Pomniki, nazwy ulic i placów na Górnym Śląsku. Historia ich zmian ukazuje fascynująca historię regionu
Miejsca, które na co dzień większość mija obojętnie, są kartami zapisanymi jednocześnie przez dziesiątki opowieści. Każda z nich próbuje powiedzieć Ślązakowi, o czym ma pamiętać i z czym się utożsamiać. Niniejszy tekst stanowi próbę swoistej egzegezy tekstu zapisanego w materialnym dziedzictwie regionu. Zapraszam więc do odbycia podróży po historii Górnego Śląska zapisanej w zmieniających się pomnikach i nazwach ulic. Historii, w której swoje piętno odcisnęli Habsburgowie, Prusy, III Rzesza, komuniści, jak i Polacy. Opowieści, która objawia niepowtarzalny i wyjątkowy charakter tych terenów.
Pobożność w służbie Habsburgów
Górny Śląsk w ciągu ostatnich trzystu lat wielokrotnie przechodził z rąk do rąk. Każda nowa władza i ideologia starała się uprawomocnić swoją obecność na tym terytorium. Jednym z narzędzi tego procesu było kształtowanie przestrzeni publicznej – nadawanie nowych nazw miejscowościom i ulicom, burzenie pomników i wznoszenie własnych. W ten sposób powstawał swoisty palimpsest: zapisywany wciąż na nowo rękopis, spod którego przebijają litery wcześniejszych, zatartych już warstw.
Aby odkryć najstarsze warstwy tego rękopisu, cofnijmy się do ostatnich dekad panowania Habsburgów na Śląsku. Był to czas późnego baroku i wybujałej, kontrreformacyjnej pietas Austriaca – „austriackiej pobożności”.
Jej materialnym świadectwem są rozsiane po całej Austrii, Czechach, Morawach i Śląsku kolumny maryjne oraz tzw. „nepomuki”, czyli pomniki św. Jana Nepomucena, często zaopatrzone w chronostychy (inskrypcje, w których po zsumowaniu liter będących jednocześnie cyframi rzymskimi uzyskuje się datę budowy).
„Tam, gdzie stoją posągi Jana Nepomucena, tam jest Europa Środkowa” – zauważył austriacki historyk sztuki Aldemar Schiffkorn. W pozostałych regionach dzisiejszej Polski takie pomniki występują sporadycznie.
Na pierwszy rzut oka są to obiekty o przesłaniu wyłącznie religijnym. W rzeczywistości jednak sto lat wcześniej Habsburgowie, po zwycięstwie w wojnie trzydziestoletniej, wprowadzili w krajach Korony Czeskiej absolutystyczny porządek i rozpoczęli rekatolicyzację. Katolicyzm i cesarska władza tworzyły więc jedność, a pomniki kontrreformacyjnej pobożności stanowiły jednocześnie deklarację lojalności politycznej.
Kolumny maryjne często miały charakter „kolumn morowych”, stawianych jako wotum za ustąpienie zarazy. Dwa przykłady: w Opawie (1675) i w Raciborzu (1727). Obecność podobnych pomników w miastach oddalonych zaledwie o trzydzieści kilometrów przypomina, że dopiero od 1741 r. rozdziela je granica – wówczas austriacko-pruska, dziś czesko-polska.
Pod władzą pruską
Połowa XVIII w. to przełom w dziejach Śląska. W wyniku wojen śląskich większość regionu została anektowana przez Prusy Hohenzollernów. W następnych dziesięcioleciach nadeszła modernizacja, a zwłaszcza gwałtowne uprzemysłowienie i urbanizacja wschodniej części regionu. Rosły stare ośrodki, jak Bytom i Gliwice, ale powstawały także nowe – Katowice i Królewska Huta.
Od połowy XIX w. miejscowości te coraz śmielej upiększały się monumentalnymi pomnikami, już o wyraźnie świeckim charakterze. Miały one ukazywać dobrobyt i podkreślać pruskość oraz niemieckość miast – co na wschodnich rubieżach państwa, w otoczeniu słowiańskiego żywiołu, miało istotne znaczenie.
