Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Donald Trump o rosyjskich dronach. Rozmywanie odpowiedzialności, niejasne deklaracje

Donald Trump o rosyjskich dronach. Rozmywanie odpowiedzialności, niejasne deklaracje Prezydent USA Donald Trump. Źródło: commons.wikimedia.org

Naruszenie przestrzeni powietrznej przez rosyjskie drony to najbardziej śmiały atak na suwerenność Polski od początku wojny hybrydowej z Rosją. Reakcja Stanów Zjednoczonych, naszego głównego sojusznika, pozostaje zaś niejasna.

Trump lawiruje w sprawie dronów

Po naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej w nocy z 9 na 10 września Donald Trump zwlekał z ustosunkowaniem się do incydentu. Odniósł się do niego dopiero kilkanaście godzin później, zamieszczając enigmatyczny wpis na platformie Truth Social: „O co chodzi z Rosją, naruszającą przestrzeń powietrzną Polski za pomocą dronów? Zaczyna się!”

Do ataku na Polskę doszło w niefortunnym momencie. Wydarzenie to zbiegło się ze śmiercią znanego amerykańskiego komentatora politycznego, Charliego Kirka. Zamach na jego życie odwrócił wzrok Amerykanów od Europy Wschodniej. Trump częściej odnosił się do tej sprawy niż do rosyjskiej prowokacji, o której mówiły wszystkie media w Polsce.

Kolejne wypowiedzi prezydenta USA nie były zadowalające – wręcz mogły rozczarowywać tych, którzy pokładali w nim nadzieje, spodziewając się twardej reakcji i konkretnych działań. Gdy rząd jasno przypisał winę Rosji, a Donald Tusk na platformie X pisał o niebezpieczeństwie rozpowszechniania rosyjskiej propagandy, amerykańska głowa państwa zaczęła kwestionować to, czy naruszenie polskiej przestrzeni powietrznej było intencjonalne.

„Po prostu nie mogę skomentować, czy to była pomyłka, czy nie. Nie powinno ich tam być (dronów), bądźmy szczerzy. Ale podobno zostały wyłączone. Dzisiaj można wyłączać drony. Świetnym sposobem ataku na drona jest wyłączenie go, a one spadają wszędzie. Więc miejmy nadzieję, że tak było” – mówił Trump.

Sekretarz stanu Marco Rubio, wypowiadający się czytelniej od prezydenta USA, odniósł się do działań rosyjskich, stwierdzając, że nie ma wątpliwości co do tego, że drony zostały uruchomione celowo. Wyraził jednak niepewność wobec tego, czy to Polska była konkretnym celem. Gdyby tak było, postrzegałby to jako eskalacyjny ruch.

W podobnym tonie do Trumpa wypowiedziała się Dorothy Shea, pełniąca obowiązki ambasadora USA przy ONZ, która nie wskazywała winnego i również zakwestionowała intencjonalność ataku.

„Te działania, teraz z dodatkiem naruszenia przestrzeni powietrznej sojusznika USA – celowo lub nie – pokazują ogromny brak szacunku dla naszych starań na rzecz zakończenia tego konfliktu w dobrej wierze” – powiedziała ambasador USA.

Administracja Trumpa wyraźnie unika jasnej odpowiedzi na incydent, do którego doszło w Polsce. Markuje deklaracje, komunikuje się miękko i bez konkretów. Zupełnie inaczej niż oczekiwaliby polscy politycy, którzy chcieliby usłyszeć wprost: „TAK, JESTEŚMY Z WAMI, BRONIMY WAS”.

Przekaz zza Atlantyku jest na tyle nieprecyzyjny, że nawet doprowadził do sporu, w centrum którego znalazła się Polska Agencja Prasowa, która udostępniła błędne tłumaczenie słów Donalda Trumpa o wsparciu udzielanym Polsce i Ukrainie. PAP oskarżana o brak profesjonalizmu i dezinformacje przeprosiła na platformie X.

