Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Ślązacy będą grupą etniczną z własnym językiem, albo nie będzie ich wcale

przeczytanie zajmie 20 min
Ślązacy będą grupą etniczną z własnym językiem, albo nie będzie ich wcale Autor ilustracji: Bruno Dziadkiewicz

Tekst w wersji audio:


Dla nas, Ślązaków, wybór jest prosty. Albo spowolnimy proces zaniku jako odrębna – co nie znaczy, że niekrzyżująca się z narodem polskim – narodowość (grupa etniczna), albo powoli rozpłyniemy się w polskości, globalizacji i wojnie kulturowej, tak że po tożsamości śląskiej nie zostanie nawet ten lichy, gwarowo-krupniokowy kadłub, który tak umiłowali obrońcy „Polskiego Śląska”. Wszystko inne niż opowiedzenie się za śląską narodowością jest zatem ze strony Ślązaka doby obecnej w najlepszym razie naiwnością, a w najgorszym fałszem i teatrem politycznym.

Narodowość śląska między mitem a rzeczywistością

Stosunek dużej części Polaków do zjawiska narodowości śląskiej naznaczony jest zabawną ambiwalencją. Z jednej strony dominuje niedowierzanie, że ktokolwiek może na serio się do takiej tożsamości poczuwać.

Dlaczego zatem nie narodowość góralska, mazowiecka albo wielkopolska? – pyta przekonany o druzgocącej celności swojego komentarza polski sceptyk. W tej perspektywie łatwo nasuwa się wyjaśnienie egzogeniczne – ruchy opowiadające się za jakąś formą odrębności Górnoślązaków muszą być inspirowane z zewnątrz: być osławioną „zakamuflowaną opcją niemiecką”.

Z drugiej strony zwolennik tej narracji miałby problem z udzieleniem odpowiedzi na pytanie: w jakiż to sposób ów rachityczny, pozbawiony realnego zaplecza społecznego ruch proniemieckich jurgieltników miałby być zdolny do zbałamucenia setek tysięcy ludzi i stworzenia realnego zagrożenia dla Polski? A przecież – podobno – właśnie za takie bałamucenie płacą mu niemieccy sponsorzy.

Co więcej: jeśli idea śląskiej narodowości jest równie niepoważna jak analogiczna idea dotycząca Mazowsza, to dlaczego w spisach powszechnych nie ujawniają się setki tysięcy osób deklarujących narodowość mazowiecką, a polskiej dziatwy nie straszy się złowrogim Ruchem Autonomii Mazowsza?

Na drugim biegunie dyskusji o narodowości śląskiej sytuuje się – mający nieporównywalnie mniej zwolenników – pogląd, który określić można jako śląski nacjonalizm. W ujęciu tym Ślązacy są czymś, co dawniej nazywano „narodem historycznym” – czyli narodem ukształtowanym wieki temu, którego początki sięgają średniowiecza, a który obecnie wymaga jedynie obudzenia ze snu, w jaki wprowadziła wielu jego członków polska, niemiecka bądź czeska indoktrynacja.

Moja teza jest następująca: oba powyższe obrazy śląskości opierają się na mitach. Współczesny fenomen narodowości śląskiej nie jest ani arbitralną konstrukcją elit, nieposiadających racji historycznych i społecznego zaplecza, ani tym bardziej operacją o charakterze agenturalnym. Nie stanowi też jednak ekspresji dążeń w pełni skrystalizowanego narodu, podobnego do Polaków czy Niemców.

Mimo że historycznie podejmowano – i nadal podejmuje się – usiłowania na rzecz nadania górnośląskiej tożsamości takiej formy, historia uczyniła ze Ślązaków grupę pozycjonującą się pomiędzy samodzielnym narodem a funkcjonującą w obrębie szerszego narodu grupą etnoregionalną w rodzaju polskich górali podhalańskich. Taki rodzaj zbiorowości nazywany jest w naukach społecznych grupą etniczną albo właśnie narodowością.

