Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Paweł Musiałek: Trump sam sobie utrudnia drogę do porozumienia

przeczytanie zajmie 5 min
Paweł Musiałek: Trump sam sobie utrudnia drogę do porozumienia źródło: http://elements.envato.com/

Polska klasa polityczna mówi jednym głosem: amerykański plan pokojowy jest niekorzystny dla Ukrainy i zbyt uległy wobec Rosji. Według Pawła Musiałka, porozumienie w takim kształcie nie prowadzi do pokoju, lecz do dogrywki, która może przynieść więcej szkód od inwazji z 2022 roku.

(Nie)sprawiedliwy pokój

W ostatnich dniach debatę publiczną zdominował temat amerykańskiego planu pokojowego, który ma doprowadzić do zakończenia wojny na Ukrainie. Pierwotny draft dokumentu składał się z 28 punktów regulujących m.in. kwestie granic, liczebności wojsk oraz gwarancji bezpieczeństwa.

Mimo bardziej przychylnych zapisów jak punkt 14, na mocy którego zamrożone rosyjskie aktywa zostałyby przeznaczone na odbudowę Ukrainy, amerykański plan pokojowy spotkał się z powszechną krytyką ze strony społeczeństw Zachodu, jako propozycja jednoznacznie niekorzystna dla Kijowa.

Oburzenie wywołał chociażby postulat zapisu w konstytucji Ukrainy uniemożliwiającego jej przystąpienie do NATO (pkt 7), co znacząco podważa geostrategiczną suwerenność tego kraju.

Na mocy planu pokojowego nasi wschodni sąsiedzi mieliby również de facto zrzec się Krymu i całego Donbasu (pkt 21), mimo że Rosja nie kontroluje tego obszaru w pełni. Plan początkowo zakładał również ograniczenie liczebności armii ukraińskiej do zaledwie 600 tys. żołnierzy (pkt 6), a więc liczby zdecydowanie niewystarczającej do skutecznego odpierania ataków potężniejszego wroga.

Z punktu widzenia Polski najważniejszy jest poświęcony jej punkt 9, który stanowi, że europejskie myśliwce będą stacjonować w naszym kraju. To postanowienie można rozumieć na dwa sposoby: optymistyczna interpretacja zakłada utrzymanie roli Polski jako wschodniej strażnicy NATO, która z racji na bliskość Ukrainy będzie szczególnie chroniona.

Bardziej prawdopodobny jest jednak wariant pesymistyczny, wszak mowa jedynie o myśliwcach europejskich, a nie pod sztandarem całego Sojuszu; w ten sposób Stany Zjednoczone mogą sygnalizować swoją niechęć do dalszej, aktywnej obrony naszego regionu.

We wtorek strona ukraińska ogłosiła wstępne osiągnięcie porozumienia ze stroną amerykańską, do czego w znacznym stopniu miał przyczynić się wysiłek europejskich sojuszników Kijowa, tzw. E3 (Niemcy, Francja, Wielka Brytania). Dzięki nim ostateczny dokument ma prezentować się korzystniej dla Ukrainy, m.in. zwiększono górny limit liczebności armii do 800 tys. żołnierzy.

Wciąż nierozstrzygnięte, sporne kwestie zostaną poruszone podczas prywatnej rozmowy prezydenta Zełeńskiego z prezydentem USA Donaldem Trumpem.

Nawrocki i Tusk ramię w ramię

Godny odnotowania jest fakt, że w sprawie amerykańskiego planu pokojowego obie strony sporu politycznego w Polsce mówią tym samym językiem. Zarówno politycy rządu, jak i opozycji zwracają uwagę na asymetryczny charakter przedstawionej propozycji, zdecydowanie niesprawiedliwej wobec ofiary-Ukrainy i zbyt pobłażliwej dla agresora-Rosji.

W dobie postępującej polaryzacji cieszy pewność, że geostrategiczne interesy naszego kraju wciąż wpisują się w ponadpartyjny konsensus.

