Księstwo Cieszyńskie a górnośląskość
Tekst w wersji audio:
Mimo ogólnej cechy słowiańskości, polskości i nawet śląskości lud Księstwa Cieszyńskiego ma pewne piętno, które go znacznie od otaczających sąsiadów, nie tylko od Morawiaka i Słowaka, ale też od galicyjskiego Polaka i zgoła także od pruskiego Górnoślązaka, odróżnia.
Paweł Stalmach (1824–1891), redaktor „Gwiazdki Cieszyńskiej”, Ślązak cieszyński, Polak
My się sami chcemy rządzić w wielkiem województwie śląskiem.
Józef Londzin (1862–1929), ksiądz, prezydent Rady Narodowej Księstwa Cieszyńskiego, Ślązak cieszyński, Polak
Większość „medialnych Ślązaków” nie potrafi zakreślić granic Górnego Śląska, ignoruje odrębność Ślązaków cieszyńskich i zawłaszcza dla siebie przymiotnik „śląski”.
Wiadomo, że kto chce mieć przyszłość, musi mieć i przeszłość – a śląska historia (podobnie jak każda inna) stanowi publicystyczne i propagandowe pole bitwy. Wydawało mi się, że wyartykułowanie cech charakterystycznych Śląska Cieszyńskiego i różnic z Górnym Śląskiem zamknie sprawę. Ot, prosta wyliczanka, czasami okraszona polemiczną wzmianką. Jednak to droga donikąd.
Po pierwsze, nigdy nikogo żadna polemika do niczego nie przekonała – zwłaszcza w internecie. Po drugie, poziom fałszowania śląskiej historii przekroczył masę krytyczną. Nie chodzi o literatów i publicystów z ich rage-baitową überśląskością. Nawet pal licho socjologów, językoznawców i kulturoznawców, bo ich wiedza o przeszłości bywa rozczulająco skromna.
Gdy jednak niedawno upieczony profesor zwyczajny specjalizujący się w historii Śląska w recenzowanym czasopiśmie naukowym nie odróżnia Śląska Austriackiego od Śląska Cieszyńskiego – to niestety rzecz trzeba opowiedzieć od początku. Od chrztu. Nie Polski, lecz Moraw.
W 863 roku na dwór księcia morawskiego Rościsława przybyli misjonarze – bracia Cyryl i Metody. Nie wiedzieć czemu ukuto z tego określenie „chrzest Śląska 863” ustawione od razu w kontrze do „chrztu Polski 966”.
Dla każdego znawcy średniowiecza oczywistym jest, że część terenów dzisiejszej Polski jeszcze przed 966 rokiem była kontrolowana przez czeskich książąt, będących już chrześcijanami od schyłku IX wieku. Przykładem może być Kraków. Tyle, że w 863 roku morawscy książęta nie kontrolowali terenów zwanych dzisiaj Śląskiem – więcej, w 863 roku Śląska jako krainy historycznej po prostu nie było.
Krainy za Przesieką Śląską
Niedługo wcześniej, między 844 a 862 rokiem, sporządzono zestawienie zwane popularnie Geografem Bawarskim, które zawiera wykaz różnych plemion, wśród których znajdują się między innymi Ślężanie, Opolanie i Gołęszyce. Z grubsza Ślężanie zamieszkiwali okolice Wrocławia, Opolanie okolice Opola, a Gołęszyce – co jest obarczone pewną hipotetycznością – okolice Cieszyna.
Oczywiście naiwnością byłoby sądzić, że dane nazwy powstawały w momencie zapisania w źródłach, lecz kiedy już mamy Śląsk – to kończy się on na południu na Przesiece Śląskiej. „Ta wspomniana przesieka za dawnych dni, a także i podówczas, gdy się to działo, otaczała całą ziemię śląską” – czytamy w Kronice henrykowskiej w kontekście XIII wieku.