Sztandarowy postulat środowisk śląskich – ustawowe uznanie Ślązaków za mniejszość etniczną – jest więc w pełni uzasadniony. Tę zmianę legislacyjną dodatkowo uzasadnia perspektywa zaniku śląskości. Jak bowiem pokażę, mimo że – wbrew narracji polsko-nacjonalistycznej – idea narodowości śląskiej cieszy się realnym społecznym poparciem, obiektywne czynniki stawiają jej przetrwanie w kolejnych pokoleniach pod poważnym znakiem zapytania.

Narodowość śląska – rys historyczny

Wbrew rozpowszechnionemu w Polsce mitowi, idea odrębnej górnośląskiej narodowości nie narodziła się w Trzeciej Rzeczypospolitej. W istocie po raz pierwszy zostaje ona sformułowana w tym czasie, kiedy rozwija się większość europejskich nacjonalizmów, czyli w wieku XIX. W roku 1849, a więc w czasie Wiosny Ludów, śląski poeta, malarz i publicysta Jan Gajda publikuje „Odezwę do ludu górno-szląskiego”, w której pisze:

[…] dla nas zbliżają się inne czasy, gdzie to i my do narodów oświeconych, liczyć się będziemy mogli. […]Załóżmy Ligę Szląską, na wzór polskiej, z tym zamiarem, że się o rzeczy czysto szląskie starać i narodowość szląską popierać będziemy.

Należy uczciwie zaznaczyć, że nie tylko postulowana przez Gajdę Liga nie powstała, ale też w ogóle nie rozwinął się w XIX wieku śląski ruch narodowy podobny na przykład do polskiego – w zorganizowany sposób zabiegający o narodową autonomię bądź niepodległość, rozwijający literaturę w narodowym języku, propagujący służącą narodowemu przebudzeniu wizję historii itd.

Charakter taki tylko w ograniczonym stopniu miały również dwa najważniejsze narodowe ruchy śląskie powstałe na początku XX wieku – założona w 1909 roku na Śląsku Cieszyńskim i kierowana przez Józefa Kożdonia Śląska Partia Ludowa (ŚPL) oraz powstały w 1919 roku na pruskim Śląsku Związek Górnoślązaków/Bund der Oberschlesier (ZG-BDO), na którego czele stał Ewald Latacz. Pierwsza z tych organizacji odnosiła liczne sukcesy wyborcze, zaś jej lider piastował przez wiele lat stanowisko burmistrza czeskiego Cieszyna. Stała ona na stanowisku odrębności narodowej Ślązaków. Niemcem nie jestem, wszakże nie jestem też i być nie chcę Polakiem – mówił Kożdoń.

Lider i pozostali członkowie ŚPL argumentowali, że sześćset lat istnienia Śląska poza Polską doprowadziło do wyłonienia się swoistej śląskiej kultury, podobnej do polskiej tylko w aspekcie językowym. Trzeba przy tym podkreślić, że działający na Śląsku Cieszyńskim Kożdoń rozwijał swoje koncepcje przede wszystkim w kontekście tego regionu, którego ludność, tzw. cysaroki, wskutek pozostania po XVIII-wiecznych wojnach śląskich pod panowaniem austriackim zdążyła osłabić swoje związki z tym, co wówczas postrzegano powszechnie jako Górny Śląsk, czyli Śląskiem pruskim.

Tam z kolei po I wojnie światowej, a więc w obliczu polsko-niemieckiego sporu o Górny Śląsk, rozwinął się skupiony wokół Latacza Związek Górnoślązaków. Tzw. wolnokrajowcy głosili konieczność utrzymania niepodzielności terytorialnej pruskiego Górnego Śląska, a nawet poszerzenia go o część austriacką.

Głosili ideę niepodległej, neutralnej Republiki Górnośląskiej oraz hasło „Górny Śląsk dla Górnoślązaków!”. Republika taka miałaby być wielojęzyczna i federalna – na wzór Szwajcarii. Jak bowiem pisał Latacz: Naród górnośląski jest ludem jednolitym o mieszanej krwi. Innym razem zaś objaśniał:

Lud górnośląski nie jest ubezwłasnowolniony. Tylko jego błąkająca się dusza pozostaje zdezorientowana, wyleczona od uderzenia batem i skuszona słodkim chlebem. Narodowości spierają się o niego bezowocnie, skoro jego narodowość jest przezwyciężeniem narodowości niemieckiej, polskiej i czeskiej przez narodowość górnośląską, w czym jest ona porównywalna z narodowością amerykańską.

