Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

„Pan Samochodzik” w służbie PRL-u? Autor był „czarną postacią”

„Pan Samochodzik” w służbie PRL-u? Autor był „czarną postacią” Autor ilustracji: Bruno Dziadkiewicz

Z jednej strony nieustannie powracająca moda na Pana Samochodzika, z drugiej szkolna promocja Tomka Wilmowskiego. Twórcy obu bohaterów – Zbigniew Nienacki i Alfred Szklarski – to postaci z zupełnie innego porządku, chociaż obaj meblowali głowę dzieci i młodzieży w epoce Polskiej Republiki Ludowej. O tym, co dla tej rzeczywistości znaczyli, Bartosz Brzyski pyta Jarosława Molendę, autora książek biograficznych poświęconych wyżej wspominanym autorom.

Bartosz Brzyski: Widział pan film Pan Samochodzik i templariusze w produkcji Netflixa?

Jarosław Molenda: Z obowiązku pisarskiego musiałem zobaczyć ten film. „Musiałem” jest adekwatnym słowem do tego, co chciałbym na ten temat powiedzieć. Rozumiem producentów. To miał być film z bohaterem, który będzie rozpoznawalny i uniwersalny. Bardziej w duchu i klimacie pośmiertnych kontynuacji Pana Samochodzika, których powstało już 160, a nie peerelowskich, stricte 12 kanonicznych dzieł samego Nienackiego, bo pierwszych 3 książek dla młodzieży, które dla pieniędzy Nienacki później przerabiał i dostosowywał do cyklu, nie liczę. Film mi się nie podobał. Sądzę, że zagorzałym fanom Pana Samochodzika też nie.

Co sprawia, że akurat Pan Samochodzik kilkadziesiąt lat po jego napisaniu wciąż wzbudza emocje, a popularna platforma streamingowa decyduje się na jego ekranizację? W książce Nienacki. Skandalista od Pana Samochodzika zwraca pan uwagę, że cykl ukształtował przede wszystkim roczniki 70. Wydaje się, że z plejady Szklarski, Ożogowska, Bahdaj, Niziurski, a nawet Makuszyński to właśnie Nienacki przeżywa kolejne młodości. Czy dlatego że wniósł do literatury młodzieżowej PRL-u nową jakość?

Nienacki chciał stworzyć dobrą powieść, a nie nową jakość. Tę drugą wprowadzał, gdy tworzył literaturę dla dorosłych. Jedno z jego zdań jest także mottem mojej książki: „Nie chcę być pisarzem wielkim, chcę być pisarzem kochanym”. Nienacki miał na myśli przede wszystkim młodzież. Oczywiście jego warsztat był bardzo dobry.

Sam twierdził, że ludzkość kocha archetypy literackie, dlatego stworzył schematyczną postać Pana Samochodzika. Obudował ją na tyle atrakcyjnie i dostosował do czasów, w których tworzył, że stanowiło to mimo wszystko novum. Sam pomysł wykreowania dorosłego bohatera w literaturze młodzieżowej nie jest niczym przełomowym.

Nienacki czerpał z literatury światowej, dlatego nie bał się wprowadzić do książek bohatera starszego od czytelników. Dodał do niego jednak całą ekipę towarzyszącej mu młodzieży. Wszystko to łączyło się na tyle zgrabnie, że wyszły absolutne bestsellery.

Produkcji Netflixa zarzuca się, że z Pana Samochodzika uczyniono postać antypatyczną i bufonowatą. Może to kwestia tego, że przyzwyczailiśmy się do obrazu tego bohatera wykreowanego przez serial z lat 70.?

Dla Netflixa z pewnością była to po prostu próba zaadaptowania Pana Samochodzika do współczesnych czasów. W mojej ocenie uzyskaliśmy skrzyżowanie polskiego Jamesa Bonda z Indiana Jonesem. Próba wskrzeszenia tytułu w anturażu PRL-owskim też byłaby skazana na porażkę. Ma pan rację, że dziś patrzymy na Pana Samochodzika przez pryzmat roli Stanisława Mikulskiego i serialu z 1971 r. Wtedy zresztą Mikulski był już sławny ze względu na rolę Hansa Klosa w Stawce większej niż życie. On nadał Panu Samochodzikowi sympatyczną twarz.

Sympatyczna twarz, ale jednak osadzona w PRL-owskiej rzeczywistości. Inni autorzy osadzali swoich dziecięcych bohaterów raczej poza czasem politycznym. Nienacki od systemu politycznego nie stronił.

