Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Czarzasty marszałkiem, Siwiec w kancelarii, Piotrowicz w TK. I kto tu jest antykomunistą?

Czarzasty marszałkiem, Siwiec w kancelarii, Piotrowicz w TK. I kto tu jest antykomunistą? autor ilustracji: Bruno Dziadkiewicz

Włodzimierz Czarzasty jako marszałek Sejmu to powrót formacji, która dwie dekady temu wydawała się skończona. Dziś jednak antykomunizm jest sierotą, a ludzie z dawnych układów doskonale odnajdują się rzeczywistości PO-PiS-u.

Włodzimierz Czarzasty został nowym marszałkiem Sejmu. Od razu po objęciu fotela drugiej osoby w państwie szefem Kancelarii Sejmu uczynił Marka Siwca, wieloletniego polityka najpierw PZPR, a później kolejno SdRP i SLD. Po prawej stronie sceny politycznej słyszymy, że postkomunizm wraca do polskiego parlamentu.

Fantomowy antykomunizm

Prawo i Sprawiedliwość kreuje się na nieprzejednanych antykomunistów. Posłowie tej partii opuścili salę plenarną podczas debaty nad kandydaturą Czarzastego, zagłosowali przeciwko niemu i cały dzień przypominali, że zarówno w PRL-u, jak i w III RP był patologiczną postacią.

Nie sądzę jednak, że wypadli w tej krytyce wiarygodnie. Zresztą na samej prawicy pojawiają się głosy, że akurat PiS ma w sprawie antykomunizmu problem z zachowaniem konsekwencji. Po pierwsze, jeszcze kilka lat temu jego przedstawiciele głosowali za liderem Nowej Lewicy, gdy ten ubiegał się o stanowisko wicemarszałka Sejmu.

Co jednak istotniejsze – w środowisku partii Jarosława Kaczyńskiego akceptowano rozmaitych PZPR-owskich aparatczyków, jeśli tylko w odpowiednim momencie okazali się lojalni wobec PiS-u.

Najczęściej przywoływanym przykładem jest Stanisław Piotrowicz, wieloletni komunistyczny prokurator, który znalazł swoje miejsce w parlamentarnej reprezentacji PiS-u. Stał się jedną z twarzy nieudanych reform wymiaru sprawiedliwości, a ostatecznie dzięki partii-matce trafił z Wiejskiej bezpośrednio do Trybunału Konstytucyjnego, łącząc ze sobą wszystkie możliwe w tym temacie patologie.

Emocja, która została sierotą

Jednym z komentujących zachowanie PiS wobec Czarzastego był prof. Sławomir Cenckiewicz. Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego przypomniał tezę, że antykomunizm w Polsce jest sierotą, a emocja z nim związana przestała na poważnie organizować życie publiczne, również na prawicy.

Dziś, po latach od upadku imperium Sojuszu Lewicy Demokratycznej, zapominamy, kim są postkomuniści i jak sprawnie odnajdują się oni po różnych stronach sceny politycznej.

Decyzjami Koalicji Obywatelskiej mamy dzisiaj Czarzastego jako marszałka Sejmu, Marka Siwca jako szefa Kancelarii Sejmu, a gwiazda telewizji publicznej Dorota Wysoka-Schnepf rozmawia o bezpieczeństwie Polski z byłym szefem Wojskowych Służb Informacyjnych generałem Markiem Dukaczewskim.

Ale – jak wspomniałem – ten problem nie dotyczy tylko jednej strony sporu. Jedną z głównych postaci afery Rywina, obok Włodzimierza Czarzastego, była niegdysiejsza prezenterka Dziennika Telewizyjnego i rzecznika rządów postkomunistycznych Aleksandra Jakubowska. Co dziś robi Jakubowska? Otóż jest gwiazdą propisowskich, prawicowych mediów.

Na deser – wystarczy, że Leszek Miller w miarę regularnie rzuci niepochlebny komentarz o Ukrainie lub Ukraińcach, a radykalniejsza część prawicy spod znaku Konfederacji czy Korony Grzegorza Brauna zaczyna patrzeć na niego przychylnie.

Te wszystkie sytuacje smucą mnie tym bardziej, że mój światopogląd kształtował się właśnie w czasie rządów SLD, gdy Prawo i Sprawiedliwość i Platforma Obywatelska prezentowały się jako realna alternatywa dla patologii postkomunizmu, symbolicznie i dobitnie ilustrowanych przez aferę Rywina.

Dziś, po bez mała 20 latach od momentu, gdy wydawało się, że PO-PiS zbuduje nowe państwo, okazuje się, że wszyscy ci ludzie, którzy przez lata Polsce szkodzili, znakomicie odnajdują się w obu obozach. Jest to na swój sposób obrzydliwe.

Zastraszanie Wielowieyskiej, czyli jak ofiarami postkomunistów była nawet „Wyborcza”

O tym, jak w praktyce wyglądały rządy postkomunistów, niech przypomni nagranie Dominiki Wielowieyskiej sprzed kilku miesięcy pt. „Miller fantazjuje, a Mentzen to kupuje”. Publicystka „Gazety Wyborczej” na początku lat dwutysięcznych zajmowała się aferą Orlenu, opisując na łamach dziennika, z jakimi patologiami mamy do czynienia, gdy postkomunistyczno-mafijno-biznesowy próbuje przejąć wpływy wokół narodowego koncernu.

Na kanwie tej sprawy powstała później komisja śledcza, ale już same słowa Wielowieyskiej są dobrą pocztówką z okresu, gdy Czarzasty, Siwiec, Jakubowska czy Miller odgrywali w naszej polityce pierwsze skrzypce.

„Pamiętam spotkanie z osobą, (…) która po prostu posiadała olbrzymią wiedzę na temat tego, co się działo w tym sektorze paliwowym. Ta osoba zaprosiła mnie na kolację i powiedziała mi, że zanim zresztą jeszcze doszło do tego, że okradziono mój dom i zginęły komputery, ta osoba – od razu mówię, nie jest to żaden oszołom – powiedziała mi, że ja potrzebuję ochrony.

Wtedy się śmiałam i powiedziałam, że żadnej ochrony nie potrzebuję i nie będę miała, że to jest jednak absurd. Wtedy ta osoba powiedziała mi tak: ty nie rozumiesz, że jest szykowana bardzo duża operacja wokół Orlenu.

I owszem, ty może opisujesz jakieś drobiazgi, (…) ale robisz rzecz, która tych ludzi potwornie irytuje, złości i doprowadza do szału. Mianowicie, skierowałaś reflektory na PKN Orlen, a przez to, że te reflektory zaczęły świecić silniej, to ich możliwości działania są bardzo ograniczone” – mówiła dziennikarka „Wyborczej”.

Cała historia kończy się sugestia – pod którą Wielowieyska nie podpisuje się wprost – w myśl której konsekwencją jej pracy dziennikarskiej, pomijając kradzieże, był poważny, ale niewyjaśniony kryzys zdrowotny. Dziennikarka stwierdza, że jej bliscy uważają, iż była ofiarą podtruwania; w ten sposób miano walczyć z dziennikarzami.

Opowieści o złym postkomunizmie nie są zatem jedynie wytworem prawicowej fantazji, a realną patologią, o której powinniśmy pamiętać, gdy widzimy, że ludzie z tamtego układu wracają na salony

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.