Dobrze historyczną granicę Śląska widać to po tytulaturze polskich książąt dzielnicowych. Ci rządzący na południowy wschód od Przesieki Śląskiej nie nazywają się książętami śląskimi. Przez większość XIII wieku tereny te składały się na rozległą dzielnicę opolską, która pod koniec stulecia uległa podziałowi na cztery księstwa ze stolicami w Opolu, Raciborzu, Bytomiu i Cieszynie.
Kolejne stulecie przyniosło nowe podziały i nowe – często efemeryczne – księstwa. Ich władcy, w tym książę cieszyński Kazimierz I, w 1327 roku złożyli hołd lenny czeskiemu królowi Janowi Luksemburskiemu. Nikt ze współczesnych nie określiłby ich książętami śląskimi czy górnośląskimi. Sam Jan Luksemburski nazywał ich Polakami (w dokumencie z 14 stycznia 1337 roku pada fraza „ipsi Poloni essent”).
Syn Kazimierza I, Przemysław Noszak, również był czeskim lennikiem, wiernym współpracownikiem Karola IV Luksemburskiego. Gdy jednak pisze suplikę do papieża, występuje jako Przemysław, książę cieszyński z Polski – Prsemilsaus dux Theschinensis de Polonia.
Nie był to jednorazowy wyskok, bo jego krewny książę opolski Bolesław III określa się jako dux Opoliensis de Polonia. Było to już po układach Karola Luksemburskiego i polskiego króla Kazimierza III Wielkiego z 1348 roku, traktowanych nieraz jako zerwanie więzi Śląska z Polską.
Polonica Silesia
W XIV wieku Śląskiem zaczęto zwać również tereny na południowy wschód od Przesieki Śląskiej. Z 1427 roku pochodzi pierwsza wzmianka o „dwóch Śląskach”. Dopiero jednak od 1481 roku można mówić o względnie trwałym podziale administracyjnym. Wtedy to król czeski i węgierski Maciej Korwin wyznaczył osobnych zarządców dla Dolnego Śląska i Górnego Śląska.
Jak piszą historycy Ryszard Kaczmarek i Krzysztof Nowak: „W XVI w. pochodzący z Brzegu humanista i topograf Barthel Stein, właśnie ze względu na różnice językowe pomiędzy Śląskiem Dolnym i Górnym, dla tego drugiego ukuł nawet nazwę Polonica Silesia (użył tego pojęcia w pochodzącym z 1512 r. rękopisie Descripcio tocius Silesie et civitatis regie Vratislaviensis). Stała się ona na tyle popularna, że używano jej jeszcze w XVIII wieku.”
Teren Górnego Śląska vel Polskiego Śląska z czasem ulegał zawężeniu. Jeszcze przed 1481 roku Księstwo Oświęcimskie i Księstwo Zatorskie stały się polskim lennem, a ich proces inkorporacji do Królestwa Polskiego zakończył się w 1564 roku, kiedy stworzono powiat śląski. Po pierwszym rozbiorze Polski jego teren znalazł się w granicach Galicji, później go z tejże Galicji wyłączono, by w 1850 roku włączyć ponownie.
W 1742 roku w wyniku pierwszej wojny śląskiej cały Dolny Śląsk i znaczna część Górnego Śląska znalazły się w granicach Prus. W rękach austriackich Habsburgów, będących jednocześnie królami czeskimi, pozostał południowy skrawek rozległej krainy.
Z czasem utworzono z niej kraj koronny Śląsk Austriacki złożony z dwóch części. Podstawą zachodniej części były Księstwo Opawskie i Księstwo Karniowskie, z kolei podstawą wschodniej Księstwo Cieszyńskie.
„My się sami chcemy rządzić”
Ten rok 1742 kusi jako konkretna data rozjazdu historii górnośląskiej i cieszyńskiej. Rzeczywiście odtąd historie Górnego Śląska i Śląska Cieszyńskiego zaczęły biec odmiennymi torami, chociaż jeszcze przez jakiś czas Cieszyn funkcjonował jako górnośląskie miasto.
