Zwolennicy Tuska coraz bardziej podatni na teorie spiskowe? Analiza zjawiska
Teorie spiskowe więcej mówią o swoich zwolennikach niż o świecie: ujawniają ich emocje, lęki i poczucie braku sprawczości. Pełnią też funkcję społeczną – scalają grupy i tłumaczą nierówności. Coraz częściej to po stronie liberalnej teorie spiskowe stają się widocznym zjawiskiem, ujawniającym nowe napięcia na polskiej scenie politycznej.
Nieoczekiwana zmiana miejsc
W trakcie ostatniej kampanii parlamentarnej Donald Tusk otwarcie mówił do swoich wyborców, że Donald Trump został zwerbowany przez rosyjskie służby już w latach 90. i w domyśle wciąż jest przez nie sterowany. Ta niewiarygodna historia, zakładająca działanie zakulisowych sił i nie poparta dowodami, jest dość klasyczną formą teorii spiskowej.
Jest to o tyle ciekawe, że wygłosił ją lider obozu liberalnego, który zbudował swój polityczny wizerunek w oparciu o pochwałę takich wartości jak racjonalizm czy progresywizm.
Gdy bowiem cofniemy się 15–20 lat wstecz, to zobaczymy, że wówczas teorie spiskowe były domeną strony przeciwnej. W tym czasie Jarosław Kaczyński był przedstawiany jako ten, który opowiada niestworzone historie o tajemniczych grupach trzymających władzę, sterujących państwem z ukrycia i będące odpowiedzialne za porażki wyborcze jego obozu.
Wówczas to Donald Tusk uchodził w oczach opinii publicznej za trzeźwo myślącego polityka, twardo stąpającego po ziemi. Teraz wydaje się, że role nieco się odwracają. Lider PiS-u nie mówi już o tajnych agentach sabotujących jego działania, za to obóz liberalny zaczął wszędzie dostrzegać wpływy obcych, głównie rosyjskich, służb.
W Polsce bez wątpienia działają rosyjscy agenci, jednak gdyby poważnie traktować wszystkie doniesienia na temat tego, w czym rzekomo Putin „maczał palce”, okazałoby się, że jest on bardziej wpływowy niż masoni i reptilianie razem wzięci. O ile przedstawianie Viktora Orbána jako „człowieka Putina” ma pewne uzasadnienie, to uznawanie Prawa i Sprawiedliwości za ugrupowanie powiązane z Rosją wymaga już sporego wysiłku w zaprzeczaniu rzeczywistości.
Jest to bowiem bodajże najbardziej konsekwentnie antyrosyjska partia na polskiej scenie politycznej. Tymczasem tego typu oskarżenia o zakulisowe powiązania polityków prawicy z Rosją, można coraz częściej znaleźć w obozie lewicowo-liberalnym.
Wbrew temu, co w poprzednich dekadach czasem sądzono, prawica nie ma w sobie żadnego „genu” podatności na teorie spiskowe, podobnie jak druga strona nie posiada żadnej „szczepionki” odporności na nie.
Brak sprawczości napędza wiarę w spiski
To, że dawniej więcej teorii spiskowych pojawiało się po stronie konserwatywnej, a obecnie zaczynają pojawiać się po stronie progresywnej, można wytłumaczyć w znacznie prostszy sposób. Teorie spiskowe są po prostu domeną strony słabszej – tej, która przegrywa i traci wpływ na rzeczywistość. Znajdując się w takim położeniu, musi ona jakoś zrekompensować swoje braki i wytłumaczyć swój stan, a najłatwiej zrobić to, nadając mu twarz zakulisowych sił.
A na polskiej scenie politycznej to konserwatywna prawica, praktycznie od początku powstania III RP znajdowała się na marginesie, dopiero w ostatniej dekadzie stając się mainstreamem.
Oprócz niej, od lat sporym siedliskiem teorii spiskowych jest też skrajna lewica, nie ta salonowa, lecz uliczna, anarchistyczna, która żywi się opowieściami o Watykanie pociągającym za wszystkie sznurki czy milionerach spotykających się na tajnych naradach, podczas których decydują oni o przyszłości świata.
Mainstreamowa lewa strona przez długi czas była odporna na teorie spiskowe, ponieważ ich nie potrzebowała. To ona rządziła, a świat działał według ustalonych przez nią reguł. Nie musiała tłumaczyć swoich porażek teoriami spiskowymi, bo ich nie ponosiła, a nawet jeśli się zdarzały, rozumiała, dlaczego do nich doszło.
Nie jest przypadkiem, że natężenie teorii spiskowych po stronie liberalnej jest wprost skorelowane z jej porażkami wyborczymi. Pionierem liberalnych teorii spiskowych był Tomasz Piątek, który zaczął publikować książki o „tajnych powiązaniach” polityków PiS-u po wygranej tego obozu w 2015 roku.
Co mówią badania?
Te zmianę potwierdzają również dane z raportu na temat popularności narracji spiskowych w Polsce, przeprowadzonego przez Franciszka Czecha i Pawła Ścigaja z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wynika z niego, że pomiędzy rokiem 2014 a 2020 wśród wyborców Zjednoczonej Prawicy odsetek wiary w teorie spiskowe spadł o 7 punktów procentowych, podczas gdy wśród elektoratu partii Lewica wzrósł o 10 punktów.
W badaniu z 2020 roku elektorat Koalicji Obywatelskiej wciąż cechował się stosunkowo niskim poziomem wiary w teorie spiskowe. Jednak w kolejnym badaniu z 2023 roku odsetek osób posługujących się spiskowymi schematami myślenia w KO przekroczył ten, który odnotowano wśród wyborców PiS-u. Nastąpiła więc dość niespodziewana mijanka na tym polu.
