Maleje skrajne ubóstwo? To tylko pozory. ETS-2 uderzy w najbiedniejszych
22% ludności – na tyle szacuje się liczbę zagrożonych ubóstwem transportowym w związku z wprowadzeniem ETS-2. Najgorzej jest pod tym względem w Polsce wschodniej, w terenach górskich i na granicach województw.
System ślepy na lukę
Dr hab. Ryszard Szarfenberg opublikował niedawno raport „Poverty Watch 2025” dla Europejskiej Sieci Przeciwdziałania Ubóstwu (EAPN Polska). Na pierwszy rzut oka jest nieźle – w ostatnich dwóch latach inflacja zwolniła, płaca minimalna wzrosła, podniesiono świadczenie rodzinne. W konsekwencji, w 2023 roku o 600 tys. zmniejszyła się liczba Polaków żyjących w skrajnym ubóstwie.
Jednak pełny obraz malowany przez publikację nie napawa optymizmem. Poziom ubóstwa dzieci i młodzieży do 18. roku życia oraz seniorów „utknął” w miejscu w 2022 roku. Sprawia to, że cele, które co do jego redukcji Polska sobie postawiła, stają się mało realistyczne.
Z czego to wynika? Nasz system nie przewiduje automatycznego podnoszenia kryteriów świadczeń socjalnych o inflację, przez co z biegiem czasu nawet stosunkowo ubogie osoby są „zbyt zamożne”, by objęło je wsparcie.
Podwyższenie pułapów dochodowych jest za każdym razem arbitralną decyzją ustawodawcy i podlega bieżącej sytuacji politycznej. Tak zwana „luka socjalna” – sytuacja ludzi, którzy mimo życia w skrajnym ubóstwie nie kwalifikują się do pomocy społecznej – dotyczy niemal miliona osób w kraju.
Wraz ze wzrostem przeciętnej konsumpcji w społeczeństwie rośnie odsetek tych, których sytuacja materialna się nie poprawia lub nie poprawia się tak szybko. Ze statystycznego punktu widzenia zwiększa to skalę ubóstwa relatywnego – gospodarstw domowych, w których na osobę wydaje się mniej niż 50% średnich wydatków w społeczeństwie. Taka sytuacja dotyczyła w zeszłym roku 5 mln mieszkańców naszego kraju.
ETS-2 uderzy w prowincję
Według zgromadzonych danych, ubóstwo jest najbardziej dotkliwe tam, gdzie nakłada się ono na słabość usług publicznych takich jak transport, czy opieka zdrowotna. Widzimy to na przykładzie małych miejscowości, w których mieszkańcy muszą się borykać z koniecznością podporządkowania swojego życia rzadkim kursom autobusów.
Przekłada się to – z jednej strony – na częstą rezygnację z wizyty u lekarza specjalisty, uczęszczania do wymarzonej szkoły lub atrakcyjnej pracy. Z drugiej strony, prowadzi to do tak zwanej przymusowej motoryzacji – dojeżdżania na własną rękę starym samochodem, nieraz w kiepskim stanie technicznym.
Życie w takich warunkach stanie się jeszcze trudniejsze po planowanym na rok 2027 wejściu w życie systemu handlu emisji w transporcie i ogrzewaniu domów (ETS-2). Ci, którzy już teraz ledwo wiążą koniec z końcem, będą dodatkowo ponosić koszty związane z nadawaniem uprawnień do emisji gazów cieplarnianych.
Finansowany z unijnej kasy Społeczny Fundusz Klimatyczny ma te koszty złagodzić – zarówno poprzez dopłaty dla najuboższych, jak i inwestycje w zmniejszanie emisji. O tym, jak wykorzystać ten fundusz do uzdrowienia transportu publicznego na prowincji pisał na naszym portalu Bartosz Jakubowski.
Obecnie rząd zdaje się poświęcać więcej uwagi przełożeniu uruchomienia ETS-2 na następny cykl wyborczy niż przygotowaniu obywateli do wiążących się z nim wyzwań. Trudno je dokładnie przewidzieć, ponieważ cenę uprawnień do emisji będą determinować gracze rynkowi spekulujący na wahaniach.
Rządowy Plan Społeczno-Klimatyczny, do którego odwołuje się raport Szarfenberga, prezentuje szacunki wzrostu indywidualnych wydatków na paliwo związany z możliwymi cenami uprawnień. Większość z tych przewidywań mieści się w granicach 100-200 euro więcej na osobę w skali roku.
Odpowiedzią ma być zwiększenie dostępności transportu zbiorowego, który jednak również będzie musiał ponosić koszty uprawnień do emisji, co pewnie wpłynie na jego ceny. O ile średnio zamożni i zamożni jakoś sobie poradzą z wyższymi kosztami transportu, to dla tych, których na to nie stać, będzie to oznaczało bardzo trudne wybory życiowe.
„Poverty Watch 2025”, znów odwołując się do dokumentów rządowych, przywołuje liczbę potencjalnie zagrożonych ubóstwem transportowym szacowaną na 22% ludności – przy uwzględnieniu dostępności transportu zbiorowego i dochodów. Najgorzej jest pod tym względem w Polsce wschodniej, w terenach górskich i na granicach województw.
EAPN apeluje o świadczenia i mieszkania
Dokumentem strategicznym, który stanowi punkt odniesienia dla autora raportu, jest Krajowy Program Przeciwdziałania Ubóstwu i Wykluczeniu Społecznemu na lata 2021-2027. Jego przyjęcie przy minimalnym udziale organizacji pozarządowych jest tylko jednym z kilku kierunków krytyki.