Szklarski wysyłał przecież Tomka poza Polskę. Zdecydowanie Nienacki był bliższy społecznych realiów. Taki Makuszyński choć bardzo dbał o kreację powieściowego świata, młodzież w nim przedstawiana jest wręcz nierzeczywista. Niedawno oglądałem Szatana z siódmej klasy i aż się uśmiechnąłem. Gdzie dziś znajdziemy taką młodzież, jak w filmie? To zupełnie nierzeczywisty obraz. Nienacki odwrotnie – silnie osadzał powieściowy świat w społecznych realiach.

Jak ważne są realia, w których Pan Samochodzik, muzealnik szukający zaginionych skarbów, funkcjonuje? To fabularny mus czy ważna część cyklu?

W momencie, gdy Nienacki zagłębiał się w historię, starał się przedstawiać ją rzetelnie. Gdy jednak wiązały się z tym bieżące kwestie polityczne, a rzecz dotyczyła np. Niemców lub Rosjan (w zależności od kontekstu), autor potrafił wiele spraw przemilczeć. Po prostu zafałszowywał obraz historii. Podam przykład Mazurów – według Nienackiego byli gnębieni tylko przez Niemców, a przecież i Polacy również ich prześladowali.

U Nienackiego tylko Niemcy są przedstawieni jako czarne charaktery. Zresztą kontekstem było to, że Niemiecka Republika Federalna dopiero w 1970 r. uznała granice polsko-niemieckie na Odrze i Nysie. Książki Nienackiego cały czas niosą przekaz, że Ziemie Odzyskane nam się należą. Trwa wojna propagandowa. Nie dość, że Niemcy rozpętali wojnę i narobili szkód, to jeszcze nie chcą uznać naszego prawa do tych ziem. Nienacki mieszał polityczne sprawy z fabułą swoich książek, mimo że młodzież powinna być od tego wolna.

W swojej książce przywołuje pan opinię literaturoznawcy, prof. Przemysława Czaplińskiego, który pisze, że Nienacki opiera się na narodowych stereotypach – bezinteresowności, rycerskości, polonofili, deklarowanej tolerancyjności, antygermanizmie i kompleksie Zachodu. Jak czytamy, „[…] najistotniejszy wydaje się instytucjonalny charakter etyki pana Tomasza, skład zasad zawarty w kodeksie moralnym ormowca. Stąd bierze się wrażliwość moralna głównego bohatera, który wszędzie znajduje się na tropie mniejszych lub większych uchybień praworządności i moralności publicznej, stąd również jego ideał estetyczny na co dzień”.

Wydaje mi się, że książki Nienackiego miały na celu kształtowanie przyszłego, komunistycznego obywatela. Jeśli w takim młodym obywatelu „wyrobi się” szacunek i ociepli wizerunek milicjanta, to czytelnik w życiu dorosłym inaczej popatrzy na mundurowego. Tak samo ze służbą ORMO. Książki „tworzyły” młodego obywatela na miarę potrzeb systemu i państwa. Nienacki robił to w przystępnej formie i dlatego odniósł zamierzony efekt, ludzie do dziś zakochani są w Panu Samochodziku. Nie zauważali natrętnej momentami dydaktyki i polityki kształtowania miłości do ustroju. Była to dobra metoda, towarzysze komuniści ją dostrzegli.

Czy można powiedzieć, że Zbigniew Nienacki czerpał bezpośrednio korzyści z tego, jak zaangażowane politycznie były jego książki?

Zdecydowanie. To odbijało się na nakładach jego powieści, popularności i szybkości druku. W tamtych czasach autor czekał przeciętnie 2 lata na wypuszczenie książki, o ile przeszła przez różne sita cenzorskie, które zresztą dynamicznie się zmieniały wraz z dominującym kursem partii. Nienacki dostarczał maszynopis, a ten natychmiast trafiał do opracowania. Nakłady też miał znacznie wyższe. Przeciętnie wynosiły wówczas 30 tys. Kiedy Nienacki zaczął się sprzedawać, drukowany był w 100 tys. egzemplarzy i więcej.

Ktoś powie, że jeśli się sprzedawał, to i był drukowany. Nieprawda. Zły Tyrmanda też się znakomicie sprzedawał, ale autor podpadł władzy, więc jego kariera de facto się skończyła, chociaż można było na takim autorze zarobić ogromne pieniądze. Nienacki wyciągnął frukty ze względu na to, ze pozostawał lojalny wobec władzy i bezpieki.

