Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Bruno Schulz. Mit, kontemplacja i nuda na ratunek światu

Bruno Schulz. Mit, kontemplacja i nuda na ratunek światu Ilustracje Brunona Schulza; oprac. redakcja

Projekt Brunona Schulza nie jest jedynie projektem artystycznym, ale filozoficznym i antropologicznym, bo proponującym konkretną wizję człowieka, który potrzebuje opowieści i dzięki nim rozumie życie, usensownia rzeczywistość i może docierać do istoty rzeczy. Schulz nie tylko krytykuje nowoczesność, ale proponuje dla niej mityczną alternatywę.

Bruno Schulz – dziecko nowoczesności

Jerzy Jarzębski nie bez powodu nazywa Brunona Schulza dzieckiem czasów przełomu. Rzeczywiście, na okres dzieciństwa i dorastania pisarza przypadają wielkie przemiany ekonomiczne, społeczne i polityczne. Niepokoje końca wieku, ruina domu rodzinnego, Wielka Wojna, rozpad monarchii austro-węgierskiej i niepodległość Polski.

Doświadczenie młodości pisarza naznaczone było niestabilnością i pytaniami o systemy wartości stojące u podstaw świata. Atmosferę tego okresu przesiąkała wszakże myśl filozoficzna Schopenhauera, Nietzschego, Bergsona czy psychoanaliza Freuda i Junga.

Co ciekawe, Schulz interesował się także naukami ścisłymi: matematyką i fizyką. Pociągała go teoria względności, mechanika kwantowa i geometrie nieeuklidesowe. Warto zwrócić uwagę na współgranie tendencji w tych obszarach nauk przyrodniczych i humanistycznych: kwestionowanie i rozmywanie twardych struktur, związków przyczynowo-skutkowych czy destrukcja tradycyjnej wizji świata.

Ryszard Nycz pisze o doświadczeniu nowoczesności jako doświadczeniu ciężkich prób, na jakie został wystawiony człowiek poddany racjonalistycznemu projektowi modernizacji. Włącza w to również negatywne konsekwencje tego projektu.

Świat nowoczesności ukształtowany został przez ideologię postępu, narzucającą aktywność ukierunkowaną na przyszłość, która zmierza do osiągnięcia doczesnych i świeckich celów rozwoju. Kosztem takiego podejścia jest podporządkowanie człowieka i wspólnoty zasadom racjonalności i użyteczności.

Na skutek tego procesu człowiek zostaje uprzedmiotowiony, ubezwłasnowolniony, stłumione zostają sfery cielesna i emocjonalna oraz to, co nacechowane wartościowaniem. Według Nycza wiąże się to często z doświadczeniem konfliktu, szoku, przymusu, kontroli, represji czy wykluczenia i pozostawia traumatyczne ślady we wrażliwości jednostki.

Można zaryzykować tezę, że atmosfera intelektualna przełomu XIX i XX wieku, a także sam przełom antypozytywistyczny były reakcją na instrumentalną racjonalność nowoczesności i wydobywały na wierzch to, co stało w kontrze do rozumu.

I tak, upraszczając, Schopenhauer wyżej ceni wolę i emocje, Nietzsche zaprzecza racjonalnym konstruktom moralności, Bergson najwyżej stawia intuicję, a Freud i Jung wyciągają na wierzch to, co nieracjonalne, skryte w podświadomości.

Z kresowej dziury do naftowej potęgi

Proza Schulza usiana jest fantastycznymi metamorfozami, lecz można w niej odnaleźć także ślad przemian, które zachodziły w otaczającej pisarza rzeczywistości. Za jego życia Drohobycz z „kresowej dziury” stał się „galicyjskim Klondike”, na skutek odkrycia w pobliżu złóż ropy naftowej.

