ADU. Prorok metamodernizmu
Do sztuki współczesnej powracają wartości. Postmodernizm odchodzi do lamusa. Nie jest to jednak prosty powrót do przeszłości. Artyści nie chcą zmieniać dziś świata, ale pozbyć się wszechogarniąjącego dystansu i ironii. Pragną dialogu. Jedną ze strategii jest „rycie bani”, które ma wytrącić współczesnego odbiorcę sztuki z komfortu rozumienia. Właśnie taką strategią posługuje się ADU.

Tekst pierwotnie ukazał się na łamach 61. teki czasopisma idei „Pressje” zatytułowanej „Nadzieja chrześcijańska”. Cały numer za darmo można pobrać tutaj.
W postmodernistycznej kulturze zdystansowania, autokreacji i wszechobecnego pesymizmu na nowo pojawia się potrzeba szczerej rozmowy o wartościach i uczuciach. Zjawisko to obserwujemy nie tylko w obszarze dyskusji publicznej, lecz także w zainteresowanej nowymi mediami sztuce.
Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie powszechne niezrozumienie tej ostatniej. Czy to więc ze współczesną sztuką jest coś nie tak, czy to my nie umiemy z nią obcować?
A jeśli ponadto zainteresowany nowo powstającymi mediami twórca włączy je – wraz z całym ich arsenałem umiejętnego chwytania uwagi widzów – w swoją artystyczną strategię? Zapraszam do poważnego przyjrzenia się sztuce ADU, w której wszystkie te zjawiska odbijają się jak w soczewce.
ADU i strategia „rycia bani”
Ada Karczmarczyk, ADU, to współczesna artystka posługująca się narzędziami kultury popularnej w twórczości, której celem, jak podkreśla, od momentu jej nawrócenia ma być ewangelizowanie. U początku działalności artystki był występ w telewizyjnym show (pierwszej edycji Mam talent!). Obecnie realizuje swoje projekty w różnych przestrzeniach, coraz częściej internetowych.
W zakres jej twórczości wchodzą m.in. malarstwo, performans, teledyski, śpiew i pisanie tekstów piosenek, a także elementy aktorstwa. Jednym z jej marzeń jest reprezentowanie Polski na konkursie Eurowizji.
Już sam pseudonim artystki, a w szczególności jego bezrodzajowa forma, nasuwa skojarzenia z futurystyczną wizją opisanego przez Jacka Dukaja w Perfekcyjnej niedoskonałości nowego człowieka.
Ostatnio popularność przyniosły ADU teledyski, ich tematyka dotyczy bieżących spraw społecznie istotnych, takich jak patriotyzm (nagrania z autentycznych ćwiczeń fizycznych wymyślonych przez artystkę i zatytułowanych Wielka Rozgrzewka Narodowa, stworzenie koszulek z patriotycznymi hasłami jej autorstwa), miejsce Polski w Unii Europejskiej (niUNIA EUROPEJSKA), polityka krajowa (Nie chcę w lewo, nie chcę w prawo), również kwestie religijne, m.in. Jaraj się Marią, Church is a Girl, eksplorujący specyficznie polskie nastroje JPII in da house lub odnoszący się do zwyczajów świątecznych Na Święta chcę Ciebie (Wędrowcu w potrzebie). Nie brak także tematu współczesnych relacji miłosnych (Na Tinderze w dobrej wierze) i rodzinnych (RODZINA TO…).
Twórczość ADU budzi skrajnie sprzeczne emocje, a sama artystka kilkakrotnie odpierała zarzuty dotyczące braku powagi i protestowała przeciwko wiązaniu jej twórczości z konkretną opcją światopoglądową. Pominę kwestie formalne, które już zostały zauważone w dyskusji (estetykę pop, kamp). Skupię się na retoryce jej dzieł, ponieważ tutaj tkwić może przyczyna ich fenomenu, a zarazem problemów z recepcją.
