Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.
W dyskusji wzięli udział Karolina Olejak, dr Maria Domańska oraz Marcin Łuniewski  13 listopada 2025

Sankcje powstrzymają rosyjski imperializm? Debata o państwie Władimira Putina

W dyskusji wzięli udział Karolina Olejak, dr Maria Domańska oraz Marcin Łuniewski  13 listopada 2025
przeczytanie zajmie 4 min
Sankcje powstrzymają rosyjski imperializm? Debata o państwie Władimira Putina źródło: Flickr

Czy kolejne sankcje doprowadzą do załamania rosyjskiej gospodarki i końca reżimu Putina? W warszawskiej siedzibie Klubu Jagiellońskiego odbyła się rozmowa poświęcona gospodarce, ideologii i aktualnej sytuacji wewnątrz Rosji.

Co z tymi sankcjami?

Dr Maria Domańska na wstępie dyskusji stanowczo podkreśliła, że Rosja „nie rozpadnie się ani po 19., ani po 30. pakiecie sankcji”. Analityczka OSW wyjaśniła, że celem finansowych restrykcji jest maksymalne podniesienie kosztów kontynuacji wojny dla Moskwy.

— W Rosji już widać początek dylematu wyboru między armatami a chlebem, czyli między finansowaniem agresji a kontynuowaniem hojnej polityki socjalnej. W coraz większym stopniu to społeczeństwo rosyjskie będzie musiało płacić za wojnę, czego do tej pory nie było — mówiła Domańska.

Ekspertka dostrzegła w tym nadzieję na wzrost niezadowolenia wśród obywateli. W Rosji maleje bowiem poparcie dla kontynuacji wojny przy jednoczesnym wzroście poparcia dla negocjacji pokojowych. Kreml jednak usilnie chce doprowadzić do zakończenia konfliktu na własnych warunkach.

— Najlepszym dowodem na to, że sankcje „bolą”, jest fakt, że Rosja przy każdej okazji w ramach tak zwanych negocjacji domaga się zniesienia sankcji — tłumaczyła analityczka OSW.

Dziennikarz Marcin Łuniewski odniósł się do skuteczności sankcji, zgadzając się, że powoli podcinają one skrzydła rosyjskiej gospodarce. Zaznaczył jednak, że Rosja wciąż utrzymuje się na powierzchni, gdyż – mimo interwencjonizmu państwowego i udziału oligarchów – jej gospodarka pozostaje wolnorynkowa. Aby przetrwać, rosyjskie przedsiębiorstwa muszą szukać nowego źródła dochodu w ramach tzw. importu paralelnego.

— Przykładowo, Armenia nagle staje się największym importerem Mercedesów z Niemiec. Wiadomo, że te Mercedesy tam nie zostają, tylko idą później do Rosji.

Oczywiście, że sankcje działają i będą działać, natomiast nie oznacza to, że Łukoil czy Rosnieft nagle się rozpadną. Wystarczy im znaleźć zagranicznych pośredników, żeby swój szemrany biznes prowadzić mimo restrykcji, rzecz jasna przy zwiększonych kosztach — wyjaśniał dziennikarz.

Ideologia Kremla to dziecko faszyzmu

Łuniewski poruszył często pomijany temat weteranów wojennych. Kreml obawia się powrotu około stu tysięcy weteranów, którzy po zakończeniu działań na Ukrainę mogą wyrządzić poważne szkody społeczeństwu.

— Zdarza się, że żołnierze, którzy wracają z frontu, mordują swoje żony czy dzieci. Wielu z nich to byli więźniowie – często pedofile, mordercy – z PTSD, którego w Rosji praktycznie się nie leczy. Nieleczona trauma w najlepszym razie prowadzi do samobójstwa, a w najgorszym – do popadnięcia w alkoholizm i zabicia kogoś przy okazji — komentował dziennikarz.

Zdaniem Łuniewskiego, obóz Putina obawia się, że rozczarowani weterani dołączą do ekstremistycznych organizacji, które zamierzają obalić obecny aparat władzy.