Miasteczko zaczęło się gwałtownie rozrastać, a poziom życia mieszkańców znacząco wzrósł. Jeżeli zajrzymy do jednego z najbardziej znanych opowiadań Schulza – Ulicy Krokodyli – napotkamy literacki obraz tych zmian:

„Był to dystrykt [ulica Krokodyli – przyp. aut.] przemysłowo-handlowy z podkreślonym jaskrawo charakterem trzeźwej użytkowości. Duch czasu, mechanizm ekonomiki nie oszczędził i naszego miasta i zapuścił chciwe korzenie na skrawku peryferii, gdzie rozwinął się w pasożytniczą dzielnicę”.

Dla odmiany w starym mieście „panował wciąż jeszcze nocny, pokątny handel, pełen solennej ceremonialności”, a w nowej dzielnicy „rozwinęły się od razu nowoczesne, trzeźwe formy komercjalizmu. Pseudoamerykanizm (…) wystrzelił tu bujną, lecz pustą i bezbarwną wegetacją tandetnej, lichej pretensjonalności”.

Spacerując po ulicy Krokodyli zobaczymy „szary, bezosobisty tłum” i odniesiemy, wraz z narratorem, „wrażenie błędnej, monotonnej, bezcelowej wędrówki, jakiegoś sennego korowodu marionetek”. Jakże odmienny jest staromiejski tłum wyruszający na handel z Nocy wielkiego sezonu!

Tutaj „wielkie i ciemne tłumy płynęły w ciemności, w hałaśliwym zmieszaniu, w szurgocie tysięcy nóg, w gwarze tysięcy ust – rojna, splątana wędrówka, ciągnąca arteriami jesiennego miasta. Tak płynęła ta rzeka, pełna gwaru, ciemnych spojrzeń, chytrych łypnięć, pokawałkowana rozmową, posiekana gawędą, wielka miazga plotek, śmiechów i zgiełku”. Ludzie są „ożywieni jakimś wewnętrznym ogniem, naszminkowani i ubarwieni jaskrawo, z oczyma błyszczącymi jakąś odświętną, piękną i złą febrą”.

Powyższe opisy i obserwacje narratora opowiadań Schulza zdają się dobrze wpasowywać w opis doświadczenia nowoczesnego zaproponowany przez Ryszarda Nycza. Literaturoznawca odnosi to pojęcie do doświadczania świata poprzez zmienne formy życia społecznego i indywidualnego, cywilizacyjne pejzaże czy technologicznie przekształcone środowisko.

Klasycznym przykładem takiego doświadczenia jest spotkanie z miastem i feerią wrażeń, która mu towarzyszy; w przygodnych kontaktach z obcymi, anonimowym tłumem, w doznaniu chwili, bezpośredniości bycia tu i teraz, poczuciu zanurzenia w nieprzerwanym przepływie strumienia zdarzeń. Już w tych fragmentach można dostrzec, że to, co nowoczesne, wartościowane jest negatywnie, w kontraście do starych zwyczajów i tradycji.

Pornografia i fałszywe obietnice kapitalizmu

W przytoczonych wyżej fragmentach Ulicy Krokodyli widać wyraźnie, że rzeczywistość dystryktu handlowego opanowana jest przez mechanizmy ekonomiczne. Ponadto rządzi w niej wszechobecny pozór, to „dzielnica pozoru i pustego gestu”. Budownictwo i wystrój sklepów jedynie reprodukują bezrefleksyjnie znany, wielkomiejski schemat.

Gdy przyjrzeć się dokładniej, okazuje się, że „jezdnia (…) jest z ubitej gliny, pełna wybojów, kałuży i trawy”. Mamy do czynienia ze spektaklem, pełnym pozorów – dorożki jeżdżą bez woźniców, tramwaje zrobione są z papier-mâché i przemieszczają się popychane przez tragarzy.

Podobnie sklep krawca, odwiedzany przez narratora, jest „wielki i pusty, bardzo wysoki i bezbarwny”. Co więcej, okazuje się, że można w nim zakupić materiały pornograficzne, a zaraz po wyjściu z lokalu na ulicy widać spacerujące prostytutki. Dzielnica „tchnie odorem zepsucia”, a mieszkańcy z dumą stwierdzają, że stać ich na „prawdziwą wielkomiejską rozpustę”.