To właśnie sposób wypowiedzi (nie zaś sama treść) odbiegający od przyjętych modeli każe poszukać środków zrozumienia ADU w najnowszych tendencjach już odcinających się od postmodernistycznego zdystansowania i pasywizmu oraz porzucających jego ironię i strach przed autentycznością na rzecz maksymalnego autentyzmu i wręcz „wystawiania się” na ataki, co z kolei okazuje się dla nas niezwykle trudne w odbiorze.
Przeciętnego odbiorcę dzieła ADU, wyćwiczonego przez internetową kulturę w umiejętności szybkiego dystansowania się od wszystkiego, co widzi, umiejącego wszystko wyśmiać bądź tylko ironicznie podziwiać, wytrącić z równowagi może już ostatnie narzędzie, którym operuje artystka – niepodszyta cieniem cynizmu autentyczność i prostolinijność.
We współczesnych odbiorcach przyzwyczajonych do artystycznej strategii wytrącania z marazmu za pomocą szoku i konsternacji, obecnie zaś tkwiących w nowym marazmie spowodowanym już zbytnim obyciem z wszechobecnym szokiem w sztuce, rolę przekraczania norm może odgrywać jedynie strategia „rycia bani” (jako nowa odsłona istniejącej od zawsze transgresji w sztuce). Tę zaś od znajomej nam gry kanonami i regułami różni głównie jedno – postawa artysty, który robi to całkowicie na poważnie.
Metamodernizm – co to jest?
Twórczość ADU wykracza poza znane nam paradygmaty kulturowe modernizmu i postmodernizmu, ale – co istotne – bazuje na wybranych cechach obu tych nurtów.
W obrębie modernizmu kojarzącego się w sztuce głównie z dekompozycją kanonów, autotematyzmem, zamianą kategorii piękna na wzniosłość i eksperymentem doszło do wykształcenia pojęcia sztuki wysokiej i autonomicznej, swego rodzaju świeckiego sacrum. Modernizm dowartościował nowość rozumianą jako postęp, zaś artystę postawił w roli demiurga, którego rolą była także adaptacja nowych uniwersalnych wartości do potrzeb utopijnej wizji nowego społeczeństwa.
Postmodernizm zaś opierał się na przekonaniu, że modernistyczne formy się wyczerpały, oraz sprzeciwie wobec racjonalnych i totalitarnych wizji nowoczesności. Posługując się parodią, pastiszem i techniką bricolage’u, wprowadził pluralizm i eklektyzm jako programowe założenia. Dowartościował kontekst i tradycje lokalne.
Jednak za ową dezynwolturą formalną kryło się defetystyczne przekonanie o niemożności poskładania świata na nowo, a to razem z pesymistycznymi poglądami wieszczącymi koniec historii prowadziło do postawy totalnego relatywizmu, operowania banałem i ironią, a także przyjmowania pozycji bezpiecznego dystansu wobec uniwersalnych wartości.
Wartości mogą znaczyć wszystko, a jednocześnie nic. Takie nastawienie do sztuki prowokuje dystans i bierność. Pojawiła się jednak potrzeba wprowadzenia na nowo poczucia sprawczości, zarysu hierarchii i poważnej rozmowy o kwestiach istotnych.
Postmodernistyczna pasywność jest więc dziś przezwyciężana przez modernistyczny z ducha optymizm i poczucie wspólnoty. Nie jest to jednak prosty powrót do starych idei. Metamodernizm, z którym współcześnie mamy do czynienia, zakłada łączenie niektórych cech obu poprzedzających go nurtów, zaś jego celem nie jest wypracowanie jakichś stałych i uporządkowanych założeń, a dążenie do osiągnięcia stanu ciągłej oscylacji pomiędzy wywodzonymi z modernizmu i postmodernizmu skrajnymi ideami.
Podobieństwa do modernizmu należałoby więc szukać przede wszystkim w ponownym zaangażowaniu i posługiwaniu się podobnymi metodami, natomiast uchwycenie natury współczesnych zjawisk możliwe ma być poprzez kontynuację, a zarazem ciągłą rewizję założeń postmodernistycznych. W efekcie uzyskamy wrażliwość metamodernistyczną, która operuje pozornymi przeciwieństwami, bo bazuje na świadomej naiwności i pragmatycznym idealizmie.
