Rekolekcje dla rodziców LGBT? Starcie Terlikowski vs Chmielewski ma fundamentalne znaczenie
Gdy jakiś czas temu pojawiła się informacja, że karmelita Mateusz Filipowski organizuje rekolekcje dla rodziców osób LGBTQ+, rozpętała się burza. Jej częścią była polemika Tomasza Terlikowskiego z Pawłem Chmielewskim. Debata ta pokazuje, że mamy w Kościele problem z rozumieniem takich pojęć jak wolność, miłosierdzie, łaska czy obowiązek.
W połowie października o. Mateusz Filipowski OCD – znany rekolekcjonista i duszpasterz osób skrzywdzonych w Kościele – zapowiedział razem z s. Scholastyką Iwańską, albertynką i psychologiem, rekolekcje dla rodziców, których dzieci identyfikują się jako osoby LGBTQ+.
Temat tożsamości seksualnej i płciowej działa w debacie publicznej jak detonator najgorętszych emocji. Szybko więc na ojca Filipowskiego spadła fala krytyki. Najostrzej i niesprawiedliwie pisała Kaja Godek:
„Tylko ktoś o skłonnościach pedofilskich widzi dziecko jako istotę seksualną. Czy tak postrzegają dzieci rekolekcjoniści z Gorzędzieja? Osobą, która pochyla się z troską nad tym, w którą stronę (homo czy bi, czy gdzie tam jeszcze) kieruje swój popęd seksualny dziecko, powinna się zająć Policja”.
Bardziej rzeczowo, choć twardo, określił swoje stanowisko Paweł Chmielewski, publicysta związany z portalem PCh24.pl.
„Mateusz Filipowski udzielił wywiadu «Gościowi Niedzielnemu», gdzie twierdził, że wobec osób o takich skłonnościach stawia na towarzyszenie i świadomie rezygnuje z głoszenia im nauki Kościoła. Tego, sądzę, nie da się bronić, bo Kościół nigdy nie może rezygnować z głoszenia swojej nauki i próby wyjaśnienia innym, że błądzą – i dlaczego. Nie w pałkarski sposób, to oczywiste; roztropnie – ale zdecydowanie”.
W obronie zakonnika stanęli m.in. Błażej Kmieciak, Tomasz Terlikowski czy też Dominik Dubiel SJ. Zamieszanie wokół rekolekcji sprawiło, że Filipowski OCD i Iwańska postanowili przenieść je z Gorzędzieja w inne, nieznane publicznie miejsce.
Homoseksualiści potrzebują wiedzieć, co mają w zamian
Samą ideę rekolekcji uważam za słuszną. Zarówno rodzice dzieci o niestandardowych tożsamościach seksualnych i płciowych, jak i same osoby identyfikujące się z tęczową symboliką potrzebują towarzyszenia duchowego.
Geje, lesbijki czy transeksualiści ochrzczeni w Kościele zmagają się na jakimś etapie życia z opiniami, jakie słyszą ze strony innych katolików. Obie zaś strony często nie znają w szczegółach obecnego nauczania. W takiej sytuacji nie trudno z jednej strony o apostazje, a z drugiej o tkwienie w uprzedzeniach.
Tymczasem Katechizm Kościoła Katolickiego – probierz ortodoksji – mówi jasno: „Powinno się traktować te osoby z szacunkiem, współczuciem i delikatnością. Powinno się unikać wobec nich jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji” (KKK 2358). W przypadku żadnej innej problematycznej z perspektywy Kościoła Katolickiego skłonności, Katechizm tak nie pisze.
Jak wiemy z tą delikatnością w praktyce jest różnie. Osoby LGBTQ+ muszą wiedzieć, co Kościół im daje, wymagając jednocześnie rezygnacji z praktykowania swoich skłonności. Muszą zobaczyć piękno chrześcijańskiego Objawienia, głęboką i pociągającą tradycję kontemplacji, a także wspólnotę, która ramię w ramię kroczy ku niebieskiemu Jeruzalem. Ich rodzice zaś powinni wiedzieć, jak poradzić sobie z tą rzeczywistością – narzędzi w jaki sposób działać, by nie pchnąć dziecka w otchłań psychicznej alienacji.
Z drugiej strony ciężko też nie dziwić się tym, którzy w tego typu praktykach duszpasterskich widzą zagrożenie. Na plakacie reklamującym rekolekcje znalazła się tęczowa flaga, symbola LGBTQ+.
Rozumiem intencje Mateusza Filipowskiego, lecz czy tego chcemy czy nie, agenda środowisk spod znaku tęczowej flagi wpisuje się w szerszy dyskurs emancypacyjny dążący do zniesienia w kwestii seksualności i płci jakichkolwiek wiążących norm i postulujący performatywność własnej seksualnej tożsamości.
Nie jest to sprawa błaha; nie dziwi więc, że budzi wśród konserwatystów i katolików lęk. Z pewnością rekolekcjom nie pomaga też to, że tego typu praktyki duszpasterskie kojarzone są z kondycją Kościoła na Zachodzie, zwłaszcza w Niemczech.