Katar i Rumunia

Ataków hybrydowych i poważnych incydentów skierowanych wobec amerykańskich sojuszników było więcej. Trzy dni po naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej do podobnej sytuacji doszło w Rumunii, gdzie dron Geran, wykorzystywany zarówno do ataków na Ukrainie i do obserwacji, przez 50 minut znajdował się w granicach tego państwa. Był śledzony przez dwa samoloty F-16, aż opuścił terytorium Rumunii.

9 września, dzień przed pojawieniem się rosyjskich dronów w Polsce, Izrael przeprowadził atak na kierownictwo Hamasu w Katarze, kraju utrzymującym bliskie stosunki ze Stanami Zjednoczonymi. W Katarze znajdują się tysiące amerykańskich żołnierzy – w zeszłym roku Amerykanie przedłużyli umowę o ich stacjonowaniu o kolejne 10 lat.

Izrael odważył się przeprowadzić atak powietrzny na stolicę innego państwa, sojusznika USA, który zabił 6 osób. Według Hamasu, zginęło pięciu jego członków oraz jeden katarski funkcjonariusz bezpieczeństwa.

W odpowiedzi na atak rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt poinformowała, że prezydent USA uważa Katar za silnego sojusznika Stanów Zjednoczonych i że zapewnia, iż coś takiego nie wydarzy się ponownie na jego terytorium. Mówiła przy tym o „niefortunnym incydencie”.

Biały Dom podał, że Trump rozmawiał po ataku z premierem Izraela Benjaminem Netanjahu, który powiedział mu, że Izrael chce szybko zawrzeć pokój. Oprócz tego nie doczekaliśmy się żadnych konkretnych, potępiających działań.

Rozmywanie odpowiedzialności i warunkowanie pomocy

Po wizycie Karola Nawrockiego w Białym Domu nastroje wobec sojuszu Polski ze Stanami Zjednoczonymi były dobre, a partnerstwo zdawało się być umocnione przez deklaracje Trumpa o pozostawieniu żołnierzy amerykańskich w Polsce przy ich ogólnej redukcji na świecie. Słowa o sile sojuszu, bliskiej przyjaźni i gwarancjach z deklaracjami o potencjalnym wzmocnieniu obecności wojskowej w Polsce były wystarczające.

Matthew Whitaker, przedstawiciel USA przy NATO zapewniał, że USA w obliczu tych naruszeń przestrzeni powietrznej są w jedności z sojusznikami NATO i będą bronić „każdego cala” jego terytorium. Niestety, nie obejmuje to tych „kilku cali”, które Rosja naruszyła 10 i 13 września w Polsce i Rumunii.

Rozmycie odpowiedzialności wobec podobnych incydentów jest na rękę Stanom Zjednoczonym. Uznanie ich za bezpośredni atak na państwo sojusznicze oznaczałoby uruchomienie artykułu 5 Paktu Północnoatlantyckiego. Nie powoduje to automatycznie „wojny z Rosją”, lecz nakłada konieczność zaangażowania, zmusza do zdecydowanej reakcji – na przykład w postaci symetrycznych odpowiedzi na podobne zaczepki czy wzmocnienia sankcji na Rosję.

Trump zgodnie z naszymi oczekiwaniami zadeklarował, że nałoży na Rosję dodatkowe, bolesne sankcje, lecz postawił warunek. Zrobi to po tym, jak zdecydują się na to państwa europejskie.

Prezydentowi USA chodzi przede wszystkim o zaprzestanie kupowania rosyjskiej ropy. Choć import surowców energetycznych z tego kierunku zmniejszył się od inwazji na Ukrainę, wciąż jest on znaczący wśród niektórych państw NATO – Turcji, Węgier, czy Słowacji. Decyzja o sankcjach na Rosję nie zależy tylko od Polski, jednak to od niej Trump uzależnia swoją pomoc.

Jeśli amerykańskie wsparcie i gwarancje w zakresie bezpieczeństwa będą warunkowe, będziemy zmuszeni do znacznie większych poświęceń, niż jesteśmy obecnie (ogromnych zakupów wojskowych za oceanem). Wczoraj USA zatwierdziły sprzedaż Polsce ponad 2500 pocisków Javellin z wyrzutniami za około 780 milionów dolarów. Amerykańska pomoc kosztuje.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.