Roger Scruton w książce Modern Culture zwraca uwagę, że w fantazjach pornograficznych można odnaleźć pożądanie pozoru, imitacji – ich zaspokojeniem jest alternatywa najbliższa pożądanemu przedmiotowi (na przykład: obraz aktu seksualnego w miejsce rzeczywistego doświadczenia). Taka realizacja pragnienia w żadnym momencie nie wymaga wyobraźni. Efektem fantazji jest utowarowienie obiektu pożądania – zatem prostytutka, ponieważ da się ją „zakupić”, staje się towarem wymiennym.

W ten sposób człowiek staje się przedmiotem, częścią mechanizmu ekonomicznego. Scruton konstatuje, że konsekwencją poddania się fantazjom pornograficznym jest zastąpienie miłości przez prawa rynku – ostateczne odczarowanie świata.

Narrator opowiadania także odkrywa iluzję, która opanowuje nową dzielnicę. Mimo obietnicy cielesności i odkrycia tego co irracjonalne i emocjonalne, okazuje się rozczarowująca: „W tym mieście taniego materiału ludzkiego brak także wybujałości instynktu, brak niezwykłych i ciemnych namiętności”.

Oprócz tego obserwator zauważa, że „fatalnością tej dzielnicy jest, że nic w niej nie dochodzi do skutku, nie dobiega do swego definitivum. (…) Cała ona jest niczym innym, jak fermentacją pragnień przedwcześnie wybujałą i dlatego bezsilną i pustą. W atmosferze nadmiernej łatwości kiełkuje tutaj każda najlżejsza zachcianka, przelotne napięcie puchnie i rośnie w pustą, wydętą narośl (…)”.

Nic na ulicy Krokodyli nie jest prawdziwe, dzielnica rozbudza apetyt, ale nigdy go nie zaspokaja, wiecznie czerpiąc z raz wzbudzonej gorączki i podniecenia. Żeruje na ludzkim pragnieniu, nie oferując jednak jego zaspokojenia. To nie królestwo Boga czy nawet człowieka, rządzą tu materialistyczna i racjonalna ekonomia oraz kapitalizm, będące stałym elementem projektów nowoczesnych.

Nowa dzielnica staje się zagrożeniem dla tożsamości małego miasteczka, które opanowane zostaje przez naśladownictwo wielkomiejskich wzorców. Takie ujednolicające działanie nie pozostawia miejscowości niczego, co może być oryginalne, właściwe tylko dla niej; niczego, czego nie da się zobaczyć nigdzie indziej.

Herezja nowoczesności

Traktaty o manekinach są bez wątpienia jednymi z bardziej zawiłych opowiadań Brunona Schulza. Każda część zdaje się dotykać nieco innego problemu czy tematu, lecz w kontekście pytania o kryzys nowoczesności warto przyjrzeć się w szczególności pierwszym dwóm częściom tej przedziwnej rozprawy.

Ojciec narratora rozpoczyna swoje kazanie od teorii materii – tej „dana jest nieskończona płodność, niewyczerpana moc życiowa i zarazem uwodna siła pokusy, która nas nęci do formowania. (…) Materia jest najbierniejszą i najbezbronniejszą istotą w kosmosie. Każdy może ją ugniatać, formować, każdemu jest posłuszna.

Wszystkie organizacje materii są (…) łatwe do uwstecznienia i rozwiązania. Nie ma żadnego zła w redukcji życia do form innych i nowych. Zabójstwo nie jest grzechem. Jest ono nieraz koniecznym gwałtem wobec opornych i skostniałych form bytu, które przestały być zajmujące”.

To teoria absolutnego władztwa człowieka nad materią, apologia jego zdolności do przetwarzania i zmiany rzeczywistości. Kryje się w tym zaskakujący stosunek do Demiurga-Stwórcy, od którego „terroru niedościgłej doskonałości” należy się wyzwolić. Nie chodzi jednak o konkurowanie czy dorównanie mu, a o bycie „twórcami we własnej, niższej sferze, pragniemy dla siebie twórczości, pragniemy rozkoszy twórczej, pragniemy (…) demiurgii”.