W szczytowym okresie liczba członków organizacji, a także nakłady wydawanej przez nią gazety „Bund-Związek” sięgały kilkuset tysięcy. Dlaczego zatem zasugerowałem powyżej, że zarówno ŚPL, jak i ZG-BDO tylko w części spełniały funkcję górnośląskiego ruchu narodowego?

Po pierwsze, ich działalność miała zasadniczo charakter doraźnie polityczny. Wiązała się z zabieganiem o autonomię bądź niepodległość – odpowiednio – Śląska Cieszyńskiego i Górnego. Wydawano czasopisma i podejmowano zabiegi dyplomatyczne na rzecz urzeczywistnienia swoich koncepcji. Niemniej działacze ŚPL i ZG-BDO nie podjęli ani rozległej działalności kulturalnej na rzecz wytworzenia śląskiej literatury czy sztuki, ani też nie wzięli udziału jako strona konfliktu w walkach zbrojnych, jakie narody ościenne toczyły o Śląsk po I wojnie światowej.

W krótkoterminowej perspektywie mogło to być politycznie roztropne: za ruchami śląskimi, inaczej niż za ich niemieckimi, polskimi i czeskimi odpowiednikami, nie stali przecież silni protektorzy. Wpisywało się to również w schemat, który będzie w historii Śląska powracał wielokrotnie: Ślązak, który zamiast opcji polskiej, niemieckiej bądź czeskiej wybierał opcję po prostu śląską, zazwyczaj czynił to, by uciec od narodowego zaangażowania, stając niejako na uboczu wielkich historycznych zawieruch.

W perspektywie długoterminowej jednak prowadzenie polityki bez przemocy w czasie, gdy przemoc decydowała o wszystkim, z pewnością drastycznie osłabiło wpływ obu ruchów. Narodowa mitologia karmi się krwią bohaterów i męczenników. Zapewne dlatego, podczas gdy wielu Polaków do dziś chwali się dokonaniami swoich dziadów i pradziadów na polu walki (również w powstaniach śląskich), trudno spotkać Ślązaka (mnie przynajmniej się to nie zdarzyło), który z dumą wspominałby, że jego pradziadek był członkiem ZG-BDO.

Wart odnotowania jest też fakt, że organizacja ta głosiła czysto polityczną koncepcję śląskości w momencie, gdy żadna forma śląskiej autonomii lub państwowości nie istniała. Ani ludzie Latacza, ani partia Kożdonia nie podjęli natomiast walki na polu kultury i nie dążyli do przekształcenia śląskiego dialektu w pełnoprawny język. Sami zresztą uważali go – w zgodzie z ówczesnym konsensusem – za dialekt polszczyzny, zaś Latacz był osobą całkowicie niemieckojęzyczną.

Na dobitkę Związek Górnoślązaków rozpoczął swoje działania stosunkowo późno – w 1919 roku, gdy zarówno niemiecki, jak i polski ruch narodowy były już na Górnym Śląsku dobrze rozwinięte, a widmo podziału regionu stawało się coraz bardziej realne.

Wydaje się, że skuteczne – także w wieloletniej perspektywie procesu narodotwórczego – przeciwstawienie się Niemcom, Polakom i Czechom byłoby możliwe, gdyby śląski ruch narodowy zorganizowano wcześniej, i to według etnicznego modelu narodu: w oparciu o mity pochodzeniowe, kulturę artystyczną, literaturę i język. Krótko mówiąc: w XX wieku zabrakło Ślązakom dziedzictwa niedoszłej Ligi Śląskiej, o której stulecie wcześniej marzył Jan Gajda.

To powiedziawszy, należy ponownie podkreślić, że zarówno ŚPL, jak i ZG-BDO cieszyły się szerokim poparciem. Istnienie słabo zorganizowanej, niemniej jednak świadomej swojej odrębności od Polaków, Niemców i Czechów śląskiej zbiorowości znajdowało w XX wieku odzwierciedlenie także w spisach ludności.

