Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Głos o śląskiej godce: dialekt czy język regionalny?

przeczytanie zajmie 10 min

Chciałabym rzec, że nam – Ślązakom, niepotrzebne jest oficjalne potwierdzenie statusu śląskiego jako języka, bo i tak będziemy godać jak chcymy, ale to nieprawda. Bez pomocy prawnej i finansowej śląszczyznę czeka jedynie komercjalizacja i rozwój jako artystycznego środka wyrazu. Marzę, żeby nie stała się reliktem przeszłości ani regionalną ciekawostką. Śląszczyzna musi być uznana, żeby uwolnić Ślązaków od presji mówienia wyłącznie po polsku, bo język, którym przestajemy mówić, to język, którym przestajemy myśleć. Bycie Ślązakiem to nie kwestia wyboru między polskością a regionalnością. Jestem Ślązaczką i Polką. Nie jestem z tego powodu mniej polska niż warszawiacy. Dla wielu z nas to tożsamość niekonfliktowa. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy państwo nie dostrzega tej złożoności.

Przez ostatnie lata dorastałam do śląskiej tożsamości. Od zawsze polskość była dla mnie oczywista – skrzętnie przygotowała mnie do tego szkoła, edukując o historii, języku i literaturze. Wiedziałam, że jestem Polką, bo przecież nie Niemką czy Czeszką.

O tym, że jestem Ślązaczką, dowiedziałam się również przez poczucie inności. Pierwszy raz w liceum, kiedy sprzedawczyni w sklepiku szkolnym nie miała kołoczków, tylko drożdżówki. Kolejny na początku studiów, kiedy wykładowczyni wyłapała, że jestem ze Śląska po akcencie, zanim zdążyłam się dobrze przedstawić. Później gdy w rodzinnej Rudzie Śląskiej odwiedziła mnie znajoma ze Szczecina i tąpnęło.

Ona myślała, że bierze udział w trzęsieniu ziemi, a ja nawet nie pomyślałam, że to zjawisko naturalne będzie wymagało wyjaśnień. Ostatecznie, kiedy dostałam się na doktorat z językoznawstwa, a babcia skwitowała, że nie wie, skąd to zainteresowanie Śląskiem i gwarą u wnusi, bo przecież w doma nikt nie godo po ślōnsku. Godają i to od zawsze. Tylko dla nich to polski, bo przecież nie ma innych języków na Śląsku. Prawda?

Według ustawy o mniejszościach narodowych i języku regionalnym – prawda. Jedynym językiem regionalnym w Polsce jest kaszubski. Inaczej jest według samych Ślązaków. W spisie powszechnym (2021) aż 596 224 osób zadeklarowało tożsamość śląską. Jednocześnie 467 145 używa śląskiego na co dzień. To czyni odpowiednio tożsamość śląską najpopularniejszą wśród mniejszości narodowo-etnicznych w Polsce, a śląszczyznę trzecim najczęściej używanym językiem domowym w Polsce, po polskim i angielskim, znacznie przed kaszubskim.

PiSowskie lekceważenie konserwatywnych śląskich wyborców

Mimo to (i szeregu innych logicznych argumentów) Prawo i Sprawiedliwość od lat uniemożliwia uznanie śląskiego za język regionalny, czy to ze względu na niepochylanie się nad tą kwestią w Sejmie podczas swoich rządów, czy poprzez wetującego Andrzeja Dudę. Wkrótce w Sejmie ma być głosowany kolejny projekt ustawy w tej sprawie. Póki co możemy się jedynie domyślać, co zrobi Karol Nawrocki.

Mogłoby się wydawać, że paradoks jest taki, że gminy na Śląsku, w których PiS zdobywa najwięcej głosów, jednocześnie najchętniej deklarują tożsamość śląską, ale nie jest to irracjonalne tak, jak mogłoby się wydawać. Przecież bycie Ślązakiem oprócz kwestii językowych wiąże się często z konserwatyzmem i przywiązaniem do religii, a to wartości (przynajmniej w teorii) znaczne bliższe partii Kaczyńskiego niż lewicowo-liberalnym rządzącym.