Nie chodzi o zajęcia pozycji Demiurga w niebiosach, lecz o jego detronizację na ziemi i ogłoszenie wszechwładztwa człowieka nad materią. To rezygnacja z metafizyki i możliwości transcendencji. Konsekwencją jest sprowadzenie człowieka do materii, którą można kontrolować i unicestwiać, jeżeli wymaga tego postęp.

Miarą wartości człowieka jest jego użyteczność: „Twory nasze będą prowizoryczne (…). Jeśli będą to ludzie, to damy im na przykład tylko jedną stronę twarzy, jedną rękę, jedną nogę, tę mianowicie, która im będzie w ich roli potrzebna”.

Nie liczy się człowiek jako całość czy człowieczeństwo jak cel sam w sobie, ale ta część, która będzie potrzebna w danym momencie. Ten człowiek ma być stworzony na obraz i podobieństwo manekina, a zatem ma być rzeczą, martwym przedmiotem.

W kolejnej części Traktatu o manekinach Ojciec odsłania jednak tragedię, która kryje się pod powierzchnią materii. Na skutek jej przetwarzania, narzucenia konkretnej formy, wywołuje się cierpienie. Tworom odmawia się prawa samookreślenia, niby figurom woskowym, pozostającym dla widzów jedynie pozorem.

Tymczasem „to podobieństwo, ten pozór, ta nazwa uspokaja nas i nie pozwala nam pytać, kim jest dla siebie samego ten twór nieszczęśliwy”. Wydaje się to być swego rodzaju autorefleksja w stosunku do poprzedniego wykładu. Nieskrępowane władztwo człowieka nad materią ma niepokojące, wręcz przerażające konsekwencje – rodzi ból i cierpienie, którego nie jesteśmy w stanie dostrzec.

Skutkuje to osłabieniem zdolności człowieka do refleksji. Przywoływany już Roger Scruton, pisząc o figurach woskowych, zwraca uwagę, że nie potrzebujemy wyobraźni, by je zrozumieć. Są one paradygmatycznym obiektem fantazji – niby-żywe, lecz całkowicie martwe.

Przytoczone wyżej fakty z życia pisarza czy fragmenty twórczości mogłyby służyć za modelowe opisy nowoczesności. Nie sposób się dziwić, że pisarstwo Schulza (z pewnością pozostające w związku z atmosferą intelektualną początku XX wieku) nie stroni od diagnozowania kryzysu nowoczesności. Jednocześnie można w nim także poszukiwać kontrpropozycji dla materialistycznego, racjonalistycznego i gloryfikującego postęp światopoglądu.

„Istotą rzeczywistości jest sens”, czyli mit u Schulza

Jak w tekście Upadek mitu upadku mitu, opublikowanym na łamach kwartalnika „Ethos”, zauważa Dobrosław Kot, u podstaw projektu Schulza kryje się przekonanie, że mity nie są zabytkami czy reliktami, ale żyją i nadal są częścią ludzkiego doświadczenia. To nie tylko opowieści o uniwersalnym charakterze, ale sposób myślenia przy pomocy opowieści, bez którego człowiek nie jest w stanie funkcjonować.

Podobne spostrzeżenia w artykule pt. Mito-logika Schulza. Rekonesans, pomieszczonym w magazynie „Konteksty”, czyni Dariusz Czaja, który stwierdza, że mit jest dla Schulza rzeczywistością podstawową, pochodzącą z przestrzeni innej niż racjonalny dyskurs.

Czaja słusznie podkreśla, że schulzowska wykładnia mitu staje się zasadniczym sprzeciwem wobec nowoczesnego rozumu, który uznał mit za przeżytek, anachronizm i wygnał go z odczarowanego świata.