Dodajmy, że badanie przeprowadzono jeszcze przed wyborami parlamentarnymi, które koalicja ostatecznie wygrała. We wspomnianych badaniach najwyższy poziom wiary w teorie spiskowe konsekwentnie wykazywali sympatycy Konfederacji czyli ta część prawicy, która wciąż pozostaje bez realnego wpływu na rządzenie.
Mit sfałszowanych wyborów
Związek teorii spiskowych z wyborami najlepiej widać w prostym zestawieniu ostatnich wyborów parlamentarnych, w których wygrała koalicja, oraz wyborów prezydenckich, w których przegrała. O ile te pierwsze nie budziły żadnych wątpliwości po lewej stronie, o tyle te drugie nagle okazały się – zdaniem zwłaszcza ruchu Silni Razem, z dr. Krzysztofem Kontkiem na czele – pełne nieprawidłowości na tak dużą skalę, że rzekomo przechyliły szalę zwycięstwa na drugą stronę.
Działa tu prosty, lecz wyjątkowo silny mechanizm psychologiczny. Jeśli ktoś mocno zaangażował się w dane przedsięwzięcie i poświęcił mu swój czas, to w obliczu porażki musiałby przyznać przed sobą, że wysiłek poszedł na marne – albo, co gorsza, że sam ponosi za nią winę.
To trudne, dlatego znacznie łatwiej uwierzyć w teorię spiskową: w przekonanie, że zwycięstwo zostało nam „skradzione” przez zakulisowe siły. Dzięki temu zachowujemy poczucie własnej niewinności, a zamiast obwiniać siebie, możemy skierować pretensje wobec przeciwników.
Jak wytłumaczyć świat?
Coraz liczniejsze teorie spiskowe po stronie liberalnej mają jednak głębszą przyczynę, która nie jest jedynie kompensacją za przegrane wybory. Pojawiają się one bowiem wtedy, gdy ktoś nie rozumie rzeczywistości, jaka go otacza. Nie wiedząc, co się dzieje wokół niego, umysł naturalnie chce „domknąć” obraz świata, wypełnić luki za pomocą pozornie logicznych powiązań przyczynowo-skutkowych.
W tym sensie teoria spiskowa jest bękartem oświecenia. To właśnie ono wraz z odczarowaniem świata i wprowadzeniem mechanistycznej wizji rzeczywistości, stworzyło przestrzeń dla tego typu fantazji.
Ponieważ przez ostatnie dekady system działał według liberalnych reguł, liberałowie orientowali się we wszystkim, co się działo i na wszystko mieli gotowe wytłumaczenie. Relacje międzynarodowe, gospodarka czy zmiany obyczajowe przebiegały tak, jak je zaplanowali i opisali.
Wówczas to prawica szukała spisków tłumaczących, czemu świat nie działa tak, jak oni uważają. Opowiadano, że w rzeczywistości to żydomasoneria, neomarksiści lub George Soros z ukrycia pociągają za wszystkie sznurki, uniemożliwiając wzrost konserwatywnym wartościom.
Teraz, gdy świat zaczyna się zmieniać i przechylać w drugą stronę, liberałowie przestają rozumieć, co się dzieje. Nie są w stanie odejść od swoich przekonań i na nowo spojrzeć na rzeczywistość, więc szukają prostych recept, z których najprostszymi są teorie spiskowe.
Migracja – polityczna porażka liberałów
Przykładem tego jest podejście do imigracji. Gdy w Europie zaczęły wzrastać problemy i napięcia społeczne związane z tym zjawiskiem, to liberałom, po dekadach promowania multikulturalizmu trudno było się z tego wycofać. Zamiast przyznać się do błędnej polityki i zacząć na nią reagować, znacznie łatwiej było przerzucić winę za problemy z integracją na podziemne organizacje neonazistów i faszystów.
Takie podejście nie tylko nie tłumaczy zjawiska, ale też uniemożliwia adekwatne na niego reagowanie. Szukanie spisków upraszcza rzeczywistość do jednego czynnika, co utrudnia rozwiązywanie problemów. Zamiast skupić się na szukaniu prawdziwych przyczyn kryzysu imigracyjnego, liberałowie tropią ukrytych wrogów systemu.
W takiej sytuacji łatwo wpaść w błędne koło: nierozwiązane problemy narastają, a ich wyjaśnienia wymagają coraz bardziej absurdalnych teorii, z których trudno się potem wyplątać. Przykład prawicy pokazuje, że wiara w spiski pomaga utrzymać wewnętrzną spoistość obozu, lecz aby naprawdę zwyciężać, trzeba wyjść poza ich logikę — zamiast mówić o „mafiach, służbach i lożach”, należy proponować konkretne programy społeczne.
Wykształceni ludzie też ulegają urokowi spisków
Jednak im gorzej strona liberalna będzie radzić sobie z realnymi problemami, tym więcej teorii spiskowych zacznie się w jej obrębie pojawiać.
Odporności na nie nie gwarantuje ani wykształcenie, ani życie w dużym mieście, ani zamożność, ponieważ ich źródłem nie jest racjonalna analiza rzeczywistości, lecz silne emocje — frustracja i lęk pojawiający się wtedy, gdy tracimy wpływ na własne życie lub gdy świat przestaje odpowiadać naszym wyobrażeniom.
Z tego powodu popularność teorii spiskowych rośnie w czasach niepokoju, jak miało to miejsce podczas pandemii COVID-19. A ponieważ wkraczamy w okres kryzysów i gwałtownych przemian, można się spodziewać ich powrotu – przynajmniej dopóki ludzie nie odzyskają poczucia bezpieczeństwa, zarówno materialnego, jak i psychicznego.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.