Jednak w „długim wieku XIX” już nikt w Księstwie Cieszyńskim nie określiłby się jako mieszkaniec Górnego Śląska. W mowie potocznej Ślązaków cieszyńskich określano jako Cysaroków, a Górnoślązaków jako Prusoków.
Wiek XIX – a zwłaszcza jego druga połowa – upłynął pod znakiem sporów o kwestie językowe. W ówczesnym przekonaniu „narodowość” uchodziła za tożsamą z językiem, stąd np. padały twierdzenia, że nie ma „narodowości amerykańskiej” (bo Amerykanie mówią po angielsku) czy „narodowości austriackiej” (bo monarchię zamieszkiwali Niemcy, Polacy, Czesi itd.).
W przypadku Księstwa Cieszyńskiego na większym obszarze dominował język polski, w okolicach Frydku i Ostrawy czeski (albo morawski), a w okolicach Bielska – niemiecki. Źródła do dziejów językowych mamy znakomite.
Są to przede wszystkim schematyzmy kościelne (chodziło o kwestie praktyczne, w jakim języku głosić kazania) i topografię pijara Reginalda Kneifela wydaną w 1804 roku. Z grubsza granice językowe potwierdzają też późniejsze spisy powszechne z lat 1880, 1890, 1900 i 1910 – z tym, że pytano w nich o język codzienny (zamiast ojczystego), co sztucznie podbijało liczbę Niemców.
W dużym uproszczeniu cały spór narodowy (dzisiaj mówiąc: językowy) oscylował wokół pytania o równouprawnienie językowe. Część Polaków (i Czechów) uważała, że germanizacja jest korzystna. „Dla nas śląskich Polaków lepiej jest iść ręka w rękę z Niemcami, którzy tak długo w Austrii rej wodzili, a nie zniemczyli nas”.
Tak wyłożył rzecz w 1899 roku Jan Pellar, wójt Drogomyśla i poseł do Sejmu Krajowego w Opawie („Nowy Czas” 1899 nr 6). Z czasem na lidera stronnictwa proniemieckiego wyrósł Józef Kożdoń, pochodzący z polskiej rodziny, chociaż po ślubie z Niemką deklarował się w spisie powszechnym w 1910 roku jako Niemiec.
Walka o równouprawnienie językowe siłą rzeczy wepchnęła Polaków z Księstwa Cieszyńskiego w nurt polskości, z którą dzieliło ich niemal wszystko: historia polityczna, struktura społeczna, struktura wyznaniowa, poziom alfabetyzacji… Łączył jedynie język i dopiero z czasem wspólne lektury – nazwijmy to formacyjne.
Ale dla – użyjmy nazwy z literatury – polskich działaczy narodowych (de facto walczących o równouprawnienie językowe) nie była to wymarzona sytuacja. „Samoistnymi nam zostać nie można, bo nas garstka mała” – prawie słychać westchnięcie w tych słowach Andrzeja Kotuli (1822–1891).
W 1895 roku przy okazji założenia polskiego gimnazjum w Cieszynie, pierwszej polskiej szkoły średniej na całym Śląsku, przez miejscową prasę przetoczyła się ciekawa polemika dotyczą spraw językowych i narodowych. Wtedy na łamach „Gwiazdki Cieszyńskiej”, reprezentującej katolickie skrzydło polskiego ruchu narodowego, można było przeczytać:
„Przecież my Polacy śląscy przez założenie gimnazyum polskiego nie łączymy się politycznie ani z Galicyaą, ani z Królestwem Polskiem ani z Poznańskiem, tylko my się przyznajemy do tej samej narodowości polskiej, która zamieszkuje wszystkie trzy zabory.
Ameryka północna przez swe odłączenie się od Anglii nie wyparła się swojej narodowości, owszem i w Anglii i w Stanach Zjednoczonych są szkoły angielskie, panuje język angielski, a Amerykanie nie zaliczają się do narodowości niemieckiej lub hiszpańskiej lecz angielskie.”