Niemiecki spis policyjny z przełomu 1939 i 1940, nazywany „palcówką”, ujawnił ok. 44% takich deklaracji w powiecie cieszyńskim. Z kolei na wcielonym do Rzeszy polskim Górnym Śląsku deklaracje takie również były obecne, jednak były one odrzucane przez niemieckich urzędników.

Warto wspomnieć, że sam Wojciech Korfanty, którego trudno posądzać o antypolską propagandę, szacował wcześniej liczebność grupy nieidentyfikującej się ani z polskością, ani z niemieckością na ok. 30% – jak ją nazywał – „ludności śląskiej pochodzenia polskiego”.

Temat śląskiej odrębności powrócił w końcu z całą mocą po upadku w Polsce komunizmu. W spisach powszechnych z lat 2002, 2011 i 2021 narodowość śląską deklarowało odpowiednio 173, 847 i 596 tys. osób. Tu znów wkrada się jednakże pewna ambiwalencja: w dwóch ostatnich spisach, w których dozwolone było deklarowanie jednocześnie dwóch tożsamości, większość Ślązaków łączyła deklaracje śląskie z polskimi, wskazywanymi na pierwszym bądź drugim miejscu.

Świadczy to o pewnej niejednoznaczności terminu „Ślązak” – to, co dla jednych osób, używających go jako autoidentyfikacji, jest odrębną tożsamością narodową, dla innych jest czymś łączonym mniej lub bardziej harmonijnie z polskością (względnie niemieckością).

Pod tym względem niewiele zmieniło się od 1921 roku, czyli momentu, kiedy Górnoślązaków podzieliły – i to na trzy, a nie dwa obozy, uwzględniając opcję stricte śląską – najpierw plebiscyt, a potem walki polsko-niemieckie.

Nic zatem dziwnego w tym, że kiedy jedni Ślązacy działają w Ruchu Autonomii Śląska bądź podejmują – torpedowane przez polskie sądy – próby rejestracji wpierw Związku Ludności Narodowości Śląskiej, a następnie Stowarzyszenia Osób Narodowości Śląskiej, inni (o czym nieco szerzej będzie mowa poniżej) wstępują do organizacji mniejszości niemieckiej, a jeszcze inni przypatrują się wysiłkom obu tych frakcji z oburzeniem, nie ustając w powtarzaniu, że Śląsk był, jest i będzie Polski.

Ślązacy jako grupa etniczna

Skoro więc nie są Ślązacy w pełni rozwiniętym narodem, to czym są? Otóż są oni – jesteśmy – ukształtowaną na pograniczu polsko-niemiecko-czeskim grupą etniczną. Termin ten oznacza w naukach społecznych zbiorowość podobną do narodu, ale nieposiadającą wszystkich jego cech, w szczególności wspólnej kultury obywatelskiej i organizacji politycznej, zwykle wyrażających się w posiadaniu wspólnego państwa bądź masowym zabieganiu o jego powstanie.

Do definicji tej zbliżone jest pojęcie mniejszości etnicznej występujące w polskim ustawodawstwie, które określa ją jako grupę odróżniającą się pod względem języka, kultury lub tradycji od narodu polskiego, ale nieposiadającą własnego państwa. W ten sposób ustawodawca odróżnił mniejszości etniczne od mniejszości narodowych, które – jak Niemcy czy Ukraińcy – takie państwo posiadają.

Obie te definicje zbliżone są zarazem zakresowo do tego, co socjologowie określają jako narodowość w sensie rzeczownikowym. W tym znaczeniu – w odróżnieniu od przymiotnikowego – narodowość nie jest po prostu wyrazem przynależności do narodu („Jaka jest twoja narodowość? Polska”), lecz grupą podobną do narodu, ale niedysponującą właściwym dla niego poziomem organizacji politycznej. Czyli właśnie grupą etniczną.

A, przypomnijmy, postulaty współczesnych środowisk śląskich mówią właśnie o uznaniu Ślązaków za mniejszość etniczną, zaś ich gnębiona przez polskie sądy organizacja to właśnie Stowarzyszenie Osób Narodowości Śląskiej.