Podstawą działania współczesnego podmiotu będzie więc zaangażowanie i afekt (różny od trwalszych i prędzej poddających się racjonalnym uzasadnieniom emocji), a także narracja prowadzona z pozycji tzw. ironicznej szczerości.
Nowa komunikacja
Na metamodernistyczną komunikację, np. artysta-odbiorca, składać się będą trzy czynniki. Pierwszym z nich jest performatyzm (ang. perform) rozumiany jako odzyskanie sprawczości (utraconej w postmodernizmie). Ważne ze względu na kontekst omawianej tu twórczości będzie więc to, że podmiot już nie jest obiektem zmian, ale ich sprawcą. Wartość współczesnego działania, w tym artystycznego, określana jest poprzez skalę oddziałania na widza.
Drugi czynnik to odrodzenie (modernistycznej) wiary w utopię i podjęcie na nowo ideałów po okresie „jak gdyby ich nie było” (as if, czyli po czasie postmodernizmu), przy czym współczesny podmiot przyjmie owe ideały już jako własne. Artysta dzisiejszy będzie więc powracać do pewnych założeń sztuki dawnej nie w celu potraktowania ich jako punktu odniesienia do dyskusji bądź negacji, ale jako do reguł dla swojej twórczości przestrzeganych bez dystansu, za to szczerze i z należytą powagą.
Ostatnią cechą metamodernistycznej komunikacji będzie logika non-victimary dialogue – równego dialogu w miejsce (znów postmodernistycznej) relacji sprawca-ofiara, co pozwoli utworzyć stabilną pozycję do prowadzenia rozmowy. W odniesieniu do twórczości artystycznej można to rozumieć np. jako równoprawny dialog artysty i odbiorcy oraz odrzucenie autorytetu tego pierwszego.
W spadku po okresie zdystansowania się wobec wartości pozostanie nam dziś świadomość chwilowości i konwencjonalności danej sytuacji komunikacyjnej. Jeśli współczesny podmiot powraca przez swoje działanie o charakterze performatywnym do szczerej rozmowy, to nie w sposób całkowity, a na zasadzie „chwilowego zawieszenia” postmodernistycznej niewiary w wartości (momentary „suspension of disbelief”). Ta zaś będzie wiarą „tak jakby” (as if), czyli polegać będzie na chwilowym przekonaniu o sile własnej sprawczości.
Luke Turner, artysta i twórca Manifestu metamodernistycznego, sformułował w stosunku do sztuki postulat „odkrywania obietnicy własnej paradoksalnej ambicji poprzez nakłanianie nadmiaru do obecności”. Można więc to rozumieć jako prezentowanie przez twórcę możliwości perswazyjnych sztuki za pomocą szczególnego nagromadzenia środków formalnych.
Podstawą wiedzy jest każda informacja – empiryczna lub aforystyczna – bez względu na jej prawdziwość. Współczesna twórczość artystyczna będzie wpływać na odbiorców z pełną świadomością arbitralności używanych narzędzi. Te i inne cechy prowadzą zaś do wytworzenia w odbiorcy doświadczenia, jak pisze Turner, „afektu w zenicie”.
Bicz na cyników
Określenie użyte w jednym z internetowych felietonów na metamodernistyczną strategię nazywaną nową szczerością wydaje się trafnie odpowiadać wrażeniu, jakie sprawia twórczość i osoba ADU. Od tradycyjnie rozumianego pojęcia nową szczerość odróżnia fakt, że jest ona rodzajem chwilowej konwencji przyjętej na potrzebę zakwestionowania wciąż nam towarzyszącej postawy fundamentalnej nieufności.
Sytuacja komunikacyjna będzie więc polegać na przyjęciu na potrzeby tu i teraz wiary w szczerość intencji twórczych. To zaś w połączeniu z kreowaniem ciągłych oscylacji możemy odnaleźć u ADU.
