Steve Bannon – prorok destrukcji, ojciec chrzestny MAGA i… leninista?
Fot. Gage Skidmore, wikimedia commons, Creative Commons Attribution-Share Alike 2.0 Generic license.
„Jestem leninistą. Lenin chciał obalić państwo, to jest również mój cel”. Czy to cytat z jakiegoś lewicowego rewolucjonisty końcówki lat 60. XX wieku? Nie, to słowa Steve’a Bannona jednej z najważniejszych postaci amerykańskiej nowej prawicy. Kim tak naprawdę jest ten człowiek? Jaka jest jego biografia? Czy mamy do czynienia z cynikiem czy może idealistą? I w końcu – czy po odsunięciu na boczny tor po zakończeniu I kadencji Trumpa może on odegrać jeszcze jakąś rolę w amerykańskiej polityce?
W marcu 2012 roku w swoim domu w Los Angeles umiera 43-letni dziennikarz Andrew Breitbart, a jego tragiczna śmierć uruchamia serię wydarzeń, które odmienią krajobraz polityczny Ameryki. Breitbart to współzałożyciel „Huffington Post”, portalu informacyjnego i publicystycznego o ciężarze gatunkowym i niezwykłym wpływie na amerykańską sferę publiczną.
„HuffPost” – jak nazwie się kilka lat później po rebrandingu – zaledwie kilka tygodni po śmierci Breitbarta otrzymuje nagrodę Pulitzera jako pierwsze internetowe przedsięwzięcie w historii amerykańskich mediów, tym samym stawiając kolejny wielki krok na drodze do dominacji internetu nad prasą i telewizją.
Portal założony przez Breitbarta miał od początku jednoznacznie liberalny charakter – wytrwali obserwatorzy polskiej polityki mogą odnaleźć bez problemu krajowy punkt odniesienia, ponieważ Tomasz Lis, kiedy w lutym tego samego 2012 roku uruchamia NaTemat, reklamuje się on właśnie jako polski „Huffington Post”.
„Wolałbyś by Twoja córka była feministką czy miała raka”?
Andrew Breitbart zostanie jednak zapamiętany zapewne najlepiej przez inny internetowy projekt, któremu użyczył swojego nazwiska – portal „Breitbart”, założony w 2007 roku, opisywany przez liberalne media jako platforma alternatywnej prawicy, a także kolejny milowy kamień w transformacji mediów internetowych w to, czym są dzisiaj.
Zaprojektowany jako prawicowa odpowiedź na „Huffington Post” – dziecko, którym konserwatywny libertarianin Andrew Breitbart musiał być ostatecznie rozczarowany – portal był pod wieloma względami rewolucyjny, przenoszący kontrkulturę internetu wprost do mediów.
Agresywny, przekorny, wulgarny, bezczelny, szukający ciągłej transgresji, zajadle atakujący zarówno potężną w kreowaniu wyobraźni Amerykanów administrację Baracka Obamy, jak i również – zdaniem twórców „Breitbarta” – bezsilny i ośmieszony trzon Partii Republikańskiej.
Wraz z nagłą śmiercią twórcy i twarzy portalu, stery w całości przejmuje jego współzałożyciel, producent i twórca filmów Steve Bannon, który nie tylko utrzymuje dotychczasowy kurs.- rozpędza on kontrowersyjne medium do nowych prędkości. Na portalu pojawiają jeszcze bardziej prowokacyjne teksty i motywy
Nagłówki typu: Birth Control Makes Women Unattractive and Crazy czy Would You Rather Your Child Had Feminism or Cancer? dają posmak stylu, w którym serwowane są treści. Agresywna strategia daje niezwykłe efekty – w 2012 roku „Breitbart” odwiedza miesięcznie nieco ponad milion odbiorców, by w ciągu kilku lat urosnąć kilkunastokrotnie – pod koniec 2015 roku portal przyciąga co miesiąc już ponad 15 milionów.
