„To, co po mnie zostanie, to te słowa”. Wspomnienie o raperze Pono
W czwartek 6 listopada w wieku 49 lat, prawdopodobnie na zawał serca, zmarł Rafał Poniedzielski ps. „Pono”. Postać kultowa dla polskiej sceny hip-hopowej pierwszej dekady XXI wieku. Członek ZIP Składu i Zipery. Najbardziej znany był z duetu z inną legendą polskiej sceny rapowej – Sokołem. Dla mnie jako fana polskiego hip-hopu jego śmierć jest okazją do nostalgicznej podróży w przeszłość – w czasy dorastania. Muzyka Pona była dla mnie – i wielu innych ludzi urodzonych w latach 90. – nieodłącznym elementem młodości. Jego śmierć i pogrzeb są okazją, by oddać mu hołd. Okazją, by powrócić do jego twórczości, krajobrazu Warszawy i Służewia przełomu wieków oraz „nieśmiertelnych nawijek ZIP Składowych”.
„Będę brał Cię – Gdzie? – W aucie! – Mnie? – Ehe!”
Scena z mojej nastoletniej młodości. Obrzeża Warszawy, idziemy z grupą osób tuż po kolejnych zajęciach gimnazjalnych. Schodziliśmy z górki, na pewno było to popołudnie, świeciło słońce – idealna pogoda, która kusiła, by odłożyć na bok jakąkolwiek poważniejszą aktywność. Grupa liczyła kilkanaście osób, chłopacy szli ze sobą, dziewczyny zaś w swoim gronie.
W pewnym momencie ktoś wyciągnął telefon i „odpalił” jedną z zapisanych na komórce „empetrójek” – popularną piosenkę, którą znali niemal wszyscy. Zaczęliśmy śpiewać, refren był już wykonywany na dwa głosy – dziewczyny śpiewały tekst „kobiecy”, a chłopacy – „męski”. Piosenką było W aucie duetu Sokół feat. Pono.
Wydaje się, że ta scenka zawiera w sobie radykalny kontrast – z jednej strony edukacja, z drugiej ten konkretny kawałek. Można się oburzyć, że młodzież – i to obojga płci – śpiewała akurat piosenkę W aucie, która na pierwszy rzut ucha wydaje się czymś w rodzaju hedonistycznego hymnu. W rzeczywistości jednak nim nie jest.
W gruncie rzeczy jest ona artystyczną zabawą – pastiszem muzyki lat 80. Natura młodych ludzi skłania do przekraczającej utarte konwencje zabawy i radości, swoje trzy grosze dorzuciła też niesamowita popularność piosenki. To była czysta zabawa. Sztuka dla sztuki. Beztroska w kontekście pięknej pogody i piosenki, która we wspomnieniach stanowi nieodłączny element krajobrazu doświadczenia mojego pokolenia.
Pamiętam jeszcze inne wydarzenia związane z tą konkretną piosenką Sokoła i Pona – śpiewanie jej w autobusie na wycieczce szkolnej oraz dyskusje o tym, czyja zwrotka – Pona, Sokoła, Freda czy Franka Kimono – była najzabawniejsza albo najlepsza. Myślę, że wielu ludzi podobnie jak ja urodzonych w latach 80. i 90. przechowuje w swej pamięci takie historie.
Ze względu na te napełniające nostalgią wspomnienia tragiczna śmierć rapera Pona, która miała miejsce 6 listopada 2025 r., była dla wielu ludzi z mojego pokolenia bolesna. Rafał Poniedzielski, bo tak właściwie nazywał się muzyk, był postacią kultową i istotną dla kultury miejskiej końca XX w. i początku XXI w.
Pono towarzyszył na pewnym etapie życia wielu ludziom urodzonym w latach 90. i odrobinę starszym – czy to podczas zabawy, w domowym albo samochodowym radiu czy wreszcie na empetrójkach, a później na smartfonach. Słuchano zarówno hitów typu W aucie, jak i innych, mniej imprezowych kawałków.
Jeden z najpopularniejszych komentarzy na YouTubie pod teledyskiem do W aucie brzmi wymownie: „RIP PONO zrobiłeś dzieciństwo tą piosenką”. Śmierć Rafała Poniedzielskiego to dla wielu odejście w niebyt fragmentu własnego dzieciństwa, nastoletnich lat oraz młodości. Twórczość członka kultowego ZIP Składu była ich nieodłącznym elementem.
