

Ślady tamtego ujęcia można przecież dostrzec w dziełach XX-wiecznych pisarzy, takich jak Tolkien, który w Slimarillionie kreował wizję stwarzania świata przez muzykę wygrywaną przez tzw. Ainurów – odpowiednika znajdujących się najbliżej Boga aniołów, stworzonych w mitologii Tolkiena przez Eru Ilúvatara, który stanowił odpowiednik jedynego Boga, stwórcę całej rzeczywistości. Podobny motyw znajdujemy u C.S. Lewisa, który w swoim cyklu Opowieści z Narnii kazał Aslanowi – alegorii Jezusa Chrystusa – stwarzać Narnię śpiewem.

Muzyka na służbie polityki

O tym jednak, jak bardzo na poważnie brano w historii Zachodu rolę muzyki jako potężnej siły mającej wpływ na ludzkie dusze, a nawet na politykę całego państwa, świadczy chociażby mało znany fakt, że król Francji, Ludwik XIV, zlecił swojemu nadwornemu kompozytorowi, Jean-Baptiste’owi Lully’emu, stworzenie wielkiego narodowego stylu muzycznego, który nie tylko służyłby chwale narodu francuskiego, ale też miał na celu „zarządzanie duszami”, scalenie i ugruntowanie wielkości narodu.

Nie wiemy, na ile muzyka stworzona przez Lully’ego przyczyniła się do wielkości Francji, faktem jest, że władcy udało się stworzyć jedyny w swoim rodzaju narodowy styl muzyki francuskiej.

Te działania Ludwika XIV również miały korzenie w filozofii greckiej. Grecy bardzo mocno wierzyli w muzykę jako idealne narzędzie do wychowywania człowieka. Platon, który stworzył swoją wizję państwa idealnego, sięgnął do takiego samego sposobu doboru właściwej muzyki przez państwo, jak zrobił to długo później Król Słońce. Platon postulował zakaz wykonywania takiego jej rodzaju, który w niewłaściwy sposób wpływałby na młodych ludzi. W ten sposób chciał wychowywać obywateli idealnego państwa.

Swój pogląd na temat muzyki Platon zaczerpnął od filozofa i polityka Damona, który głęboko wierzył w polityczne skutki wszelkich zmian wprowadzanych w muzyce. Tak jego poglądy streszczał autor Państwa:

„Trzeba się wystrzegać przełomów i nowości w muzyce, bo to w ogóle rzecz niebezpieczna. Nigdy nie zmienia się styl w muzyce bez przewrotu w zasadniczych prawach politycznych. Tak mówi Damon, a ja mu wierzę. […] łamanie praw muzyki łatwo wślizguje się niepostrzeżenie. […] Bo ono i nie przynosi – dodał – żadnej innej szkody, tylko pomału i po cichu wchodzi w zwyczaj i podpływa pod obyczaje i sposób bycia. Stąd większym strumieniem zaczyna zalewać stosunki wzajemne i interesy, a z interesów przechodzi na prawa i ustroje polityczne już bez żadnej tamy i hamulca, mój Sokratesie, aż w końcu przewraca do góry nogami całe życie prywatne i publiczne”.

Również XX-wieczne totalitaryzmy sięgały po władzę, którą nad ludzką naturą ma muzyka. Czyniły to jednak już w oderwaniu od metafizycznego źródła tego wpływu. To zaś ostatecznie ośmieszyło platońską ideę zarządzania ludzkimi duszami za pomocą muzyki, choć można by się w tym punkcie zastanawiać, na ile świadomie przeprowadzona została rewolucja obyczajowa w 1968 r., której dokonano wszakże nie siłą, lecz głównie za pomocą muzyki i związanej z nią subkultury.

Należy stwierdzić, że czymś oczywistym jest fakt, że ujęcie rzeczywistości jako harmonijnie uporządkowanej, odwzorowującej boski logos i przenikniętej na wszystkich poziomach boską muzyką jest obecnie czymś przebrzmiałym. Nasuwa się zatem pytanie, czy istnieje jakakolwiek szansa na powrót to tamtej przepięknej wizji i obrazu świata.

Grecy rozumem przeczuwali Boga

Wielcy myśliciele starożytności, tacy jak Platon czy Arystoteles, nie znali pojęcia Boga jedynego. Platon w Timajosie pisał, co prawda, o Demiurgu, jednak owo bóstwo było wtórne do świata idei. Demiurg, formując świat materialny, patrzył na ontologicznie poprzedzające go wzorce-idee. Nie był ich twórcą. Nie był to więc chrześcijański Bóg stwarzający wszystko ex nihilo.

Z kolei Arystoteles za pierwszą przyczynę rzeczywistością uznawał pierwotny intelekt, Myśl Myślącą Samą Siebie, Pierwszego Poruszyciela. Znów jednak nie był to byt, z którym można wejść w jakikolwiek duchowy kontakt. Nie tworzył on też niczego ex nihilo, gdyż materia według Greków była odwieczna.

Zatem najwięksi greccy filozofowie jedynie przeczuwali prawdę o jedynym Bogu. Na pewno nie był On przedmiotem ich wiary i kultu. Grecy dostrzegali harmonię i ład świata.

To pitagorejczycy są autorami pojęcia „kosmos”, które (tłumacząc dosłownie z greki na język polski) oznacza właśnie ład i porządek. Zatem zdecydowana większość Greków uznawała sensowność i logiczność praw rządzących wszechświatem. To z tego przekonania wyrosło opisane przeze mnie greckie rozumienie sztuki, w tym muzyki, jako odwzorowywania kosmicznego porządku.