Bankier Goldman Sachs, producent filmowy, katolik po
Żeby zrozumieć skąd bierze się sukces portalu pod nowym zarządem, trzeba również zrozumieć skąd pochodzi sam Steve Bannon, który jest przykładem wyśnionego amerykańskiego snu. Urodził się w 1953 roku w Norfolk. Pochodzi z irlandzkiej, katolickiej rodziny, a wychował się w Virginii. Jego ojciec Martin, zaczynając od pracy fizycznej przy utrzymaniu linii telefonicznych zdołał wypracować sobie drogę awansu do klasy średniej, a z jednej pensji był w stanie utrzymać żonę i piątkę dzieci.
Miliony takich ludzi jak Martin Bannon było zapleczem ówczesnej Partii Demokratycznej, która była wtedy siłą nie tylko klasy ludowej, z której rodzina Bannonów niewątpliwie się wywodziła, ale również katolickich emigrantów z Irlandii, Włoch czy Polski.
Ci zaś w latach powojennych wciąż jeszcze byli traktowani przez protestancką większość z nieufnością, a swojego czempiona odnaleźli w pierwszym katolickim prezydencie USA – Johnie Fitzgeraldzie Kennedym.
Młody Steve kończy prywatne katolickie liceum, przygotowujące do służby w U.S. Army. Być może już wtedy objawia się w nim duch przekory, ponieważ po ukończeniu studiów na Virginia Tech wybiera Navy, a nie Army i służy tam przez 7 lat służy jako oficer marynarki. Dalszą drogę zawodową wybiera sobie niezwykle konsekwentnie wraz ewolucją swoich poglądów politycznych.
Polityką zaczyna interesować się w marynarce, gdzie przechodzi wielkie rozczarowanie polityką prezydenta Cartera i fascynację Ronaldem Reaganem. W takim reaganowskim duchu po opuszczeniu marynarki w 1983 roku kończy studia MBA na Uniwersytecie Harvarda i zostaje bankierem inwestycyjnym w Goldman Sachs, by następnie założyć swoją własną firmę inwestycyjną inwestującą w rozrywkę: filmy, produkcje telewizyjne i Hollywood.
Z sektora finansowego płynnie przechodzi do sektora kreatywnego, stając się producentem filmowym i twórcą, zarówno kasowych filmów dla szerokiej publiczności – takich jak chociażby The Indian Runner w reżyserii Seana Penna – , jak i bardziej niszowych dokumentów, skierowanych do konserwatywnej niszy (np. Fire from the heartland).
Jego wielkim drugim rozczarowaniem politycznym po Carterze jest George W. Bush, który dla Bannona uosabia zepsuty establishment Partii Republikańskiej.
Jak mówił o tym sam w przytoczonym przez Bloomberg Businessweek materiale: „Co zwróciło mnie przeciwko całemu establishmentowi, jest powrót z Azji w 2008, gdzie prowadziłem biznes, żeby zobaczyć, że Bush sp*******ł tak samo jak Carter. Cały kraj był w ruinie”. Bannon pracował wtedy w Szanghaju nad projektem wirtualnego rynku dla najpopularniejszej wtedy gry MMO na świecie, World of Warcraft.
Kryzys finansowy, który przetacza się wtedy przez kraj, rujnuje wielu zwykłych Amerykanów z klasy średniej – w tym ojca Steve’a, który według relacji przyjaciół rodziny traci dużą część swoich oszczędności życia. Tymczasem sam Steve widzi swoich kolegów z Wall Street, którzy z całego kryzysu wychodzą bez żadnego uszczerbku. To doświadczenie cementuje przemianę i ostateczny zwrot w kierunku polityki antyestablishmentowej.
Jednak Bannon nigdy nie porzuci nawyków ze świata rozrywki i kultury internetowej, którą uważa za fortpocztę zmian. Jego przyjaciele i współpracownicy przywołują, że bliska była mu „doktryna Breitbarta” (kolejna rzecz, którą Bannon zawdzięcza Andrewowi Breitbartowi): „Polityka jest funkcją kultury. Wygraj bitwę o kulturę, a wygrasz wojnę”.
Przeciwko mainstreamowi Partii Republikańskiej
Droga do pierwszoligowej polityki Bannona biegnie przez portal „Breitbart”. Przyszły dorada Trumpa chce narzucać ton – przynajmniej swojej stronie sceny politycznej. Temu sposobowi działania Bannon pozostanie wierny również już jako pokiereszowany politycznie weteran po 2020 roku i twórca podcastu War Room.