Polacy z Księstwa Cieszyńskiego potrafili się na tyle zorganizować, że w 1918 roku legalnie przejęli kontrolę nad większą częścią regionu, stworzyli ponadpartyjną Radę Narodową Księstwa Cieszyńskiego i zgłosili akces do państwa polskiego, które jeszcze nie odzyskało niepodległości.
Jednocześnie Rada Narodowa Księstwa Cieszyńskiego zawarła 5 listopada 1918 roku układ dotyczący podziału regionu między Polskę a Czechy (Czechosłowację). Granicę zowie się w literaturze naukowej „etnograficzną”, w rzeczywistości oddawała wolę mieszkańców.
Tereny, gdzie w ostatnich powszechnych wyborach do parlamentu wiedeńskiego w 1911 roku, wygrali czescy kandydaci przypadły Czechom, a te, gdzie wygrali polscy kandydaci, przypadły Polakom (wyjątkiem były niewielkie okręgi miejskie, gdzie tradycyjnie wygrywali Niemcy).
W 1919 roku władze w Pradze podjęły decyzję o ataku na Polskę, a reszta historii jest dobrze znana – wojna czesko-polska, bitwa pod Skoczowem, rozejm, niedoszły plebiscyt i arbitralna decyzja mocarstw zachodnich, w wyniku której wbrew woli mieszkańców część terenów Księstwa Cieszyńskiego zamieszkałych przez Polaków przyznano Czechosłowacji. Tereny te niebawem nazwano Zaolziem.
Ale lektura prasy z czasów przygotowań do niedoszłego plebiscytu pozwala dostrzec pryncypia. Oto jak grzmiał ksiądz Józef Londzin, jeden z przywódców Rady Narodowej Księstwa Cieszyńskiego:
„Nie chcemy, by i do nas Czesi sprowadzili 40000 urzędników i nauczycieli, jak na Słowaczyznę. My mamy swoich ludzi. My się sami chcemy rządzić w wielkiem województwie śląskiem [miało obejmować Górny Śląsk, Śląsk Cieszyński i Zagłębie Dąbrowskie]. Jużeśmy się dosyć nasłużyli. Chcemy być panami na swej ziemi.
Dlatego będziemy w razie plebiscytu głosowali tylko za Polską. A gdyby Czesi do plebiscytu nie dopuścili, ale wszczęli wojnę, wtedy będziemy pazurami i zębami bronili tej świętej spuścizny po ojcach naszych, kraju naszego. Nie oddamy go na łup Czechom, ale zwrócimy go naszej wspólnej Matce-Polsce. Do niej chcemy należeć! Ona już dziś daje nam nie tylko pełnię swobód obywatelskich, ale także samorząd.”
Wszystkie stronnictwa podkreślały swoją śląskość, hasło „Śląsk dla Ślązaków” można znaleźć i w polskiej „Gwiazdce Cieszyńskiej”, i w proniemieckim „Ślązaku”, a imigrantów w pewnym sensie dzielono na „dobrych” (czyli swoich) i „złych” (czyli tych od przeciwników politycznych).
Kategoria śląskości traktowana była jako niezależna od przynależności językowej. Dobrze oddaje to „Gwiazdka Cieszyńska” (1909 nr 16): „Każdy «Ślązak», to jest mieszkaniec Śląska, należy naturalnie, chce czy nie chce, do jakiejś narodowości i jest albo Polakiem, albo Czechem, albo Niemcem lub Żydem lub Cyganem”. Z tym, że ówczesną prasę należy czytać bardzo ostrożnie, bo często pod pojęciem Śląsk rozumiano Śląsk Cieszyński, zapominając o całym Bożym świecie i innych Śląskach.
Po 1920 roku Księstwo Cieszyńskie w pewnym sensie rozpłynęło się, zresztą odtąd coraz częściej używa się określenia Śląsk Cieszyński. Graniczne miasta połączyły się z sąsiednimi, tworząc nowe aglomeracje – Bielsko z galicyjską Białą, Polska (przemianowana przez czeskie władze na Śląską) Ostrawa z morawską imienniczką, a Frydek z morawskim Mistkiem.
