Prawda potrzebuje konfrontacji. Jak odbudować autorytet nauki?
Zaufanie do nauki i ekspertów słabnie, bo debata ustąpiła miejsca pouczaniu. A przecież to właśnie rozmowa, nawet trudna, jest najlepszym testem prawdy.
Tekst został pierwotnie opublikowany w obszerniejszej wersji na łamach magazynu „Plus Minus”. Dziękujemy redakcji za możliwość przedruku!
Herezja potrzebna ortodoksji
Herezja pomaga ortodoksji wyraźniej określić własne stanowisko. Dogmaty były formułowane z najwyższą precyzją właśnie pod presją heretyków. Deszcz i nawałnice krytyki pozwalają drzewu prawdy rosnąć.
Prawda bowiem musi być nieustannie konfrontowana z fałszem i błazeństwem – tylko wtedy może wybrzmieć głośno i wyraźnie, stać się społecznie atrakcyjna. Wychodząc obronną ręką z ataku kłamstw, prawda zyskuje moc wyzwalającą i przyciągającą.
W postoświeceniowych społeczeństwach Zachodu miejsce Kościoła zajęła Nauka. Nie nauka, lecz właśnie Nauka – instytucja społeczna, która coraz częściej nie tyle zajmuje się docieraniem do prawdy i dyskutowaniem o niej, lecz rozstrzyganiem o przyzwoitości lub nieprzyzwoitości prezentowanych poglądów.
To ona orzeka, jakie narracje można prezentować publicznie, a o jakich w ogóle wolno dyskutować. Popularne dziś jest przekonanie, że nie można narażać ludzi na zgubny wpływ treści niezgodnych z obowiązującym konsensusem naukowym.
Nie przypominam sobie poważnej publicznej debaty eksperckiej w Polsce między zwolennikami, dajmy na to, tezy o antropogenicznej zmianie klimatu a jej przeciwnikami – a przecież to jeden z najgłośniejszych konsensusów. Zamiast debaty mamy jedynie obwieszczenia mainstreamu i bunt kontestatorów, ograniczony do ich własnych baniek.
Przyczyna braku publicznej debaty jest oczywista. Winę za nią nie ponoszą raczej buntownicy, którzy trzęsą się z niecierpliwości, by wejść w polemikę ze zwolennikami obowiązującej doktryny. Niechęć do rozmowy i uczciwego przedstawiania argumentów leży przede wszystkim po drugiej stronie.
Gniew zastąpił rozum
Brakuje nam także wolnej debaty z powodu gniewu i pogardy, jakie wylewają się po obu stronach sporu. Na Zachodzie mamy dziś poważny problem z rozprzestrzenianiem się fałszu. Stajemy się niewrażliwi na tanią sensację, a dla świętego spokoju tłumimy w sobie odruch krytycznego myślenia. Po pandemii COVID-19 na całym świecie obserwujemy kryzys zaufania do ekspertów i naukowców. To realne i poważne wyzwanie.
Ortodoksi i heretycy współczesności
Co jednak zrobić, by odbudować mocno nadszarpnięte zaufanie między społeczeństwem a światem nauki? Powtórzę raz jeszcze: przede wszystkim trzeba otworzyć debatę. Dziś w jednej bańce żyją popularyzatorzy nauki, fact-checkerzy i eksperci uznający konsensus w swoich dziedzinach. W drugiej, coraz liczniejszej, funkcjonują kontestatorzy – nieufni wobec autorytetów, podważający dominujące tezy, siejący wątpliwości.
Ortodoksi przemawiają do tłumu swoich wiernych, którzy bezkrytycznie przyjmują każde słowo. Heretycy zwierają szeregi i wszelkimi możliwymi metodami – także nieuczciwymi – próbują podważyć wiarygodność oficjalnego kościoła.
Pochłonięci walką merytokratyczni kapłani zapominają, że nauka to nie Nauka. Jej istotą jest bowiem zdolność do podważania własnych fundamentów, odwaga sceptycyzmu i świadomość, że prawda naukowa nie ma charakteru absolutnego. Traktowanie jej w ten sposób wypacza samą istotę naukowego poznania.
Rymanowski i upadek autorytetu Nauki
Według analizy kolektywu badawczego Res Futura, po głośnym wywiadzie Bogdana Rymanowskiego z prof. Grażyną Cichosz oraz po publikacji okładki „Newsweeka”, wizerunek dziennikarza się poprawił. Zdecydowana większość komentujących (58,3%) poparła Rymanowskiego, uznając, że padł ofiarą nagonki. Przeciwko było 29,7%. Zwolennicy podkreślali jego niezależność, pluralizm, profesjonalizm i styl. Przeciwnicy – promowanie dezinformacji, brak reakcji na fałsz oraz powiązania z ideologiczną prawicą.
Chciałbym jednak wyrazić odmienną opinię. Można zarzucać Rymanowskiemu brak refleksu w reagowaniu i dopytywaniu prof. Grażyny Cichosz, gdy ta formułowała kolejne, mocne tezy, nie mieszczące się w obowiązującym konsensusie naukowym. Można argumentować, że wiele jej opinii zostanie przez część odbiorców przyjętych bezrefleksyjnie – niejako „rykoszetem”.
Nie to jest jednak w tej sytuacji najciekawsze. Bogdan Rymanowski – jeden z najpopularniejszych dziennikarzy w Polsce – swoim wywiadem uruchomił wielką debatę nie tylko o soi, olejach roślinnych czy weganizmie. Mainstream po raz pierwszy od dawna zobaczył, z jak wielkim problemem się zmaga: jak runął autorytet Nauki.
Traktuję rozmowę Rymanowski–Cichosz jako symboliczne otwarcie debaty o statusie twierdzeń naukowych, ich relacji z polityką oraz o przyczynach braku zaufania do mediów i ekspertów. Po jednym wywiadzie powstały dziesiątki materiałów analizujących, w których miejscach prof. Cichosz mówiła rzeczy kontrowersyjne lub wręcz nieprawdziwe. Wreszcie zaczęliśmy dyskutować, choć na razie na odległość.
Pozytywna rola dziennikarza
Rymanowski, który od lat gości w naszych radioodbiornikach, rozmawiając z równą kulturą osobistą z każdym rozmówcą, pełni w debacie publicznej rolę nie do przecenienia. Życzyłbym sobie, by na jego kanale YouTube doszło wkrótce do wielkiej debaty prof. Cichosz z jednym z jej oficjalnych krytyków.
To ogromna szansa, by odbudować szacunek do nauki – pokazać, że naukowcy potrafią wyjść ze swoich kółek wzajemnej adoracji i podjąć otwarte wyzwanie rzucone przez kontestatorów.
Fałsz nie wytrzymuje presji otwartego dialogu. Wystarczy szczera rozmowa, by ujawnić niespójność nieprawdziwej opowieści. Dla dobra nauki należy zburzyć bożka fetyszyzmu naukowego. Nie wolno bezkrytycznie przyznawać jej najwyższego autorytetu poznawczego i moralnego, traktować naukowych wniosków jak niepodważalnych prawd, a naukowców – jak jedynych uprawnionych do wypowiadania się o rzeczywistości.
Nauka powinna pozostać metodą poznawania świata, nie przedmiotem wiary. Tylko wtedy odzyskamy jej autorytet.