Tymczasem sama nauka korzysta z mitu, bo chcąc uporządkować i uspójnić świat, tworzy opowieść o świecie przy pomocy pojęć. W ten sposób odgradza człowieka od grozy i tajemnicy, które mogłyby się okazać nie do zniesienia. To zresztą demaskuje Schulz, pisząc, iż „wiedza nie jest niczym innym, jak budowaniem mitu o świecie, gdyż mit leży już w samych elementach i poza mit nie możemy w ogóle wyjść”.

„Istotą rzeczywistości jest sens. Co nie ma sensu, nie jest dla nas rzeczywiste. Każdy fragment rzeczywistości żyje dzięki temu, że ma udział w jakimś sensie uniwersalnym”. Powyższe słowa otwierają esej Mityzacja rzeczywistości będący najważniejszą programową wypowiedzią Schulza. To podstawowe założenie jest jednocześnie wystąpieniem przeciwko materializmowi.

Republika sensu

Rzeczywistość i sens są ze sobą złączone – cokolwiek istnieje dla człowieka, zawiera w sobie sens. Ta nierozerwalność sprawia, że istotną rolę w procesie usensowniania musi pełnić słowo, bowiem „nazwać coś – znaczy włączyć to w jakiś sens uniwersalny”. Słowo działa za pośrednictwem poezji, która jest „krótkimi spięciami sensu między słowami, raptowną regeneracją pierwotnych mitów”.

Te myśli, jak zauważa Dobrosław Kot, współgrają z rozpoznaniami Martina Heideggera. Rzeczywiście, niemiecki filozof, interpretując fragmenty poezji Friedricha Hölderlina, stwierdza, że „poezja jest ustanawianiem przez słowo i w słowie”. Ustanawianiem czego? Bytu, nazywaniem bogów i istoty rzeczy. Oprócz tego „podstawą ludzkiego istnienia jest rozmowa jako właściwe dzianie się mowy”.

U Schulza – „mowa jest metafizycznym organem człowieka”. To dzięki mowie, będącej narzędziem poznania, istnieje sens. Poezja przywraca słowom utracone sensy, jest „mitologizowaniem, dąży do odtworzenia mitów o świecie”. A zatem stanowi sposób poznania i rozumienia świata.

W opowiadaniu Republika marzeń narrator odmalowuje krainę marzeń, „suwerenne terytorium poezji”. Znajduje się tam miasto-mikrokosmos, położone „na samym brzegu wieczności”, w bezpośredniej bliskości tego co metafizyczne, transcendentne.

„Gdy inne miasta rozwinęły się w ekonomikę, wyrosły w cyfry statystyczne, w liczebność – miasto nasze zstąpiło w esencjonalność. Tu nie dzieje się nic na darmo, nic nie zdarza się bez głębokiego sensu i bez premedytacji. Tu zdarzenia nie są efemerycznym fantomem na powierzchni, tu mają one korzenie w głąb rzeczy i sięgają istoty.

Tu rozstrzyga się coś każdej chwili, egzemplarycznie i po wszystkie czasy. Tu dzieją się wszystkie sprawy raz jeden tylko i nieodwołalnie. Dlatego jest tak wielka powaga, głęboki akcent, smutek na tym, co się tu zdarza” – pisze Schulz.

W republice poezji, w kontraście do miast opanowanych przez ekonomikę, panuje sens i możliwe jest sięgnięcie istoty rzeczy. Nie mamy do czynienia z rzeczywistością pozorów, a z rzeczywistością prawdy. Stąd powaga, dramatyzm wszystkiego, co się wydarza, bowiem ceną unikatowości jest niepowtarzalność, a więc przemijanie.

Wyrwanie się mechanizmom nowoczesności ma swój koszt – życie „bez znieczulenia” to życie, w którym wystawieni zostajemy na wszystkie trudy egzystencji. Jednak gest odrzucenia nowoczesności nie przynosi wyłącznie negatywnych konsekwencji. Jak się okazuje, mityzujący, poetycki sposób przeżywania świata oferuje także coś zgoła odmiennego.