Do tego dochodzą też prywatne sprawy, które pokazuję w książce. Gdy Daniel Passent, zaczął pisać polemiki z Nienackim na temat jego powieści Raz w roku w Skiroławkach, wówczas autor Pana Samochodzika poleciał na skargę do samego gen. Jaruzelskiego, a ten wezwał Passenta na dywanik. Kiedy Nienacki zaczął wojować z lokalnymi milicjantami, a ci mu nie odpuścili, to napisał skargę do samego gen. Kiszczaka. Dostęp do partyjnej wierchuszki był nagrodą. Mało tego, sprawy Nienackiego załatwiano tak, żeby „towarzysz literat” był zadowolony. O tym wiemy. Pytanie, jak wiele jest tych spraw, które już na zawsze pozostaną tajemnicą.

Trudno pozostać wobec takich informacji obojętnym.

Wydaje mi się, że do dzisiaj nie rozgranicza się osoby autora i jego twórczości. Odczułem to, kiedy ukazały się pierwsze informacje o napisanej przeze mnie biografii Nienackiego. Przeczytałem komentarz z pytaniem: „Po co znów dekomunizować”? Ale czy miałem przemilczeć, że Nienacki współpracował ze służbami bezpieczeństwa PRL-u? Że był kapusiem, który donosił na swoje środowisko? Że był łajdakiem, który wykorzystywał kobiety? To nie dekomunizacja, tylko opis życiorysu autora. Niektórzy ludzie zakochani w cyklu nie są w stanie odgraniczyć działań autora od wartości jego książek.

A jak sprawa wyglądała w czasach, kiedy Nienacki tworzył, między latami 60. a 80.?

Może przeciętny czytelnik nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo w systemie i układzie zakorzeniony był Nienacki. Środowiska dziennikarskie i literackie miały tego pełną świadomość. Mało kto go lubił, chyba że ci, którzy sami należeli do układu, np. Aleksander Minkowski, tajny współpracownik o pseudonimach „Redaktor”, „Zalewski” i „Aleksander”. Nienacki przyjaźnił się z Minkowskim, który tak samo donosił i był pieszczochem partii. Środowiska opozycyjne (w latach 60. i 70. jeszcze wewnątrz systemu) Nienackiego nie akceptowały, bo miał naturę donosiciela. Nienawidzono go nawet w miejscu jego zamieszkania, Jerzwałdzie.

Rozmawiałem z ludźmi tam mieszkającymi, którzy go pamiętają. Na temat Nienackiego ukazywały się artykuły wychwalające, jaki był usłużny, wożący ludzi do ślubu czy szpitala. Ten sam Nienacki ścigał kłusowników, ludzi wycinających iglaki na święta, jako ORMO-wiec wystawiał mandaty za nieoświetloną furmankę. Poza tym był strasznym babiarzem, nawet żonę leśniczego uwiódł. Długo by wymieniać. W tak małej społeczności, jak Jerzwałd, która liczyła 200-300 osób, nic się nie dało ukryć. W stanie wojennym Nienacki chodził z ostrą bronią. Wszyscy inni musieli ją zdać, ale Nienackiemu zostawiono pozwolenie.

Z drugiej strony nie dziwię się, że o takie przywilej dla siebie zadbał, bo 400 m od jego domu znaleziono zamordowaną dziewczynę. Motyw ten znalazł się w powieści Raz w roku w Skiroławkach. Nienacki miał więc prawo się bać. Może służby dały mu znać, że planowano wysadzić jego dom. Nieudany zamach wyszedł na jaw, gdy złapano członków organizacji „Ruch”.

Lata 70. to wprowadzenie wolnych sobót, czas harcerstwa i podniesienia stopy życiowej. Sporo zmian politycznych. Nienacki podkreślał, że starał się podążać za nimi. Dobrze odczytywał ewolucję w tym socjologicznym aspekcie?

Wydaje mi się, że tak. To aspekt socjologiczny, ale przede wszystkim ekologiczny. Nie uważam Nienackiego za postać pozytywną, trzeba docenić jego zaangażowanie w ochronę przyrody. Nie robił tego pod publikę, szczególnie po tym, gdy zamieszkał na Mazurach. To on wywalczył, żeby Jezioro Płaskie koło Jezioraka, gdzie mieszkał, zostało objęte strefą ciszy. W każdym normalnym społeczeństwie goni się kłusowników, a to właśnie Nienacki takie działania proekologiczny promował, mimo że stało to często w sprzeczności z polityką gospodarczą PRL-u. Ten element jego dorobku z pewnością należy docenić.

Jego literatura mocno osadzona była w realiach, dlatego kiedy PRL się trochę otworzył, to i jego bohater wyjechał do Francji. Nie oznaczało to zachwytów nad „wrażym” ustrojem. Przeciwieństwo Pana Samochodzika stanowił Batura. Został przedstawiony jako zwolennik luksusu, który najchętniej zostałby na Zachodzie.

