Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Śląsk to nie tylko osoby o tradycyjnych poglądach. To także feministki

Śląsk to nie tylko osoby o tradycyjnych poglądach. To także feministki Autor ilustracji: Bruno Dziadkiewicz

Tekst w wersji audio:


„Śląsk potrzebuje tej różnorodności, a ja czuję, że moją misją jest pokazanie, że nie można zawłaszczać tej tradycji tylko dla jednej, konserwatywnej narracji. Śląsk to nie tylko ludzie o tradycyjnych poglądach. To także feministki, osoby queerowe, LGBT – wszyscy oni są częścią tej kultury, bo to też jest ich hajmat, ich dom. Po latach konserwatywnego zawłaszczania śląskiej tradycji przyszedł czas, by powiedzieć jasno: inni ludzie też mają prawo czuć związek z tym miejscem i z jego kulturą”. Andrea Polanski o śląskiej tożsamości, kobiecości i sztuce, która nie boi się tabu rozmawia z Katarzyną Witerscheim, znaną pod pseudonimem PannaN.

Twoje prace często balansują między realizmem a symbolizmem, a jednocześnie czerpią z popkultury i kultury ludowej. Jak odnajdujesz równowagę między tymi światami?

Myślę, że popkultura ma w sobie bardzo dużo z kultury ludowej. W końcu kultura ludowa, jak sama nazwa wskazuje, jest „dla ludu” – podobnie jak popkultura. Nie lubię określeń typu „sztuka wysoka”, „sztuka niska”, „literatura piękna” i tym podobnych. Uważam, że dzieła należy oceniać indywidualnie.

Dla mnie popkultura w naturalny sposób zastąpiła kulturę ludową, która pełniła przecież konkretną rolę w naszym świecie. Dlatego pogodzenie tych dwóch światów przychodzi mi łatwo – jedno wynika z drugiego w sposób zupełnie naturalny, trzeba to tylko dostrzec.

W twoich pracach często pojawia się Śląsk – zarówno jako miejsce, jak i motyw kulturowy. Skąd narodził się pomysł na wykorzystywanie Śląska jako wątku i tła w swoich komiksach. I czy postrzegasz się jako śląską artystkę?

Zacznę od końca – tak, postrzegam się jako śląską artystkę. Choć od lat mieszkam w Łodzi, którą również polubiłam i do której się przyzwyczaiłam, to jednak nigdy nie powiem o sobie, że jestem artystką z Łodzi. Cały czas czuję się związana ze Śląskiem, bo to właśnie o nim tworzę, a śląska kultura w dużym stopniu wpływa na to, co robię.

To jest mi po prostu bliskie – wychowałam się tam, mam tam rodzinę, te wartości są dla mnie ważne. Widzę też różnice między kulturą śląską a resztą Polski, zarówno w większych, jak i mniejszych sprawach. Nie chcę się od tego odcinać. Znalazłam w tym swoją niszę i zauważyłam, że istnieje grupa odbiorców, którzy potrzebują takiej sztuki – można by powiedzieć, śląskiej popkultury. I ja się w tym po prostu odnalazłam.

Czy twoim zdaniem współczesny Śląsk potrzebuje nowego języka artystycznego, by mówić o sobie?

Zdecydowanie tak. Choć warto pamiętać o trudnej historii Śląska – o skomplikowanych relacjach między Polakami, Niemcami i Ślązakami, o tragicznych wydarzeniach sprzed i po wojnie – to nie możemy wciąż trzymać się narracji, że jesteśmy ofiarami, męczennikami, że nikt nas nie lubi.

Myślę, że potrzebujemy sztuki, która pokaże tę pozytywną stronę Śląska, bez nadmiernego umartwiania się, samobiczowania czy podkreślania, jacy to jesteśmy niedoceniani i zapomniani. Pokazywanie jaśniejszego, lżejszego oblicza Śląska wydaje mi się znacznie lepszą strategią.

Twoje komiksy, jak „Helena Wiktora” czy „Heksa”, reinterpretują śląską historię i mitologię. Jakie przesłanie chciałabyś przez nie przekazać?

Że Śląsk jest fajny – to chyba najprostsze przesłanie, jakie mogę przekazać. Może brzmi to banalnie, ale uważam, że prostota nie oznacza braku znaczenia czy wartości. Chcę pokazać Śląsk w inny, ciekawszy sposób. Zazwyczaj przedstawia się go albo jako region bardzo umęczony – co oczywiście też jest ważnym i prawdziwym wątkiem – albo jako coś dziwnego, niezrozumiałego, wręcz kosmicznego dla reszty Polski. A ja chciałabym znaleźć coś pomiędzy.

