Mateusz Morawiecki ma rację. Rosja wciąż może przegrać wojnę?
Doktryna Żółkiewskiego zaproponowana przez Mateusza Morawieckiego zasługuje na uwagę, zachęca bowiem do bardziej konfrontacyjnej postawy wobec Rosji, dzięki czemu jej machina wojenna ulegnie osłabieniu. Mamy do tego narzędzia i możliwości, lecz musimy się liczyć z kosztami.
Doktryna Żółkiewskiego jako odpowiedź na rosyjski imperializm
W 86. rocznicę ataku Związku Radzieckiego na Polskę Mateusz Morawiecki opublikował na łamach portalu Wszystko co Najważniejsze artykuł, w którym przedstawił projekt tzw. doktryny Żółkiewskiego mającej na celu odpieranie rosyjskiej agresji. W skład tej strategii wchodzi m.in. gospodarcze odizolowanie Rosji od Europy, rozwój polskiego przemysłu obronnego, wzmocnienie pozycji Międzymorza, aktywna polityka wobec Białorusi czy cyberbezpieczeństwo.
Na szczególną uwagę w tekście zasługuje mocno ofensywne podejście byłego premiera wobec Rosji, które zakłada zaostrzenie sankcji i zerwanie wszelkich więzi gospodarczych z Moskwą. Morawiecki podkreśla, że pomimo deklaracji o zaprzestaniu handlu z naszymi wschodnimi sąsiadami, Europa w rzeczywistości nadal finansuje rosyjską machinę wojenną.
„Trzy lata po wybuchu wojny import rosyjskiego LNG do Unii osiągnął rekord. W pierwszej połowie 2025 roku Unia Europejska sprowadziła gaz za 4,48 mld euro – o 29% więcej niż rok wcześniej.
Od lutego 2022 UE zapłaciła Rosji 105,6 mld dolarów – równowartość 75% budżetu wojskowego Kremla z 2024 roku. 87% tego gazu trafiło do Hiszpanii, Francji i Belgii, a potem popłynęło dalej – także do Niemiec” – pisze były premier.
Morawiecki przywołał także słowa Donalda Trumpa, który zapowiedział, że wprowadzi sankcje dopiero wtedy, gdy NATO całkowicie zrezygnuje z rosyjskich surowców.
„Naszym podstawowym celem musi być pełne odcięcie Rosji od gospodarki europejskiej. Polska powinna, nie oglądając się na innych, zamknąć swoje niebo dla samolotów pasażerskich i cargo lecących z Rosji lub do Rosji. Tego samego musimy domagać się od Unii Europejskiej.
Byłby to potężny cios w rosyjską logistykę i zdolności wytwórcze, a zarazem jasny sygnał: nie ma powrotu do »business as usual« […] Trzeba być dealmakerem. To moment, by zawalczyć o przyszłość – Ukrainy i całej Europy. Jeśli będziemy trwać w hipokryzji, poniesiemy podwójną porażkę: Ukraina przegra wojnę, a my przegramy własną przyszłość” – tłumaczy Morawiecki.
Chcemy pokoju, ale nie chcemy za niego płacić
Omawiane postulaty głoszone przez Morawieckiego w ramach doktryny Żółkiewskiego zasługują na pochwałę, obecnie trudno bowiem dostrzec na polskiej scenie politycznej równie wyraziste deklaracje zakładające aktywną konfrontację z Rosją, nawet na poziomie gospodarczym.
Niewątpliwie oczekujemy klęski Putina na Ukrainie i zapewnienia bezpieczeństwa w naszej części świata, jednakże jako Polska i szerzej Unia Europejska nie wykazujemy się wystarczającą wolą polityczną, aby taki stan osiągnąć.
Zamiast tego domagamy się rozwiązania kwestii sankcji przez Stany Zjednoczone i narzekamy na Trumpa, gdyż nie prowadzi wystarczająco agresywnej polityki wobec Rosji. Tymczasem statystyki powinny ostudzić nasz zapał w krytykowaniu Stanów: w ubiegłym roku handel pomiędzy USA a Rosją był wart jedynie 3,5 mld dolarów, natomiast wartość handlu Unii Europejskiej z Federacją Rosyjską wynosła ok. 79,5 mld dolarów (ponad 2000% więcej!).