Niemniej, nieuznawanie tożsamości przeszło pół miliona obywateli jest praktyką dyskryminującą, z którą nie łączą się żadne logiczne argumenty.  To PRL-owski i centralistyczny relikt przeszłości, co rozmija się z praktykami nie tylko w Europie Zachodniej, gdzie zupełnie inna sytuacja występuje w Hiszpanii z językiem katalońskim, ale także na konserwatywnych Bałkanach, gdzie mówi się po serbsku, chorwacku, bośniacku i czarnogórsku, chociaż na co dzień użytkownicy tych języków nie mają problemu ze wzajemnym zrozumieniem siebie, czy w przypadku naszych słowacko-czeskich sąsiadów. Wiem, że w tych państwach, co kraj to język, ale przecież nie zawsze tak było.

Język niewątpliwie jest ważnym składnikiem tożsamości, o czym piszą m.in. uznani Jerzy Bartmiński, Jadwiga Puzynina. Niestety, śląszczyzna stała się sprawą polityczną, więc – co za tym idzie – władza co chwilę ową tożsamość podważa, podkreślając, że w państwie są równi i równiejsi. Każda próba uznania śląskiego za język regionalny jest odbierana przez część klasy politycznej jako zagrożenie dla jednolitości narodowej narracji (wbrew wielokulturowej tradycji Polski).

 

Pomiędzy gwarą, dialektem a językiem

Moglibyście rzec: „Kempa, piszesz cały czas o języku, ale czy właściwie śląski nim jest?”. Mogłabym odpowiedzieć pytaniem, czym ów język jest? Gdzie przebiega granica między gwarą, dialektem a językiem? Nie mamy wyznaczonych prawnych ani językoznawczych ram, które wskazywałaby na to, że dany etnolekt już jest albo jeszcze nie jest językiem. Jeśli ktoś ma wątpliwości, to niech spróbuje znaleźć jedną definicję tego, czym jest język albo język regionalny – takiej definicji po prostu nie ma, bo zarówno prawodawstwo, jak i językoznawcy nie są zgodni co do tego, gdzie zaczyna się język, a kończy się dialekt.

W dyskursie pojawiają się języki regionalnemniejszościowe, które w zależności od państwa i osoby interpretującej ustawę czy konkretne wytyczne będą wyglądać inaczej. Pewnie debata o statusie śląszczyzny nie byłaby nawet w połowie tak gorąca, gdyby za nazywaniem konkretnych „lektów” dialektami czy gwarami szło inne wsparcie niż status folklorystycznej ciekawostki napędzającej konsumpcjonizm. Przy obecnym statusie quo uznanie śląszczyzny za język regionalny to w dużej mierze walka o konkretne prawa, a nie spór definicyjny.

Jeden z jesiennych weekendów spędziłam na Słowacji, gdzie w przejechałam się Orawską Koleją Leśną. Napis w wagoniku głosił: Nevykláňajte sa z vagóna počas jazdy. Czy zrozumiałam polecenie dla pasażerów? Tak. Czy znam słowacki? Nie. Po prostu języki polski i słowacki należą do tej samej grupy języków zachodniosłowiańskich, a kontekst sprawił, że zrozumiałam przytoczone zdanie. Nie musicie znać śląskiego, żeby go zrozumieć, on nie musi i nie będzie drastycznie inny od języka polskiego, bo należy do tej samej rodziny języków.

Przez lata o śląszczyźnie mówiono, że przecież nie jest skodyfikowana i nie usłyszymy jej w przestrzeni publicznej, więc to dialekt czy też zespół gwar języka polskiego. Obecnie? Niech ktoś porozmawia z Mirosławem Syniawą czy Grzegorzem Kulikiem – tłumaczami na śląski – albo jak użytkownik wyłącznie polskiego spróbuje przeczytać i zrozumieć książki Marcina Melona bądź sięgnie po takie publikacje jak Zasady pisowni języka śląskiego Henryka Jaroszewicza, Jak pisać po ślonsku Rafała Szymy albo materiały na portalu Regionalna edukacja na Śląsku, a potem powie, że to dokładnie to samo, co polszczyzna.

