Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Śląskość a katolicyzm. „Kolektywny Twardoch” musi pojednać się ze „zbiorowym ks. Szymikiem”

Śląskość a katolicyzm. „Kolektywny Twardoch” musi pojednać się ze „zbiorowym ks. Szymikiem” Autor ilustracji: Bruno Dziadkiewicz

Tekst w wersji audio:


W dyskusji na temat specyfiki Górnego Śląska nie można pominąć pewnej ważnej instytucji. Chodzi oczywiście o Kościół katolicki. Jaka jest relacja katolicyzmu do śląskości? Na ile lokalny Kościół sprzyja pielęgnowaniu śląskiej odrębności, a na ile dąży do całkowitego roztopienia jej w polskości? Czy jest szansa na to, by „kolektywny Twardoch” – reprezentujący śląskość niekatolicką –  udał się do śląskiej Canossy i pojednał ze zbiorowym „Szymikiem”?

Habemus episcopum! – chciałoby się zawołać śląską piersią. W październiku, po niespełna roku wakatu, odbył się ingres nowego arcybiskupa i metropolity katowickiego, Andrzeja Przybylskiego. To, co uderza w jego biografii, to fakt, że pochodzi spoza regionu. Dotąd nie było to zjawisko częste.

Archidiecezja katowicka obchodzi w tym roku stulecie istnienia i w tym czasie jedynie dwóch biskupów diecezjalnych (nie licząc obecnego) wywodziło się spoza Górnego Śląska. Ludzie „stąd” zasiadali na tym urzędzie pięć razy – proporcja raczej wyjątkowa na tle innych archidiecezji.

Nie wiem, czy uprawnia to do intuicji, że polski Kościół i nuncjusze apostolscy – bo to oni przesyłają do Watykanu dossier kandydatów – postrzegali Górny Śląsk jako obszar, który lepiej powierzać miejscowym. Nawet jeśli tak było, ta epoka kończy się na naszych oczach.

Powyższa refleksja niech będzie punktem wyjścia do pytania o naturę relacji łączącej Kościół katolicki z regionem i jego mieszkańcami. W wyobrażeniach stereotypowych Górnoślązacy tworzą społeczność konserwatywną, silnie przywiązaną do katolicyzmu.

Warto jednak zapytać o dwustronność tej relacji – o to, jaką „politykę” wobec regionu prowadzi miejscowe duchowieństwo. Z powodu obszerności tematu ograniczę się do zagadnienia współczesnego śląskiego regionalizmu/nacjonalizmu. Miejmy przy tym świadomość proporcji – bynajmniej nie jest to kwestia, która by na co dzień zaprzątała uwagę ani wiernych, ani samego Kościoła.

PRL i początki III RP 

Czytając klasyczną rozprawę ks. Emila Szramka „Śląsk jako problem socjologiczny” sprzed 90 lat, utkwiło mi w pamięci pewne zdanie. Szramek cytował jednego z proboszczów:

 „Polacy na Górnym Śląsku niemieckim nie mają inteligencji świeckiej. My kapłani jesteśmy ich inteligencją; my jesteśmy ich wodzami, od Boga im danymi”.

Te słowa odnosiły się do konkretnego czasu i miejsca, lecz mam wrażenie, że echo tej samoświadomości wciąż rezonuje w części duchownych, którzy poczuwają się do roli depozytariuszy i interpretatorów śląskiej polskości.

Utrwaleniu tego przekonania sprzyjał okres PRL. Polska świecka inteligencja faktycznie licznie zasiedliła wtedy Górny Śląsk, ale często była to inteligencja „importowana”, z partyjną legitymacją i mentalnością kolonizatora-kulturträgera.

W zuniformizowanym państwie śląskość mogła funkcjonować oficjalnie jedynie jako folklor – sympatyczny ozdobnik kultury wielkoprzemysłowej. Na tym tle Kościół jawił się jako ostoja tożsamości regionalnej, a jednocześnie przestrzeń integracji autochtonów i przyjezdnych.

Po przełomie demokratycznym mógł narodzić się nowoczesny ruch regionalny. Był on wówczas blisko związany z Kościołem – ideowo, środowiskowo i personalnie. W 1989 r. powstał Związek Górnośląski, który na lata zdominował śląską scenę regionalną. W komitecie założycielskim organizacji znaleźli się prominentni duchowni, a kuria okazywała jej wyraźną życzliwość.

Choć Związek był bardziej establishmentowy i „propolski” niż powstały później Ruch Autonomii Śląska, również on postulował utworzenie autonomicznego regionu Górnego Śląska w jego historycznych granicach. Na początku lat 90. wydawało się to realne – ostatecznie jednak reforma administracyjna rządu Buzka okazała się pod tym względem rozczarowaniem.