Jak muzyczny żart stał się hitem letnich imprez
Utwór W aucie mógłby nigdy nie powstać. Dowcipy i zjawiska humorystyczne są przede wszystkim dziełem przypadku. To że jednak powstał, możliwe było dzięki muzyce disco, popularnej w Polsce za sprawą twórczości Franka Kimono – znanego aktora Piotra Fronczewskiego. Właśnie jego twórczość Pono oraz jego przyjaciel Sokół postanowili sparodiować.
Jak pisze Marek Fall na łamach Onetu w artykule pt. Sokół, Pono i Piotr Fronczewski. Tak powstał hit „W aucie”, piosenka powstała podczas wyjazdu muzyków do USA. Tekst został napisany jednego wieczoru, „przy butelce”. Raperzy chcieli zaangażować Fronczewskiego do współpracy. Pono mówił: „Chcieliśmy pokazać, że potrafimy się dobrze bawić. To był żart bez żadnego przesłania”.
Fall dodaje, że kolejnymi elementami sukcesu był prosty, hipnotyzujący bit Roberta M., stylizowany na lata 80., oraz teledysk, w którym wystąpili znani aktorzy – Fronczewski, Stefan Friedman i muzycy zaprzyjaźnionych z Ponem i Sokołem składów. Wideo jest tak kiczowate i przerysowane, że aż genialne.
Widzimy światło stroboskopowe, muzyków ubranych w koszule, marynarki, okulary z epoki, którzy tańczą, grają w karty, bawią się. Wszystko jest zadymione. Przygląda się temu stojący za ladą barman, „pierwszy raper w Polsce” – Franek Kimono. Wszystko to współgra z tekstem opisującym imprezowanie, podrywanie kobiet i inne uciechy.
Tego, że W aucie jest żartem, nietrudno się domyślić. Tłumaczenie autorów jest w tym punkcie niepotrzebne. Trudno się nie uśmiechnąć, może nawet zacząć chichotać, gdy słyszymy bit przypominający twórczość Franka Kimono, zaś Pono rozpoczyna utwór słowami: „Poszedłem z małą na molo/ Pełna saszeta, relax, full, uderzam w solo/ Uraczyłem małą zimną Coca-Colą/ A ona mnie mentolowym Marlboro”. Tak pstrokate i proste, że aż dobre.
W kolejnych wersach śp. Pono nawijał: „Zgrywam ekspert, ekspert gentelmana/ Polecę wierszem, pełen czad, tak jest wena/ Teraz na serio mam ci coś do powiedzenia/ W moim Ritmo na tylnych siedzeniach”. Regularny odbiorca hip-hopu, słysząc tego typu „nawijkę”, mógł wpaść w osłupienie, szczególnie że kilka lat wcześniej muzyk nieraz w swoich kawałkach wyrażał się z niechęcią o komercji.
Kultowy służewiecki raper z ogromną uliczną wiarygodnością, własnym i unikalnym sznytem rapuje właśnie coś takiego. Jednak by „nawinąć” coś tak humorystycznego i kontrastującego z własną, poważną twórczością, potrzeba nie lada umiejętności. Najbardziej naturalną reakcją wydaje się śmiech. Pono właśnie takim utworem jak W aucie potrafił rozbawić swojego słuchacza.
Wspominając tę piosenkę należy także dodać, że mimo humorystycznego akcentu raperzy nagrywając go musieli wykazać się pewną odwagą. Lata 2000. charakteryzowały się w środowisku hip-hopowym deklaratywnie negatywnym podejściem do komercji. Dobry zarobek czy nagrywanie piosenek do radia „dla normalsów” groziło zarzutami o „sprzedanie się” oraz o odejście od ulicznych korzeni.
W aucie zresztą właśnie tak skończyło – stało się na hitem lata, który grano na różnego rodzaju imprezach i przyjęciach. Jak zaznacza Fall, nie było to intencją autorów. Na szczęście ani Pono, ani Sokół nie stracili w oczach swojego środowiska. Nie ucierpiała na tym ich wiarygodność. Przeciwnie, pokazali, że można łączyć uliczny styl z dystansem.
Kto ty jesteś? Syn Alka Pono!
Trzy płyty w duecie z Sokołem, a w szczególności W aucie, były momentami szczytu popularności Pona. Ale my – słuchacze hip-hopu – cenimy go nie tylko za nie. Pono był osobą znacznie istotniejszą i o szerszych zainteresowaniach muzycznych. Świadczy o tym chociażby jego pokaźna dyskografia – 5 płyt solowych, albumy z Sokołem, Ziperą oraz ZIP Składem.
Pono był muzykiem, który przede wszystkim dokumentował oraz opowiadał o życiu ulicznym, blokowiskach, o Warszawie. Był kronikarzem rzeczywistości, która z dzisiejszej perspektywy już przeminęła. Raper klimat lokalnych warszawskich knajp świetnie oddał w Poczekalni dusz, nagranej razem z Sokołem.