Z jednej strony media, które prowadzi przypominają sposobem organizacji i aktywnością partyzantkę rzucającą wyzwanie wszechmocnym legacy media – mediom głównego nurtu. Z drugiej strony ostatecznym celem i ambicją jest przejęcie podstawowej funkcji tych mediów, ich roli jako jedynych strażników przekazu – gate keeperów.
W tym sensie kontrapunktem do działań Bannona pozostawał „National Review”, magazyn który przez dziesięciolecia meblował głowy pokoleniom republikańskich polityków i wyborców. Różnica jest jednak oczywista.
Kiedy National Review był pismem tworzonym przez i (w pierwszej kolejności) dla bystrzaków z uniwersytetów z Ivy League, media Bannona chciały opanować wyobraźnię nowego wyborcy prawicy – ludowego, wykonującego pracę „niebieskich kołnierzyków” pokrzywdzonego przez globalizację i offshoring miejsc pracy.
Dlatego forma narracji i agenda, którą Bannon przebijał się do republikańskiego mainstreamu była zupełnie inna. Jeszcze w 2013 roku pracował z senatorem z Alabamy Jeffem Sessionsem nad wypracowaniem twardszej strategii w kwestii migracji – jednej z najważniejszych tematówpolitycznych w republikańskim arsenale, będącym ważny dla polityka z Alabamy tematem stanowym i pryncypialną kwestią dla Bannona.
Sessions – pierwszy poważny sojusznik Bannona z jądra GOP (Grand Old Party – potoczna nazwa mainstream Partii Republikańskiej sprzed ery Donalda Trumoa) – zostanie później jednym z pierwszych najważniejszych polityków republikańskich, popierających kandydaturę Trumpa w prawyborach, a po jego zwycięstwie – prokuratorem generalnym USA.
Niechluj do którego Trump ma słabość
Z samym Trumpem Bannon poznał się – według słów drugiego z zainteresowanych – przez Charliego Rose’a, prezesa Citizens United, ważnego konserwatywnego NGO politycznego, będącego idealnym pomostem pomiędzy starą a nową Partią Republikańską.
Organizacja lobbowała za ograniczeniem rządu i poddaniu go oddolnej obywatelskiej kontroli, łącząc niechęć do finansowania rządu federalnego właściwą „starym” konserwatystom z naciskiem na oddolną kontrolę obywatelską oraz przekonanie o suwerenności ludu, wpasowującymi się później w populistyczną retorykę.
Nie znamy dokładnej dynamiki tej relacji, ale panowie musieli mieć do siebie szacunek i poczuć wspólnotę poglądów – silnie pro-amerykańskich, anty-chińskich, anty-imigracyjnych.
Obaj z dużym doświadczeniem w biznesie, ale również ogromną intuicją i żyłką do showbiznesu i tworzenia wielkich narracji skierowanych do wielkich rzesz Amerykanów – co Bannon zdobył poprzez swoje doświadczenie w Hollywood, a następnie producenckie i medialne.
O inklinacji Trumpa do Bannona świadczy nie tylko fakt, że z ciekawością czytał polecane przez redaktora Breitbarta wydrukowane przez współpracowników artykuły z jego strony (jako biznesmen w pewnych sprawach starej szkoły preferujący papier). Przede wszystkim świadczy o tym to, że przyszły prezydent USA– co było szczególnie szokujące dla jego stałych współpracowników – tolerował, niechlujny styl ubioru Bannona, zarówno w czasie ich znajomości poprzedzającej przeprowadzkę do Białego Domu, jak i w trakcie pierwszej kadencji prezydenckiej Trumpa.
Przytoczony w tekście „New York Magazine” Roger Stone, były doradca polityczny Trumpa, powiedział, że sympatia była szczera i silniejsza niż pozory, ponieważ „Trump nie cierpi niechlujów, a Steve był niechlujem”. Taka wiedza o nieco staroświeckich poglądach obecnego prezydenta USA na kwestię dress code’u w pracy, mogłaby być może przydać się doradcom prezydenta Zelenskiego i kto wie – zmienić bieg pewnego ważnego spotkania z lutego 2025 roku z Białego Domu.