„Kot mył się w słońcu”

Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że proza Schulza pełna jest opisów niezwykłych przedmiotów, postaci i wydarzeń. Warto zauważyć, jak wielką wagę przywiązuje narrator do detali, pozornie nieistotnych, drobnych przedmiotów; jaką uwagę poświęca prozaicznym wydarzeniom.

„Kot mył się w słońcu” – tak brzmi ostatnie zdanie Nocy wielkiego sezonu, w ogóle ostatnie zdanie w cyklu opowiadań. Dlaczego? Czy to fragment opisu, umiejscowiony dla napełnienia kartki papieru jakąś treścią?

Czemu to zdanie pada akurat w tym miejscu, na samym końcu opowieści? Czemu ma służyć? Pozostając w ramach nowoczesnego, racjonalnego i ekonomicznego rozumu, nie sposób zrozumieć tych pięciu słów, złożonych w pojedyncze, niezbyt rozbudowane zdanie.

Rzecz w tym, że nie służą one niczemu. To zdanie nie jest środkiem do celu, a raczej zaprasza nas do podziwu, zachwytu tym prostym obrazem: kot mył się w słońcu. To prozaiczne wydarzenie, widok staje się obiektem zachwytu, celem samym w sobie. Przywodzi to na myśl rozważania Kanta o estetyce.

Zainteresowanie estetyczne dla filozofa z Królewca jest „niezainteresowane” (disinterested ). To znaczy, że przyjemność z kontemplacji piękna nie odpowiada żadnej potrzebie empirycznej czy biologicznej. Zainteresowanie estetyczne istnieje dla przedmiotu zainteresowania jako celu samego w sobie. Takie podejście stoi w radykalnej opozycji do konsumpcji.

Roger Scruton zwraca uwagę, że konsumpcja nie jest celem, ponieważ niszczy konsumowany przedmiot i pozostawia konsumenta bez niczego. Zadaniem konsumenta jest ciągłe odnawianie iluzji, która znika w momencie pojawienia się w polu widzenia, niszczona przez poszukujące jej pragnienie. Społeczeństwo konsumentów jest fantasmagoryczne, jest miejscem, w którym widmo satysfakcji jest ścigane przez widmo pożądania.

Podobnie całe opowiadanie Nemrod (które umiejscowione jest zaraz po Traktacie o manekinach, jak gdyby opowiadający zmęczył się zawiłą doktryną i jej przerażającymi konsekwencjami) poświęcone jest zachwytowi nad pieskiem, który pewnego razu pojawił się w kuchni:

„Piesek był aksamitny, ciepły i pulsujący małym, pośpiesznym sercem. Miał dwa miękkie płatki uszu, niebieskawe, mętne oczka, różowy pyszczek, do którego można było włożyć palec bez żadnego niebezpieczeństwa, łapki delikatne i niewinne, z wzruszającą, różową brodaweczką z tyłu nad stopami przednich nóg”.

Narrator obserwuje i dokładnie opisuje zachowanie Nemroda, jego reakcje na sprzątanie czy pojawienie się pająka, wreszcie pierwsze szczeknięcie. Ta swoista kontemplacja opatrzona jest spostrzeżeniami obserwującego:

„Sekret życia, jego najistotniejsza tajemnica, sprowadzona do tej prostszej, poręczniejszej i zabawkowej formy, odsłaniała się tu nienasyconej ciekawości. Było to nad wyraz interesujące, mieć na własność taką odrobinkę życia, taką cząsteczkę wieczystej tajemnicy (…). Zwierzęta! Cel nienasyconej ciekawości, egzemplifikuje zagadki życia, jakby stworzone po to, by człowiekowi pokazać człowieka”.

Spotkanie ze szczeniakiem odsłania narratorowi jakąś odwieczną prawdę, prowadzi do głębszego zrozumienia świata, a sam piesek pragnie „w gruncie rzeczy wysłowić niewymowną udatność tej świetnej imprezy życia, pełnej pikanterii, niespodzianych dreszczyków i point”. Istnienie zwierzęcia staje się pochwałą życia, pozwala wyrazić „niewymowność” radości, szczęście bycia.