Z piosenki bije autentyczność „zapomnianej dziury”, oparów dymu i hazardu, w którym poszukuje się bogactwa i radości, a jednocześnie zatraca się w nim, tracąc wszystko, co się posiada. Słuchając utworu czuć niemalże dym papierosowy, którym można się zakrztusić; namacalnie widać opisywaną „setkę ludzi”, którzy siedzą przy małych stoliczkach i zadłużają się u właścicieli lokalu. Dlatego raperzy nazywają go „poczekalnią dusz” – miejscem dla ludzi, którzy w dymie papierosów czekają na szczęście.
Szczególnie istotnym miejscem dla Poniedzielskiego był jego rodzinny Służew. Opowiadał o nim w Życiu Warszawy duetu Hemp Gru, gdzie wystąpił gościnnie. To w tym utworze usłyszeć można słynne wersy, gdy Pono opowiada o sobie: „Syn Alka Pono, ZIP-em mnie ochrzczono/ W ZIP-a grono zaliczono, z dumą noszę ZIP znamiono/ Honor, Bóg, rodzina, trzyma tak jak lina alpinisty/ Tak jak wszyscy za jednego, tak ja sam jeden za wszystkich”.
To, co tu słyszymy, jest esencją hip-hopu – tym, co się liczy przede wszystkim, jest ekipa. ZIP, a więc Ziomki i Przyjaciele – grupa przyjaciół, a jednocześnie rapowy kolektyw. Hip-hop jeszcze około 20 lat temu był przede wszystkim muzyką wspólnotową. Przynajmniej na taką się kreował.
Przynależność do tej grupy napawała dumą. Wspólnota stanowiła oparcie. Raper mógł liczyć na swoich kolegów. Wraz z podstawowymi wartościami, takimi jak honor czy rodzina, stanowiło to podstawę dla jego codziennej egzystencji.
Wspólnotowy charakter twórczości Pona słychać również w kolejnych wersach Życia Warszawy, gdy opowiada o okolicy, z której pochodził: „Zza muru, z krainy toru królów/ Z krainy hazardu; jak masz hajs, to bombarduj/ To Służeźnia, wyścigi, szkoła wygi z pierwszej ligi/ Stąd wyrasta życie miasta, fart to z ręki jedenastka”.
Warszawski Służew słynie z wyścigów konnych. Z zawodami w tej dyscyplinie związana była rodzina muzyka. On sam również trenował jeździectwo w młodości. Rywalizacja sportowa jest najbardziej podstawowym elementem wyścigów konnych, ale nie najważniejszym. Istotniejszy od niej był hazard. To on przede wszystkim kojarzy się z „Służeźnią” i dlatego muzyk tak opisał swoją okolicę.
Słowa ze spiżu
Najlepszą solową płytą Pona był jego debiut – Hołd z 2002 r. Na niej znajduje się moja ulubiona i chyba najlepsza piosenka służewieckiego rapera – Nieśmiertelna nawijka ZIP Składowa, nagrana razem z Korasem z ZIP Składu na nastrojowym bicie Waca.
Zapewne każdy czytelnik kojarzy ze szkoły horacjański topos exegi monumentum, literacki motyw wyrażający nieśmiertelność, którą artysta zawdzięcza swojej twórczości. Topos ten przewija sięprzez dzieła, wiersze i pieśni od wieków. Zawędrował również do kultury polskiej i na warszawski Służew, gdzie podjął go Pono.
Nieśmiertelna nawijka ZIP Składowa jest przykładem bragga – utworu, w którym raperzy się przechwalają . Największym powodem do dumy jest doniosłość i ponadczasowość słów. Jednak nie jest to wszystko, gdyż piosenka cechuje się również klasycznym dla hip-hopu przełomu wieków dydaktyzmem. Tekst miał wskazywać słuchaczowi drogę. Prowadzić go między blokami, przejściami podziemnymi i uliczkami życia, tak by się w nich nie zgubił.
Pono i Koras (w kolejnych cytatach jego słowa są zapisane kursywą) dynamicznie, wymieniając się wzajemnie wersami, nawijali: „Próbuję wytłumaczyć słowem tym, czym jest rym/ I zawarty w nim sens/ Nie wiesz ocb? Włącz rewers, przewiń wers!/ To precedens przetrwania, co prawdę odsłania do nagrania/ To wyłania nas spośród mas, ludzi las./
W nim ciężko się odnaleźć, czas pokaże, co dalej/ Nie szalej! Przystopuj! Posłuchaj hip-hopu – unikniesz wielu kłopotów!/ Wnioski wyciągnij, byś był gotów wnioski im czoła stawić!/ Każdy kawał spróbuj strawić, byś mógł się poprawić/ Byś mógł coś po sobie zostawić, spróbuj trafić/ Bezbłędnie lub obejdź to, obojętnie/ Życie jest bezwzględne – nie lituje się nad nikim, ważne są wyniki”.