Z powyższego przekonania wywodzi się również grecki optymizm poznawczy. My takiego optymizmu już nie posiadamy. Dla nas wszechświat jest niemożliwy do ogarnięcia ludzkim rozumem. Każde nowe odkrycie naukowe, każda kolejna teoria raczej mnożą pytania, aniżeli wyjaśniają naturę kosmosu.

Gwałtowny rozwój nauk przyrodniczych, zwłaszcza w XX w., zachwiał tą pewnością poznawalności świata i doprowadził do sytuacji paradoksalnej. Im człowiek więcej wie i im sprawniej kieruje światem przyrody za pomocą techniki, tym bardziej niepewne stają się podstawy jego wiedzy, o czym świadczą kolejne rewolucje naukowe. Uświadamiają nam one, że żadna teoria naukowa nie daje całkowicie pełnej i pewnej wiedzy o świecie.

Grecy zaś wyobrażali sobie poznanie i strukturę rzeczywistości bardzo prosto. Uznawali, że powinny być one zrozumiałe dla dociekliwego umysłu posiłkującego się co najwyżej prostymi obserwacjami. W ten sposób Grecy odkrywali najprostsze prawa fizyki, arytmetyki, geometrii, muzyki i optyki. Sprawa poznawalności świata jawiła im się bardzo prosto, a harmonia świata, jego prawdziwa natura, nawet jeśli ukryta przed ludzkim wzrokiem, była jak najbardziej możliwa do odkrycia.

To przekonanie nie było dla nich kwestią wiary, lecz prostej obserwacji. Skoro świat jest logicznie urządzony, to musi stać za nim jakiś rozum – logos – który nadaje światu cechy podobne do niego samego. Pogańskie wierzenia starożytnych nie kłóciły z tą filozoficzną obserwacją. Jak pokazałam na przykładzie Platona i Arystotelesa, Grecy nie utożsamiali logosu rządzącego wszechświatem z bogami będącymi przedmiotem kultu religijnego.

Chrześcijaństwo w osobach ojców Kościoła odkryło u Greków myśl o stojącym za urządzeniem wszechświata Rozumie i zaadaptowało ją do teologii. Odkryło w niej prawdę uniwersalną, a więc należącą do wszystkich. W ten sposób grecka filozofia i jej aparat pojęciowy stanęły u podstaw chrześcijańskiej teologii i stały się jej własnym językiem. Tym językiem przemawiała ona przez całe średniowiecze, przechowywała przekonanie o tym, że rozumnie urządzony świat jest podobny do swego Stwórcy.

Bez Boga ani do proga

Co się stało, że współczesność zatraciła to przekonanie? Można by zbyć to pytanie pełną poczucia wyższości odpowiedzią, że współczesny świat utracił Boga i stąd również w oczach ludzkich doszło do utracenia podobieństwa stworzenia do Stwórcy. Nadal jednak bez odpowiedzi pozostaje pytanie, dlaczego nie nastąpiło w takim razie proste cofnięcie się do czasów Platona i Arystotelesa, mądrych pogan, którzy mimo braku wiary nadprzyrodzonej dostrzegali podobieństwo kosmosu do bytu absolutnego.

Nie ma już prostego powrotu do czasów przed Chrystusem. Syn Boży zmienił raz na zawsze świat i ludzkość swoim cielesnym wkroczeniem w historię. Jeśli odrzucamy Go i Jego dzieło, to nie możemy już być sprawiedliwymi poganami na wzór „Sokratesa i innych świętych”. Nie żyjemy w czasach pogańskich, lecz postchrześcijańskich.

Dziś, odrzucając Boga, stajemy się po prostu głupcami i ślepcami, bo nie potrafimy zobaczyć tego, co dostrzegli pogańscy myśliciele. Bez przyjęcia Boga, a wraz z Nim również teocentrycznego obrazu świata, trudno jest przyjąć ideę muzyki jako obrazu Bożego porządku. Nie da się zrozumieć świata bez poznania jego Stwórcy.

Jeśli zatem postawimy pytanie, jakie są warunki powrotu do dawnego pojmowania muzyki, odpowiedź jest prosta: powrót do teocentryzmu. Nie mam tu na myśli żadnego fanatyzmu religijnego. Chodzi o zwykłe przyjęcie, że to Bóg stworzył świat w sposób uporządkowany wraz z rządzącymi nim logicznymi prawami. Dlaczego? Ponieważ również i On sam taki jest. Tak jak dzieło mówi wiele o swoim twórcy, tak samo jest ze światem stworzonym, który odwzorowuje naturę Boga.

Nie mógł On stworzyć świata irracjonalnego, bo sam nie jest irracjonalny. Bóg jest wierny sam sobie, a więc również swojej własnej naturze. Przyjęcie takiego obrazu Boga i świata jako zwierciadła odbijającego Jego samego nieuchronnie prowadzi do akceptacji muzyki jako trzech komplementarnych, opisanych przez Boecjusza jej rodzajów: musica mundana, musica humana i musica instrumentalis. Jeżeli bowiem świat jest odbiciem swego Stwórcy, to Jego odbiciem jest również muzyka.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych.

Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o zachowanie informacji o finansowaniu artykułu oraz podanie linku do naszej strony.