Zależy mi, by Śląsk w moich komiksach był bliski ludziom stąd – żeby mogli powiedzieć: „to jest moje, to jest mój dom, mój hajmat” – a jednocześnie, żeby był interesujący dla odbiorców spoza regionu. Nie chcę się zamykać na szerszą publiczność. Gdyby moje komiksy trafiały wyłącznie do Ślązaków, to ich tworzenie nie miałoby większego sensu.

Czy udaje się do Ciebie dotrzeć także do czytelników spoza Śląska? Jak odbierają Twoje komiksy?

Odbiór jest bardzo pozytywny. Dla wielu osób spoza Śląska zaskoczeniem jest już sam fakt, że ktoś w ogóle bierze ten region na tapet i tworzy o nim komiksy, które nie są stricte historyczne czy biograficzne, tylko gatunkowe – romans, realizm magiczny i tym podobne.

Kiedy myślimy o XIX-wiecznej damie i przemyśle, pierwsze skojarzenie to zwykle wiktoriańska Anglia: londyńskie bale, eleganckie salony, kobiety w sukniach spacerujące po parkach. Nikt raczej nie pomyśli o Bytomiu – a przecież to kiedyś było bardzo bogate, barwne miasto, pełne takich właśnie dam i takich samych balów. Chciałam pokazać, że takie historie mogły dziać się także tutaj, nie tylko w Londynie.

Właśnie do tych realiów nawiązuje mój komiks Helena Wiktora, oparty na historii Joanny Schaffgotsch z domu Gryczik – tak zwanej „śląskim kopciuszkiem”. Akcja rozgrywa się w Bytomiu w 1875 roku, a główną bohaterką jest młoda dziedziczka ogromnego majątku, która po latach wraca na Śląsk i próbuje odnaleźć swoje miejsce w świecie zdominowanym przez mężczyzn i konwenanse.

To opowieść o kobiecej ambicji, niezależności i walce o własną przyszłość – ale też o Śląsku, który w tamtym czasie był centrum przemysłu, bogactwa i kulturowej różnorodności. Właśnie taki obraz regionu chciałam przywrócić – pełen życia, pasji i nieoczywistego piękna.

Teraz pytanie od redakcji Klubu Jagiellońskiego Katowice: Po niedawnej wystawie Swoich prac w Muzeum Miejskim w Tychach pojawiły się głosy oburzenia na część Twoich prac. Ukazano na nich np. całujące się pary, w tym osób tej samej płci. Ubrany były w mundury górnicze lub śląskie stroje ludowe, niektóre miały także na szyi krzyżyki. Podobne kontrowersje wzbudziła reprodukcja kadru z Twojego komiksu, w której przedstawiłaś św. Barbarę jako zbrukanego krwią diabła.

Czy sytuacja w Tychach dała Ci do myślenia? Posługujesz się symbolami, które mają swoich aktywnych użytkowników i depozytariuszy. Przypisują oni im pewne wartości, mieszczące się w konserwatywnej śląskiej triadzie Kościół – rodzina – praca. Nie jest im obojętne, jeśli ktoś te symbole przetwarza i osadza w przeciwstawnych kontekstach. Czy jako artystka stawiasz sobie w tym obszarze jakieś granice? Czy zdarza ci się z czegoś zrezygnować, bo wiesz, że mogłoby to urazić uczucia części Ślązaków?

Dla mnie Śląsk jest miejscem wyjątkowym, trochę innym – takim kosmosem, który różni się od reszty świata. Lubię tę jego inność, wynikającą z niezwykłej mieszanki kultur, ideologii i religii. Bo przecież Górny Śląsk nie wyrósł na czystym katolicyzmie – do dziś mamy tu dużą społeczność ewangelików. Te dwa kościoły współistniały, wzajemnie na siebie oddziaływały, a obok nich funkcjonowały też tradycje śląskie, niemieckie i polskie.

Śląsk potrzebuje tej różnorodności, a ja czuję, że moją misją jest pokazanie, że nie można zawłaszczać tej tradycji tylko dla jednej, konserwatywnej narracji. Śląsk to nie tylko ludzie o tradycyjnych poglądach.

To także feministki, osoby queerowe, LGBT – wszyscy oni są częścią tej kultury, bo to też jest ich hajmat, ich dom. Po latach konserwatywnego zawłaszczania śląskiej tradycji przyszedł czas, by powiedzieć jasno: inni ludzie też mają prawo czuć związek z tym miejscem i z jego kulturą.

Często symbole, które uważamy za czysto religijne, już dawno przestały funkcjonować wyłącznie w tym kontekście. Stały się elementem kultury, która łączy w sobie wpływy pogańskie, codzienne, popkulturowe i religijne. To właśnie z tej mieszanki rodzi się śląski folklor – i do niego mają prawo wszyscy, niezależnie od poglądów, tożsamości czy światopoglądu.