Tam dość powszechnie podnoszony jest postulat małżeństw homoseksualnych jako perspektywy na przyszłość, dochodzi w tamtejszym Kościele do błogosławieństw związków homoseksualnych, a niemieckie państwo zalegalizowało takie związki już w 2017 r. Obawa, że te tendencje dotrą do Polski jest więc uzasadniona.
Jednocześnie trzeba pamiętać, że na gruncie katolickiej ortodoksji jest to nie do obrony. Zresztą, nie tylko katolickiej. „Małżeństwo homoseksualne jest całkowicie nie do pomyślenia. Nie ma żadnego teologicznego uzasadnienia dla małżeństwa homoseksualnego – bo małżeństwo to zjednoczenie dwóch osób, które mogą mieć dzieci” – twierdził na naszych łamach wybitny anglikański teolog John Millbank.
Etyka seksualna w Kościele jest trudna dla wszystkich
Cała ta sprawa pokazuje też pewne przeskalowanie wagi seksualności. Z jednej strony jest to zrozumiałe – wszakże sprawa dotyczy spraw najintymniejszych i podatnych na zranienia, zaś w perspektywie społecznej – pogłębiającego się z roku na krok kryzysu relacyjnego i demograficznego na Zachodzie.
Z drugiej strony, jak zwracał C.S. Lewis o wiele gorsze od grzechów seksualnych, są tzw. „grzechy duchowe”: pycha, pogarda, żądza władzy. To one o wiele bardziej psują ludzkiego ducha. Grzechy cielesne mogą, ale nie zawsze muszą prowadzić do zepsucia ducha – czasami jest to sprawa ciągłej walki z impulsami, nie zaś aktu jakiejś głębokiej degeneracji.
Jednak to, o czym się często zapomina w całej tej dyskusji to fakt, że chrześcijańska etyka seksualna jest wymagająca dla wszystkich, także małżonków. Chyba najlepiej tę cechę wyraża myśl amerykańskiego prawnika i filozofa Johna Finnisa.
Twierdził, że jeżeli małżonkowie za główny cel zbliżenia seksualnego stawiają przyjemność, to drugi człowiek staje się de facto dodatkiem do aktu, a nie jego celem. A zatem – stwierdza dosadnie Finnis – równie dobrze można by uprawiać seks z prostytutką. Nie ma różnicy.
Finnis dodaje, że warunkiem podmiotowego traktowania drugiej osoby jest niewykluczenie możliwości poczęcia dziecka w trakcie zbliżenia. Takie samo nauczanie znajdujemy w ostatniej encyklice poświęconej tematowi ludzkiej seksualności, jaką jest Humanae vitae Pawła VI.
Czy nas takie uzasadnienie katolickiej etyki seksualnej przekonuje, to temat na zupełnie inny tekst. Faktem jest, że na gruncie oficjalnego nauczania Kościoła, homoseksualiści nie mają aż tak dużo trudniej od osób heteroseksualnych, jak to się powszechnie zdaje.
Wobec Boga też mamy powinności
Debata wokół rekolekcji duetu Filipowski-Iwańska pokazuje również coś innego – filozoficzne i teologiczne zamieszanie wokół podstawowych pojęć. Tomasz Terlikowski komentując stanowisko Pawła Chmielewskiego, określił je jako religię przymusu.
Tymczasem – twierdzi publicysta – bycie w Kościele opiera się na „chcę”. Nie muszę wierzyć, być w Kościele, przestrzegać przykazań. Mogę chcieć. Wszystko inne to wiara oparta o neurotyczne zasługiwanie: religijność pozbawiona wolności.
Tomasz Terlikowski się myli, ponieważ zdaje się nie rozumieć, czym jest wolność pojęta po chrześcijańsku. Katolicka wizja człowieka zakłada, że natura ludzka ma w sobie wpisany cel, który człowiek – często z trudem i przy pomocy łaski – powinien realizować. Nasza natura wyznacza więc granice naszej wolności. W chrześcijaństwie być wolnym znaczy żyć zgodnie z własną naturą, a nie robić po prostu to, na co ma się ochotę.
Po drugie, przyjęta przez Kościół etyka cnót, choć zawiera w sobie „chcę”, polegające na rozpoznaniu dóbr, do których warto dążyć, jednocześnie odsyła nas do pojęcia powinności. Pomiędzy „chcę” a „muszę” jest „powinienem”.
Redukowanie wszystkiego do „chcę” – często utożsamianym współcześnie z subiektywnym doświadczeniem mocnego pragnienia – to droga do destabilizacji życia duchowego. Czasami nie można oprzeć się na niestałym „chcę”, lecz na „powinienem”.
Na początku drogi duchowej – jak pisze Reginald Garrigou Lagrange OP – dominuje „Bojaźń Boża”. Na „chcę”, czy „nic nie muszę” może pozwolić sobie człowiek dojrzały w wierze. By nie powiedzieć – święty.
***
Spór Terlikowskiego z Chmielewskim to nie tylko kolejna internetowa kłótnia, ale symptom głębszego napięcia w Kościele – między wolnością a obowiązkiem, miłosierdziem a prawdą. Ta rozmowa wymaga czegoś więcej niż postów na Facebooku, dlatego zapraszamy na debatę obu publicystów, by spróbować wspólnie poszukać właściwej drogi.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.