Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Polska polityka wobec Białorusi jest błędna. Dlaczego musimy rozmawiać z Łukaszenką?

przeczytanie zajmie 7 min
Polska polityka wobec Białorusi jest błędna. Dlaczego musimy rozmawiać z Łukaszenką? Aleksander Łukaszenka; źródło: Wikimedia Commons

W podejściu polskich władz do Białorusi moralna niechęć do autorytarnego reżimu Łukaszenki nie powinna przeważać nad realistyczną kalkulacją i naszym interesem narodowym. Czy pojawiające się ostatnio sygnały możemy potraktować jako okazję do zmiany naszej polityki?

Koniec balansowania

Do 2020 roku relacje Białorusi z Zachodem charakteryzowała pewna dwutorowość. Ze strony Zachodu pragmatyczna współpraca mieszała się z selektywnymi sankcjami za represje. Aleksandr Łukaszenka wykorzystywał tę sytuację do prowadzenia swojej ulubionej gry – balansowania pomiędzy różnymi ośrodkami.

Zwinnie prowadził politykę wielowektorową, która łączyła oparte na gwarancjach militarnych i energetycznych bliskie relacje z Kremlem oraz więzi gospodarcze z Zachodem, które dawały Białorusi pewną niezależność względem Rosji i wymierne zyski.

Jak wyglądały relacje z Polską? Geografia skazała nas na sąsiedztwo, więc odgrywaliśmy (i odgrywamy) kluczową rolę w tranzycie i handlu pomiędzy UE a Białorusią. Polska krytyka opierała się natomiast w dużej mierze na braku respektowania praw mniejszości polskiej, czego przykładem były spory wokół Związku Polaków na Białorusi.

Czy prowadziliśmy wobec Białorusi politykę błędną, która skończyła się utratą litery „B” z doktryny Giedroycia o buforze ukraińsko-litewsko-białoruskim (ULB)? Ciekawe światło na tę sprawę rzuca niedawna wypowiedź Mateusza Morawieckiego z debaty u Bogdana Rymanowskiego. Były premier przyznał, że prowadzono działania mające na celu uniezależnienia Mińska od rosyjskiej ropy.

Morawiecki stwierdził, że projekt sprowadzania ropy przez port w Gdańsku i odwrócenia ropociągu „Przyjaźń” był już praktycznie wykonany. Potem przyszły jednak sfałszowane wybory z 2020 roku, trwająca od jesieni 2021 roku wojna hybrydowa na granicy i w końcu rosyjska inwazja na Ukrainę, podczas której Kreml wykorzystuje terytorium Białorusi do rozmaitych celów. Te wydarzenia spowodowały załamanie dotychczasowego modelu relacji, wzmocnienie sankcji i izolację ze strony Zachodu, a także postępujące uzależnienie od Rosji.

Niespodziewana wiadomość

W efekcie tych wydarzeń, Polska wspierała opozycję, przyjmowała tysiące Białorusinów, odpierała agresję na granicy i starała się nagłaśniać sprawę w celu wzmocnienia presji na Mińsk, stając się jednocześnie wrogiem numer jeden w oczach białoruskiej propagandy. Niewiele wskazywało, by miało się to zmienić.

Jednakże w sierpniu tego roku media obiegła informacja, że białoruskie Ministerstwo Obrony przesłało do Warszawy notę dyplomatyczną o chęci wznowienia dialogu. Wiadomość ta wywołała pewne poruszenie, a nawet nadzieję na przełom w relacjach.

Odpowiedź polskiego MSZ była jednak jednoznaczna. Propozycję odrzucono w związku z wrogimi działaniami Mińska. Polska „nie widzi przestrzeni do podejmowania rozmów, a tym bardziej działań w tej mierze”. Jednocześnie przypomnieliśmy, że „Białoruś wsparła agresję Rosji przeciw Ukrainie i udostępniła swoje terytorium do działań stanowiących naruszenie prawa międzynarodowego”, a ponadto, „że dialog w zakresie bezpieczeństwa wymaga przestrzegania zasad w ramach relacji międzynarodowych, co pozwala budować wzajemne zaufanie”.

Postanowiliśmy więc nie zmieniać kursu.

USA w awangardzie zmian?

Tymczasem od kilku miesięcy nasz amerykański sojusznik odwrócił go może nie o 180, ale na pewno o co najmniej 90 stopni. Stany Zjednoczone, od czasu zaprzysiężenia Donalda Trumpa, rozmawiają z Mińskiem.

Keith Kellogg widział się z Łukaszenką (doprowadzając tym samym do zwolnienia Siergieja Cichanouskiego), Donald Trump przed spotkaniem z Putinem na Alasce rozmawiał telefonicznie z „Baćką”, a później w typowy dla siebie sposób nazwał go „wysoce szanowanym przywódcą”.

11 września byliśmy świadkami kolejnych efektów negocjacji na linii Waszyngton-Mińsk, w efekcie których uwolniono 53 więźniów politycznych w zamian za złagodzenie niektórych sankcji.