Twórczość Pona w 2002 r. cechowała się pozytywnym moralizatorstwem – nauczaniem, jak się powinno żyć oraz dawaniem rad dla słuchacza, które mogą wydawać się banalne, ale jednocześnie są bardzo celne. Hip-hop Poniedzielskiego był silnie naznaczony tym elementem wychowawczym, podobnie jak twórczość wielu ówczesnych artystów.
Środkiem do głoszenia tych podstawowych rad był właśnie hip-hop. Świadczą o tym słowa Pona w trzeciej zwrotce Nieśmiertelnej nawijki ZIP Składowej: „Bo Bóg dał nam hip-hop, by nas zjednoczyć/ By otworzyć nam oczy, dał rym, talent boży/ Nowy rozdział w dziejach hip-hop otworzy/ Zobaczysz… bo to dla nas dużo znaczy!”.
Refren kawałka brzmi następująco: „To, co po mnie zostanie to te słowa/ Nieśmiertelna nawijka zipskładowa cały czas od nowa/ niejedno pokolenie wychowa, zobaczysz”. Nie sposób się nie zgodzić z Ponem i Korasem – ich nawijka rzeczywiście wychowała niejedno pokolenie muzyków i słuchaczy rapu w Polsce. Świadczą o tym liczne reakcje, które wyrażały smutek z powodu śmierci Poniedzielskiego.
Ojczyzna, slow-life, wyje**ngo
W twórczości Pona odnaleźć można również motywy patriotyczne, jak w Patriocie składu Zipera czy chilloutowym, luzackim Bez ciśnień . W tekstach Poniedzielskiego pojawiało się również promowanie powolnego trybu życia i nieprzejmowania się opiniami innych.
O tym właśnie było Pierdolę to – wulgarny i mocny manifest pewności siebie i nieprzejmowania się zdaniem tych, których słowami nie należy się przejmować. W szczególności słowami wszechwiedzących, najlepszych doradców lubujących się w dorzucaniu wszędzie i o każdej sprawie „swoich trzech groszy”.
***
W 2014 r., podczas pierwszej edycji #Hot16Challenge, Pono nagrał „szesnastkę” w swoim mieszkaniu. Na wideo widać, jak siedzi na ziemi w kompletnym bałaganie typowym dla rodziców małych dzieci. Bitem były dźwięki laktatora, towarzyszyła mu jego partnerka, a tekst koncentrował się wokół doświadczenia bycia ojcem – śpiochów, butelki z mlekiem, przewijania córki.
Chyba nie ma lepszego obrazka, który pokazywałby, kim był Pono pod koniec swojej kariery – przede wszystkim człowiekiem, który świadomie „schował się” przed fleszami, egzystował w zaciszu domowym z dala od mediów, chroniąc swoją prywatność. Jego popularność zmalała. I chyba mu to w ogóle nie przeszkadzało.
Pono – raper, ulicznik, artysta, który był skłonny do odważnych ruchów i humoru. Wyluzowany, pewny siebie, do tego ojciec. Pono posiadał wiele twarzy i pokazywał je w swojej twórczości. Nie stał w centrum polskiego hip-hopu, co nie przeszkadzało mu w tym, by swoją twórczością definiować jego kształt.
W teledysku do Nieśmiertelnej nawijki ZIP Składowej Poniedzielski przemierza ulice Warszawy. W pewnym momencie spotyka się pod szkołą z resztą członków ZIP Składu i gra z nimi w zośkę.
Dziś wideo wygląda jak z innych, odległych czasów. Zwłaszcza w kontekście zmian, które zaszły w stolicy Polski. Pod koniec materiału muzycy docierają na boisko do koszykówki, gdzie czekają na nich inni przedstawiciele środowiska hip-hopowego z Warszawy i innych miast, takich jak Poznań.
Kamera śledzi bohaterów klipu, na koniec oddala się. Szersze ujęcie ukazuje wszystkich razem. Gdyby przed swoją śmiercią Pono nakręcił teledysk w podobnej konwencji, prawdopodobnie mogłoby się znaleźć na nim jeszcze więcej osób. Myślę, że uczyniłyby to przede wszystkim z wdzięczności za jego twórczość. Pono miał rację – to, co po nim zostało, to rzeczywiście „te słowa”.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
