Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Ucieczka z publicznych szkół. Prywatyzacja edukacji i przemysł korepetycji

Ucieczka z publicznych szkół. Prywatyzacja edukacji i przemysł korepetycji Źródło: https://elements.envato.com/young-woman-listening-to-educational-online-webina-NFUW972

Co trzeci uczeń uczęszcza na korepetycje, a co dziesiąty – do szkoły niepublicznej. Prywatyzacja systemu szkolnictwa postępuje. Tendencja niepokoi, bo może prowadzić do zwiększenia nierówności i osłabiania spójności społecznej.

Korki podbijają Polskę

Pierwszą oznaką prywatyzacji edukacji jest rosnąca liczba uczniów korzystających z korepetycji oraz rosnące ceny tych usług. Według najnowszych danych CBOS korepetycje pobiera 34% uczniów. Ponad ⅓ uczniów ma więc problem z samodzielnym opanowaniem materiału szkolnego na satysfakcjonującym poziomie.

Z roku na rok ten odsetek rośnie. Jeszcze w 2015 r. wynosił 14%. Oznacza to wzrost o 20 p.p. w ciągu zaledwie dekady. Warto też wspomnieć, że dziś wynik jest najwyższy w historii pomiarów.

Powodów jest kilka. Z pewnością jednym z nich jest wzrost zamożności Polaków i fakt, że coraz więcej osób stać na korepetycje i kursy przygotowawcze. Niemniej ważna jest też przemiana samych szkół. Szkoły stają się z każdym rokiem coraz częściej ośrodkiem szkolenia maturzystów, nie zaś miejscem wychowania młodych pokoleń. Jednocześnie okazują się niewystarczające wobec oczekiwań uczniów i – zapewne – rodziców.

Dowodem na to jest popularność i ceny kursów przedmaturalnych. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę „kursy przygotowawcze do matur”, aby natknąć się na szereg stron oferujących zestawy zadań i wcześniej nagrane wykłady.

Chyba najpopularniejsza z nich, czyli maturalni.com, oferuje kursy z każdego przedmiotu, a kurs z języka polskiego na poziomie podstawowym kosztuje tam 997 zł. Takich ofert, w tym także droższych, jest zdecydowanie więcej.

Nic dziwnego. Szkoła jako ośrodek przygotowania do matury nie spełnia swojego zadania, bo nie może go spełniać. Nie to leży w jej naturze. Powinna być bowiem miejscem wychowania i zdobywania wiedzy, a nie kolekcjonowania ocen na świadectwie. Po co komu papierek zdanej matury, jeśli z „Dziadów” pamięta jedynie, że napisał je Słowacki albo Mickiewicz.

Prywatne szkoły przejmują rynek

Kolejno warto przyjrzeć się rosnącemu udziałowi szkół niepublicznych w kształceniu młodzieży. Obecnie w Warszawie już co piąty uczeń jest poza systemem publicznej edukacji, a w skali kraju odsetek ten wynosi prawie 10%. I chociaż średnia OECD wynosi 18%, to tendencja niepokoi. Oznacza bowiem, że na przestrzeni ostatnich 12 lat liczba uczniów uczących się prywatnie podwoiła się.

Oczywiście większość z tych uczniów pochodzi z dużych miast. Jeśli za przykład weźmiemy Warszawę, okazuje się, że znajduje się tam obecnie 87 prywatnych liceów. Dla porównania, według statystyk prowadzonych przez miasto stołeczne, Warszawa prowadzi zaledwie o 12 liceów więcej. 46% liceów ogólnokształcących jest więc w rękach podmiotów prywatnych.

Nic dziwnego, że to właśnie w dużych ośrodkach miejskich powstaje najwięcej szkół niepublicznych – tam mieszka klasa średnia i wyższa, które stać na posłanie dziecka do takiej placówki.

Koszty takiej formy edukacji oczywiście wahają się w zależności od prestiżu szkoły i miasta, w którym się znajduje. Opierając się na wyliczeniach portalu subiektywnieofinansach.pl, można stwierdzić, że koszt posłania dziecka do szkoły prywatnej waha się między 700 a nawet 4000 zł. Mowa tu oczywiście jedynie o czesnym, nie o opłacie rekrutacyjnej, mundurkach oraz kosztach wycieczek czy obiadów (które zazwyczaj nie są wliczone w cenę).

Warto zauważyć, że wzrost znaczenia placówek prywatnych w skali kraju jest pochodną rosnącego dobrobytu i jest procesem charakterystycznym dla gospodarek rozwiniętych.

Przewlekłe niedofinansowanie

Nie może dziwić gotowość na takie wydatki wśród rodziców, zwłaszcza tych z zamożniejszej części społeczeństwa. Diagnoza dotycząca szkół publicznych może być tylko jedna – cierpią na przewlekłe niedofinansowanie. Szkoły prywatne wręcz przeciwnie.

Oczywistym jest stwierdzenie, że w sektorze prywatnego szkolnictwa przypada o wiele więcej pieniędzy na jednego ucznia niż w szkołach publicznych. Nie dość, że sami rodzice płacą czesne, dochodzi jeszcze zaangażowanie inwestorów oraz wsparcie państwa.

W obecnym budżecie na edukację przeznaczamy 5% PKB, co w porównaniu ze średnią europejską nie wydaje się złym wynikiem. Perspektywa zmienia się jednak, gdy spojrzymy na porównanie z innymi państwami z grupy OECD. W Polsce wydatki na jednego ucznia rocznie wynoszą ok. 11 tys. dolarów, podczas gdy średnia dla państw OECD to ponad 14 tys. dolarów.