Odrębność Ślązaków – jako właśnie grupy etnicznej – od narodu polskiego i narodów ościennych można zresztą wykazać za pomocą bardzo prostego argumentu. Wyniki ostatnich dwóch spisów powszechnych wskazują, że deklaracje narodowości śląskiej krzyżują się nie tylko z deklaracjami polskimi, ale też z niemieckimi. Pouczające w tym kontekście są także badania przeprowadzone w 2010 roku wśród członków największej w Polsce organizacji mniejszości niemieckiej – Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Niemców.

Wynika z nich, że dla 48% z nich językiem ojczystym jest śląski, a 45% z nich uznaje się w pierwszej kolejności za Ślązaków. Zatem wbrew obiegowemu przekonaniu to prędzej niemieckość jest na Górnym Śląsku zakamuflowaną opcją śląską niż odwrotnie. Jest to zresztą zupełnie racjonalne – dlaczego ktokolwiek miałby pod płaszczykiem nieuznawanej, wyszydzanej i niedotowanej tożsamości ukrywać tożsamość uznaną, niekwestionowaną i dotowaną?

Wziąwszy pod uwagę te dane, do udowodnienia tezy o istnieniu śląskiej grupy etnicznej wystarczą trzy niekontrowersyjne przesłanki empiryczne w połączeniu z prostym działaniem na zbiorach. Po pierwsze – czego nie kwestionują dziś nawet najzagorzalsi polscy nacjonaliści – na Górnym Śląsku istnieje realnie mniejszość niemiecka. Po drugie, spora jej część to autochtoniczni Ślązacy. Po trzecie – czemu także trudno zaprzeczyć – istnieją również Ślązacy będący zarazem Polakami.

Wynika stąd, że zbiór Ślązaków nie jest podzbiorem zbioru Polaków, tylko osobnym zbiorem krzyżującym się z nim oraz zbiorem Niemców. Innymi słowy, Ślązacy tworzyliby odrębną grupę – funkcjonującą niejako w poprzek podziału na Polaków i Niemców – nawet gdyby nie istnieli żadni Ślązacy nieidentyfikujący się z żadną z tych grup, a tylko ze śląskością. By głosić równanie „Ślązacy to Polacy” trzeba więc albo odrzucić któryś z powyższych, trudnych do zakwestionowania faktów, albo nie rozumieć elementarnych działań na zbiorach.

Jeśli do powyższego dodać przytoczone informacje historyczne oraz dane spisowe dotyczące odrębnych deklaracji narodowości śląskiej, a także przyjąć przekonujące założenie, że setki tysięcy respondentów z trzech kolejnych spisów powszechnych nie kłamią, nie żartują ani nie są wariatami, argument na rzecz istnienia osobnej śląskiej narodowości (grupy etnicznej) okazuje się rzeczowo silny i logicznie poprawny.

Nawet jeśli jest to grupa przenikająca się z grupami ościennymi. Tak samo jest przecież w przypadku uznawanych przez państwo polskie grup etnicznych: Karaimów, Łemków, Romów i Tatarów. Także bowiem ich przedstawiciele w większości deklarują swoją tożsamość w połączeniu z narodowością polską.

Jest to zresztą zjawisko typowe dla grup etnicznych funkcjonujących pod panowaniem narodów: pochodzenie etniczne tworzy w przypadku wielu osób mieszankę z wpływami socjalizacji w ramach państwa narodowego, a także tożsamości przyjaciół i współmałżonków. Tak samo zatem jak uznawanie przez RP mniejszości łemkowskiej nie oznacza negacji polskości wielu Łemków, tak też Ślązacy utożsamiający się z polskością nie powinni sądzić, że uznanie za mniejszość Ślązaków automatycznie wykluczy ich z narodu polskiego.

Perspektywy

Dodatkowym argumentem na rzecz ustawowego uznania śląskiej mniejszości etnicznej jest to, że utrzymanie śląskiej tożsamości w jakiejkolwiek formie – nawet w charakterze polskiego regionalizmu – napotyka obecnie na poważne trudności natury obiektywnej.

