Liberalna cenzura zwiększa siłę rażenia rosyjskiej propagandy
Nie można mówić, że Rosja wygra, bo to obniża morale ukraińskiej armii. Nie można mówić, że Ukraina wygra, bo przez to Zachód nie będzie miał motywacji, by ją wspierać. W końcu nie można mówić, że polskie państwo nie działa, bo szerzy się wówczas rosyjską dezinformację, a tłum wzmożonych liberałów nazwie cię ruską onucą. A może to właśnie przez nich moskiewska propaganda staje się niewidoczna?
Mamy największy kryzys bezpieczeństwa w całej historii III RP. To oczywiste, że cała ta sytuacja rodzi wiele pytań, że ludzie chcą wiedzieć, co się dokładnie wydarzyło, by rozwiać swoje lęki i obawy.
Proszę państwa, oto onuce
Otóż nie! Jeśli ośmielisz się zadać pytania o to, co wydarzyło się 10 września, to jesteś ruskim agentem. Tak uważa znaczna część mainstreamowego komentariatu, a prawda jest taka, że to ich działania wspierają propagandę Kremla.
Stwórzmy listę prorosyjskich dezinformatorów, którzy od pierwszych chwil powielali kłamstwa lub manipulowali i nadal to robią:
– Marek Jakubiak
– Łukasz Warzecha
– Konrad Berkowicz
– Marcin Rola
– Dziki Trener (Michał Bodzioch)
– Włodzimierz Skalik
– Marcin Różalski
– …— Kamila Gasiuk-Pihowicz (@Gasiuk_Pihowicz) September 13, 2025
Co niby onucowego jest w tych pytaniach? Jak bez odpowiedzi na nie mamy zbudować system antydronowy gotowy na współczesne zagrożenia? Czy rolą posłów opozycji nie jest przypadkiem sprawowanie kontroli nad organami władzy i zadawanie pytań w imieniu obywateli?
Na liście znalazł się też pewien internetowy twórca. Jego wypowiedź została uznana za tak skandaliczną, że była rozkładana na czynniki pierwsze w jednej z wiodących stacji telewizyjnych.
Warto zwrócić uwagę, że w pierwszej części autor nie wyraża własnych poglądów, tylko relacjonuje nastroje społeczne, co samo w sobie jest pożyteczne. Jak chcemy zbudować skuteczną politykę komunikacyjną, nie rozumiejąc, w jaki sposób reaguje społeczeństwo?
Rozmowa o alternatywnych scenariuszach to chyba nie przestępstwo? Wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz mówił o zmasowanym ataku Rosji na Ukrainę. Wyglądał on tak:

źródło: onet.pl
Rosja użyła przeciwko Ukrainie:
- 415 bezzałogowców różnego typu, z tego ponad 250 stanowiły uderzeniowe Szahidy,
- 42 pociski manewrujące, w tym: wystrzeliwane przez bombowce lotnicze Ch-101, okrętowe pociski Kalibr, oraz Ch-59/69 przenoszone przez lotnictwo taktyczne.
- jeden pocisk balistyczny Iskander-M lub KN-23.
Łącznie 458 obiektów. Czy to naprawdę aż tak nieprawdopodobne, że coś przeleciało na polską stronę? Zwłaszcza że Ukraina w ramach działań obronnych również użyła różnego rodzaju sprzętu.
Każdy, kto zadawał podobne pytania, od razu był posądzany o dezinformację. Nie powinien dziwić fakt, że ludzie starają się odrzucać wizję wojny z największym państwem na świecie i próbują dociekać, szukać narracji dającej nadzieję, że to jednak nie nastąpi.
Mam pytanie!
To normalne, że zwykły użytkownik Internetu, widząc taką mapę i takie wyliczenia, zada sobie kilka pytań, a jeśli nie otrzyma na nie odpowiedzi, jego obawy i wątpliwości tylko się pogłębią.
Jeśli pojawiają się trudne pytania, nawet podważające oficjalną narrację to najlepszym sposobem ich rozładowania, jest poważne ich potraktowanie i merytoryczne wyjaśnienie. Doskonale robi to choćby Ośrodek Studiów Wschodnich.
Cenzura zawsze prowadzi do tego samego. Wzrostu znaczenia nieoficjalnych kanałów dystrybucji. Na ucinaniu i ignorowaniu normalnych pytań zyskają tylko i wyłącznie internatowi łowcy zasięgów, którzy będą podsycać niepokoje dla większej liczby klików.
Podobno nie można też mówić, że Ukraina próbuje zaangażować inne państwa w tę wojnę. Jeśli tak, to na listę ruskich onuc należy też wciągnąć Bogdana Rymanowskiego, który na słowa Anny Bryłki: „Na pewno Ukrainie zależy na tym, aby umiędzynarodowić ten konfliktu”, odpowiedział: „Ale to jest oczywiste. Gdybyśmy byli na ich miejscu, zrobilibyśmy to samo”.