Widzimy tu wyraźny koniec izolacji reżimu i prób delegitymizacji Łukaszenki. Nie powinniśmy być zaskoczeni doniesieniami o stopniowej zmianie podejścia u innych naszych partnerów, którzy mogliby chcieć dostosować się do zmiany narzuconej przez USA. We wpisie z 11 września na portalu X, Ursula von der Leyen w bardzo ciepłych słowach podziękowała Donaldowi Trumpowi za jego działania. Stwierdziła jednocześnie, że uwolnienie kolejnych więźniów politycznych jest wyczekiwanym efektem pracy, która będzie kontynuowana.

Wbrew retoryce państwa Zachodu współpracują z autorytarnymi reżimami, jeśli uznają to za korzystne w obowiązującej koniunkturze. Choć w przypadku Białorusi jeszcze do tego nie doszło, to nie wolno nam wykluczyć takiej opcji.

Inni mogą niedługo zacząć rozmawiać ponad naszymi głowami. Polska powinna zmienić swoją politykę względem Białorusi. Izolacja ma sens wtedy, gdy stosują ją inne państwa, a Polska nie ma wystarczającej siły, by sama ją wymusić. To, co mamy, to atut w postaci położenia, które premiuje nas w ewentualnych negocjacjach, ale jednocześnie wystawia na presję z zewnątrz. Należałoby więc wziąć pod uwagę nowe okoliczności i zastanowić się nad naszym stanowiskiem.

Moralność a racja stanu

Od kilku tygodni trwa szum informacyjny wokół sprawy białoruskiej. Doniesienia o złapanym na Białorusi polskim „szpiegu-zakonniku” i wykrytej białoruskiej siatce szpiegowskiej w Polsce przeplatają się z wiadomościami o zwolnionych z więzień pracownikach Biełsatu i potwierdzonych przez generała Kukułę białoruskich ostrzeżeniach o nadlatujących dronach, które miały ułatwić Polsce obronę. Nad tym wszystkim złowrogo górowały rosyjsko-białoruskie ćwiczenia wojskowe Zapad, które sprowokowały polski rząd do zamknięcia granicy z Białorusią.

Jak wobec tego traktować białoruskie gesty? Pojawiają się głosy, że nie są one sygnałem gotowości do realnej zmiany, ale jedynie pewną zasłoną dymną, być może przygotowaną z inspiracji Moskwy, która w kwestii białoruskiej ma przecież niemało do powiedzenia.

Obecne sygnały wcale nie muszą doprowadzić do przedefiniowania relacji, ale niewłaściwe są argumenty twierdzące, że skoro to Łukaszenka doprowadził do kryzysu i prowadzi wrogą wobec Polski politykę, to nie ma warunków do rozmów.

Takie stanowisko opiera się na założeniu, że skoro inne państwo nie spełnia naszych oczekiwań i jest wobec nas wrogo nastawione, to nie ma o czym rozmawiać. Ale z kim w takim razie zawiera się pokój, jeśli nie z dotychczasowymi wrogami? Jak inaczej zawrzeć pokój, jak nie poprzez rozmowy i pewną formę kompromisu, która odzwierciedla układ sił i interesów?

Nie możemy rozmawiać tylko z tymi, którzy nas lubią. Pomimo ważnej i szczerej sympatii wobec wizji demokratycznej Białorusi w Polsce, moralność rzadko może być podstawą dla polityki zabezpieczającej interesy państwa. Z „dobrych” moralnie uczynków niekoniecznie muszą płynąć dobre skutki.

Chiny – cichy aktor w grze

W polskiej debacie publicznej niewiele miejsca poświęca się Chinom w kontekście relacji polsko-białoruskich. A to one odgrywają tutaj kluczową rolę. Można powiedzieć, że po 2020 roku Łukaszenka starał się zamienić Zachód na Chiny w swojej polityce balansowania, próbując „przykleić się” do Pekinu, by ten dał mu jakąkolwiek przestrzeń do oddechu wobec Rosji.

Istotną rolę pełni tutaj korytarz północny Inicjatywy Pasa i Szlaku (Nowego Jedwabnego Szlaku), który łączy Chiny z Europą, przebiegając przez Rosję, Białoruś i Polskę. Względna stabilność granicy polsko-białoruskiej (w szczególności hubu logistycznego w Małaszewiczach) ma więc istotne znaczenie w szerszej, geopolitycznej układance Eurazji.

Po zeszłorocznej wizycie prezydenta Dudy w Chinach pojawiły się doniesienia, że polski prezydent przekonywał Xi Jinpinga, by Pekin wywarł presję na Białoruś w celu ograniczenia destabilizujących działań na granicy z Polską. Rzeczywiście, później można było zaobserwować zmniejszenie liczby prób nielegalnych przekroczeń.