Szczególnym optymizmem napawa zgodność na najwyższym szczeblu władzy. W reakcji na draft planu pokojowego premier Tusk wyraził opinię, że „w sprawie pokoju wszelkie negocjacje powinny być prowadzone z udziałem Ukrainy”, tak jak „decyzje dotyczące Polski podejmować będą Polacy”.

Bardzo podobne stanowisko opublikował na portalu X Karol Nawrocki, pisząc, że „każdy plan pokojowy zmierzający do zakończenia wywołanej przez Federację Rosyjską wojny na Ukrainie musi zostać zaakceptowany w Kijowie”.

Prezydent podkreślił również, że Rosja jako państwo nie dotrzymuje umów międzynarodowych oraz przestrzegł przed wynegocjowaniem pokoju w zamian za osiągnięcie przez Kreml swoich strategicznych celów.

Polska, wbrew wzajemnym oskarżeniom, konsekwentnie okazuje solidarność z pogrążoną w zniszczeniach wojennych Ukrainą, jak również alarmuje Zachód przed rosyjskim zagrożeniem.

Pokój z widokiem na wojnę?

Swoje stanowisko wobec amerykańskiego planu pokojowego wygłosił również prezes Klubu Jagiellońskiego Paweł Musiałek. Podczas dyskusji na Kanale Zero stwierdził, że zaprezentowana propozycja w znikomym stopniu przybliża nas do pokoju, jeśli rozumiemy go jako brak ryzyka kontynuacji wojny, a nie tylko wstrzymanie ognia między Rosją a Ukrainą.

– Żeby nastąpiło jakiekolwiek porozumienie, musi być chęć z obu stron. Tej chęci na razie nie widać, ponieważ strona rosyjska i ukraińska dobrze wiedzą, że fundamentalne różnice między nimi uniemożliwiają dogadanie się. Obecnie obie strony grają w grę pod tytułem: kto bardziej przekona Donalda Trumpa, że to druga strona odpowiada za brak porozumienia – mówił Musiałek.

Prowadzący dyskusję Jakub Dymek zapytał prezesa KJ, dlaczego nie widzi woli politycznej ze strony skonfliktowanych państw. Musiałek odpowiedział, że Ukraina co prawda jest bardziej skłonna przyjąć amerykańską propozycję pokojową, lecz dokument nie respektuje w pełni jej suwerenności.

– Początkowy plan [pokojowy – przyp. wydawcy] przekraczał kilka czerwonych linii, które dla strony ukraińskiej są nieakceptowalne. Dzisiaj stanowisko Kijowa jest dużo bardziej elastyczne niż jeszcze kilka miesięcy temu, a sam prezydent Zełeński zmaga się z trudniejszą sytuacją polityczną wewnętrzną, co bardziej go skłania do pewnego rodzaju ustępstw. Ale właśnie: ustępstw, a nie kapitulacji.

Rosja natomiast nie wykazuje żadnej woli politycznej, ponieważ, zdaniem Musiałka, wychodzi z założenia, że na Ukrainie czas gra na jej korzyść.

– Nie jest ono, niestety, bezpodstawne, ponieważ Rosjanie pomału, ale wciąż, zdobywają kawałek po kawałku. Mają poczucie, że mogą się dogadać, ale tylko wtedy, gdy dostaną „coś ekstra”; w przeciwnym razie tworzą wrażenie otwartych na pokój, żeby nie rozsierdzić Trumpa.

Rosjanie zdają sobie sprawę, że skoro u Trumpa widać chęć zawiązania dealu, to lepiej przerzucić piłkę na stronę Ukrainy i doprowadzić do sytuacji, w której porozumienie zostaje co prawda zerwane, ale będzie wówczas klarowne, że zrobiła to strona ukraińska – tłumaczył prezes KJ.

Czego chce Trump?

