Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

John R. R. Tolkien kochał Polskę, a jego przodek pochodził z Gdańska

John R. R. Tolkien kochał Polskę, a jego przodek pochodził z Gdańska autor ilustracji: Bruno Dziadkiewicz

Choć Polska nie znajdowała się w centrum uwagi brytyjskiego pisarza, odegrała znaczącą rolę w jego życiu. Nie tylko interesował się Polakami – w pewnych kwestiach ich losy były dla niego ważnym punktem odniesienia.

Korzenie rodzinne i niechęć do Prusaków

Znany dzięki Władcy Pierścieni pisarz John Ronald Reuel Tolkien był przede wszystkim filologiem. Choć zajmował się głównie językami germańskim, to w obszarze języków słowiańskich należy szukać inspiracji dla niektórych postaci Śródziemia: Beorna, który pierwotnie miał być Medwedem, maga Radegasta czy smoka o imieniu Smaug.

Poza względami lingwistycznymi to świadomość swoich korzeni decydowała o pewnym zainteresowaniu, jakim pisarz darzył państwa bałtyckie i historię tego regionu. Dzięki temu nie był to dla niego tylko obszar Mrocznej Puszczy, co nie odbiegałoby od typowego wyobrażenia Brytyjczyków o Europie na wschód od Niemiec.

Tolkien był przekonany, że jego odlegli, niemieckojęzyczni przodkowie po mieczu wywodzili się z osiemnastowiecznej Saksonii oraz mieszkali… w Polsce. Poza nazwiskiem niewiele mógł już po nich odziedziczyć, jak sam stwierdził w eseju „Potwory i krytycy”: „po 200 latach krew z Saksonii i Polski jest prawdopodobnie nieistotnym składnikiem fizycznym”. Składnik ten rozcieńczył się w angielskości.

W rodzinie przekazywano sobie, że była to drobna szlachta z Lipska, która w czasach sasko-polskiej unii personalnej zamieszkała na terenach Rzeczypospolitej. Bezpośredni przodkowie Tolkiena mieli tam boleśnie doświadczyć pruskiej agresji, w wyniku której ktoś z rodziny został zabity, a dwaj krewni, utraciwszy swój majątek, uciekli do Anglii.

Najwidoczniej po tych wydarzeniach pozostał u Tolkienów – właściwie aż do czasów pisarza – uraz w stosunku do państwa pruskiego. Być może to on spowodował, że nie przekazywali informacji o własnym pruskim pochodzeniu. Genealogia Tolkienów byłaby w zasadzie nieznana, gdyby nie kilkanaście lat pracy polskiego badacza.

Ryszard Derdziński ustalił drzewo genealogiczne, które lokalizuje przodków twórcy Władcy Pierścieni właśnie w osiemnastowiecznym Gdańsku, a wcześniej, w okresie XIV-XVIII w. – w Prusach. A dokładniej, w tej części, która obecnie znajduje się na terenie Obwodu Królewieckiego.

To stamtąd, nie z Saksonii, przybył nad Bałtyk bezpośredni przodek pisarza, Christian Tolkien. Nie miał również pochodzenia szlacheckiego, ale był synem piekarza z Kreuzburga. Gdańsk był jednym z głównych miast Prus Królewskich w ramach Rzeczypospolitej, dlatego Christian został poddanym polskiego króla.

Po przysiędze na wierność władcy, pełnił służbę jako artylerzysta w gdańskim garnizonie .Jego synowie wyjechali do Anglii, zanim Gdańsk w wyniku kolejnych rozbiorów Polski dostał się pod kontrolę Królestwa Prus.

W wyniku testów Y-DNA u krewnych pisarza Derdziński odkrył ponadto, że Tolkienowie byli pochodzenia bałtyjskiego. Wskazał także staropruski źródłosłów nazwiska – tolk, oznaczający „tłumacza, interpretatora”, stąd tolkin – potomek tłumacza, tolka. Ród wywodziłby się od małej miejscowości Tolkeim, której nazwa oznacza „miejscowość tolków”. Dziś to Slavskoena terenie Obwodu Królewieckiego.