W podobnym kontekście spekulowano o wizycie szefa chińskiej dyplomacji, WangYi, 15 września w Warszawie, w trakcie której spotkał się on z szefem MSZ i prezydentem. Minister Sikorski już przed spotkaniem powiedział, że „wśród rozmowy z MSZ Chin poruszę temat granicy polsko-białoruskiej. To ważny szlak – jest prowadzona tam rosyjsko-białoruska operacja hybrydowa przeciwko Polsce. Spodziewam się zrozumienia ze strony Chin. Aby szlak był drożny musi być bezpieczny”.

Pierwsze oświadczenia po spotkaniach były formułowane w dość pozytywnym, partnerskim tonie. W komunikatach MSZ możemy przeczytać, że Polska i Chiny „wymieniły poglądy na temat […] korytarzy transportowych w Eurazji oraz kluczowej roli Polski w tym procesie”, natomiast kancelaria prezydenta oświadczyła, że „rozmawiano o sytuacji bezpieczeństwa w regionie Europy Środkowej w kontekście Białorusi […]”.

Chiny stereotypowo myślą w kategoriach długofalowego zysku, któremu nie służy zbytnia destabilizacja. Wygląda na to, że postanowiliśmy ponownie sprawdzić ten stereotyp i powtórzyć „chiński manewr” prezydenta Dudy z zeszłego roku.

Komunikaty strony chińskiej były natomiast bardziej wstrzemięźliwe, choć przyjazne. To dobry sygnał, którego znaczenia nie można jednak przeceniać. Chinom zależy na Nowym Jedwabnym Szlaku, ale ich presja równie dobrze może skoncentrować się na nas, gdybyśmy nierozsądnie używali naszego lewara.

Polski as w rękawie

23 września zdecydowaliśmy się na ponowne otwarcie granicy z Białorusią, oficjalnie z powodu zakończenia ćwiczeń Zapad. Premier stwierdził, że „ten środek zapobiegawczy spełnił swoje zadanie”. Ale co w ten sposób chcieliśmy osiągnąć? Blokada była kosztowna dla polskich przewoźników, a rząd tłumaczył, że skupiono się na względach bezpieczeństwa.

W jaki sposób poprawiło to naszą sytuację? Minister Kierwiński argumentował, że decyzję o ponownym otwarciu podjęto „po dokładnej analizie przeprowadzonej na podstawie informacji uzyskanych od służb”. W tym samym komunikacie czytamy także, że „w związku z zakończeniem ćwiczeń Zapad-2025 zmniejszyło się zagrożenie związane z agresywną postawą wschodnich sąsiadów Polski”.

Tymczasem wypowiedzi ministra Sikorskiego sugerowały raczej, że działając w ten sposób, Polska chciała przede wszystkim pokazać, że ma „karty” i nie boi się ich używać, gdy inni zachowują się nie po myśli Warszawy. Że mamy sprawczość, więc trzeba się z nami liczyć. W pewnym sensie potwierdził to premier, mówiąc: „Jeśli będzie taka potrzeba […] nie będziemy się wahać i podejmiemy ponownie decyzję o zamknięciu przejść granicznych”.

Należy stwierdzić, że ten „as w rękawie” był cenny. Dobrze, że go dostrzegliśmy. Białoruś i Rosja otwarcie oskarżały nas o awanturnictwo i żądały otwarcia granicy. Ale raz użyty lewar może już nie być skuteczny, jeśli towarzyszyć mu będzie niespójna strategia i brak wiarygodności. Mogłoby to wynikać z faktu, że handlująca z Chinami Europa nie byłaby zainteresowana zbyt częstymi blokadami i zaczęłaby wymuszać na nas „grzeczniejsze” zachowanie. Tym bardziej, że decyzji tej z nikim nie konsultowaliśmy.

Ponadto musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, względem kogo chcemy tego lewara używać. Należy oczywiście monitorować dalsze ruchy Chin, ale nie powinniśmy zakładać, że postąpią zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Działania pośrednie polegające na wysyłaniu sygnałów i liczeniu na wstawiennictwo Pekinu mają w obecnej sytuacji ograniczony sens.

Zamknięcie granicy powinno iść w parze ze zmianą naszej polityki względem Białorusi, czyli realnym otwarciem kanałów komunikacji. Po co nam lewar, jeśli nie wykorzystujemy go w faktycznych negocjacjach z drugą stroną, tylko w grze pozorów?

Szczerość nie jest istotna

Bez względu na intencje Mińska, w polskim interesie względem Białorusi leży przede wszystkim, by zachowała ona choćby częściową neutralność i niezależność względem Rosji i nie dała się przez nią pochłonąć. Umożliwienie Mińskowi powrotu do polityki balansowania, które choć dalekie od ideału, jest lepsze od perspektywy wchłonięcia Białorusi przez Rosję.

Tutaj jest nasza rola. Nie możemy tracić czujności, w grę wchodzi wiele czynników. Popełnilibyśmy błąd, nie sprawdzając takiej możliwości w zmieniającej się obecnie koniunkturze. Musimy umieć dostosowywać naszą politykę do okoliczności, by skutecznie realizować swoje interesy.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.