Dużym problemem pozostaje wyznaczanie ambitnych celów na poziomie krajowym, przy faktycznym pozostawieniu walki z ubóstwem gminom, które mają w tym zakresie różne możliwości organizacyjne i finansowe.
Jak na przystało na organizację mającą walkę z ubóstwem w nazwie, EAPN Polska domaga się większego wsparcia dla najuboższych. Jej zdaniem, ponieważ problemy sygnalizowane przez osoby ubogie mają często wymiar finansowy; zwiększona powinna zostać wysokość i dostępność świadczeń pieniężnych.
Podobnie najskuteczniejszą metodą walki z bezdomnością jest zapewnienie dotkniętych nią osobom mieszkań. W ślad za Zrewidowaną Europejską Kartą Społeczną, której ratyfikacji przez Polskę domaga się ta organizacja, minimalny standard życia mają gwarantować prawa socjalne, których realizacji można domagać się od państwa na drodze sądowej. To wizja osadzonego na prawnych fundamentach państwa dobrobytu.
Nastroje nie sprzyjają walce z ubóstwem
Polityczna realizacja tego postulatu prawdopodobnie będzie jeszcze musiała poczekać. Polska została objęta unijną procedurą nadmiernego deficytu, co ma nakłonić rząd do zmniejszania udziału długu w finansowaniu kolejnych budżetów.
Jednocześnie troska o ubogich nie znajduje się na pierwszym planie debaty politycznej w naszym kraju. Ugrupowania koalicji rządzącej nie szły do wyborów z hasłami walki z ubóstwem. Choć swoją ofertę kierowały do grup narażonych na przeciwności losu, takich jak emeryci, niepełnosprawni, czy młodzi dorośli, jednak nikt od dawna nie postawił w centrum dyskusji problemu biedy jako takiej.
Z kolei niektórzy politycy Prawa i Sprawiedliwości wydają się wręcz odcinać od metki partii socjalnej, ze względu na zmianę nastrojów społecznych. Realizację ambitnej agendy społecznej z pewnością utrudni też wyborcza deklaracja prezydenta Karola Nawrockiego o blokowaniu jakichkolwiek podwyżek podatków.
Konsekwentne wdzieranie się Konfederacji coraz wyżej w sondażach wyborczych zdaje się mieć kluczowy w tym kontekście wpływ na dyskusję publiczną. Nie zwalnia to jednak innych ugrupowań z troski o ubogich.
Nawet powszechne świadczenie rodzinne 800+ bywa postrzegane jako zbyt hojne. Gdy podczas debaty o odebraniu tego świadczenia niepracującym obcokrajowcom, pracownia SW Research na zlecenie „Rzeczpospolitej” zapytała o uzależnienie jego wypłaty od pracowania również wobec Polaków, 47,2% respondentów była za, a dodatkowe 9,4% domagało się całkowitej likwidacji tej formy wsparcia.
Łatwo sobie wyobrazić, że wobec trudności w znalezieniu innych oszczędności budżetowych, ten lub następny rząd, również Polaków tracących pracę zechce dodatkowo pogrążyć odebraniem świadczenia na dzieci.
Z drugiej strony, jeszcze w 2024 roku w badaniu CBOS „Stosunek Polaków do nierówności społecznych” 75% ankietowanych było zdania, że różnice między bogatymi a biednymi są w Polsce zbyt duże, a 69% wyrażało przekonanie o zbyt dużym zróżnicowaniu zarobków.
Należy zauważyć, że wartości te zanotowały spadek względem lat poprzednich. Mniej egalitarne stanowisko prezentowali młodzi dorośli. Wnioski te częściowo pokrywają się z badaniem „Acceptance for Income Inequality in Poland” Michała Litwińskiego, Rafała Iwańskiego i Łukasza Tomczaka z 2023 roku na ankietach z roku 2019.
Najstarsi ankietowani deklarowali w nim mniejszą akceptację dla nierówności dochodowych. Oczywiście najważniejszym czynnikiem wpływającym na zgodę występujących nierówności była osobista sytuacja majątkowa samych badanych – kto zarabia więcej, temu mniej one przeszkadzają.
Co ciekawe, deklarowanie wyraźnie lewicowych poglądów nie wpływało na opinię na ten temat. Poglądy konserwatywne korelowały jednak z wyższą akceptacją dla nierówności.
Odważyć się na więcej równości
Preferencje odnośnie nierówności i stopnia wspierania ubogich zależą oczywiście od sposobu postawienia pytania o nie. Z licznych badań społecznych można jednak wyciągnąć wniosek o wzroście powszechności postaw indywidualistycznych. Jesteśmy gotowi wspierać innych, o ile są nimi nasi najbliżsi. Takie nastroje, w połączeniu z niskim zaufaniem do państwa, nie ułatwiają politycznego forsowania wsparcia dla osób ubogich i wykluczonych.
W związku z trudną sytuacją budżetową niektórzy komentatorzy postulują wręcz ograniczenie świadczeń już obowiązujących. W tych warunkach „Poverty Watch 2025” stanowi cenny, merytoryczny głos w dyskusji nad ubóstwem. Miejmy nadzieję, że przełoży się on na systemowe rozwiązania, a do tego czasu dołóżmy osobistych starań w pomocy tym, którym jest najtrudniej.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