Zaolzie zostało poddane systemowej czechizacji, nie oszczędzono nawet praindoeuropejskiej nazwy rzeki Olza. Z kolei polska część Księstwa Cieszyńskiego znalazła się w granicach autonomicznego województwa śląskiego, którego głównym architektem był Józef Buzek, pochodzący z Końskiej pod Cieszynem.

Skan artykułu z „Gwiazdki Cieszyńskiej” (Gwiazdka Cieszyńska 1896 nr 50)
Instrumentalne traktowanie cieszyńskich dziejów
Tymczasem co robią „medialni Ślązacy” z historią Księstwa Cieszyńskiego? Śląsk Cieszyński to zawsze część Górnego Śląska, śląskich Niemców nazywamy Niemcami, a śląskich Polaków Ślązakami – z wyjątkiem tych, którzy opowiadali się za równouprawnieniem językowym, to wtedy tracą miano Ślązaka, a zyskują miano Polaka.
Spośród całej plejady Ślązaków cieszyńskich na sztandar został wzięty Józef Kożdoń, w czasach austriackich straszący czechizacją, w 1910 roku deklarujący się jako Niemiec, w czasach austriackich przegrany we wszystkich wyborach powszechnych (dopowiadam – wybory do Sejmu Krajowego w Opawie nie były powszechne).
Człowiek, którego przeciwnicy polityczni doprowadzili do powstania autonomicznego województwa śląskiego. Człowiek, który w 1939 roku pisał do Adolfa Hitlera z prośbą o włączenie Śląska Cieszyńskiego do III Rzeszy. Żeby z nazistowskiego kolaboranta czynić „ideologa narodu śląskiego” to trzeba wstydu nie mieć.
Ale nie tylko „medialni Ślązacy” instrumentalnie traktują dzieje Księstwa Cieszyńskiego. Czescy historycy, mimo tytułów naukowych, piszą o kwestiach językowych w regionie jakby szykowali ulotki na plebiscyt w latach 1919–1920.
Szczytowym dokonaniem niemieckich badaczy jest przerobienie księdza Józefa Adameckiego, żołnierza Armii Krajowej, więźnia Auschwitz, zamordowanego przez hitlerowskich okupantów, na „niemiecką ofiarę nazizmu” – i to w żadnej niszowej pracy, ale w nagradzanym i chwalonym Martyrologium Germanicum.
Polska historiografia jest odwrotnością czeskiej – ona nie chce Śląska, także Śląska Cieszyńskiego. Podręczniki i syntezy polskiej historii nadal są „rzeczpospolitańskie” i tkwią w schemacie stworzonym przez księdza Adama Naruszewicza. Śląsk po prostu znika w XIV wieku, by się objawić pół tysiąclecia później jako kraina „oderwana od Macierzy”.
A gdzie ta brakująca historia? Cenię sobie współpracę z Polskim słownikiem biograficznym, ale w tymże słowniku zabrakło miejsca dla Leopolda Szersznika (1747–1814) i dla Jerzego Trzanowskiego (1591–1637) – postaci wyjątkowych i fundamentalnych. Zgoda, nie tworzyli po polsku, nie nazwaliby się Polakami, ale obaj przyszli na świat w rodzinach polskich – w tym znaczeniu, że ich ojczystym był język polski.
Żeby było zabawniej współcześni im książęta cieszyńscy swoje biogramy w PSB mają. Można wytłumaczyć to zmianą polityki redakcyjnej (owi książęta doczekali się haseł w 1935 roku), ale jak zrozumieć umieszczenie w zestawieniu francuskiego pisarza Rolanda Topora? Roland Topor jest bardziej polski niż Leopold Szersznik czy Jerzy Trzanowski.