Kult pruskiej państwowości wyrażał się na wiele sposobów. Wznoszono pomniki władców: w 1897 r. w Tarnowskich Górach stanął posąg Wilhelma I, pierwszego cesarza II Rzeszy; w 1910 r. w Bytomiu odsłonięto figurę Fryderyka II, zdobywcy Śląska; w 1898 r. Katowice zyskały wspólny pomnik Wilhelma I i jego syna Fryderyka III. W 1874 r. w Gliwicach powstał natomiast alegoryczny pomnik Germanii – personifikacji zjednoczonych Niemiec. Obok władców czczono też wybitnych dowódców: Gneisenaua, Bülowa, Blüchera czy Moltkego, których imiona nadawano ulicom i placom.
Szczególnym kultem otaczano Ottona von Bismarcka. Po jego śmierci w 1898 r. w całej Rzeszy powstawały wieże jego imienia (Bismarcktürme). Nie ominęły one również Górnego Śląska – wzniesiono je m.in. w Katowicach, Brzeziu pod Raciborzem i w Mysłowicach przy trójstyku granic. Po 1922 r. wszystkie te obiekty znalazły się w Polsce i zostały zburzone. Jedyna zachowana do dziś wieża Bismarcka na terenie dawnej rejencji opolskiej znajduje się w Nysie (do 1945 r. w Niemczech).
Pamięć o modernizatorach
Równolegle do oficjalnego kultu pruskiej państwowości miasta przemysłowe, niczym dawne greckie poleis, upamiętniały swoich herosów-założycieli i euergetów: magnatów przemysłowych, inżynierów, urzędników miejskich. Od co najmniej ćwierć wieku obserwujemy trend przywracania ich pamięci. Opowiada się w ten sposób o regionie już nie jako o arenie zmagań nacjonalizmów, ale jako success story industrializacji i modernizacji.
Najbardziej emblematyczną postacią pozostaje Friedrich Wilhelm von Reden (1752–1815), ojciec górnośląskiego przemysłu hutniczo-węglowego. Z jego inicjatywy powstała huta Königshütte, która dała początek miastu o tej samej nazwie, Na 50-lecie zakładu postanowiono wznieść mu pomnik. Rzeźbę wykonał Theodor Erdmann Kalide, a odsłonięto ją w 1853 r.
Dalsze losy pomnika Redena dobrze ilustrują burzliwe dzieje miasta. Po 1922 r. Königshütte już jako Królewska Huta znalazła się w Polsce, a w 1934 r. przemianowano ją na Chorzów. Pomnik pruskiego ministra, choć kłuł w oczy, przetrwał do lipca 1939 r., kiedy został uszkodzony przez nieznanych sprawców. Odrestaurowano go w czasie okupacji niemieckiej, ale po 1945 r. zniszczyła go Armia Czerwona, podobnie jak wiele innych górnośląskich pomników.
Dopiero w 2002 r., dzięki inicjatywie społecznego komitetu i przy wsparciu władz miasta, pomnik odbudowano – z polskimi napisami. Stał się symbolem pogodzenia niemieckiej przeszłości z polską teraźniejszością, wpisując się w optymistycznego ducha czasów akcesji do Unii Europejskiej. Nie obyło się jednak bez kontrowersji – działacze Konfederacji Polski Niepodległej pikietowali pod obudowanym pomnikiem z transparentem „Pomnik Prusaka – policzek dla Polaka”.
W ostatnich tygodniach byliśmy świadkami podobnego, choć nie tak spektakularnego wydarzenia. W Bytomiu odsłonięto ławeczkę z figurą Georga Brüninga, nadburmistrza Bytomia w latach 1883–1919. Także w tym przypadku podniosły się niechętne głosy, że oto polskie miasto upamiętnia Niemca. Obecnie jednak tego typu nastroje kanalizuje Internet, a protesty rzadko opuszczają przestrzeń wirtualną.
Podzielona pamięć międzywojnia
Klęska Niemiec w I wojnie światowej oznaczała upadek cesarstwa i dynastii Hohenzollernów. Niektóre ulice i place poświęcone dawnym władcom zmieniły nazwy, wiele jednak przetrwało w niemieckiej części Śląska do 1945 r.
W tym czasie rozkwitł kult poległych za Vaterland w I wojnie światowej – niemal każda miejscowość wznosiła pomnik swoim ofiarom. Osobiste doświadczenie straty zostało włączone w narrację o niesprawiedliwej porażce Niemiec. Część tych pomników przetrwała lub została odtworzona po 1989 r. w miejscowościach, gdzie pozostała ludność autochtoniczna.