Już hasło „awangardowy konserwatyzm”, jakim ADU opatrzyła krótką autoprezentację na swojej stronie internetowej, wskazuje na balansowanie między pojęciami, które wydają się przeciwieństwami. Retoryka artystki polega bowiem właśnie na ciągłych wahaniach między wysoką treścią a niskim medium, autentyczną powagą a równie rzeczywistym i nieironicznie przedsiębranym banałem, wreszcie między konkretną wiedzą o świecie i jego problemach a dziecięcą wręcz naiwnością w ich wyrażaniu.
1. ADU i wielcy mistrzowie
W najnowszym projekcie przeprowadzanym na koncie instagramowym ADU powołuje się na wielką tradycję artystyczną. Przywołuje wypowiedzi autorytetów w dziedzinie sztuki, m.in. Leonarda, Michała Anioła, Renoira, a czyni to w sposób intelektualnie niezapośredniczony, pozbawiony kontekstu (istotne jest tylko to, aby cytaty spełniły swoją funkcję).
Wizualna interpretacja ukazująca ADU jako artystkę przy pracy konotuje skojarzenia z motywem wywodzącym się od renesansowego malarza – geniusza pracującego pod wpływem boskiego natchnienia.

Ada Karczmarczyk ps. ADU; źródło zdjęcia: https://www.instagram.com/adu_ada_karczmarczyk/
To jednak tylko niezobowiązująca propozycja artystki, obok niej mogą istnieć inne, równie (nie)uzasadnione. ADU nie ma ambicji stworzenia interpretacji uniwersalnej, wystarczy jej własna. Odwołuje się więc do renesansowych w swych źródłach tradycji wielkich mistrzów, relacji artysta-sztuka, do malarstwa jako opartej o reguły twórczości intelektualnej dziedziny upostaciowionej tutaj jako wielka, ludzkich rozmiarów tuba z farbą, która została spersonifikowana poprzez usytuowanie jej w roli nauczyciela praktyki twórczej, z którym łączy artystkę zagadkowa i bliska relacja.
Odwoływanie się do elementów tradycji służy usytuowaniu artystki w pewnym ciągu dziejów kultury. Pozostałości konwencji, z jakimi mamy tu do czynienia pod postacią cytatów, tradycyjnych atrybutów malarza (płótna, farb, drewnianej palety), a także odwołania do istniejących motywów ikonograficznych poddawane są swobodnej obróbce bez dbałości o ich właściwe uzasadnienie i umieszczenie w kontekście.
Luźno potraktowano także kwestię analogii do historii – obraz, który maluje artystka, formalnie jest na wskroś współczesny. Mimo takich zniekształceń nie można jej jednak zarzucić braku szczerej identyfikacji z wielką tradycją artystyczną i chęci przekazania istotnej treści (o tym powiedzieć więcej będzie można po zakończeniu projektu). Instagramowe medium pozwala na razie dawkować odbiorcom informacje, ukazywać postępy w pracy i budzić zainteresowanie.
- ADU i zdrajcy Polski
Interesujący zabieg potraktowania postaci historycznej jako współczesnej dokonany został w teledysku ADU feat MATEJKO – Nie strzelam do zdrajców oczami. Na pierwszym planie artystka upozowana na seksowną agentkę śpiewa piosenkę, której refrenem jest m.in. fraza z tytułu, a w tle widnieje Matejkowski Rejtan, w napisach końcowychopisany jako „domowa reprodukcja obrazu”.
Gra słów – „niestrzelanie oczami” (rozumiane jako zalecanie się) przez ADU dotyczyć ma jej stosunku do „zdrajców”, jakimi są osoby szkalujące Polskę w mediach zagranicznych.
Artystka, deklarując swoją postawę, jednocześnie trzyma pistolety z przyklejonymi do luf… plastikowymi oczami jako amunicją. Jeśli „rycie bani” dokonuje się tutaj dzięki dosłownemu potraktowaniu przenośni i jej zwizualizowaniu, to efekt podkreślony został dzięki szczerej intencji samej ADU poważnie deklarującej swój stosunek do tych, których nazywa zdrajcami, i zapewniającej, że „nie chce ojczyzny swej ranić”.