W tym kontekście zrozumiałe jest wychylenie wahadła w drugą stronę i opowiadanie o Śląsku w sposób zdepolonizowany. W zderzeniu z redakcjami czasopism naukowych i polskimi agencjami grantowymi widzę, że badania nad Śląskiem są traktowane jak badania historyczne pośledniej kategorii. Jednak druga skrajność też jest zła – wprawdzie mówi się o rzeczach przemilczanych, ale zarazem milczy o których również powinno się mówić.
Ironią losu jest akt, że nas wszystkich piszących o historii Śląsków (liczba mnoga użyta świadomie) łączy fascynacja rodzinnymi stronami i – czasami wysokie tony są niezbędne – miłość do małej ojczyzny. Radość z odkrywania jej złożonej przeszłości, godziny spędzone na przeczesywaniu bibliotek tradycyjnych i cyfrowych, a nade wszystko poczucie ogromnego społecznego zapotrzebowania, by opowiadać o przeszłości Śląsków.
Jednak ignorowanie różnic między Górnym Śląskiem i Śląskiem Cieszyńskim jest nie tylko błędem, przejawem ignorancji, ale również wielką stratą dla wszystkich piszących o Górnym Śląsku. Przecież Śląsk Cieszyński to znakomity punkt odniesienia i okazja do niezbędnej refleksji, by zobaczyć, że Śląsk jest trochę bardziej złożony. I przy okazji sfalsyfikować pewne tezy.
Mnie fascynuje koncept, że nikt – ani topograf Kneifel, ani duchowni sporządzający schematyzmy, ani wydawcy gazet, ani nauczyciele, ani urzędnicy od spisów powszechnych, ani przyjezdni – absolutnie nikt nie zorientował się, że większość mieszkańców Księstwa Cieszyńskiego nie mówi po polsku, lecz ich ojczystym językiem jest dialekt z wiosek pod Gliwicami.
Rozumiecie, jakimś cudem przeoczono ten język, chociaż potrafiono nawet odróżniać morawski od czeskiego. Tkwili tak biedni Ślązacy cieszyńscy w niewiedzy, mówiąc, czytając i pisząc po polsku, deklarując polski przy spisach powszechnych i słuchając kazań po polsku.
A gdy część Ślązaków cieszyńskich znalazła się po 1920 roku w granicach Czechosłowacji, to zamiast trwać przy ojczystym języku, zdecydowali się posługiwać tym obcym, polskim, nawet ze cenę represji i szykan. W mojej opinii jest to koncept zgoła nieprawdopodobny, ale monopolu na rację nie mam.
Mam za to świadomość, że kwestie tożsamościowe z racji samej swojej natury muszą budzić emocje, a podobne dyskusje o śląskości toczono w gospodach sto – a może i dwieście – lat temu. I pewnie toczone będą nadal. Jednak dzieje Śląsków są zbyt piękne, złożone i fascynujące, by wydawać je na żer polskich nacjonalistów, czeskich nacjonalistów, niemieckich nacjonalistów i szkopyrtoków monetyzujących swoją neoficką śląskość.

Zdjęcie z 1910 roku wykonane w Krasnej koło Cieszyna. W drugim rzędzie na środku siedzą Andrzej Francus, wójt Krasnej, i jego żona Maria z domu Lipa primo voto Pszczółka:, na lewo od Marii jej brat generał-major Paweł Lipa, o którym pisano, że „mówi ślicznie po polsku, dlatego i wy śląscy synowie rekruci, idźcie za jego śladem i nie koślawcie waszej mowy ”. Pośród innych osób powinni znajdować się wnukowie Marii, w tym mój prapradziad Józef Suchanek, ksiądz Rudolf Tomanek zamordowany przez niemieckich okupantów w obozie w Dachau oraz Rudolf Francus, współpracownik Józefa Kożdonia.
Publikacja jest częścią projektu „imPressje Górnośląskie + Śląsk sztuką pisany vol. 2” jest dofinansowany ze środków Muzeum Historii Polski w Warszawie w ramach programu „Patriotyzm Jutra”. Wszystkie materiały w ramach projektu udostępnione są na licencji CC BY. Zachęcamy do ich przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.