Obszernego komentarza wymaga postawa Donalda Trumpa, wszak prezydent USA jest kluczowym aktorem negocjacji pokojowych między Rosją a Ukrainą. Jego metody mediacji budzą natomiast wątpliwości wśród opinii publicznej.

– Trump mówi wprost, że to nie jego wojna. On traktuje wojnę na Ukrainie, jakby toczyła się w jakimś odległym kraju afrykańskim: jakieś dwa narody się ze sobą „tłuką” i żaden nie ma racji, bo to skomplikowany spór.

Dla niego ta wojna nie ma charakteru globalnego, nie ma wpływu na bezpieczeństwo kluczowego sojusznika w Europie i nie ma bezpośredniej implikacji dla strategii USA, czyli strategii powstrzymywania Chin – mówił prezes KJ.

Głównym punktem krytyki Musiałka wobec strategii negocjacyjnej Trumpa jest zarzut, że prezydent USA nie zaczął od wywarcia mocniejszej presji na Rosję i skorzystania ze skutecznych środków nacisku.

– Na gruncie celu, który Trump chce osiągnąć – czyli jak najszybszego porozumienia – użycie tych środków byłoby ruchem racjonalnym. Po to przymusza się Rosję, aby poczuła, że jeśli nie podpisze porozumienia, to poniesie negatywne konsekwencje.

Administracja Trumpa jest kolejną, która wpada w te same koleiny: że z Rosją da się współpracować. Amerykanie nie doceniają kultury politycznej Federacji Rosyjskiej i niewłaściwie interpretują jej założenia – mówił publicysta.

Prezes KJ podkreślił, że Trump co prawda oferował miejscami twardszą retorykę wobec Rosji, lecz nigdy nie przekroczył bariery, za którą Rosjanie byliby pełni obaw.

– Nie przekazał tomahawków ani żadnego znaczącego wsparcia Ukrainie. Owszem, wprowadził sankcje, ale jest jeszcze cały repertuar działań, które można by podjąć.

Ponieważ żadne czerwone dywany i przywitanie Putina oklaskami w Anchorage nie zadziałały na Rosjan, potrzebny jest plan B, którego póki co nie widać. Trump sam sobie utrudnia drogę do porozumienia, na którym bardzo mu przecież zależy – komentował Musiałek.

Największe zagrożenie dla Ukrainy (i Polski)

Jakie niebezpieczeństwa na nas czyhają, patrząc na obecne warunki negocjacji pokojowych? Takie pytanie zadał telewidz Kanału Zero podczas wieńczącej dyskusję sesji Q&A.

Prezes KJ odpowiedział, że zagrożeniem jest iluzja pokoju, za którą nie kryje się żadna perspektywa ustabilizowania sytuacji na froncie. Porozumienie w obecnej postaci krępuje bowiem stronę ukraińską i jednocześnie nie krępuje ruchów po stronie Federacji Rosyjskiej.

– To złe rozwiązanie, które prawdopodobnie umożliwi Rosji szybką „dogrywkę”. Będzie ona zapewne jeszcze bardziej kosztowna od inwazji w 2022 roku. To jest dla nas największe niebezpieczeństwo – tłumaczył publicysta.

Zdaniem Musiałka, dobre porozumienie pokojowe to takie, które jest jednocześnie w miarę sprawiedliwe i w miarę trwałe. Nie może się ono zatem ograniczać do zapewnienia obu stronom tymczasowego odpoczynku.

– Porozumienie w obecnym kształcie może dać tylko trochę oddechu stronie ukraińskiej, lecz na tym bardziej zyska Rosja. Z jednego powodu: trudno będzie Ukrainie wyjść z torów wojennych w fazę quasi-stabilizacji, aby później znów musieć mobilizować swoje zasoby po to, żeby się bronić. Rosjanie nie mają tego problemu, ponieważ ich machina wojenna działa inaczej – konkludował prezes KJ.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.