No właśnie. Mówienie o tym, nie jest żadną ruską propagandą, zwłaszcza po wydarzeniach z Przewodowa, gdzie początkowo pojawiały się komunikaty, że zaatakowała nas Rosja, a później wyszło na to, że było trochę inaczej.
Chyba najbardziej absurdalne zarzuty padały jednak pod adresem wicemarszałka Sejmu Krzysztofa Bosaka, który ośmielił się mówić tak skandaliczne rzeczy, jak pytanie o realizację konkretnych programów antydronowych: Sky Control, KINMA i Barbara.
Marszałek Bosak mówił też: „Polska nie posiada systemu antydronowego, bo żaden rząd go nie budował”; „Polskie formacje mundurowe w ogóle nie wiedziały, że drony operują nad naszymi granicami poniżej wysokości, na której wykrywają radary”.
„Mądry Polak po szkodzie”, powiecie. Otóż nie! To wypowiedzi z 7 i 8 września na kilka dni przed atakami. Ktoś, kto regularnie i merytorycznie zwraca uwagę na luki w systemie obronnym, jest ruską onucą?
Pokrętna ta propaganda Kremla. Zwłaszcza że na luki w polskim systemie obronnym zwracał też uwagę Wołodymir Zełeński. Czyżby on też był onucą?
Oberwał też oczywiście Sławomir Mentzen. Jako wierny moskiewski propagandysta 17 września, w rocznicę sowieckiej inwazji pisał: „Po raz pierwszy, od czasów Hitlera i Stalina, mamy sąsiada, który przygotowuje się do ataku na nas. Rosja napadła już na Czeczenię, Gruzję, Ukrainę, naprawdę nie można wykluczyć, że nie posunie się dalej”. Faktycznie „KonfedeRosja”.
Liberałowie znieczulają na ruską propagandę?
Rację ma Ewa Zajączkowska-Hernik, pytając w jednym z filmów: „I kto jest pożytecznym idiotą Putina”. Gdybym był agentem GRU, codziennie wyzywałby 10 osób od ruskich onuc. Po to, by upowszechniać i ośmieszać zarzut o działanie na rzecz Moskwy.
Dzięki temu realnym propagandystom łatwiej się zamaskować, bo każdy dookoła jest ruską onucą. Prawdziwymi ruskimi onucami są ci, którzy nadużywają tego określenia.
Z raportu Zespołu ds. Dezinformacji Komisji ds. badania wpływów rosyjskich i białoruskich wynika jasno, że rosyjska propaganda skupia się na obniżaniu zaufania do instytucji publicznych. Po to, by siać poczucie niepewności. Nie można jednak tego argumentu używać jako furtki do tego, aby zakazywać krytykowania władz czy zadawania rządowi trudnych pytań.
Zamykanie się na wątpliwości społeczeństwa, nawet te irracjonalne, tylko tę nieufność wzmacnia. Zwłaszcza jeśli polityka komunikacyjna państwa kuleje, a na wielu przykładach widzimy, że tak właśnie jest.
Oczywiście najbardziej bolesnym przykładem jest sytuacja ze zdjęciem uszkodzonego budynku, które pokazywaliśmy wszystkim na forum ONZ. Według oficjalnych informacji, sprzecznych z poprzednimi oficjalnymi informacjami, dom uszkodziła polska rakieta, a nie rosyjski dron.
Można sobie łatwo wyobrazić, co spotykało osoby, które od razu zwracały uwagę, że dron raczej nie spowodowałby aż tak dużych uszkodzeń.
Wszędzie ta Rosja
Rosyjska propaganda wygra wtedy, gdy nie będzie można nic powiedzieć, bo wszystko będzie uznawane za propagandę. Nie można mówić, że Rosja wygra, bo to obniża morale ukraińskiej armii. Nie można mówić, że Ukraina wygra, bo przez to Zachód nie będzie miał motywacji, by ją wspierać. Nie można mówić, że Stany Zjednoczone mają mnóstwo innych problemów i Europa przestaje być dla nich priorytetem.
O tym, że Europa przeżywa regres, też nie wypada wspominać, choć to prawda. Im większa będzie blokada na mówienie o zjawiskach, które dostrzegają zwykli Polacy, tym niższe będzie zaufanie do mediów i instytucji publicznych.
Niestety, sami robimy Rosji prezenty. Obserwowanie jak polskie instytucje przerzucają się odpowiedzialnością za kompromitację na forum ONZ, nie budzi zaufania.
To urocze, że rozmawiamy o obronności Rzeczypospolitej. Można jednak czasami odnieść wrażenie, że nie bylibyśmy w stanie w sposób godny podpisać aktu kapitulacji. Politycy sprzeczaliby się o to, kto ma do tego większe kompetencje. Prezydent podpisałby swój akty kapitulacji, premier swój, a Mentzen w Toruniu podpisałby trzeci.
Wolałbym, żeby każda frakcja polityczna zajęła się czym pożytecznym. Bo wzajemne wyzywanie się od ruskich onuc będzie miało tylko jeden efekt. Trudniej będzie znaleźć prawdziwego ruskiego szpicla.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.