Wspólnota poglądów (wyrażana również w linii redakcyjnej „Breitbaita”), bezkompromisowość i dezynwoltura Bannona sprawiła, że w połowie 2016 roku został on szefem kampanii Trumpa, wyprowadzając ją z częściowej zadyszki, a także przeprowadzając przez kolejne mielizny w ciągu trzech ostatnich miesięcy wyścigu prezydenckiego.
Zostawił swój odcisk na kampanii, przekierowując wszystkie siły na działania ofensywne, atakując Hillary Clinton nie bacząc na celność kolejnych ciosów. Być może najbardziej spektakularnym przykładem bannonowskiej metody politycznej, była jego odpowiedź na słynne nagranie Access Hollywood – z której zrodziły się zarzuty wobec Trumpa o seksistowski język i molestowanie.
Bannon sprowadził na debatę Trumpa z Hillary Clinton kobiety, które oskarżały Billa Clintona o molestowanie seksualne. W ten sposób konfrontacja kandydatów na prezydenta USA zamieniła się w chaos, wywołując zaskoczenie i niedowierzanie wśród komentatorów i wyborców. Jak mówił często sam Bannon: „Flood the zone” – zalej przeciwnika swoją narracją, nie daj mu szansy na reakcję i oprzytomnienie.
Od demiurga w Białym Domu, do więzienia
Zwycięstwo Trumpa w wyborach prezydenckich prowadzi do największego wzrostu znaczenia Bannona. Zostaje on szefem strategii w Białym Domu. Jest to okres, który jest najlepiej opisany, a jednocześnie być może najbardziej trywialny w nieoczywistej biografii Steve’a Bannona.
Medialny strateg staje się na kilka miesięcy potężną postacią w sercu Białego Domu. Wraz z prezydentem programuje priorytety i narracje – jest współautorem pierwszej przemowy Donalda Trumpa, gdzie padają słynne słowa o American Carnage, malujące w ciemnych barwach obraz USA AD 2017.
Jest promotorem zdecydowanej i bezwzględnej polityki migracyjnej i ekonomicznego nacjonalizmu. Zresztą właśnie ten ostatni priorytet, absolutnie fundamentalny dla Bannona, staje się jedną z przyczyn jego upadku. Konflikt, w który popada, nie tylko z tradycyjnie wolnorynkowym skrzydłem partii i administracji, ale również zięciem prezydenta Jaredem Kushnerem (przedstawicielem frakcji opisywanej w mediach jako „umiarkowani globaliści z Wall Street”) naraża go na kolejne uderzenia.
Silna pozycja, którą zbudował sobie w administracji – „jedyny samiec alfa” wśród doradców jak mówią o nim współpracownicy prezydenta– nie tylko przysparza mu wrogów, ale również podważa zaufanie samego Trumpa.
Okładka magazynu „Time” z demonicznym zdjęciem samego Bannona i podpisem „The Great Manipulator”, nie tylko kierowała na niego zbyt wiele ze światła reflektorów publicznej uwagi. Jego słabo maskowane zadowolenie z rosnącej pozycji i sławy, zostały odebrane jako potwierdzenie ambicji Bannona do kontrolowania samego prezydenta.
Lucyferyczne zdjęcie z okładki magazynu okazuje się więc prorocze – główny strateg Białego Domu upada ostatecznie przez własną pychę i utratę zaufania swojego głównego protektora. Z samego szczytu Steve Bannon upada nisko. Nie tylko traci pozycję, ale popada również kłopoty z prawem.
Prokuratorzy oskarżają Bannona o defraudację środków na kampanię związaną z wybudowaniem muru na granicy z Meksykiem. Z zarzutów federalnych w tej sprawie ratuje go prezydencka łaska – w sensie ścisłym – ułaskawienie, wystawione przez Donalda Trumpa w ostatnich godzinach jego pierwszej kadencji.
Czas w więzieniu Bannon jednak spędzi. Zostanie ostatecznie skazany na 4 miesiące pozbawienia wolności za znieważenie Kongresu poprzez odmowę stawienia się przed komisją Kongresu w sprawie zamieszek na Kapitolu 6 stycznia.