Jako analogię umieszcza obraz ukazujący tragiczną scenę z historii Polski. Sprawa jest istotna, postawa ADU wobec niej szczera i skądinąd szlachetna, z czego więc tu się śmiać? Rozbrojono nas z argumentów. Nieprzekonanym co do powagi tego przedsięwzięcia pozostaje rozwinięcie opisu pod filmikiem i przeczytanie podziękowań: „BIG THX – Bóg, Rodzina, Przyjaciele”.
Zaangażowano autorytety, a to powstrzymuje nas jeszcze od mimowolnego wybuchu emocjonalnej reakcji. Trudno jednak długo pozostać w stanie zawieszenia. Z pomocą przychodzi więc opisana wyżej koncepcja tkwienia w oscylacji. Okazuje się bowiem, że kwestia, czy wypada np. zareagować śmiechem, nie musi wcale zostać rozstrzygnięta.
To, co uważamy za problem, w odbiorze dzieł ADU w istocie nie jest problemem, ale celem tej twórczości. Nie należy więc oczekiwać rozwiązania tej kwestii, ale potraktować to jako stan pożądany, który – skoro w ten sposób już udało mu się zdobyć naszą uwagę – zainspirować może (i powinien) do samodzielnej refleksji na podjęte przez artystkę istotne społecznie tematy.
Nowe media, którymi posługuje się ADU, rządzą się swoimi prawami. Można tu wskazać m.in. komentarze pod filmikami i postami, a także interakcje, w jakie wchodzi z odbiorcami sama artystka. „Wyciekła piosenka do nowego Bonda” (w stosunku do wyżej wspomnianego teledysku), „genialne w swej beznadziejności” czy uwagi o tym, że tego nie da się „odzobaczyć” – wszystkie komentarze są chętnie przyjmowane przez twórczynię.
Co ciekawe, ona także nie stara się sugerować prawidłowego modelu odbioru, nie tłumaczy. Wszystkie komentarze są równie uzasadnione, zaś emocja spod znaku „tak złe, że aż dobre” to właśnie opis współczesnego balansowania, który zauważają teoretycy kultury.
ADU wręcz upublicznia i dokumentuje co ciekawsze reakcje (na swoim koncie instagramowym wyróżniła relację, w której nagrano grupę ludzi kopiujących jej układ taneczny z JPII in da house). Można więc powiedzieć, że do wszelkiego rodzaju zainteresowania z zewnątrz podchodzi z entuzjazmem (właśnie na zasadzie równoprawnego dialogu z odbiorcami), może nawet traktuje to jako część działalności artystycznej w szerszym rozumieniu lub sposób na długie trwanie jej dzieł w świadomości widzów. Jedyne, co budzi jej sprzeciw, to zarzut braku powagi.
- ADU i ewangelizacja
Nie sposób nie wspomnieć tutaj choć o jednej z realizacji ADU, która podejmuje często przez nią wskazywany cel ewangelizacyjny. To teledysk Idź do światła i nie pierdol!, gdzie artystka podąża ulicą za uciekającym na wietrze obrazkiem z wizerunkiem Chrystusa Miłosiernego. Śpiewa piosenkę, w której kontrastowo zestawiła skrajnie różne porządki języka. Dyskomfort wzbudza oscylacja między skrajnie odmiennymi stylami wypowiedzi – wulgarnym i wzniosłym, bo religijnym.
Już przebrnięcie przez warstwę tekstową nastręcza pewnych trudności. Pierwsza zwrotka brzmi: „Noś się fajnie w PRAWDZIE, pindrz się w samo DOBRO, trzaskaj banię PIĘKNEM, woź się z MATKĄ BOSKĄ, chlej do dna NADZIEJĘ, jaraj TRANSCENDENCJĘ, spuść cieniowi łomot i nawal się SERCEM”.
Gdy przezwyciężymy zalew specyficznego nadmiaru, który wzbudza wrażenie sytuacji wręcz trudnej do zniesienia, bo atakującej nawet pozostałości naszego wyczucia decorum, otrzymamy tekst traktujący o sprawach istotnych. Autorka bowiem, wyliczając kolejne działania, nakłania do zwrócenia się w stronę wartości i prawd chrześcijańskich. „Złapani” zabiegiem formalnym mamy szansę to odczytać.