Pisarz i jego syn Michael przykładali dużą wagę do triumfu Jana Sobieskiego pod Wiedniem. W ramach edukacji Tolkien na pewno poznał przykłady militarnych zwycięstw, które były postrzegane przez katolików jako cudowne ocalenie chrześcijańskiego świata, takie jak morska bitwa pod Lepanto w 1571 r.

Jednak pamięć o odsieczy wiedeńskiej była szczególnie żywa w jego rodzinie już wcześniej, przed zmianą wyznania. Jak zauważa Ryszard Derdziński, Tolkienowie byli przeświadczeni, że ich rzekomy przodek brał udział w bitwie.

Wedle podania to właśnie wtedy Georg von Hohenzollern miał otrzymać przydomek „Nieroztropny” – Tollkühn. Jak już wiadomo, jest to tylko etymologia ludowa, a Tolkienowie nie mieli pochodzenia szlacheckiego.

Polacy to Rohirrimowie?

Poza tradycjami rodzinnymi czynnikiem wpływającym na stosunek Tolkiena do Polski mógł być wpływ ulubionego pisarza – G.K. Chestertona. Ten szermierz publicystyki, apologeta chrześcijański i głośny neofita katolicki, znany był ze swojego afirmatywnego stosunku do Polaków. Pisał on, że po nienawiści do Polski nauczył się rozpoznawać szczególnie nikczemne typy ludzkie.

We wrześniu 1939 r. Tolkien przeczytał w prasie informację o konnej szarży Polaków na niemieckie czołgi. Choć po wielu latach okazało się, że pierwotny opis został w całości zmyślony przez włoskiego korespondenta, dla wyobraźni Tolkiena stał się inspiracją do pozytywnego opisu szarży Rohirrimów, powstrzymanego przez Mûmakile– żywe machiny wojenne we Władcy Pierścieni.

Pisarz w listach wielokrotnie wyrażał swoją troskę o Polskę i Polaków w czasie II wojny światowej. Był zagorzałym przeciwnikiem Hitlera i Stalina. Nie miał żadnych złudzeń co do zagrożenia ze strony ZSRR i komunizmu. Pisząc o tragedii polskich Żydów, jednocześnie nie pomijał faktu, że Polacy będący dla okupanta niemieckiego „podludźmi” byli w stanie śmiertelnego zagrożenia.

Tolkien znał język polski?

Tak jak wielu brytyjskich obywateli, był aktywny w obronie cywilnej, m.in. pełniąc warty nocne. A jego syn Christopher służył w RAF-ie. Niewykluczone, że tą drogą poznali polskich żołnierzy – takich jak pewien Popławski, który starał się o stworzenie polsko-angielskiego słownika technicznego z myślą o powojennej sytuacji imigrantów na Wyspach. Tolkien podjął się pomocy lingwistycznej.

To najwcześniejszy znany przykład, by pisarz starał się poznać język polski, w którym „czuł się jeszcze dość niepewnie” i pisał o tym do syna Christophera: „Spodziewam się, że niedługo biedny stary Popławski będzie się zastanawiał, jak mi idzie. Upłynie dużo czasu, zanim będę mógł mu pomóc w ułożeniu nowego słowniczka technicznego!!!”, a ze względu na doniesienia o powstaniu warszawskim dodał w gorzkich słowach: „taki słownik i tak powstanie (jeśli w ogóle ocaleją jacyś Polacy i Polska)”.

W 1946 r. rzeczywiście wydano „Angielsko-polski słownik techniczny”, a polski naród przetrwał, choć w kraju pod butem Moskwy a zagranicą jako biedujący emigranci.

Tolkien i jego przyjaciel Mroczkowski

Przemysław Mroczkowski był profesorem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i twórcą powojennej anglistyki w Polsce. To właśnie jemu zawdzięczamy, że język polski był trzecim językiem, na jaki przetłumaczono HobbitaWładcę Pierścieni.

Już wcześniej, w latach 40. kontaktował się on z Tolkienem, sondując możliwości studiów doktoranckich na Oxfordzie. Ostatecznie przybył tam na stypendium w 1957 r. Dr Mroczkowski, który w międzyczasie został przez reżim komunistyczny zmuszony do opuszczenia Lublina i musiał zmienić KUL na UJ, witając się z Tolkienem powiedział: „Przybywam z Mordoru”.