Zaznaczam, że powieści pisał człowiek zakochany w komunizmie, sam zresztą to przyznawał. Gdy wprowadzano stan wojenny, Nienacki stał się apologetą Jaruzelskiego, twierdził, że był to właściwy człowiek na właściwym miejscu. Miał wziąć naród za pysk i zaprowadzić porządek w kraju.

W książkach Nienackiego aspekt polonofilski ujawniał się przede wszystkim w umiłowaniu przyrody. Pisarz wyjechał na Mazury i zaszył się tam, pisał powieści przygodowe znad jezior.

Można wskazać kilka przyczyn tego, że Nienacki osiedlił się na Mazurach. Uciekł z Łodzi od alkoholu. Liczył, że nie będzie miał na Mazurach tyle pokus. Wspominał, że zwiedzał dom Karola Maya i był rozczarowany, że nie ma tam odbicia jego wielkiego pod względem popularności pisarstwa. Nienackiemu zamarzyły się Stawiska Iwaszkiewicza. Dom tożsamy z literatem. To mu się udało. Nienacki podawał też antysemityzm jako powód wyjazdu, co jest bzdurą, bo nie był nawet Żydem. Jego żona, owszem, miała takie korzenie, ale nie była prześladowana.

Zbigniew Nienacki twierdził, że jako jeden z pierwszych dowartościował postaci kobiece. Określał się nawet mianem feministy. Czy był to feminizm PRL-owski i dlatego trudno dziś go dostrzec powieściach?

Powiem wprost – pieprzenie. Nienacki kreował się na feministę, a jego powieści ukazywały świat typowo męski. Kobieta w spodniach była u niego przedstawiana jako podejrzana! Ideał kobiecości według niego to kobieta w sukience, w butach na obcasach. Gdyby Nienacki zobaczył jakąś „pankówę” w glanach, chyba dostałby zawału. Popieranie feminizmu było kreacją, tak naprawdę Nienacki stosował bardzo klarowne podziały na zajęcia męskie i żeńskie. W paru wywiadach kreował się też na przyszłego noblistę. Pod tym względem bardzo by się odnalazł we współczesnych realiach, bo zdecydowanie miał ciągoty celebryckie.

Wspomnieliśmy wcześniej o innych autorach, przede wszystkim o Alfredzie Szklarskim. Dało się być autorem poczytnych książek dla młodzieży i nie zostawać na usługach władzy?

W porównaniu do Nienackiego Szklarski był kryształowy. Nie pił, nie chodził, za przeproszeniem, na dziwki, był pracowity. W swojej biografii ma „tylko” jedną skazę. W czasie wojny pisywał do tzw. gadzinówek, czyli gazet niemieckich wychodzących w języku polskim. Dostał za to 8 lat obozu pracy. Od razu trzeba wyjaśnić, że Szklarski zamieszczał tam swoje opowiadania, ale nie miał nic wspólnego z niemiecką propagandą. Pisał westerny, półerotyki. Ta prasa miała charakter quasi-bulwarowy, jakbyśmy dziś to określili. Szklarski opowiadania miał drukowane obok doniesień o sukcesach Wehrmachtu na froncie wschodnim. To grzech, który wiele go kosztował.

Dla porównania Blanka Kaczorowska, która naprawdę ma krew na rękach i była współwinna schwytania Grota-Roweckiego, też dostała 8 lat. Szklarski za pisanie „dla Niemców” tekstów parapornograficznych dostał tyle samo. Kara niewspółmierna do winy. Efektem tego doświadczenia było to, że Szklarski nie chciał mieć nic wspólnego z PRL-em poza tym, co było niezbędne do funkcjonowania w tym systemie.

Otwierał się tylko wtedy, gdy jechał w Bieszczady i mógł zaśpiewać od serca My, pierwsza brygada, bo tożsamościowo był piłsudczykiem. Zresztą, gdy uciekał fabułą swoich książek z PRL-u do przeszłości, przy okazji mógł też dołożyć carskiej Rosji, a tym samym Rosjanom. W końcu skoro komuniści sami pogonili cara, to i Szklarskiemu krytyka carskiej Rosji przeszła.

Jak pan ocenia aktualność autorów literatury młodzieżowej, Nienackiego i Szklarskiego właśnie? W kanonie lektur pozostał ten drugi, ale to Nienacki trafił do Netfliksa. Literacko jednak wygrywa autor Pana Samochodzika?