— Sporo żołnierzy jak straci wysokie apanaże i powróci do swoich małych wiosek, to zacznie czuć, że państwo ich wykorzystuje. Już wcześniej, tj. po wojnie afgańskiej i czeczeńskiej, część weteranów dołączyła do skrajnie prawicowych czy wręcz faszystowskich ugrupowań, które Kreml, że jest za mało patriotyczny i za mało skupia się na żołnierzach — wyjaśniał Łuniewski.

W ten sposób rozmówcy Karoliny Olejak płynnie przeszli ideologii Kremla. Domańska stwierdziła, że ma wiele cech faszystowskich i zmierza w kierunku pełnokrwistej ideologii faszystowskiej.

— Ta ideologia jest aktywnie narzucana obywatelom, szczególnie poprzez system edukacji. Już od przedszkola dzieci są masowo indoktrynowane w duchu militaryzmu, kultu śmierci na polu walki czy nienawiści do wrogów — tłumaczyła analityczka.

Domańska wskazała, że Rosji nie chodzi jedynie o zdobycze terytorialne, ale o fundamentalną przebudowę porządku w Europie. Wojna jest ukazywana jako „święta, egzystencjalna walka z Zachodem”, która jest już prowadzona od lat i od której zależą losy Rosji. Ekspertka ostrzegła, że dopóty wojna będzie trwała, dopóki Rosja będzie w stanie ją prowadzić.

— Jeżeli Zachód razem z Ukrainą nie skompromitują raz na zawsze ideologii imperialnej i nie pokażą Rosji, że kontynuacja kursu agresywnego militaryzmu skończy się katastrofą, to każdy kolejny lider rosyjski będzie naciskał przysłowiowy guzik, żeby w bardzo łatwy sposób legitymizować swoje rządy.

To jest paradoks Rosji. W kraju demokratycznym wojna na taką skalę nigdy nie mogłaby być czynnikiem legitymizującym władzę. Rosjanie natomiast nie mają tożsamości narodowej, jedyną ich tożsamością jest tożsamość imperialna i państwo jest dla nich jedynym punktem odniesienia — stwierdziła Domańska.

Koniec putinizmu?

Marcin Łuniewski, pytany o to, jak skompromitować rosyjski imperializm, przypomniał, że putinizm trwa już 25 lat, a scenariusz „denazyfikacji” pod alianckimi bagnetami jest nierealny z powodu broni nuklearnej.

Zdaniem dziennikarza, do tego mogą doprowadzić obecnie mało realne scenariusze takie jak spektakularne niepowodzenie w wojnie z Ukrainą czy kryzys gospodarczy rodem z lat 90., który przyczyni się do upadku rosyjskiej gospodarki.

— Tak zwana specjalna operacja wojskowa powoli osiąga kult Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, więc jeśli imperialne myślenie miałoby się skompromitować, musiałaby się wydarzyć ogromna porażka na froncie. Rosjanie musieliby stracić „ziemię świętą”, czyli Krym. Wtedy już faktycznie społeczeństwu mogłyby puścić hamulce — hipotetyzował Łuniewski.

Domańska z kolei zwróciła uwagę na dobry jej zdaniem znak, jakim jest spadek oglądalności propagandy państwowej i zauważalne zmęczenie Rosjan polityką Putina. Zmęczenie to nie przekłada się jednak na realne akcje przeciwko reżimowi, lecz objawia się w obojętności, którą w kontekście Rosji potocznie nazywa się „pochuizmem”.

— Rosjanie nie potrzebują na co dzień tematów wojny i patriotyzmu, dlatego coraz częściej szukają dla siebie emigracji wewnętrznej. Chcą się zdystansować od państwa, nie będą za nie walczyć, ale nie będą też go bronić, co świetnie pokazał bunt Prigożyna.

Oczywiście w sondażach i publicznie będą oni popierać i wojnę, i rząd, a zwłaszcza Putina. Czasem odważnie powiedzą, że chcieliby negocjacji pokojowych zamiast wojny, lecz potem dodadzą, że „naszych chłopców zawsze trzeba wspierać”. Rosjanie stosują mechanizmy obronne, starają się szukać jakiejś alternatywnej rzeczywistości — podsumowała analityczka OSW.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.