Dodatkowo, źle wyglądają zarobki nauczycieli. Chociaż w ostatnim czasie wzrost wynagrodzeń był jednym z najwyższych w grupie państw OECD, tzn. na poziomie 32,5%, to i tak wypadamy blado wobec średnich zarobków nauczycieli w państwach UE. Poniżej zamieszczam zestawienie zarobków nauczyciela z ponad 15-letnim doświadczeniem.

Źródło: opracowanie euronews.com na podstawie danych państw UE

Nauczanie domowe jest nadużywane

Do tego wszystkiego dochodzi aspekt rosnącej popularności nauczania domowego, które w pewnych przypadkach zastępuje tradycyjną szkołę. W ciągu zaledwie 3 lat, tzn. od 2021 do 2024 r., liczba uczniów pobierających naukę w domu zwiększyła się z prawie 20 tys. do ponad 62 tys. To oznacza wzrost o ok. 215%.

Nie mam zamiaru atakować tu edukacji domowej, bo zauważam wiele jej plusów. Jeśli, na przykład, mamy do czynienia z nadzwyczaj zdolnym dzieckiem, które już od najmłodszych lat uczestniczy w turniejach jeździeckich albo rozwija swój talent muzyczny, to nauczanie domowe może być najlepszym wyjściem. Jest jednak wiele potencjalnych problemów, które mogą na takie dziecko czyhać.

Potencjalnym problemem jest oczywista alienacja dzieci i ich nieprzystosowanie do życia w społeczeństwie – szczególnie na poziomie relacyjnym. Niestety edukacja domowa jest także często wykorzystywana jako ucieczka od publicznego systemu edukacji.

Problem polega na tym, że w tym „robieniu, co się chce” trzeba się liczyć z tym, że brak narzuconej dyscypliny może być dla uczniów niekorzystny. Wystarczy spojrzeć na średnie wyniki matur uczniów Szkoły w Chmurze na tle ogółu. Zdawalność matury przez uczniów Szkoły w Chmurze w roku 2025 wyniosła 62,58%, podczas gdy dla ogółu uczniów było to 80%. Podobnie wygląda to w przypadku średnich wyników konkretnych matur.

Daleki jestem od oceniania czyjejś inteligencji i poziomu rozwoju tylko na podstawie wyników matur. Ciężko także na podstawie jedynie wyników uczniów Szkoły w Chmurze wnioskować, jak wyglądają średnie wyniki innych uczniów uczących się w domu. Niemniej podejrzewam, że intensywny kontakt z rówieśnikami, kształtowanie charakteru w relacji do grupy i nauczycieli, umiejętność radzenia sobie ze stresem i presją środowiska – to wszystko swego rodzaju miękkie kompetencje, które w sposób naturalny nabywane są w szkole, zaś w warunkach edukacji domowej jest to bardzo utrudnione.

Nierówności na własne życzenie

Niepokojącym efektem postępującej prywatyzacji edukacji są rosnące nierówności. Dziecko urodzone w rodzinie zamożnej ma większe szanse na zdobycie kluczowej wiedzy i na przyjazne środowisko szkolne niż uczeń w publicznym systemie edukacji.

Już w latach dwutysięcznych socjolog Henryk Domański pisał o tym, że coraz częściej mamy do czynienia ze zjawiskiem selekcji w systemie edukacji ze względu na pochodzenie z danej grupy społecznej. W artykule „Selekcja ze względu na pochodzenie społeczne do szkoły średniej i na studia wyższe” stwierdza na podstawie analiz, że dostęp do jakościowej edukacji już wtedy był warunkowany pochodzeniem z danej warstwy.

Jeśli wówczas tak było, to dziś tym bardziej – biorąc pod uwagę wzrost udziału szkół prywatnych w kształceniu oraz korepetycji, które pobiera coraz więcej uczniów. Dodatkowo warto wspomnieć, że jak wynika z badań IBS nierówności płacowe są skutkiem przede wszystkim „silnego zróżnicowania płac będącego efektem wysokiej premii z tytułu wyższego wykształcenia”. Zamożni pobierają więc lepszą edukację, bo są zamożni, a są zamożni, bo pobierają lepsze wykształcenie. Koło się domyka.

W zeszłorocznym wywiadzie na łamach Klubu Jagiellońskiego Paweł Bukowski, adiunkt ekonomii na University College London, dowodził, że nierówności społeczne są w Polsce wyższe niż pokazują to statystyki. Ekspert przekonywał wówczas, że system badania oparte na sondażach źle oddają obraz Polski jako państwa egalitarnego.

„Okazało się, że nierówności w Polsce są znacznie wyższe, niż nam się zdawało, i że rosły w czasie nie tylko po transformacji, ale również po wejściu Polski do Unii Europejskiej. […] Z naszych badań wynika, że system podatkowo-składkowy w Polsce jest de facto regresywny” – stwierdził.

Szkoła jako wał obronny

Szkoła publiczna jest instytucją, która ma osłabiać nierówności. Oczywiście tak czy inaczej będą one występować, ale państwo nie powinno dążyć do ich powiększania. Jeszcze niedawno w III RP ta funkcja szkoły była w znaczącym stopniu realizowana. W jednej klasie uczyły się dzieci zarówno lekarzy, prawników, jak i sprzątaczek czy niewykwalifikowanych robotników. Każdy startował z takiego samego poziomu oferowanego przez państwo.

Prywatyzację kształcenia – zarówno szkolnego, jak i pozaszkolnego, pobieranego w formie korepetycji – należy zahamować. Ostatnio premier chwali się, że jesteśmy 20. gospodarką świata i gonimy Japonię czy Nową Zelandię. Wskaźniki dobrze wyglądają w Excelu, rzeczywistość jednak jest smutniejsza.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.