Jedyny zarzut wobec Szklarskiego dotyczył zbyt dużej liczby wiadomości naukowych. Ten pisarz miał ambicję, aby bawić i jednocześnie uczyć. Dzisiaj dla młodzieży pewnie okazałoby się to zbyt męczące. Niektóre przypisy wyglądałyby dzisiaj kuriozalnie, np. opis tego, czym jest tapeta. Może paradoksalnie to znów jest aktualne, żeby młodzież nie myślała, że chodzi o tapetę w smartfonie. (śmiech)

Powieści Szklarskiego nie doświadczyły indoktrynacji. Jest w nich obecny patriotyzm. Fabuła serii o Tomku Wilmowskim dzieje się, kiedy Polski nie ma na mapach, przed 1918 r. Szklarski chciał doprowadzić cykl do momentu, w którym Polska odzyska niepodległość. Jego książkowe postaci często spotykają na swojej drodze polskich bohaterów albo ślady polskich odkrywców, podróżników, emigrantów. Dziś pewnie trzeba byłoby te książki przeredagować i skrócić o dłużyzny.

Na szczęście to, że akcja książek dzieje się przed I wojną światową, broni się do dziś. Książki Szklarskiego dalej można czytać z przyjemnością. Nienackiego jakimś sentymentem darzą przede wszystkim ci, którzy nie odczuli żadnych represji ze strony komunistycznego reżimu. Czy młodzież dałaby się do tego świata przekonać? Wątpię.

Zgodziłby się pan z tezą, że wtedy znaczenie literatury młodzieżowej i jej status były o wiele wyższe niż dziś?

Dzisiaj też mamy gwiazdy literatury młodzieżowej. Panie „Pizgacz” i Weronika Marczak biją rekordy nakładów. Byłem na targach książki w Warszawie i one jako jedyne podpisywały książki na płycie głównej, tak wielkie kolejki się do nich ustawiały. Literacko wydaje mi się to nędzne. To literatura, jaką tworzy się po przeniesieniu stylu mediów społecznościowych.

Język ewoluuje, czy nam się to podoba, czy nie. Wcześniej wspomniane autorki w trudniejszej dla literatury rzeczywistości niż ta, z która mieli do czynienia PRL-owscy autorzy, osiągają rekordowe nakłady. Trudno byłoby dziś zainteresować czytelników książkami pisanymi 50 lat temu. Chociaż faktem jest, że obecnie marketing książkowy znajduje się na zupełnie innym poziome. Nienacki był prekursorem promocji, gdy przeciągał polemikę z Passentem tylko po to, żeby o Skiroławkach dłużej dyskutowano.

Świat literatury young adoult, jak się ją dziś określa, stanął na głowie. W PRL-u literatura młodzieżowa skierowana do dorastających dziewcząt nie oferowała tak wielu pozycji, dziś jest odwrotnie.

Tak, rzeczywiście. Głównie książki były skierowane do chłopców. Powiedzmy, że Hanna Ożogowska czy Krystyna Siesicka łapały się w klimaty dziewczęce. Dziś trend się odwrócił i więcej jest czytelniczek niż czytelników. Wydawcy zresztą sugerują, by obierać za główne bohaterki książek właśnie kobiety. Inna sprawa, że kobiety były też w literaturze pomijane. Dekadę temu mieliśmy wręcz wysyp kobiecej literatury historycznej, żeby tę lukę zapełnić.

Czy podczas zbierania materiałów do biografii Nienackiego coś szczególnie pana zaskoczyło?

Zaskoczył mnie jego warsztat pisarski. Nie spodziewałem się, że Nienacki bazował na archetypach i wykonywał tak dużą pracę nad powieściami. Mam na myśli to, co dzisiaj nazywamy researchem. Chociaż do Szklarskiego mu jednak daleko, bo u tego pisarza wszystko zgadzało się co do milimetra, to muszę uczciwie przyznać, że warsztat Nienacki miał solidny.

Nie spodziewałem się też, że jako człowiek był „czarną postacią” i ciągnęło się za nim tyle zła, podłości. To, że współpracował ze służbami, było wiadome od dawna, jego romanse również znaliśmy. Skala złych działań Nienackiego absolutnie mnie zaskoczyła. Podpisał cyrograf z władzą PRL-u i był całkowicie oddany temu systemowi. Ten autor naprawdę nie dał się lubić, ale fanom serii mimo wszystko łatwo dokonać psychologicznego przeniesienia z ulubionego bohatera na pisarza i nie dostrzegać jego wad.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych.

Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o zachowanie informacji o finansowaniu artykułu oraz podanie linku do naszej strony.