Tego, czego nie zrobiło państwo polskie, dokonał Kościół. Jedyną jednostką administracyjną niemal w pełni odpowiadającą historycznemu Górnemu Śląskowi jest powstała w 1992 r. metropolia katowicka, utworzona bullą „Totus Tuus Poloniae populus”.

Oczywiście podział diecezjalny nie ma porównywalnego wpływu na życie społeczne co granice województw, warto jednak podkreślić, że Kościół wykonał gest, na który nie zdobyła się żadna świecka władza – począwszy od czasów Hitlera, kiedy to administracyjnie zszyto Śląsk z zachodnimi obrzeżami Małopolski.

Kościół górnośląski, ale polski

Kościół na Górnym Śląsku pozostaje zintegrowany z polskim episkopatem i jednoznacznie wpisuje się w etos polskonarodowy. Jego patronat nad regionalizmem – szczery i głęboki – ma zatem swoje granice: tak dla tożsamości górnośląskiej, ale w ramach narodu polskiego; tak dla śląskiej mowy, ale jako wzbogacenia polszczyzny; tak dla zrozumienia trudnej historii regionu, ale przedstawianej z polskiej perspektywy.

Strategia ta może części Ślązaków się nie podobać, lecz trudno oczekiwać innej, skoro zdecydowana większość wiernych identyfikuje się narodowo jako Polacy.

Najbardziej spektakularnym przejawem kościelnej polityki pamięci jest Panteon Górnośląski w podziemiach katowickiej katedry – otwarta w 2022 r. wystawa upamiętniająca osoby zasłużone dla polskości regionu w ostatnim stuleciu. Instytucja powstała z publicznych pieniędzy, ale z inicjatywy abp. Wiktora Skworca, a współprowadzi ją archidiecezja. Nic dziwnego, że wśród upamiętnionych jest wielu duchownych.

Panteon spotkał się z falą krytyki niektórych środowisk. Gdyby powstał dwie dekady wcześniej, pewnie byłby przyjęty z entuzjazmem. W międzyczasie jednak na śląskiej scenie regionalistycznej zaszły poważne przesunięcia.

Idea województwa górnośląskiego poniosła porażkę, a na pierwszy plan wysunęły się postulaty etnojęzykowe, kładące nacisk na odrębność wobec narodu polskiego. Ich patronami stała się nowa, w dużej mierze zlaicyzowana inteligencja – zwykle obojętna wobec religii, a nierzadko wprost głosząca, że trzeba wyzwolić śląską tożsamość z „kościółkowości”.

Przypadek ks. Szymika

Ten właśnie rozziew między śląskością „kościelną” a nurtem emancypacyjnym dobrze oddaje sytuacja z 2021 r. W trzecim roku obchodów stulecia powstań śląskich ks. prof. Jerzy Szymik opublikował w Teologii Politycznej esej „O powstaniach śląskich. Z Pszowa, teologicznie” (2021.08.02). Szymik – teolog, poeta i od lat juror konkursów ślonskiej godki – zaproponował w nim własną interpretację zrywów 1919–1921.

Na wstępie stwierdził, że jedyną godną poważnej refleksji tezą jest to, iż powstania były „pragmatycznym i profetycznym sprzeciwem części Ślązaków przeciw germańskiemu »genowi samobójstwa«, odzywającemu się cyklicznie w teutońskiej duszy”. Inne interpretacje – wojna domowa, polska agresja czy namiastka walki klas – odprawił słowami „O powstaniach śląskich – jak słyszę i czytam – można w zasadzie dzisiaj powiedzieć wszystko, z typowym dla dzisiaj tupetem i głupotą pozbawioną granic”.

Później zadał pytanie:

„jak to się stało, jak to się w ogóle mogło stać, że w Ślązakach pozostał duch polskości, mimo że od 600 lat żyli poza Polską? I to tak mocny, że powstali – na śmierć i życie […] Znam liczne odpowiedzi cząstkowe, udzielane kiedyś chętnie przez komunistów i rusofilów a dzisiaj przez liberałów i germanofilów. Nie są warte większej uwagi a dyskredytują je także powody pozamerytoryczne. Bo za pierwszymi stał partyjny awans i związane z nim profity, za drugimi sowite nierzadko granty (nie zawsze, choć często). I w obu przypadkach stoi za nimi obcy – powstańcom i mnie – światopogląd. A nawet więcej: inna wiara”.

W jego przekonaniu istotnym czynnikiem była właśnie „święta wiara katolicka”. „Moi przodkowie, powstańcy śląscy, a wiem o tym na pewno, szli do powstania przede wszystkim dlatego, że kształt polskiego katolicyzmu i wyrastającej zeń organicznie kultury był dla nich najwyższą duchową i kulturową wartością”.

„Chodziło – tłumaczył dalej – i chodzi w gruncie rzeczy o wolność. A ten rodzaj wolności, o który chodziło i chodzi, jest możliwy tylko w katolicyzmie, w kulturze rzeźbionej katolicyzmem”.