W polskiej części Górnego Śląska, podobnie jak w reszcie Polski, pamięć o „nie naszej” I wojnie światowej jest osierocona. Wyjątkiem jest kult legionowy na Śląsku Cieszyńskim: w 1914 r. ok. 600 ochotników stamtąd zasiliło II Brygadę Legionów Polskich. Ich pomnik z 1934 r. został zburzony przez Niemców w 1939 r., a odbudowano go w 2005 r. Owa „cieszyńska Nike”, upamiętnia także czesko-polską wojnę o Śląsk Cieszyński z 1920 r.
Lata 1919–1922 przyniosły trzy powstania śląskie i plebiscyt, w wyniku których dawny pruski Śląski został podzielony między Republikę Weimarską a odrodzoną Polskę. Polsce przypadł niewielki, ale najbardziej uprzemysłowiony wschodni skrawek regionu.
Po raz pierwszy w dziejach Śląska nastąpiło przejście nie między dynastiami, lecz między państwami narodowymi. Wiązało się to z dogłębną czystką niemieckich symboli i zastąpieniem ich polskimi.
W polskim Śląsku nie mogły przetrwać pomniki gloryfikujące niemieckość. I tak katowicki Wilhelmsplatz stał się placem Wolności, a stojący na nim pomnik cesarzy wysadzono jeszcze w 1920 r. W 1923 r. zastąpił go grób nieznanego powstańca.
To właśnie kult powstań śląskich stał się fundamentem polskiej tożsamości regionu. Upamiętniał zryw zbrojny jako wyraz woli autochtonów i zarazem wpisywał go w tradycję romantyczno-insurekcyjną Polski. Pomniki i tablice powstańcze gęsto pokryły województwo śląskie.
Sanacja na Śląsku
Dojście do władzy sanacji w 1926 r. wiązało się z próbą zmonopolizowania przez ten obóz polityczny emocji patriotycznej. Integralną częścią tej strategii była promocja kultu osoby Józefa Piłsudskiego, który nasilił się jeszcze po jego śmierci w 1935 r. W województwie śląskim politykę tę realizował wojewoda Michał Grażyński, dbając jednocześnie o własne upamiętnienie.
Śląską specyfiką kultu Piłsudskiego było scalanie go w jedno z celebracją powstań śląskich, jakoby to Marszałek był ich duszą i mózgiem, mimo że faktycznym przywódcą politycznym tamtego okresu był zażarcie przez sanację zwalczany Wojciech Korfanty.
Emblematycznym przykładem jest historia katowickiego pomnika Piłsudskiego, który miał stanąć naprzeciwko gmachu Sejmu Śląskiego. Ta część stolicy autonomicznego województwa, zdominowana przez monumentalne budynki użyteczności publicznej, bywa określana mianem „miejskiego forum” i miała stanowić przeciwwagę dla poniemieckiego centrum północnego śródmieścia.
Zamówiony w 1937 r. u chorwackiego rzeźbiarza Antuna Augustinčića pomnik miał upamiętniać jednocześnie Piłsudskiego i powstania śląskie. Marszałek przedstawiony został na koniu na wysokim cokole, a w czterech rogach podstawy miały stanąć postacie symbolizujące trzy powstania oraz „śląska pieta” – matka z martwym synem-powstańcem.
Figura Piłsudskiego została ukończona, ale nie zdołano jej sprowadzić z Jugosławii przed wybuchem II wojny światowej. Po jej zakończeniu, w komunistycznej Polsce, nie mogło być mowy o kulcie Piłsudskiego. Pomnik doczekał się lepszych czasów dopiero po przemianach 1989 r., kiedy przetransportowano go w końcu do Polski i ustawiono w pierwotnie przeznaczonym miejscu w 1993 r.
W latach 90. właściwego upamiętnienia doczekał się też Korfanty. W 1999 r. jego pomnik stanął naprzeciwko gmachu Sejmu Śląskiego, od strony przeciwnej do Piłsudskiego. Dawne spory sanacji i jej przeciwników, określanych na Śląsku mianem „grażynioków” i „korfanciorzy”, zaczęto w oficjalnej patriotycznej narracji łagodzić, zastępując je syntezą obu tradycji.