Niezależnie od charakteru wybranych przez artystkę środków formalnych o wartości jej twórczości mówić należy w kontekście oddziaływania na widzów. Na podstawie komentarzy pod teledyskiem wyrażających niekłamany zachwyt, zapewniających o „subach”, a nawet świadczących o zainteresowaniu ze strony osób niewierzących można przyznać, że filmik spełnił zamierzoną funkcję.
Zasadne wydaje się nawet stwierdzenie, że w spuściźnie po postmodernistycznym świecie, w którym trudno było wierzyć, tylko po doświadczeniu „rycia bani” możliwy jest autentyczny powrót do rozmowy o wartościach religijnych. Idź do światła i nie pierdol! miałoby więc pełnić funkcję zainicjowania szerokiej rozmowy ponad podziałami (co można wyczytać w komentarzach), a to i tak dużo.
Jakie czasy, taka sztuka
Skrajne reakcje na dzieła ADU są zatem jak najbardziej właściwe. Nie należy dziś oczekiwać „prawidłowej” wykładni dzieła, więc każda wypowiedź, a w szczególności ta najbardziej spontaniczna, dająca świadectwo właśnie „afektu w zenicie”, będzie na miejscu. Wszystkie ukazują podstawowy cel artystki, jakim jest zwrócenie uwagi na problemy religijne, społeczne i polityczne, bo złapanie uwagi przebodźcowanych odbiorców współczesnego świata mediów to już, można powiedzieć, połowa sukcesu.
Głębokie przekonanie ADU o sile perswazyjnej własnej twórczości każe odstawić w kąt niedawne jeszcze relacje zdystansowania, które tutaj niejako rozbijają się o szczerość przekazu.
Sprowadzanie przenośni do wymiaru dosłownego, rozbrajanie postmodernistycznych narzędzi przez nieironiczne posługiwanie się nimi, powoływanie się na autorytety i podejmowanie poważnych tematów w sposób, który przypominać może prostotę dziecka nieznającego konwencji mówienia o pewnych sprawach (wolnego, pozbawionego snobistycznych chęci robienia tego, co wypada i co modne), wreszcie wiara w swoją misję i nawiązywanie partnerskiego dialogu z odbiorcami – to wszystko jest tyleż wyzwalające (z konwencji i ich znajomości), co problematyczne (głównie w odbiorze). „Rycie bani” może ułatwić przedarcie się przez świadomość konwencjonalności całej sytuacji komunikacyjnej, aby znów naprawdę wywrzeć na nas wpływ.
Pułapka dla widzów jak zwykle tkwi w nowości, ale (znów) nie takiej, jakiej się spodziewaliśmy. Miejsce novum (rozumianego zgodnie z modernistyczną kategorią postępu) zajmują deklarowane wprost powroty do starych koncepcji. Zamiast możliwości ustalenia spójnego stanowiska w obszarze kultury otrzymujemy – jako punkt dojścia – propozycję stanu ciągłego wahania.
Dziś więc nie należy szukać w dziele sztuki jednoznacznego przesłania. Artysta ma za zadanie zainicjować rozmowę za pomocą dostępnych nam wszystkim narzędzi. Co istotne jednak, powrócono do kwestii wartości.
Metamodernizm to propozycja, która powstaje na naszych oczach. Jej kształt także zależy od nas, dlatego niniejszy esej to jedynie próba rozpoznania nowej sytuacji w sztuce. Na czoło wysuwa się pozwolenie na skrajność i różnorodność, którego celem – w miejsce proponowania stałych pojęć − jest ukazanie wachlarza możliwości.
Realizacje artystyczne włączane do tego nurtu mogą być skrajnie odmienne mimo posługiwania się podobnymi narzędziami. Znajomość tych ostatnich zaś może okazać się kluczowa dla przyszłej charakterystyki fenomenu ADU.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych.
Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o zachowanie informacji o finansowaniu artykułu oraz podanie linku do naszej strony.