Dlatego uważam, że to, co robię, nie jest obrazą dla kogokolwiek. Nie mam zamiaru za to przepraszać, bo nic złego nie zrobiłam. Każdy ma prawo do tej śląskości – tak samo ja, jak mój kolega gej, moja przyjaciółka lesbijka czy znajomi z grup feministycznych.

Jeśli chodzi o świętą Barbarę – wiele osób zwraca uwagę, jak ją przedstawiam, ale te motywy nie są moim wymysłem. Spędziłam dużo czasu, studiując opowieści i legendy górnicze, rozmawiając z górnikami, poznając ich kulturę, a także śledząc twórczość Grupy Janowskiej, która jest częścią historii „Heksy”. Postać świętej Barbary, która „daje i odbiera”, była kiedyś czymś zupełnie naturalnym w górniczej kulturze. Może dziś już mniej, ale wtedy – jak najbardziej.

Nie wymyślam tych rzeczy. To wszystko jest zakorzenione w konkretnym folklorze, który funkcjonował i nadal funkcjonuje na Śląsku. A robienie z tego tabu to, moim zdaniem, po prostu wymazywanie fragmentu historii, tego nie powinniśmy robić.

Wystawa łączyła wątki religijne, erotyczne i regionalne – czy właśnie w tym zderzeniu widzisz prawdę o współczesnym Śląsku?

Tak, bo Śląsk rzeczywiście jest miejscem pełnym kontrastów. Z jednej strony bardzo religijny i tradycyjny, a z drugiej – zmysłowy, wesoły, pełen życia. To region o wyraźnie ukształtowanej tożsamości i głęboko zakorzenionej historii.

Ślązacy mają silne poczucie tożsamości – my to my, a tamci to tamci – ale jednocześnie pozostają niezwykle gościnni i otwarci. Te różne cechy i energie współistnieją tu obok siebie w sposób zupełnie naturalny. Właśnie w tym połączeniu – między religijnością, cielesnością a codziennością – widzę prawdę o współczesnym Śląsku.

W twoich pracach często pojawia się kobiecy punkt widzenia – kobiety silne, ale też zmagające się z rzeczywistością. Jakimi kobietami są twoim zdaniem ślązaczki? Czy ich obraz ewoluował z czasem?

Myślę, że Ślązaczki to kobiety niezwykle silne, odpowiedzialne i doskonale zorganizowane – takie, które wiele przeszły i które od zawsze dźwigają na sobie ogromną odpowiedzialność. Właściwie kobiety na całym świecie są grupą niedocenianą, a jednocześnie obarczoną wieloma obowiązkami i oczekiwaniami. Ciągle narzuca im się presję określonego zachowania, konkretnej roli, zadań do wykonania. Ale historia Śląska to przede wszystkim historia kobiet – matek, żon, córek.

To opowieść o żonach górników wychowujących dzieci, o dziewczynkach, które się kształciły, gdy chłopców często wysyłano do kopalni lub na wojnę. To też historia bogatszych kobiet, które angażowały się społecznie, działały w organizacjach i walczyły o prawa kobiet. Wiele środowisk propolskich na Śląsku zakładały właśnie kobiety – i choć nie oceniam, czy to było dobre czy złe, to pokazuje, jak ogromną siłę organizacyjną miały i jak duży wpływ wywarły na kształt regionu.

Rzeczywiście, mężczyźni rzadko o tym wspominają.

Ale to się na szczęście powoli zmienia. Coraz częściej mówi się dziś o kobiecych autorytetach, o nazwiskach, które przez lata były wymazane z historii. Zaczynamy głośno przypominać, że Śląsk budowały nie tylko bogate rody i mężczyźni, ale też kobiety – zarówno te zamożne, jak i te z niższych klas społecznych.

Na koniec spróbujmy sobie zamknąć ten wywiad prostym pytanie: Czy Śląsk jest gotowy na kobiecą perspektywę, która nie boi się tabu?

Myślę, że tak – i że Śląsk tak naprawdę zawsze był na to gotowy. Nie ma więc powodu, żeby się hamować czy przejmować. To właśnie teraz jest najlepszy moment, by mówić głośno i otwarcie z kobiecej perspektywy, nawet jeśli dotyka to tematów uznawanych za tabu.

Publikacja jest częścią projektu „imPressje Górnośląskie + Śląsk sztuką pisany vol. 2” jest dofinansowany ze środków Muzeum Historii Polski w Warszawie w ramach programu „Patriotyzm Jutra”. Wszystkie materiały w ramach projektu udostępnione są na licencji CC BY. Zachęcamy do ich  przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.