Nie wszyscy jednak akceptują tę „amnezję”. W 2023 r., z inicjatywy Muzeum Powstań Śląskich w Świętochłowicach, powstał mural upamiętniający Korfantego i Grażyńskiego jednocześnie. „Jak można zrobić coś takiego? To sanacja wykończyła Wojciecha Korfantego. To Grażyński był jej uosobieniem na Śląsku. Dla nas Ślązaków taki mural w jednym z najbardziej śląskich miast to wstyd” – skomentował dla regionalnego portalu Ślązag świętochłowicki radny Łukasz Respondek.
Piętno totalitaryzmów
Po 1933 r., na niemieckiej części Górnego Śląska, rządy objęli narodowi socjaliści, starając się zatarć ślady słowiańskiego żywiołu na tym obszarze. Charakterystycznym działaniem była zmiana nazw miejscowości. Większe miasta pozostawiono bez raczej zmian (Zabrze stało się Hindenburgiem jeszcze w 1915 r.) , ale w przypadku mniejszych miejscowości niejednokrotnie całkowicie zmieniano ich dotychczasowe brzmienie.
I tak Kostellitz (Kościeliska), Blaseowitz (Błażejowice), Wyssoka (Wysoka) – przemianowano odpowiednio na Hedwigstein, Altweiler i Hohenkirch. Obecnie wszystkie te wsie, jak i wiele innych, ze względu na wysoki odsetek mniejszości niemieckiej, posiadają dwujęzyczne tablice z niemieckimi nazwami, ale tymi sprzed okresu nazizmu.
W 1939 r., po niemieckiej agresji na Polskę, dyktatura NSDAP objęła teren dawnego województwa śląskiego. Pierwsze miesiące okupacji wypełnione były niszczeniem świadectw polskiej obecności. Wojenny czas nie sprzyjał jednak wznoszeniu swoich własnych monumentów; odbudowa pomnika Redena była raczej wyjątkiem niż regułą.
Najsłynniejsze nazistowskie założenie komemoratywne powstało przed II wojną światową na stokach Góry Świętej Anny. Miało upamiętnić bojowników o niemieckość Śląska – freikorzystów poległych podczas trzeciego powstania śląskiego. Kompleks, ukończony w 1938 r., składał się z amfiteatru na terenie byłego kamieniołomu i górującego nad nim mauzoleum w kształcie rotundy projektu Roberta Tischlera.
W 1945 r. Góra Św. Anny i cały Śląsk Opolski zostały zdobyte przez Armię Czerwoną, a następnie przekazane polskiej administracji. Mauzoleum wysadzono i zbudowano w jego miejsce Pomnik Czynu Powstańczego autorstwa Xawerego Dunikowskiego, odsłonięty w 1955 r.
Dawne nazistowskie sanktuarium przewartościowano ideowo o 180 stopni – na pylonach przedstawiono syntezę walk o polskość Śląska od czasów piastowskich, poprzez powstania śląskie, po sowieckie wyzwolenie. Pomnik stoi do dziś.
W okresie PRL propagandowa narracja o „piastowskiej” polskości Śląska łączyła się z kultem socjalistycznej pracy. Przykładem jest Zabrze, gdzie w 1978 r. odsłonięto pomnik Wincentego Pstrowskiego, przodownika pracy w zabrskiej kopalni „Jadwiga” (po jego śmierci w 1948 r. przemianowanej na „Pstrowski”). Pierwotny napis brzmiał: „Wincentemu Pstrowskiemu, bohaterowi górniczego trudu, w XXX-lecie socjalistycznego współzawodnictwa pracy, społeczeństwo woj. katowickiego”.
Wyboista droga do dekomunizacji
Po 1989 r. rozpoczęto usuwanie z przestrzeni publicznej symboli systemu komunistycznego. Zastępowano je bohaterami walki z PRL, duchownymi katolickimi oraz postaciami wcześniej skazanymi na zapomnienie, jak wspominani Korfanty i Grażyński.