Tolkien przedstawił go należącym do Inklingów: C.S. Lewisowi, Charlesowi Williamsowi i Christopherowi Tolkienowi. Prof. Katarzyna Mroczkowska-Brand wspomina, jak ojciec musiał przełożyć wizytę u państwa Tolkienów i bardzo się kajał, prosząc na piśmie o przełożenie lunchu na kolejny dzień. Pisarz odparł: „We are quite unimportant people” (Jesteśmy całkiem nieważnymi ludźmi).

Zaproponował też, by mogli zwracać się do siebie bez tytułów naukowych. Tak zaczęła się przyjaźń, której wyrazem była korespondencja trwająca aż do śmierci pisarza. Zwracając się w listach do Polaka „My dear Mroczkowski”, Tolkien zwierzał mu się z trosk rodzinnych. Do jego córki Marii napisał poruszające słowa: „Polska z własnych powodów, ale szczególnie dlatego, że to Wasz kraj, jest zawsze w mojej pamięci”.

Głównym powodem, dla którego Tolkien spotykał na swojej drodze Polaków, interesował się nimi, była wspólnota wyznania. Rzymski katolicyzm był zarazem najważniejszym pryzmatem, przez który patrzył na Polskę. Nic zatem dziwnego, że w „duchowej biografii” pisarza, jaką napisała amerykańska badaczka Holly Ordway, również omówiono polski wątek.

Tolkien bardzo przeżywał wiadomości o pogarszającej się sytuacji polskich katolików pod reżimem komunistycznym w latach stalinowskich. Obok doświadczeń z okupacji niemieckiej był to główny temat rozmów z filozofem Zygmuntem Pełczyńskim.

Tolkien wysyła wotum do Częstochowy

Z Przemysławem Mroczkowskim oprócz zainteresowań i podobnej wrażliwości literackiej, łączyła Tolkiena również wiara. Stała się jednym z tematów ich korespondencji. Pisarz zdecydował się wesprzeć finansowo anglistę, kiedy po mszy św. poczuł, że taka pomoc jest potrzebna przyjacielowi.

Cieszył się, kiedy ów zgodził się ją przyjąć – okazało się, że istotnie, pieniądze pochodzące z przedpłaty za Władcę Pierścieni były dużym ratunkiem dla Mroczkowskich. Jak wspomina prof. Mroczkowska-Brand, później Tolkien wielokrotnie ponawiał takie próby, ale już bez powodzenia.

Biorąc pod uwagę, że nigdy nie odwiedził Polski, jest zastanawiające, jak bliskie mu było sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej na Jasnej Górze. Doskonale zdawał sobie sprawę ze znaczenia religijnego i kulturowego tego miejsca dla Polaków.

Uważnie śledził sytuację katolików w okresie przygotowań do milenium chrztu Polski i prześladowań ze strony władz przygotowujących obchody 1000-lecia państwa polskiego. Pisała o tym prasa brytyjska.

Nieznanym szerzej faktem, podanym przez Ordway, jest informacja o przekazaniu do jasnogórskiego klasztoru nietypowego wotum przez Tolkiena. Na prośbę Gregory’ego Macdonalda, redaktora polskiej sekcji BBC, w 1961 r. pisarz wykaligrafował modlitwę poetycką Hilaire’a Belloca, przeznaczoną dla Jasnej Góry: „Ballade to Our Lady of Czestochowa”. W kontakcie z klasztorem pośredniczył oczywiście Mroczkowski.

***

Zainteresowanym szczegółami polecam blog „Tolknięty” (tolkniety.blogspot.com), serwis Elendilion.pl oraz książkę Holly Ordway „Wiara Tolkiena”. Pozostaje nam żałować, że J.R.R. Tolkien nie dożył wyboru Jana Pawła II i upadku komunizmu. Z pewnością miałby na ten temat ciekawe przemyślenia, a być może uznałby to za doskonałą ilustrację ukutego przez siebie terminu eukatastrofy, czyli „nagłego szczęśliwego zwrotu w opowieści, który przeszywa radością sprowadzającą łzy”.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.