Unia pozostaje zatem trzecim największym partnerem handlowym Rosji. Jeśli chcemy wywrzeć realny wpływ na Putina, nie możemy spoglądać z wyrzutem na naszych sojuszników w Waszyngtonie, lecz wziąć sprawy we własne ręce.
To nie koniec godzących w Europę statystyk. Jak zauważył analityk Krzysztof Wojczal we wpisie na X, Amerykanie zamrozili ok. 6 mld dolarów rosyjskich aktywów, natomiast Unia Europejska – aż blisko 250 mld. W tym kontekście możemy powiedzieć, że Unia ma 30 razy większą siłę oddziaływania na machinę wojenną Moskwy niż USA.
„Szantaż zabrania tych środków na pokrycie kosztów pomocy Ukrainie i jej odbudowy mógłby być ważnym elementem wywierania presji na Putina” – proponuje Wojczal. Temat zamrożonych aktywów jest jednak, niestety, całkowicie nieobecny w naszej debacie publicznej i nic nie wskazuje, aby któryś z polityków miał odwagę go podnieść.
Naszą nieskuteczną politykę wobec Rosji trafnie podsumował Paweł Musiałek. „Nakładaliśmy na Rosję sankcje, ale były one bardzo dziurawe i niekonsekwentne, nie reagowaliśmy wystarczająco szybko na to, jak Rosja zmieniała swoje schematy działania i te sankcje omijała” – pisał prezes Klubu Jagiellońskiego, co koresponduje z diagnozą postawioną przez premiera Morawieckiego w tekście o doktrynie Żółkiewskiego.
Rosja wciąż może przegrać wojnę?
W świetle niniejszych rozważań wciąż aktualne pozostają wnioski płynące z raportu Klubu Jagiellońskiego Jak zakończyć wojnę na Ukrainie? Scenariusze zakończenia konfliktu opracowanego przez Józefa Langa w 2023 roku. Autor wymienia właśnie sankcje jako jeden z instrumentów, którymi Zachód może się posługiwać, aby zaszkodzić Rosji i doprowadzić do szybszego zakończenia konfliktu na Ukrainie.
„Długoterminowe skutki zachodnich sankcji i restrykcji zwiększają koszty wojny ponoszone przez Rosję. Jest to najlepiej widoczne na przykładzie rosnącego deficytu budżetowego w Rosji i obserwowanym od początku wojny zmniejszaniu się rezerw” – pisze Lang. Warto również wspomnieć, iż w chwili opublikowania raportu rosyjscy oligarchowie w wyniku sankcji ponieśli straty rzędu 94 miliarda (!) dolarów, co jest niezwykle istotne, biorąc pod uwagę ogromny udział proputinowskich baronów w finansowaniu wojny na Ukrainie.
W raporcie zwrócono co prawda uwagę na fakt, że mimo załamania gospodarki Rosja stosuje subwencje, dzięki którym ustabilizowano nominalny spadek PKB i utwierdzono narrację o nieskuteczności zachodnich sankcji. Moskwa nie da jednak rady stosować tej strategii w dłuższym okresie.
„Nawet rekordowe ceny gazu ziemnego i ropy nie zrekompensowały jej dodatkowych wydatków. Rosja zakończyła 2022 r. deficytem budżetowym na poziomie 3,3 bln rubli (45 mld USD), co stanowi 2,3 proc. PKB, choć początkowo planowano zamknąć budżet z nadwyżką w wysokości 1,3 biliona rubli (17,7 mld dolarów).
Trend ten utrzymuje się przez cały 2023 r. – w ciągu pierwszych siedmiu miesięcy deficyt budżetowy Rosji sięgnął 2,817 bln rubli (28,44 mld dolarów), zarówno za sprawą zwiększonych wydatków, jak i kurczących się dochodów” – pisał autor raportu KJ, podkreślając malejące zdolności gospodarcze Rosji do prowadzenia wojny.
Za słowa podsumowania niech służy apel Krzysztofa Wojczala ze wspomnianego wpisu na X: „Przywalmy Putinowi tak, żeby musiał z nami rozmawiać! Są narzędzia i możliwości, choć będzie to kosztowne (gospodarczo i politycznie)”.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