Po pierwsze, kultywowaniu regionalizmów nie sprzyja obejmująca nie tylko Polskę, ale w ogóle społeczeństwa zachodnie narastająca polaryzacja polityczna. Wojny kulturowe, w których linie podziału przebiegają na osiach nacjonalizm-globalizm oraz konserwatyzm-progresywizm, nie pozostawiają wiele miejsca na tożsamość etniczną bądź regionalną.

Wyraźnie pokazują to wyniki ostatnich wyborów prezydenckich. Otóż w okręgach wyborczych, w których odnotowano w 2021 roku największy odsetek deklaracji narodowości śląskiej, poparcie dla kandydatów niechętnych jej ustawowemu uznaniu – Karola Nawrockiego, a zwłaszcza Grzegorza Brauna – sytuowało się na przeciętnym bądź ponadprzeciętnym poziomie (nie zaś poniżej przeciętnej, jak można by oczekiwać).

Trudno się temu dziwić – kiedy ludzie pochłonięci są z jednej strony apokaliptycznymi wizjami masowego dzieciobójstwa i końca chrześcijaństwa, z drugiej zaś piekła kobiet i powrotu faszyzmu, ich tożsamość zaczyna ogniskować się wokół spraw, które postrzegają jako pilniejsze od ochrony skądinąd i tak niedookreślonej i mało wyrazistej w porównaniu z polską śląskiej tożsamości. Nie jest jasne, czy w takich okolicznościach slogan „dogadać się jak Polak z Polakiem”, zawsze zresztą niosący nader wątpliwą treść, ma jeszcze jakikolwiek sens.

Dlaczego właściwie ktoś miałby „dogadywać się” i w ogóle chcieć żyć pod jednym instytucjonalnym dachem z osobami, które chcą go poddać rządom czegoś, co postrzega on jako kosmiczne zło, tylko dlatego, że łączą go z nimi język oraz garść symboli i dat? Tym trudniejsze staje się więc w tym kontekście śląskie porozumienie ponad politycznymi podziałami.

Po drugie, w pielęgnowaniu mniejszościowych języków i dialektów wyraźnie przeszkadza rozwój mediów społecznościowych. W świecie, w którym komunikacja międzyludzka w dużym stopniu przeniosła się z bezpośrednich, osadzonych w fizycznej przestrzeni relacji do Internetu, a rzeszy małych i dużych twórców contentu zależy na jak największych zasięgach, publikowanie w regionalnym dialekcie musi być traktowane jako przeszkoda. Nie bez powodu większość publicystyki zwolenników śląskiej odrębności tworzona jest w języku polskim i niniejszy tekst także nie jest wyjątkiem.

Po trzecie, globalizacja i towarzyszący jej nacisk na naukę języków obcych, zwłaszcza angielskiego, zniechęcają do nauki jeszcze jednego języka, często na poły albo i całkiem zapomnianego, a więc wymagającego w dużej mierze przyswojenia w sposób właściwy dla nauki języka obcego.

Niebagatelną rolę odgrywają ponadto zmiany w strukturze społecznej wynikające z przesuwania się środka ciężkości w gospodarce z rolnictwa i przemysłu do sektora usług. Wreszcie istotna jest zwiększona mobilność społeczna – zarówno pionowa (stwarzane przez współczesną gospodarkę możliwości awansu), jak i pozioma (migracje międzynarodowe i wewnątrzkrajowe).

Jeszcze czterdzieści lat temu pracujący w pobliskiej kopalni górnik mógł pozwolić sobie na operowanie głównie regionalnym, nieobsługującym zaawansowanej terminologii naukowej i profesjonalnej dialektem. Dzisiejszy pracownik korporacji musi natomiast – czy tego chce czy nie – posługiwać się językiem wielofunkcyjnym i znanym jak największej liczbie użytkowników.

Wszystkie powyższe trudności mają – jak wspomniałem – charakter obiektywny. Uznanie Ślązaków za mniejszość etniczną również tych przeszkód nie usunie. Może jednak złagodzić skutki przynajmniej części z nich.

Skodyfikowany, pisany i wyrażający pełną gamę myśli wykształconego człowieka język mniejszości oferuje nieporównywalnie większy prestiż i znacznie szerszą funkcjonalność niż gwara, w której to roli już zawsze chcieliby widzieć śląszczyznę dyżurni Ślązacy-Polacy i fałszywi przyjaciele regionalizmów z innych części Rzeczpospolitej. Gwara bowiem to z definicji język wyłącznie mówiony i operujący tylko niższymi rejestrami.