Największa fala dekomunizacji przypadła na początek lat 90., choć już wtedy dostrzegano jej praktyczne problemy – zmiany nazw ulic wymagały korekty dokumentów i dezorientowały mieszkańców, a obalone pomniki pozostawiały wyrwy w przestrzeni miejskiej. Często stawiano na swoistą neutralizację – w Zabrzu pozostawiono pomnik Pstrowskiego, usuwając tylko propagandowy napis, za wyjątkiem słów „Wincentemu Pstrowskiemu”.
Po początkowym dekomunizacyjnym uniesieniu nasiliła się postawa pragmatyzmu, a relikty poprzedniego ustroju trwały jeszcze długo. Szczególnie oporne były pomniki „wdzięczności” Armii Czerwonej. Ich obecność tym bardziej kłuła w oczy, iż stopniowo przywracana była pamięć o zbrodniach sowieckich w regionie w czasie rzekomego „wyzwolenia” w 1945 r.
Inwazje Rosji na Ukrainę w 2014 r. i 2022 r. przyspieszyły proces likwidacji. Pomnik krasnoarmiejców na Placu Wolności w Katowicach przeniesiono dopiero 11 lat temu. Obecnie nadal starszy tam pusty cokół, co być może jest najlepsze pointą dla burzliwych „pomnikowych” dziejów tego miejsca.
Bitwa o Szewczyka
Sprawa dekomunizacji wróciła w 2016 r., kiedy przez Sejm przeszła ustawa, której celem było wymuszenie na samorządach usunięcia tych pomników i zmiany tych nazw ulic, które nadal kojarzyły się z poprzednim ustrojem politycznym. Gminy miały rok na zmianę, w przeciwnym przypadku decyzję podejmował wojewoda.
Wcielenie w życie tej „ustawy dekomunizacyjnej” stało się kolejną odsłoną „wojny polsko-polskiej”. Wiele samorządów postawiło sobie za punkt honoru storpedować zmiany narzucane im przez rząd Zjednoczonej Prawicy. Zabrze, aby uratować pomnik Pstrowskiego, przemianowały go na Pomnik Braci Górniczej i wpisały do rejestru zabytków. Dopięły swego i zanonimizowany Pstrowski nadal stoi.
Z kolei w Katowicach rozpętała się walka o plac przed dworcem kolejowym. W 1995 r. nazwano go imieniem Wilhelma Szewczyka (1916–1991) – wybitnego literata, ale z „nieciekawym” życiorysem politycznym: w latach 30-tych należał do ONR, a po wojnie zaczął wiernie służyć komunistom. Pomimo tego stał się on totemem w walce na symbole między PiS-em a anty-PiS-em.
Rada Miasta odmówiła zmiany, wobec czego wojewoda narzucił nazwę „Plac Lecha i Marii Kaczyńskich”. Zorganizowano przeciwko temu protest, a jego organizatorzy nie ukrywali swoich politycznych sympatii: „Nie akceptujemy skandalicznej decyzji pisowskiego wojewody. Ten plac pozostanie na zawsze placem Szewczyka”.
Sprawa nie zakończyła się do dzisiaj. Z leżącego w gestii państwa dworca PKP, wychodzi się oficjalnie na plac Kaczyńskich, ale na samym placu, zarządzanym przez miasto, widnieje tabliczka z nazwiskiem Szewczyka.
Historia, która się nie kończy
Ta jednoczesna egzystencja dwóch nazw jednego placu kieruje nas na powrót ku metaforze palimpsestu. Jak widzimy, i obecnie nie przestaje być on wymazywany i nadpisywany. Mogłem tutaj przedstawić tylko pojedyncze stronice tego wielkiego manuskryptu.
Jedno pozostaje pewne. Miejsca, które na co dzień większość mija obojętnie, są kartami zapisanymi jednocześnie przez dziesiątki opowieści. Każda z nich próbuje powiedzieć Ślązakowi, o czym ma pamiętać i z czym się utożsamiać. Nic nie zapowiada, aby z tej plątaniny znaków wyłoniła się kiedyś opowieść, która na zawsze i przez wszystkich zostanie zaakceptowana.
Tekst jest częścią projektu pt. „imPressje Górnośląskie + Śląsk sztuką pisany vol. 2” jest dofinansowany ze środków Muzeum Historii Polski w Warszawie w ramach programu „Patriotyzm Jutra”.