Z więzienia wychodzi dopiero z końcem października 2024 roku, dosłownie kilka dni przed dniem wyborów, który przyniósł Donaldowi Trumpowi drugą kadencję jako prezydenta USA. W oświadczeniu po wyjściu z więzienia mówi, że czas w nim spędzony go nie złamał, lecz wzmocnił.
Polityczny oustider?
Bannon wraca do mediów, swojego naturalnego środowiska, które wyniosło do na szczyt polityczny. Podobnie jak „Breitbart” był dla niego drogą do wielkiej polityki, tak podcast „War Room” (prowadzony od 2019 roku) pozostaje metodą by podtrzymać polityczny ogień.
Bannon z Rasputina, staje się Duginem – postacią kiedyś niezwykle ważną na dworze, a teraz utrzymywaną głównie przez wspomnienie dawnej wielkości. Nazywany kiedyś „ojcem chrzestnym ruchu MAGA” stał się co najwyżej jednym z jego wujków. Historycznie zasłużonym, wciąż cieszącym się pewnym szacunkiem, ale już jednym z wielu.
Jednak odseparowanie od najbardziej porywistego prądu polityki daje mu również pewną swobodę. Choć wciąż identyfikuje się z celami prezydentury Trumpa i entuzjastycznie wychwala wiele ruchów nowej administracji, potrafi pokazać, że uważa ruch – za którego strażnika czystości wciąż się uznaje – za coś większego niż jego niekwestionowany lider w Białym Domu.
Mówi o Trumpie: „Nie jest z natury tak prawicowy jak my. Kochamy go, jest przywódcą naszego ruchu, ale to, co nastąpi po Trumpie, będzie znacznie większym wstrząsem dla liberalnego i postępowego establishmentu, który kontroluje kraj”.
Nie należy bowiem na działania Bannona po 2017 roku patrzeć, jak gdyby wywiesił wówczas polityczną białą flagę. Zachował ogromnie dużo ze swojej energii i determinacji. Jego główne medium przekazu, podcast „War Room”, przez który ponad dwadzieścia godzin tygodniowo przemawia do swoich sympatyków jest być może chimeryczny, ale bez wątpienia ambitny.
Łączy politykę krajową i międzynarodową, ekonomię i geopolitykę, bez litości i taryfy ulgowej wgryza się również w liberalne narracje, które analizuje długo i dogłębnie. Jak sam mówił „by działać skutecznie, musisz wiedzieć, gdzie są twoi wrogowie i jak kształtują narrację”. Anegdotycznym jest fakt, że w sądzie, w dniu, w którym usłyszał wyrok skazujący go na więzienie, Bannon nonszalancko trzymał pod pachą wymiętą kopię „Financial Times”.
Nie jest on bowiem cynikiem, sam siebie widzi jako rewolucjonista, którego celem jest obalenie złowrogiego establishmentu, który opanował tkankę zdrowego ciała amerykańskiego systemu. Swojemu współpracownikowi w 2013 roku miał powiedzieć: „Jestem leninistą. Lenin chciał obalić państwo, to jest również mój cel”. Podobne motywacje wypowiadał publicznie wielokrotnie: „Chcę wszystko zburzyć, zniszczyć cały dzisiejszy establishment”.
Bannon szczerze wierzy, że obecny model polityczny Stanów Zjednoczonych się wyczerpał – miał powoływać się wielokrotnie na książkę The Fourth Turning Neila Howe’a i Williama Straussa, amerykańskich teoretyków polityki i doradców, którzy opisali teorię amerykańskiej koniunktury politycznej, zamykającej się w 80-letnich cyklach, kończących się kryzysami politycznymi.
Bannon bardziej jednak niż teoretykiem destrukcji wydaje się jej praktykiem i prorokiem. Głęboko rozczarowany amerykańskim systemem w jego obecnej postaci, o intelektualnych horyzontach znacznie szerszych niż jego koledzy w każdej ze swoich ról – w bankowości, rozrywce czy polityce – Steve Bannon pozostaje jednym z najgroźniejszych rodzajów polityka – śmiertelnie zdeterminowanym idealistą, gotowym burzyć świat w imię swoich ideałów.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