I podobnie grupa etniczna, której odrębność rozpoznawana jest przez państwo i której historię wykłada się w szkołach jako osobny przedmiot, to z pewnością rzecz bardziej warta obrony i poświęceń niż kojarzona ze zmierzchającym przemysłem i śmieszną mową grupa etnoregionalna, na domiar złego nawet niemająca wśród swoich aktywów turystyki górskiej.

To samo dotyczy polityczno-terytorialnych postulatów środowisk śląskich. Województwo górnośląskie, niechby i z napływową w większości populacją, z ograniczonym zakresem autonomii i w kształcie okrojonym o spolonizowane obszary znajdującej się dziś w województwie opolskim zachodniej części regionu to mimo wszystko jakaś administracyjna forma istnienia wyobrażonego bytu o nazwie „Górny Śląsk”, nadająca się do propagacji jego historycznego dziedzictwa.

Z pewnością nie nadają się natomiast do tego obecne, zupełnie sztuczne województwa opolskie i śląskie. Zwróćmy bowiem uwagę, że w tym układzie administracyjnym Górny Śląsk jako taki po prostu nie istnieje inaczej niż tylko w wyobrażeniach poczuwających się do związków z nim ludzi. I taka jest alternatywa, przed którą jako Ślązacy stoimy.

Albo przynajmniej spowolnimy proces zaniku jako odrębna – co nie znaczy, że niekrzyżująca się z narodem polskim – narodowość (grupa etniczna), albo powoli rozpłyniemy się w polskości, globalizacji i wojnie kulturowej, tak że po tożsamości śląskiej nie zostanie nawet ten lichy, gwarowo-krupniokowy kadłub, który tak umiłowali obrońcy „Polskiego Śląska”. Wszystko inne niż opowiedzenie się za śląską narodowością jest zatem ze strony Ślązaka doby obecnej w najlepszym razie naiwnością, a w najgorszym fałszem i teatrem politycznym.

To powiedziawszy, należy pamiętać o tym, by nie przypisywać legislacji większej mocy sprawczej, niż ma ona w rzeczywistości. Tak jak państwowym planistom nie udało się znieść praw ekonomii, usiłując stworzyć efektywną gospodarkę socjalistyczną, tak też dzisiejszym animatorom śląskości nie uda się językiem regionalnym i statusem mniejszości etnicznej podtrzymać przy życiu wspólnoty, której członkom nie zależy na jej przetrwaniu.

Dalsze istnienie Śląska zależy ostatecznie od samych Ślązaków. Nikt za nas nie przekaże języka i tradycji kolejnym pokoleniom i nikt za nas nie stworzy w ich obrębie żywej, współczesnej kultury. Spójrzmy zresztą prawdzie w oczy: gdyby śląskość miała umrzeć, nie byłoby w tym niczego zaskakującego ani nawet obiektywnie złego.

Historia ludzkości jest cmentarzyskiem lokalnych i regionalnych wspólnot, po których nikt nie płacze, bo i niespecjalnie jest po czym. Ot, były sobie zwyczaje i język, a teraz ich nie ma – niczego wielkiego do kultury światowej nie wniosły, a ich użytkownicy niewiele zrobili, by przetrwały.

Zachowując bierność bądź angażując się politycznie po stronie narodów ościennych, Ślązacy znaleźli się w swojej nowoczesnej historii na dobrej drodze, by podzielić los tych grup. Nie mam przekonania, czy z tej drogi da się jeszcze zawrócić, ale jeśli chce się spróbować, to dla hasła narodowości śląskiej nie ma sensownej alternatywy.

Tekst jest częścią projektu pt. „imPressje Górnośląskie + Śląsk sztuką pisany vol. 2” jest dofinansowany ze środków Muzeum Historii Polski w Warszawie w ramach programu „Patriotyzm Jutra”. Wszystkie materiały w ramach projektu udostępnione są na licencji CC BY. Zachęcamy do ich  przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.