To, co zdaje się nieistotne, w rzeczywistości może prowadzić do istoty rzeczy, zdradzać prawdę, pozwalać zrozumieć świat i prowadzić do pochwały stworzenia. To działanie, które nie ma żadnego interesu poza samym sobą, nie służy niczemu ani nikomu. To działanie anty-nowoczesne.

Czas zaburzony, poplątany i rozwidlony

Warto także zwrócić uwagę na rozliczne zaburzenia czasu pojawiające się w prozie Schulza. W Nocy wielkiego sezonu pojawia się trzynasty miesiąc, w Genialnej epoce narrator mówi o „bocznych odnogach czasu”, które mają mieścić w sobie „nadliczbowe zdarzenia”, wreszcie w Sklepach cynamonowych czas biegnie „nierównomiernie, robiąc niejako węzły w upływie godzin”.

Czym w zasadzie jest takie zaburzenie, kiedy czas przestaje płynąć, liczy się jakoś inaczej? To wyjście z rzeczywistości linearnej, rzeczywistości postępu, zmierzającej do jakiegoś konkretnego celu. Czas zaburzony jest czasem kontemplacji, czasem, który przestaje być mierzalny. Jeżeli przestaje być mierzalny, nie podlega mechanizmom ekonomii czy technologii.

Dobrym komentarzem do tego zjawiska zdają się być słowa jednego z bohaterów Czarodziejskiej góry, Leona Naphty: „W oczach ich [Ojców Kościoła – przyp. aut.] coś innego było wyzyskiem jeszcze występniejszym: mianowicie wyzyskiwanie czasu, gdy ktoś za nic, tylko za same przebieganie czasu każe sobie płacić premię, to jest procent, i powszechnego boskiego urządzenia, jakim jest czas, nadużywa w ten sposób dla korzyści jednego, a szkody drugiego”.

Kontemplacja, podziwianie detalu czy nuda i zaburzenia czasu u Brunona Schulza stają się strategią oporu wobec nowoczesności. Sposobem, by nie dać się mechanizmom ekonomicznym i nie dać się uprzedmiotowić postępowi.

Co więcej, taki sposób myślenia pozwala wykroczyć poza światopogląd materialistyczny i świecką immanencję. Kontemplacja staje się sposobem na transcendencję, na dotknięcie odwiecznej tajemnicy istnienia.

Poezja zaczaruje świat?

Projekt Schulza nie jest jedynie projektem artystycznym, ale filozoficznym i antropologicznym, bo proponującym konkretną wizję człowieka, który potrzebuje opowieści i dzięki nim rozumie życie, usensownia rzeczywistość i może docierać do istoty rzeczy.

Również dzięki temu możliwe staje się przekroczenie światopoglądu materialistycznego, możliwa staje się transcendencja. Dla pisarza filozofia jest w zasadzie filologią, badaniem słowa, które jednak nie jest odbiciem rzeczywistości. To rzeczywistość jest cieniem słowa (nietrudno tutaj o skojarzenie z platońską koncepcją świata idei).

Takie antymaterialistyczne rozumienie świata pozwala ustawić pisarza w kontrze do nowoczesności, charakteryzującej się racjonalnością i poddaniem świata pod mechanizmy ekonomii. Schulz diagnozuje kryzys nowoczesności, pokazując jej ciemne strony – uprzedmiotowienie człowieka, rozkład moralności i destrukcję życia społecznego.

Demaskuje nieodłączny od dojrzałego kapitalizmu spektakl towarowy, za którego fasadą skrywa się rzeczywistość alienacji i zbiorowej halucynacji. Dowartościowuje także mit, wbrew nowoczesnemu i oświeconemu rozumowi. To dzięki słowu i poezji świat może zostać na powrót zaczarowany i stać się przestrzenią sensu, zdumienia i zachwytu.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.