Szukając metafory, Szymik kończył:

„Więc moi prości przodkowie szli do powstania, bo nie chcieli być tanią siłą roboczą w zapyziałej wschodniej prowincji pruskiego luterańskiego imperium. Chcieli być w katolickiej Polsce, chcieli na Wawel i na Jasną Górę. Być może nie umieliby tego tak nazwać, ale wiedzieli, czego chcą. I było to dla nich tak ważne, że byli gotowi dla tego umrzeć. Bo Wawel i Jasna Góra były dla nich tym właśnie: wolnością, którą może im dać tylko polski kształt katolicyzmu”.

Polemika Twarodcha

Esej Szymika dostrzegł i ostro skrytykował Szczepan Twardoch (FB 2021.08.08), który w typowy dla siebie sposób wyszydził jego epigonizm. W jednym z łagodniejszych zdań pisał:

„Szymika najbardziej irytuje, że o «powstaniach śląskich można dzisiaj powiedzieć wszystko ». Tego ludzie jego formacji intelektualnej (i wielu innych, na przykład dzisiejsza kinderlewica, albo ortodoksyjni liberałowie) nie lubią najbardziej, swobody myślenia i wypowiedzi, albowiem ich dogmaty – jak ten o odwiecznej polskości Śląska – dobrze się czują tylko wtedy, kiedy nikt ich głośno kwestionować się nie odważy”.

Ks. Szymik nie odpowiedział na tę polemikę – trudno się dziwić, nie tylko ze względu na jej napastliwy ton. Z cytowanych fragmentów jasno wynika, że konkurencyjnym interpretacjom odmawia legitymacji. Jego poglądy dobrze oddają kościelne status quo.

Co istotne – nie ma dziś powodu, by stanowisko Kościoła miało się zmieniać. Krytycy tego podejścia funkcjonują coraz wyraźniej poza Kościołem (choć istnieją wyjątki).

Katolicyzm nie ma już dawnej hegemonii w dyskursie tożsamościowym, ale pozostaje wciąż na tyle istotnym ekosystemem, że nie musi wychodzić do nieprzyjaznego otoczenia. Warto też pamiętać, że Kościół jest katolicki – a więc do swego trwania śląskości wcale nie potrzebuje. Pojawienie się biskupa spoza regionu dobrze to przypomina.

Śląska Canossa

Pytaniem pozostaje raczej to, czy śląskość „a la catalana” – odseparowana od Kościoła i wychylona na lewo – ma perspektywy rozwoju. Ostatnie lata przyniosły bowiem jej poważne niepowodzenia: pokazały to wybory, które ujawniły obojętność dużej części Ślązaków, wyborców Karola Nawrockiego, wobec agendy emancypacyjnej, a przede wszystkim wyniki spisu powszechnego – między 2011 a 2021 r. wyparowały setki tysięcy śląskich deklaracji.

15 września w Teatrze Śląskim odbył się „Śląski Stół”, podczas którego 30 prominentnych osób debatowało nad przyszłością regionalizmu. Chaotyczny przebieg obrad obnażył ogólny impas koncepcyjny i organizacyjny. I znów przychodzi mi przytoczyć słowa Twardocha, który jako jedyny przedstawił klarowną diagnozę:

trzeba próbować porozumieć się z tą częścią polskich konserwatystów, która jest jeszcze skłonna do dialogu i którą mogłaby przekonać konserwatywna substancja śląskości – tożsamość oparta na zakorzenieniu, w której katolicyzm wciąż jest ważnym składnikiem.

Sam Twardoch przyznaje, że nie ma pomysłu, jak do tego doprowadzić. Wygląda to raczej na Mission: Impossible. Niezależnie jednak od tego, czy chodzi o porozumienie z częścią polskiej prawicy, czy o zatrzymanie rozjazdu między działaczami a śląskim „ludem”, wydaje się, że kluczem będzie poprawa relacji z katolicyzmem i duchowieństwem.

Może więc nadszedł czas, aby – nazwiska podaję tylko przykładowo – kolektywny Twardoch udał się do śląskiej Canossy i pojednał ze zbiorowym Szymikiem. Ta „Canossa” nie mogłaby być jednak pojedynczym pusty gestem, ale raczej procesem. Na razie nie widzę takich, którzy byliby na to gotowi i wiedzieli, jak zapukać do drzwi, by je otwarto.

Publikacja jest częścią projektu „imPressje Górnośląskie + Śląsk sztuką pisany vol. 2” jest dofinansowany ze środków Muzeum Historii Polski w Warszawie w ramach programu „Patriotyzm Jutra”. Wszystkie materiały w ramach projektu udostępnione są na licencji CC BY. Zachęcamy do ich  przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.