Ostatnie lata to szereg ruchów, debat, publikacji w stronę ujęzykowienia śląszyczny. Ponadto są wystawiane spektakle po śląsku i o Śląsku (m.in. Mianujom mie Hanka, Tkocze, Węgla nie ma, Korfanty. Rebelia!), rozwijane są śląska filmografia i muzyka (m.in. zespoły Frele, Oberschlesien, raperzy AbradAb, Fokus, Rahim, Miuosh i inni twórcy, jak np. Grzegorz Poloczek), tworzona jest publicystyka po śląsku i o nim (m.in. Dej pozór. Szoł tok Izoldy Czmok) oraz tłumaczy się literaturę i kinematografię. To wszystko przekłada się na liczne działania na rzecz rewitalizacji śląszczyzny i kultury Śląska. Śląszczyzną zresztą zajmuje się tak szerokie grono elity intelektualnej, że nie sposób wymienić wszystkie nazwiska w tak krótkim artykule – pewnie ktoś wzdragałby się, że nie wspomniałam o najsłynniejszym Ślązaku XXI wieku – Szczepanie Twardochu.

Na szczęście śląskie ruchy zauważają także eksperci – nie tylko ci identyfikujący się jako Ślązacy. Prof. Katarzyna Kłosińska – przewodnicząca Rady Języka Polskiego, opowiada się za nadaniem statusu języka regionalnego śląszczyźnie. To jest bardzo żywotny język, jest tworzona literatura, czyli jest w różnych obiegach, nie tylko w obiegu codziennym – mówiła przed senacką komisją w 2024 r., co może wskazywać na to, że tylko pora czekać na zmianę stanowiska Rady Języka Polskiego, która w 2011 r. orzekła, że śląszczyzna jest dialektem języka polskiego, a nie odrębnym językiem.

Śląszczyzna to również wciąż język domowy. Może nie usłyszycie tego w światowych Katowicach czy na turystycznym Nikiszu, ale na socjalnych osiedlach Rudy Śląskiej już owszem. Nie tak dawno, kupując tam sprzęt w jednej z sieciówek elektronicznych, sprzedawca mówił do mnie za dwoje, zamiast zwracając się do mnie pani. Zresztą śląszczyzna w moim rodzinnym mieście nie jest wyłącznie językiem ludu – owszem na Wirku podczas targowego czwartku usłyszycie ją najpełniej, ale to język obecny także w szpitalach czy w urzędach.

Słowo daję, że gdy Kazimierz Myszur był Przewodniczącym Rady Miasta Ruda Śląska, to każda sesja była prowadzona po śląsku, bo to jego pierwszy język (chociaż pewnie nieuświadomiony). Co zabawne, można by odnieść wrażenie, że śląszczyzna – mimo że wyrosła z codziennej mowy – dziś coraz częściej funkcjonuje jako język elit intelektualnych, a nie prostego ludu.

Niestety, Śląski staje się kapitałem nie tylko kulturowym. Co rusz na Górnym Śląsku zjemy gryfnego kurczaka. Autentyczność śląszczyzny nie może kończyć się na gadżetach i chwytach marketingowych – język, który istnieje tylko dla pieniędzy, przestaje być językiem żywym. Choć cieszy mnie, że śląszczyzna jest obecna w popkulturze, to widmo jej komercjalizacji wisi nad nią równie silnie, co widmo zapomnienia. Czy Śląsk stanie się drugimi Krupówkami?

***

Chciałabym rzec, że nam – Ślązakom, niepotrzebne jest oficjalne potwierdzenie statusu śląskiego jako języka, bo i tak będziemy godać jak chcymy, ale to nieprawda. Bez pomocy prawnej i finansowej śląszczyznę czeka jedynie komercjalizacja i rozwój jako artystycznego środka wyrazu.

Marzę, żeby nie stała się reliktem przeszłości ani regionalną ciekawostką. Śląszczyzna musi być uznana, żeby uwolnić Ślązaków od presji mówienia wyłącznie po polsku, bo język, którym przestajemy mówić, to język, którym przestajemy myśleć.

Bycie Ślązakiem to nie kwestia wyboru między polskością a regionalnością. Jestem Ślązaczką i Polką. Nie jestem z tego powodu mniej polska niż warszawiacy. Dla wielu z nas to tożsamość niekonfliktowa. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy państwo nie dostrzega tej złożoności.

Tekst jest częścią projektu pt. „imPressje Górnośląskie + Śląsk sztuką pisany vol. 2” jest dofinansowany ze środków Muzeum Historii Polski w Warszawie w ramach programu „Patriotyzm Jutra”.